Bajka, w którą chce się wierzyć. Recenzja filmu „Downton Abbey"

Autor: Sławomir Krempa
Okładka publicystyki dla Bajka, w którą chce się wierzyć. Recenzja filmu „Downton Abbey

Filmowa odsłona serialu „Downton Abbey” to historia urocza. A przy tym inteligentna, skrząca się dowcipem i momentami autentycznie poruszająca. Ale – niestety – to film oderwany od rzeczywistości jeszcze mocniej niż serial.

Jest rok 1927, a więc mniej-więcej rok po zakończeniu finału serialu. Członkowie rodu Crawleyów żyją dostatnio pod opieką wiernej służby. Sielanka zdaje się trwać w najlepsze. A jednak srebra rodowe nie lśnią już tak, jak przed laty, bojler wciąż się psuje, a złote lata arystokracji zdają się odchodzić w niepamięć. Wszystko to jednak przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie, gdy do Downton Abbey przychodzi list. Królewska Poczta z zapowiedzią wizyty samej królewskiej pary. Wydarzenia nabierają tempa, a z zasłużonej „emerytury” powrócić będzie musiał nawet niezastąpiony Charles Carson (znakomity Jim Carter). Mieszkańcy miasteczka jednoczą się w zachwycie, mogąc dostarczyć idealne pory na królewski stół, służba pragnie ugościć monarchów, nakarmić i napoić ich po królewsku, a Crawleyowie wiedzą, że to od tej wizyty zależy, czy pozostaną przeciętną brytyjską szlachecką rodziną, czy dołączą do prawdziwej elity. Rzecz w tym, że nic nie idzie tak, jak trzeba.

Plakat promujący film Michaela Englera może budzić przerażenie. 20 osób na jednym zdjęciu, a od zakończenia emisji serialu minęły już cztery lata. Czy jeszcze pamiętamy bohaterów? Czy ktoś, kto nie oglądał telewizyjnej produkcji, ma szansę odnaleźć się w fabule filmu kinowego?

O dziwo – bez najmniejszych problemów. I jeśli nawet początkowo nie będzie darzył bohaterów tak wielkim uczuciem, jak w przypadku oddanych fanów, choć nie da o sobie znać nostalgia związana z wrażeniami z serialu, to nawet nowy widz szybko zorientuje się, kto tu jest kim. Scenariusz Juliana Fellowesa (swoją drogą, znacie jego książki, chociażby powieści BelgraviaCzas przeszły niedoskonały czy Snoby?), choć w istocie nie grzeszy przesadną oryginalnością (kolejne wątki po prostu przewijają się przed oczami widza i raczej nie ma tu miejsca na zbyt duże zaskoczenie), jest precyzyjny do granic możliwości. Reżyser, Michael Engler, wyciąga zaś z niego to, co najlepsze, w kilkuminutowych scenach prezentując kolejne postaci, rysując kolejne konflikty i prowadząc je do całkiem przyjemnych finałów. Szalenie inteligentne dialogi skrzą poczuciem humoru. Cudownie wypada, oczywiście, niezawodna Maggie Smith jako nestorka rodu. Pozostali członkowie obsady, choć może nie tak szalenie barwni, w najmniejszym stopniu jej jednak aktorsko nie ustępują. Powraca znakomita większość oryginalnej obsady. Pojawia się kilka nowych postaci. Jest wszystko to, co sprawiło, że serialowe „Downton Abbey” stało się światowym fenomenem.

