Recenzja filmu „Gra o wszystko": za dużo słów

Autor: Sławomir Krempa
Okładka publicystyki dla Recenzja filmu „Gra o wszystko

„Gra o wszystko” to film, w którym znajdziecie wszystko to, co charakterystyczne dla kina opartego na scenariuszach Aarona Sorkina: błyskotliwe dialogi, pełnokrwistych bohaterów, rzetelne rzemiosło i… zdecydowanie za dużo słów.

Właściwie każdy, kto mocniej interesuje się amerykańskim kinem, zna nazwisko Sorkina. Jeśli widzieliście „Wojnę Charliego Wilsona”, „Ludzi honoru”, świetny serial „Newsroom”, „The social network” lub „Steve’a Jobsa”, to wiedzcie, że za sukces tych filmów współodpowiedzialny był właśnie ten laureat Oscara i dwóch Złotych Globów. Zwłaszcza ostatnie dwa tytuły są tu ważne, bo „Gra o wszystko” to również film quasi-biograficzny, oparty na autobiograficznej książce Molly Bloom - zwyczajnej dziewczyny z prowincji, sportsmenki, która po wypadku na stoku zmieniła branżę i stała się „księżniczką pokera”. I tu również widz wkracza w z pozoru hermetyczny (wcześniej - startupów czy firm technologicznych, tu - nałogowych pokerzystów), ma okazję przynajmniej nieco lepiej go poznać, przy okazji śledząc kilka równoległych historii (w tym przypadku wyimki ze sportowej kariery Molly, jej pracy jako organizatorki nie-całkiem-nielegalnych rozgrywek pokerowych i procesu sądowego USA vs Molly Bloom).

Sorkin jako scenarzysta to - paradoksalnie - zarówno jeden z najmocniejszych, jak i najsłabszych elementów filmu. Najmocniejszy - bo dialogi są tu jak zwykle naturalne, narracja - inteligentna, przemowy bohaterów - odpowiednio dowcipne . Niestety, wydaje się, że tym razem Sorkin - scenarzysta wziął górę nad Sorkinem - debiutującym reżyserem. Gdyby ktokolwiek inny realizował ten film, zapewne zadbałby o mocne skrócenie scenariusza (140 minut wprawdzie nie dłuży się, ale całość mogłaby być zdecydowanie bardziej dynamiczna). Warto byłoby też powstrzymać się od narracji pozakadrowej, opisującej to, co właśnie widzimy na ekranie. Mnóstwo (czy aby nie za dużo?) jest też w obrazie Sorkina aluzji literackich - jest nawiązanie do Joyce’a, do mitologicznej Kirke, jest sporo o „Czarownicach z Salem” Arthura Millera. Ich wyłapywanie będzie dla każdego miłośnika literatury całkiem niezłą frajdą.

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Warto przeczytać

Reklamy