Festiwal pełen emocji. Podsumowanie Festiwalu Literatury Kobiecej "Pióro i Pazur" w Siedlcach

Data: 2014-09-29 20:43:38 Autor: Adrianna Michalewska
udostępnij Tweet

 

Co było tego powodem? 

W pierwszej poważnej dyskusji pierwszego dnia festiwalu jurorki i nominowane analizowały kondycję literatury popularnej w Polsce. Wieczorne spotkanie zgromadziło nie tylko twórców i czytelników literatury kobiecej, ale głównie specjalistów od pisania i promocji poczytnych książek popularnych. Na tegoroczny konkurs wydawcy zgłosili 79 tytułów, z czego po selekcji czytelników pod obrady Jury pod przewodnictwem dr Bernadetty Darskiej trafiły tylko 24 pozycje. Jak zauważyła Darska, wydawcy wydają się nie mieć świadomości, że Festiwal Literatury Kobiecej to nie wydarzenie promujące każdą książkę napisaną przez kobietę. Zdarza się, że zgłaszane są książki z dziedziny literatury faktu, czy biografie. A przecież nie na taki festiwal nas zaproszono.

1dzienDoszło do burzliwej dyskusji, w wyniku której zaproponowano szereg postulatów. Może nie było to 21 tez, ale pomysłów było naprawdę sporo. Zatem przyjrzyjmy się żądaniom specjalistek od literatury. Należy między innymi:

1. Wprowadzić ograniczenie ilości zgłaszanych przez jedno wydawnictwo tytułów. Jak wiadomo, żaden wydawca nie ograniczy dobrowolnie swoich szans i na festiwal będzie pchał każdą książkę, którą mu napisze kobieta. Nieważna treść, ważne że kobieca.

2. Lobbować wśród wydawców, aby nie zostawiali sprawy wyboru tytułów jedynej osobie w wydawnictwie, której nie udało się przed tym zadaniem uciec. FLK to ważna impreza i należy do tej myśli przywyknąć.

3. Dobra literatura kobieca to nie jest masowa produkcja z taśmy. Silnym głosem Bernadetty Darskiej padł postulat odejścia od socjalistycznych wezwań typu „tysiąc książek na tysiąclecie”. Jeśli pisarka zapowiada na 2015 rok sześć książek, a przez najbliższą dekadę zapełni nam domowe biblioteczki kolejną dwudziestką swych dzieł, to nie ma siły. To nie jest literatura, tylko „sprzedaż wiązana” autorki z czymś, co pisze w ilościach hurtowych. Elegancka definicja takiego zjawiska przyjęła nazwę grafomanii, a dla pragnących egzemplifikacji Darska podała casus Katarzyny Michalak.

4. Sławomir Krempa, naczelny serwisu Granice.pl, rozpoczął dyskusję o absurdzie wydawania każdej powieści quasi-obyczajowej w nakładach kilkuset egzemplarzy bez redakcji, a często i bez korekty. Gorąca debata zaowocowała pomysłem stworzenia listy wydawców wypuszczających takie gnioty. Jeśli wydawcy nie chce się poprawić błędów ortograficznych w powieści, to nie ma prawa tytułować się wydawcą. 

5. Kolejnym gorącym tematem okazała się sprawa okładek. A raczej fatalnych okładek, które zdominowały polski rynek wydawniczy. Zalew infantylnych zdjęć kobiet i kwiatków, często nijak mających się do treści, można jedynie porównać do niekompatybilności na polu: treść powieści a jej tytuł. Darska wysnuła z tego daleko idący wniosek, że wydawcy uważają odbiorczynie literatury kobiecej za idiotki, do których przemawiają podprogowe przekazy, które znudziłyby chyba nawet psy Pawłowa.

6. Sprawa okazała się ważniejsza, niż ktokolwiek przypuszczał. Mariola Zaczyńska, szefowa festiwalu, rzuciła prowokacyjnie pytanie, czy nie należy zmienić nazwy Festiwalu Literatury Kobiecej. Bo skoro literatura kobieca kojarzy się:

a. wydawcom ze wszystkim, co napisała osoba posiadająca biust

b. wydawcom z tym, co nie wymaga nadmiernego wysiłku intelektualnego

c. wszystkim z opowieściami z pensjonarskiego sztambucha

to z całą pewnością coś tu nie gra.

 

Atmosfera niepewności i niezadowolenia narastała

Bomba rzucona przez Darską nie pozwalała przejść nad problemem kondycji literatury kobiecej do porządku dziennego. I choć pisarki bawiły się doskonale, w hotelu Janusz czuło się niepokój. Czy z literaturą kobiecą jest naprawdę tak źle?

