Obrona Izabeli Łęckiej

Data: 2021-06-29 09:20:08 Autor: Alicja Minicka
Okładka publicystyki dla Obrona Izabeli Łęckiej z kategorii Brak kategorii

Izabela Łęcka to jedna z bardziej znanych kobiecych postaci literackich. Niewątpliwie ekranizacje Lalki walnie się do tej popularności przyczyniły. 

Powszechne jest  utożsamianie Łęckiej z tytułową lalką, zimną i wyrachowaną arystokratką. Wprawdzie sam Bolesław Prus zastrzegał, że tytuł powieści dotyczy procesu sądowego o kradzież lalki, a panna Łęcka laką nie jest, jednak mało kto traktuje te słowa poważnie. Raczej panuje przekonanie, iż autor przekomarza się z czytelnikiem, licząc na jego inteligencję i umiejętność dostrzeżenia w wątku procesu o lalkę jedynie pretekstu, by nazwać rzecz po imieniu. 

Panna Łęcka z pewnością aprobowała fakt przynależności do warstwy błękitnokrwistych. A kto by nie aprobował? Podobało się jej też życie w luksusie. Czy komuś by się nie podobało? Czy przypadkiem w potępianiu nie kryje się zwykła hipokryzja?

Czy Izabela Łęcka była „lalką"?

Izabela na pewno nie była typem intelektualistki. Ale nie była też głupia. Doskonale wiedziała, że dla zachowania dotychczasowego statusu musi wyjść bogato za mąż, nawet za parweniusza Wokulskiego. Gdyby cechowało ją przypisywane jej odgórnie wyrachowanie, nie miałaby z tym żadnych problemów.

Jest taka scena, gdy mowa o sprzedaży rodowych sreber. Izabela zadaje swojej ciotce pytanie, czy ma wybierać pomiędzy sprzedażą tych sreber i siebie samej? Zadaje je z wyraźną goryczą. Wiedziała doskonale, że Wokulski jest w stanie zapewnić jej życie w luksusie, uratować od widma bankructwa i ją, i tatusia-utracjusza. Zachowanie Izabeli wobec niego przeczy zimnej kalkulacji.

Jeden ważny fakt umyka uwadze krytykujących Łęcką. Ona nie ukrywa swojej do Wokulskiego niechęci. Nawet, gdy przyjmuje jego oświadczyny, czyni to z wyraźną rezygnacją. Wie, że się sprzedaje.  A Wokulski wie, że jego jedynym atutem są pieniądze.

W Lalce mamy wątek młodziutkiej dziewczyny, zaręczonej z bogatym i starym hrabią. Ale ta dziewczyna, w przeciwieństwie do Izabeli, deklaruje swemu narzeczonemu prawdziwe uczucie. Sądzę, że ten wątek posłużył Prusowi do zwrócenia uwagi czytelnika na fakt, że Izabela nie udaje uczucia, którego nie ma.

Izabela uważa, że Wokulski ją osacza. I ma rację, ze swojego punktu widzenia. A jaki niby punkt widzenia miałaby przyjąć?

Wokulski – „romantyczny" idealista?

Warto też przypomnieć, że „romantyczny” idealista Wokulski sam się za młodu sprzedał, żeniąc się dla pieniędzy z o wiele starszą od siebie wdową. Jemu uchodzi na sucho. Czyżby znowu kłaniała się podwójna moralność, nieobca i dzisiejszemu czytelnikowi?

Moim zdaniem Izabela intuicyjnie wyczuwa, że Wokulski nie jest tym, za kogo się podaje. Przecież wie doskonale, że Łęcka nie darzy go uczuciem. Osobiście poczytuję Izabeli za zaletę, iż nie ułatwia mu tworzenia wygodnych złudzeń, tak jak narzeczona hrabiego.

Sam Wokulski ma co do swego romantyzmu wątpliwości. Dlatego pyta przyjaciela-lekarza o miłość platoniczną, którą sobie w odniesieniu do Izabeli przypisuje. Przyjaciel, zgorzkniały cynik, nie daje się wywieść w pole. Jego ironiczna odpowiedź obnaża Wokulskiego.

Prus podaje nam wygodne z pozoru interpretacje. Pusta Izabela nie dostrzega cnót Wokulskiego, a dostrzegają je przecież tak wspaniałe kobiety, jak Stawska i Wąsowska. Izabela patrzy przez pryzmat wpojonych jej uprzedzeń klasowych, to prawda. Ale czy ma obowiązek owe cnoty dostrzec? Czy ma obowiązek czuć się odpowiedzialną za infantylizm Wokulskiego, który postrzegał ją jako kobietę idealną, a nie taką, jaką była naprawdę? Myślę, że warto spojrzeć na Izabelę Łęcką świeżym okiem, bez dotychczasowych schematycznych interpretacji. Spojrzeć jak na człowieka. Jej strach przed utratą statusu jest przecież tak naturalny. A w zachowaniu wobec Wokulskiego nie dostrzegam jedynie pogardy, ale przede wszystkim bunt przeciwko nieuchronności i konieczności wyjścia za niego. Tę konieczność narzuca Izabeli całe jej otoczenie. Ojciec, krewni, nawet zakochana w Wokulskim Wąsowska.

Czy naprawdę powinniśmy potępiać Izabelę, że tej presji w końcu uległa? Przecież nawet teraz, ponad sto lat później, kobiety nadal jej ulegają, chociaż teoretycznie nie muszą. Izabela nie miała wyjścia. Sytuacja niezamężnej i niezamożnej kobiety nie należała wtedy do najciekawszych.
Zastanawiam się, czy intencją Bolesława Prusa było potępienie Izabeli. Odnoszę wrażenie, że rozumiał swoją bohaterkę i jej niechęć wobec Wokulskiego. Izabela, należąc do arystokracji, rzeczywiście uważała się za przedstawicielkę lepszego gatunku. Wpajano jej to przekonanie od dziecka.

Na czym tak naprawdę polegała wina Izabeli? Że nie doceniała Wokulskiego? Czy aby na pewno miała go za co doceniać? Przecież on nie kochał jej, kochał swoje o niej wyobrażenie.

Alicja Minicka

1

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.