Ale jest też wszystko to, za co „Downton Abbey” krytykowano. Stosunki społeczne ukazane w serialu – cóż, nie były reprezentatywne dla całej Wielkiej Brytanii. Wszystko jest tu uładzone, ugrzecznione, choć Fellowes stara się nadać całej historii dramatyzmu, coraz mocniej zaznaczając nastroje „rewolucyjne” wśród ludu oraz działania niechętnych monarchii Irlandczyków. Pojawiają się problemy współcześnie przez literaturę czy kino często poruszane i wciąż aktualne, zaś przed stu laty raczej niedostrzegane – nietolerancja wobec homoseksualistów czy „przemocowy" małżonek. Główny jednak wątek pozostaje bardzo mocno eskapistyczny, z dzisiejszej perspektywy wydumany i mający widzowi nieść raczej wytchnienie, niż burzyć jego spokój. Nadal też wniosek pozostaje ten sam: póki istnieje brytyjska arystokracja, świat będzie trwał. Dopóki stoi Downton Abbey, dopóty Wielka Brytania pozostanie… cóż, wielka. Filmowe „Downton Abbey” to więc historia bardzo przyjemna, ale mocno eskapistyczna. To po prostu piękna bajka, w którą – na szczęście – wciąż chce się wierzyć.

Jest jeszcze jedna zaleta premiery filmu – do księgarń trafiła książka Lady Almina i prawdziwe Downton Abbey. Utracone dziedzictwo zamku Highclere, opisująca dzieje miejsca, które posłużyło za scenerię produkcji kinowej. Opinie naszych czytelników są bardzo pozytywne, a książka dostępna jest w popularnych księgarniach internetowych: 

1

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Avatar użytkownika - slena1098
slena1098
Dodany: 2019-10-15 12:13:52
0 +-

Chętnie obejrzę film. 

Avatar użytkownika - Gosiaczek
Gosiaczek
Dodany: 2019-09-23 10:39:52
0 +-

Raczej się nie skuszę.

Avatar użytkownika - Poczytajka
Poczytajka
Dodany: 2019-09-17 13:37:43
0 +-

Snuj się, snuj bajeczko... Zawsze lubiłam bajki :P

Avatar użytkownika - Eskarina
Eskarina
Dodany: 2019-09-17 10:45:15
0 +-

Lubiłam bardzo serial. Chętnie obejrze film. No tak, trzeba pamiętać, że to tylko bajka jest...

Avatar użytkownika - Gandlafpl
Gandlafpl
Dodany: 2019-09-16 21:56:08
-1 +-

gniot

Avatar użytkownika - Inka
Inka
Dodany: 2019-09-16 21:47:38
0 +-

Widziałam dwa pierwsze sezony serialu i bardzo mi się podobały :)

Avatar użytkownika - martucha180
martucha180
Dodany: 2019-09-16 18:12:50
0 +-

Nie czytałam, ale bajkę mogę obejrzeć.

Avatar użytkownika - Justyna641
Justyna641
Dodany: 2019-09-16 16:47:34
0 +-

Jestem fanką serialu i film na pewno obejrzę.

Avatar użytkownika - Lenka83
Lenka83
Dodany: 2019-09-16 15:40:24
0 +-

Ja też nie czytałam.... ale jak ktoś wymyśli dobę która będzie miała 48 h to może nadrobię zaległości....

Avatar użytkownika - mamut
mamut
Dodany: 2019-09-16 15:23:55
0 +-

Uwielbiam serial, więc na film też planuję się wybrać:)

Avatar użytkownika - monikap
monikap
Dodany: 2019-09-16 15:00:44
0 +-

Jeszcze nawet nie czytałam :/ Zaległości mam kosmiczne!

Warto przeczytać

Recenzje miesiąca
Manhattan Babilon
Lech Majewski
Manhattan Babilon
Orangeboy. Masz u nas dług
Patrice Lawrence
Orangeboy. Masz u nas dług
Nigdy nie będziesz mną
Anna M. Brengos;
Nigdy nie będziesz mną
Mały manipulator
Bartosz Sztybor;
Mały manipulator
Westerplatte
Jacek Komuda
Westerplatte
Harem
Alex Vastatrix, Waldemar Bednaruk
Harem
Zabójstwo na cztery ręce
Karolina Morawiecka;
Zabójstwo na cztery ręce
Noc, kiedy umarła
Jenny Blackhurst
Noc, kiedy umarła
Pokaż wszystkie recenzje