Sobota przywitała uczestników Festiwalu mżawką, zaplanowana przez organizatorów gra miejska przyciągała więc głównie największych pasjonatów. Ten świetny pomysł warto dopracować w kolejnej edycji Festiwalu. Niejeden miłośnik prozy Marii Ulatowskiej udałby się zapewne chętnie z pisarką na spacer po mieście. 

graW Galerii Siedlce organizatorzy zaplanowali trzy spotkania z czytelnikami.

Podczas rozmowy z zaproszonymi blogerami padło wiele gorzkich słów pod adresem osób piszących o literaturze. Obserwujący rynek wydawniczy uczestnicy dyskusji zarzucali wydawcom niską selektywność w doborze partnerów uczestniczących w akcjach promocyjnych powieści. Masowe zarzucanie czytelników powielanymi opiniami bez znamion recenzji musi w konsekwencji psuć rynek i rzutować na wiarygodność opinii w Internecie. Pomijając aspekt niskiej sprawności językowej części blogerów (tych akurat blogerów na panelu nie było, a szkoda) czyli: nieumiejętność posługiwania się polszczyzną, pisanie streszczenia książki, spojlery, największą zmorą pisarzy są nieuprawomocnione laurki pod adresem książki, częstokroć kopiowane w nieskończoność, bez najmniejszych znamion krytycyzmu. Szkoda, że w tym momencie nie pojawiła się w sali ani jedna osoba z kręgu tak piszących. Dyskusja byłaby wtedy jeszcze gorętsza. 

 

Tymczasem dobrze wychowani dyskutanci łagodzili emocje i powoli uciekał nam zapał do zmian 

 

Katarzyna Hordyniec, przedstawicielka blogerów zagranicznych wykazywała się największym zrozumieniem dla niedostatków piszących o książkach, uważając, że w dużej mierze odpowiedzialność za niekorzystny rynek blogerski spoczywa i na piszących o książkach, bo są zupełnie nieselektywni w ich doborze, i na wydawcach, nierzetelnie informujących o swoich produktach, czasami klasyfikujących je w innych kategoriach  niż właściwe.

Paradoksem jest to, że pomimo bardzo nieprofesjonalnych opinii o książkach zaliczanych do literatury kobiecej i niewielkim ich występowaniu w prasie ogólnopolskiej, gatunek ten funkcjonuje znakomicie. Jak wskazują dane Biblioteki Narodowej, połowa sprzedawanych w Polsce książek to romanse i kryminały. Zważywszy, że gatunki te zaczynają się przeplatać (powstają powieści obyczajowe z wątkiem kryminalnym), powieść kobieca nadal króluje w księgarniach.

Grażyna Musiałek z „Polityki” dostrzegła jeszcze jeden pozytywny aspekt nadmiaru blogerskich opinii literackich. Popularyzują one czytanie i pisanie. – Ze stu słabych blogerek w końcu wykształci się jedna naprawdę świetna – podsumowała. Jasne jest, że tego segmentu rynku nie wolno lekceważyć. I choć wielu daleko jeszcze do poziomu Agnieszki Tatery, Piotra Chojnackiego czy Katarzyny Czajki, przyszłość może być w tej dziedzinie zaskakująca.

 

A zatem jest źle, ale całkiem dobrze

 

jodelkaW kolejnej odsłonie Festiwalu Mariola Zaczyńska pytała trzy laureatki nagrody Wielkiego Kalibru, przyznawanego za najlepszą powieść kryminalną, o ich pracę. Uznane pisarki: Gaja Grzegorzewska (nagrodzona za powieść Topielica), Joanna Jodełka (za Polichromię) i Marta Guzowska (za Ofiarę Polikseny) zgodnie przyznały, że mitem jest, aby kryminał stanowił gatunek przypisywany jedynie mężczyznom.

- Nie ma czegoś takiego jak babska powieść kryminalna – podkreśliła Grzegorzewska, która pisze pełne brutalnych scen powieści. Jej pierwsza bohaterka – detektyw Julia Dobrowolska – to nie delikatna kobietka, a już Profesor – postać z najnowszej książki Betonowy pałac - to zwykły cham, czego nie kryje pisarka.

- W usta antropologa Mario Ybla wkładam teksty, których sama nie odważyłabym się wypowiedzieć na głos – dorzuca Guzowska. - Pisząc, odreagowuję brak traumy w codziennym życiu. Inspiracji do swojej drugiej książki, nominowanej do nagrody Wielkiego Kalibru Głowy Niobe, szukałam wśród rozczłonkowanych antycznych rzeźb w kopenhaskiej Ny Carsleberg Glyptotek. Patrząc na te korpusy bez głów, pomyślałam: „A gdyby tak potraktować bohaterów powieści?”

Dla Joanny Jodełki powieść kryminalna to raczej pretekst do opowiadania o społeczeństwie niż poszukiwania sprawcy zabójstwa. Autorka Grzechotki uważa, że klasyczny kryminał w wydaniu Agaty Christie to już przeszłość. 

