Każde pokolenie potrzebuje „swojego” filmu o Holokauście? Recenzja filmu "Jojo Rabbit"

Autor: Sławomir Krempa

Kiedy w Nowy Rok kolejni znajomi oświadczali, że oto wchodzimy w lata dwudzieste, pewnie większość z nas – szczególnie rozmiłowanych w polskim kinie tego okresu – po prostu się uśmiechnęła. Nowy Rok – nowy początek – zdecydowanie nie był to moment na głębszą refleksję dotyczącą przeszłości. A jednak te słowa wracały i wraz z kolejnymi doniesieniami ze świata, dotyczącymi coraz większej siły ruchów skrajnych czy nacjonalistycznych – szczególnie wśród osób młodych, pojawiała się myśl, że przecież historia lubi się powtarzać – a wszyscy wiemy, co przyszło po latach dwudziestych XX wieku.

Jojo Rabbit cały filmFot. Kimberley French / mat. prasowe

Może dlatego Jojo Rabbit Taki Waititiego nie mógł wejść na ekrany kin w lepszym momencie? Może każde pokolenie potrzebuje „swojego” filmu o Holokauście, fanatyzmie i niebezpieczeństwach płynących z daleko idącego zaślepienia? Jedno jest pewne: Jojo Rabbit to film raczej dla młodszych widzów. Do widzów otwartych, takich, którzy nie burzą się na sam pomysł robienia „feel good movie” o II wojnie światowej. 

Dziesięcioletni Johannes Betzler (Roman Griffin Davis) mieszka z mamą (Scarlett Joansson) na niemieckiej prowincji, w niewielkim miasteczku. Johannes mówi o sobie, że jest nazistą. Należy do Hitlerjugend, a jego niewidzialnym przyjacielem jest sam Adolf Hitler (Taika Waititi). Johannes bardzo chce spełnić wysokie oczekiwania, jakie stawia mu Führer. Może dlatego, że na co dzień jest raczej przegrywem – mimo zaczadzenia nazizmem, nie potrafi zdobyć się na czyny, których czasem od niego wymaga się w Hitlerjugend. Jego fanatyzm jest kaleki, karmiony jedynie wszechobecną propagandą. I samotnością: Johannes stracił siostrę, a jego ojciec walczy w niemieckiej armii. Wypadek, któremu ulega na własne życzenie, potwierdza tylko jego status outsidera. A Johannes pragnie poczucia przynależności. Tyle tylko, że wybiera niewłaściwą wspólnotę.  

Jojo Rabbit recenzja filmuFot. Kimberley French / mat. prasowe

Z pewnością Jojo Rabbit nie byłby tak dobrym filmem, gdyby nie kreacja głównego bohatera. Obsadzony w tytułowej roli Roman Griffin Davis radzi sobie znakomicie – w jego kreacji dziecięca naiwność i niewinność zderza się z fanatyzmem, wynikającym z tego, że jeśli dzieci w coś się angażują, to na 1000%. Świat oglądamy niejako jego oczami – to czas pięknego, cudownego dzieciństwa, nawet jeśli za drzwiami bezpiecznego domu rozpościerał się niebezpieczny, straszny świat. W rzeczywistości tej jest miejsce na magię i fantastyczne potwory – Żydów, tak właśnie portretowanych przez oficjalną propagandę. Na obrazie tym tylko chwilami pojawiają się skazy – w postaci ludzi powieszonych na ryneczku czy rannych żołnierzy. Ale w świecie filmu Taiki Waitiego jest też miejsce na nadzieję. Na nadzieję, że są ludzie mimo wszystko zdolni do dobrych czynów. Że wystarczy rozmowa, by przełamać wszystkie mury. I że kiedyś świat ten się zmieni. 

