Recenzja serialu „Lód" na podstawie książki „Bielszy odcień śmierci"

Autor: Sławomir Krempa
Okładka publicystyki dla Recenzja serialu „Lód

Sześcioodcinkowy serial „Lód” na podstawie bestsellerowej powieści Bernarda Miniera Bielszy odcień śmierci, który na początku stycznia trafił do serwisu Netflix, to produkcja, która więcej obiecuje niż faktycznie może zaoferować widzowi. To serialowy przeciętniak, który raczej nie zachwyci ani miłośników literackiego pierwowzoru, ani koneserów kryminalnego kina.

Niewielka miejscowość we francuskich Pirenejach. Położona w zbyt surowym otoczeniu, by można ją było uznać za prawdziwie sielską, w dodatku obecnie mocno przysypana śniegiem za sprawą surowej zimy. A jednak wszyscy się tu znają i wydaje się, że nic nie jest w stanie zakłócić nieco sennego rytmu zwyczajnego życia. A jednak to właśnie tu przy górnej stacji kolejki linowej znalezione zostają zwłoki konia wartego ponad pół miliona euro. I to właśnie tu z dużą niechęcią po dłuższej nieobecności powraca śledczy, Martin Servaz, którego prowadzone wspólnie z młodą komisarz Irene Siegler śledztwo prowadzi do Juliana Hirtmanna, byłego prokuratora, uznanego za winnego morderstw popełnionych przed laty. Rzecz w tym, że Hirtmann zamknięty jest w zakładzie psychiatrycznym i wydaje się, że nie może odpowiadać za kradzież i zabicie konia, ani za kolejne przestępstwa, które wkrótce wychodzą na jaw.



„Lód” to serial oparty na znanej i w gruncie rzeczy dość lubianej konwencji odkrywania tajemnic z przeszłości. Twórcy produkcji każą swoim bohaterom mierzyć się z wydarzeniami, których ci nie mieli szansy wcześniej „przepracować”. Jest tu komisarz, który doprowadził do skazania byłego przyjaciela, uznawanego obecnie za wcielenie zła. Jest dziewczyna, która nie może pogodzić się ze śmiercią kochanki. Jest kobieta, której siostrę niegdyś brutalnie zamordowano. Wydaje się, że w niewielkiej mieścinie w górach nie ma nikogo, kto nie miałby czegoś na sumieniu, kto nie musiałby czegoś ukrywać, na kim nie ciąży brzemię przeszłości. To „rozprawianie się” z własną przeszłością jest bez wątpienia mocną stroną francuskiego serialu.

Tym, co z pewnością w „Lodzie” się również udało, jest budowanie atmosfery. Sceneria, zdjęcia przyrody (solidna robota Dominique'a Bouillereta), tło - to wszystko świetnie buduje klimat i zwyczajnie przykuwa wzrok. Całości dobrze dopełnia interesująca muzyka Alexandre'a Lessertisseura. Mimo zgranej konwencji, intryguje również główna zagadka w serialu. Kto odpowiada za popełniane w okolicy zbrodnie? Czy to możliwe, by inspirował je mężczyzna zamknięty w szpitalu psychiatrycznym? Jakie są motywy zabójcy? W końcu - czy uda się go powstrzymać. Te pytania nurtują widza w sześciu kolejnych odcinkach, choć z czasem pewnych rzeczy można się już domyślić.

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy
Recenzje miesiąca
Kot Dalajlamy
David Michie
Okładka książki - Kot Dalajlamy
Porachunki
Tonino Benacquista
Okładka książki - Porachunki
Jedwabne rękawiczki
Renata Kosin
Okładka książki - Jedwabne rękawiczki
Pokaż wszystkie recenzje