Prowadząca spotkanie Mariola Zaczyńska podkreśliła, że wszystkie trzy panie utrzymują się z pisania, choć nie tylko z tworzenia powieści. Grzegorzewska i Guzowska pracują także jako dziennikarki, a Jodełka wydzierżawiła część swojego domu na żłobek, dzięki czemu może skupić się na wymyślaniu krwawych fabuł. Żadna z pań nie podejmowała rozważań o podziale gatunku powieściowego na kryminał mainstreamowy i kryminał kobiecy.

- Piszę w pierwszej osobie liczby pojedynczej, jako mężczyzna – podkreśliła Guzowska. - Tworzę ostre sceny, a pisząc jestem potwornie naładowana – mówi Grzegorzewska. – Tuż po ukończeniu powieści „Betonowy pałac”, zareagowałam bardzo ostro na zaczepkę w pubie. Dałam agresywnemu mężczyźnie po prostu po pysku. Musiało minąć trochę czasu, zanim przypomniałam sobie, że jestem kobietą – dodała Grzegorzewska, skądinąd – filigranowa blondynka. - Czytając kryminały pisane przez kobiety takich barier nie ma. Powieść nie ma płci.

bicieA potem było bicie

Pisarki i mieszkańcy Siedlec bili kolejny rekord w czytaniu na głos i po cichu. Cudny widok i aż serce rosło, gdy zaczytani zdobywali miasto.

 

A potem pojechaliśmy po bandzie

A właściwie Jakub Winiarski, szef autorskiej strony literaturajestsexy.pl przekonywał Annę Fryczkowską, że można napisać bestseller, jeśli tylko zna się kilka ważnych tricków. Okazuje się, że z pisaniem jest jak z małżeństwem. Musi być niekonwencjonalnie, czyli każdy nietuzinkowy pomysł jest na wagę złota, uczestnicy (bohaterowie) powinni być fascynujący (co to za romans bez fascynacji), stawki wysokie (tu sprawa jest jasna) i trzeba trochę odlecieć, czyli nie trzymać się kurczowo rzeczywistości. Kogo obchodzi opowieść o naszym życiu, przeniesiona w skali jeden do jednego na papier? Otóż: nikogo.

Jak w dobrym romansie, tak i przy pisaniu powieści, zalecane są częste kontakty z obiektem uwielbienia (tekstem) i sporo fantazji. Nie od dzisiaj wiadomo, że rutyna zabije każdy związek. A zatem – Winiarski  ma rację. Trzeba się mocno zakochać w swojej historii i zaryzykować. Odrobina szaleństwa jeszcze nikomu nie wyszła bokiem. Za to niejedna nudna powieść - tak.

Podsumowaniem Festiwalu była dyskusja na ostatnim panelu festiwalu, 27 sierpnia, w sobotę w hotelu Janusz.

Jaka jest literatura kobieca? 

O przyszłości literatury popularnej i literatury środka rozmawiali przedstawiciele wydawców, blogerzy, krytycy literaccy i pisarze.

Grażyna Musiałek z "Polityki" zauważyła, że tegoroczny poziom festiwalu był słabszy niż dwóch poprzednich. Zabrakło książek bardzo dobrych i rzetelnego rzemiosła literackiego. Wyraźnie widać, że niektóre pisarki nie mają słuchu literackiego.  Co można więc zrobić, aby polskie książki były lepsze? 

 

walkaZaczęła się walka

Dyskutujący zgodnie uznali, że wiele zależy od dobrej woli i zaangażowania wydawnictw. Choć te deklarują pracę z autorami, to wydaje się, że sporo publikacji to wydrukowane maszynopisy bez większej pracy redakcyjnej. Według Grażyny Musiałek to psucie rynku będzie postępowało. 

Przedstawicielka wydawnictwa Prozami, Sylwia Drożdżyk-Reszka, zwróciła uwagę na niski poziom świadomości początkujących autorów, którzy nie rozumieją procesu wydawniczego i nie akceptują najmniejszej nawet ingerencji w tekst.

Agent literacki i krytyk Manula Kalicka podkreśliła, że nawet wielu poważnych wydawców nie robi solidnej korekty literackiej. Są tym samym współodpowiedzialni za sytuację polskiej książki.

Przedstawicielka wydawnictwa Świat Książki Joanna Strzelczyk winą za tę sytuację obarcza realia wydawnicze, gdzie brak dobrych agentów powoduje niezrozumienie procesów wydawniczych i w efekcie wygórowane oczekiwania autorów. 

Na pytanie moderatora, Sławomira Krempy z serwisu Granice.pl kto kształtuje rynek książki – autor czy wydawca nie uzyskano satysfakcjonującej wypowiedzi. Natomiast napięcie z każdą minutą rosło.

