Ostatnie dni. Film inspirowany biografią Kurta Cobaina

Autor: Tor

Wybrałem się na film Ostatnie dni ciekawy, jak wyglądają ostatnie dni życia narkomana. Chciałem też zobaczyć, jak wyglądają ostatnie dni życia człowieka wrażliwego, człowieka, który szukał czegoś, czego nigdy nie znalazł, który cały czas żył w cieniu samobójstwa, a mimo to tworzył muzykę. Chciałem zobaczyć, jak mogły wyglądać ostatnie dni życia Kurta Cobaina.

Ostatnie dni – opis filmu

Napis na końcu filmu głosi, że obraz jest inspirowany życiem muzyka Nirvany, ale nie jest jego wiernym zapisem i wszystkie postaci oraz wydarzenia są fikcyjne. Na początku wypada zaznaczyć, że faktycznie zobaczyłem, jak mogą wyglądać ostatnie dni. Treść filmu jest dość prosta. Blake, bo tak nazywa się muzyk-narkoman, mieszka wraz ze swymi przyjaciółmi w dużym starym domu pośród dzikiej przyrody. Najprawdopodobniej wyjechali tam, by tworzyć.

Czytaj także: Sprawca Zero. Thriller psychologiczny o intrygującym klimacie z psychodeliczną muzyką w tle

On – cały czas bierze narkotyki i włóczy się po okolicy. Oni – nie zwracają na niego uwagi. Telefony się urywają, ludzie przychodzą, wszyscy chcą wiedzieć, co będzie ze zbliżającą się trasą koncertową, a Blake’a nie ma. W tym miejscu należy zaznaczyć, że w filmie ani razu nie pojawiają się narkotyki, igły, strzykawki, czy alkohol. Czasem tylko zobaczymy papierosy. Domyślamy się po zachowaniu głównego bohatera, że jest pod wpływem używek, ale tak na dobrą sprawę, nie wiemy tego na pewno. I to jest piękne.

Ostatnie dni – recenzja filmu

Dom głównego bohatera nawiedzają agent „Panoramy firm” i przedstawiciele jednego z kościołów chrześcijańskich. Te sceny powodują u nas rozbawienie, bowiem drastycznie zestawiają ze sobą świat zewnętrzny ze światem zamkniętym, światem muzyków i niestety – narkomanów. W końcu Blake umiera. Jego ciało zostało znalezione w szklarni na narzędzia ogrodowe. A scena jego śmierci jest zdecydowanie najpiękniejszą w filmie – kiedy jego nagi duch opuszcza ciało i odchodzi w górę... Przyjaciele uciekają, przyjeżdża policja i koniec.

Czytaj także: Łzy słońca. Trudny dramat wojenny z przesłaniem

Film ma jednak pewne przejaskrawienia. Przede wszystkim – dłużyzny. Sporo dyskutowałem z przyjaciółmi po projekcji filmu i doszliśmy do wniosku, że z jednej strony miały na celu pokazanie specyfiki „życia na haju” a z drugiej strony było ich za dużo. Nie jestem specjalistą od narkotyków, nigdy nie interesowałem się ich wpływem na ludzki organizm, ale kolejną bardzo denerwującą rzeczą w filmie jest brak kontaktu z głównym bohaterem. W ogóle – bohaterowie nie potrafią się ze sobą dogadać. Kiedy jeden mówi, drugi milczy, patrząc w ścianę i potem odwrotnie.

Ostatnie dni – czy warto obejrzeć film?

„Nie zaczynaj brać” – tak osobiście odebrałem nadrzędne przesłanie filmu. Blake był człowiekiem wrażliwym, któremu narkotyki miały otworzyć drzwi do łatwiejszego życia. W filmie zabrakło mi próby wtargnięcia w psychikę bohatera. Wiem, że w „ostatnich dniach” trudno to uczynić, ale można było coś z tym zrobić. Bo ileż można oglądać przechadzającego się po lesie człowieka?

Czytaj także: Plan Lotu. Wartka akcja i charakterna bohaterka

Film Ostatnie dni budzi mieszane uczucia. Z jednej strony wiernie oddaje specyfikę tych dni, z drugiej – miejscami jest naprawdę nudny, kompletnie brak w nim napięcia. Idąc na ten film, trzeba przygotować się na monotonne obrazy, pozbawione w zasadzie muzyki (w sumie – dziwne; spodziewałem się, że obraz będzie aż nią kipiał). Polecam tym, którzy chcą zobaczyć „ostatnie dni”. W przenośni i dosłownie.

1

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.