Oprócz ciepła i nostalgii mamy w filmie Waititiego również ostrze satyry (zwłaszcza w pierwszej części) i poczucie humoru. Humoru dużo mocniejszego niż chociażby w filmie Życie jest piękne, ale chyba nie tak szalonego, jak zwykle u tego reżysera. Jednak Jojo Rabbit w pewnym sensie jest komedią, o czym warto bardziej konserwatywnych widzów uprzedzić. Humor nie powoduje tu jednak pustego, głupawego rechotu. Raczej ujawnia absurd wojny i okrucieństwa ideologii, w którą wierzyło tak wielu ludzi.  

Opinie o filmie Jojo RabbitFot. Kimberley French / mat. prasowe

Wszystko to składa się w bardzo spójną całość, bowiem Waititi jest nie tylko oryginalnym artystą, ale też szalenie sprawnym rzemieślnikiem. I potrafi dobierać sobie współpracowników. Utrzymane w ciepłej kolorystyce zdjęcia są znakomite. Kostiumy Mayes C. Rubeo zachwycają oryginalnością. Mamy tu grę zarówno z popkulturą, jak i estetyką niemieckich filmów propagandowych. Uwagę zwraca umiejętne wykorzystanie wielkich przebojów, które w Jojo Rabbit są po prostu znaczące. Aktorstwo Johansson i Rockwella zasługuje na wszelkie pochwały, a sam Waititi wydaje się stworzony do parodiowania Hitlera. 

Jojo Rabbit jest jedną z najbardziej oryginalnych produkcji ostatnich lat. Ale to także bardzo szczera opowieść o mechanizmach propagandy i fanatyzmu, o rodzinie i przyjaźni, o stracie, pozbywaniu się złudzeń i o dorastaniu. Ale to także film o tym, że choć rozpościerający się za drzwiami rodzinnego domu świat jest straszny, to łatwiej mierzyć się z nim, gdy jest się razem. Trzeba tylko wybrać odpowiednie towarzystwo. 

1

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Avatar użytkownika - Joannate
Joannate
Dodany: 2020-02-03 15:27:02
0 +-

Mam wrażenie, że temat holocaustu jest w ostatnich czasach za bardzo eksploatowany. Trudno w natłoku publikacji i filmów znaleźć te wartościowe, bo giną wśród taniej sensacji... Ta recenzja mnie jednak zaciekawiła. 

Avatar użytkownika - Gosiaczek
Gosiaczek
Dodany: 2020-01-28 11:06:26
0 +-

Zdecydowanie obejrzę. 

Avatar użytkownika - JolaJola
JolaJola
Dodany: 2020-01-28 08:16:30
0 +-

Chcę obejrzeć.

Avatar użytkownika - mskm13
mskm13
Dodany: 2020-01-26 11:38:31
0 +-

Idę w przyszłym tygodniu na ten film, mam nadzieję, że nie zawiedzie moich oczekiwań. 

Avatar użytkownika - slena1098
slena1098
Dodany: 2020-01-25 17:33:10
0 +-

Chętnie obejrzę. Jeszcze nie spotkałam się z tematyką nazizmu z punktu widzenia dzieci...

Avatar użytkownika - Justyna641
Justyna641
Dodany: 2020-01-25 17:14:17
0 +-

Raczej nie dla mnie.

Avatar użytkownika - MonikaP
MonikaP
Dodany: 2020-01-25 15:16:10
0 +-

Chyba nie dam się namówić.

Avatar użytkownika - Gandlafpl
Gandlafpl
Dodany: 2020-01-25 15:01:41
0 +-

Bardzo ładna matka.

Avatar użytkownika - Lenka83
Lenka83
Dodany: 2020-01-25 14:07:17
0 +-

Też jestem zainteresowana....

Avatar użytkownika - Poczytajka
Poczytajka
Dodany: 2020-01-25 13:46:32
0 +-

A ja jestem ciekawa podejścia do tematu II wojny światowej.

Avatar użytkownika - martucha180
martucha180
Dodany: 2020-01-25 12:41:47
0 +-

Raczej nie dla mnie.

Warto przeczytać