 

Dlaczego tak trudno o tym rozmawiać?

Wydawcy uważają, że trzeba respektować wymogi rynku, a autorzy zarzucają wydawcom brak potrzeb kształtowania trendów.

ziebinskiPodczas dyskusji o miałkości okładek padło stwierdzenie, że wydawcy myślą jedynie o merkantylnym aspekcie sprawy i nie dbają o sztukę. Co więcej, jak podkreślił Robert Ziębiński (Dzikabanda.pl), wydawcy słabo orientują się w literaturze popularnej, którą wydają bez odpowiedniej wiedzy gatunkowej i historycznej.

Ziębiński uważa, że wydawcom nie zależy na dobrych okładkach, tylko na sprzedawalnych książkach. I ten zarzut pozostał właściwie bez komentarza. Jedynie Sylwia Drożdżyk-Reszka nie kryła, że aspekt finansowy sprawy jest dla każdego wydawcy istotny. Nie mówiono natomiast raczej o misji wydawniczej.

Wracając do możliwości kształtowania gustów czytelników, Sławomir Krempa pytał, czy w rzeczywistości nie jest tak, że sprzedadzą się te książki, na których promocję przeznaczy się odpowiednio duże środki finansowe. Inaczej mówiąc: że wśród bestsellerów mogłoby być więcej dobrych książek. Trzeba by tylko zapłacić odpowiednio dużo za ich promocję.

kalickaWedług Kalickiej tak wyglądają prawidła rynku. Przedstawicielka wydawnictwa Prószyński i S-ka redaktor Anna Derengowska nie zgodziła się z tym poglądem. Jej zdaniem i mocno finansowane książki bywają niesprzedawalne, często bywa też tak, że pozycje bez większej dotacji odnoszą sukces wydawniczy.

Kontrując tę opinię, pisarka Magdalena Ziminiak zapytała, czy zdarza się, że książka której nie ma w księgarniach sprzeda się w nakładzie trzystu tysięcy egzemplarzy. Jeśli wydaje się powieść w dwóch tysiącach egzemplarzy, to tytuł jest raczej niewidoczny na rynku, skąd więc opinie o jego domniemanym sukcesie? W odpowiedzi mówiono wiele o marketingu szeptanym, nie pojawił się jednak żaden konkretny przykład. 

 

Widzowie czekali na konkretny, omówienie spektakularnych przypadków bestsellerów w trzystu egzemplarzach, ale na próżno.

Ani wydawcy nie mieli nic do dodania, ani moderator nie ciągnął wątku. Hanna Cygler, pisarka, włączyła się do dyskusji, prosząc wydawców, aby odrzucali słabe książki, a nie wydawali je, kierując się znanym nazwiskiem autora czy autorki, licząc na sukces w sprzedaży, aby kolejno oskarżać pisarzy o niski poziom proponowanych tekstów.

Pomimo zaangażowanej i dynamicznej dyskusji, nie osiągnięto w tej kwestii żadnego porozumienia. Panel zakończono, choć po obu stronach pozostało jeszcze wiele pytań, których nie zdążono zadać. Zdecydowanie należy do tego tematu powrócić, bo apel, by pisarze doskonalili swój warsztat, a wydawcy wykazali więcej odwagi w kształtowaniu gustów czytelniczych nie wypadł zbyt mocno.

A potem była GALA

 

I na scenie pojawiały się kobiety, które kształtują wyobraźnię tysięcy Polek. O tym, kto wygrał, przeczytać można w tekście Festiwal Literatury Kobiecej: znamy laureatki nagród "Pióra" i "Pazura".

Pozostały zdjęcia i przekonanie, że o literaturze kobiecej trzeba rozmawiać jak najwięcej. Następna po temu okazja wydarzy się za rok. 

Adrianna Michalewska

1

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Avatar uĹźytkownika - violabu
violabu
Dodany: 2014-10-01 09:55:38
0 +-
Zazdroszczę osobom, które miały możliwość być na tym festiwalu.

Warto przeczytać

Reklamy
Recenzje miesiąca
Upiór w moherze
Iwona Banach
Upiór w moherze
Szepty ciemności
Andrzej Pupin
Szepty ciemności
Gdzie słychać szepty
Kate Pearsall
Gdzie słychać szepty
Księga zaklęć
Agnieszka Rautman-Szczepańska
Księga zaklęć
Najukochańsza
Joanna Jagiełło
Najukochańsza
Strach ze strychu
Radek Jakubiak
Strach ze strychu
Strefa interesów
Martin Amis
Strefa interesów
Stajnia pod Lipami
Magdalena Zarębska ;
Stajnia pod Lipami
Pokaż wszystkie recenzje