Strzelając do psów. Nie sposób ocenić ekranizację tak wielkiej tragedii

Autor: eleazar

Rwanda, 1994 rok. Utrzymywany sztucznie pokój pomiędzy plemionami Tutsi i Hutu jest coraz bardziej nietrwały. Pewnego dnia, ugodowy prezydent z plemienia Hutu zostaje zamordowany. Politycy niechętni zmianom, zręcznie kierują podejrzenie na ludzi Tutsi. Bardzo szybko zostaje podniesiony temat "rozwiązania kwestii Tutsi". Podjudzany plebs chwyta za maczety. Rozpoczyna się rzeź, w której wymordowano bez litości 800.000 ludzi, podczas gdy ONZ zajmowała się ewakuacją własnych żołnierzy i sporami formalnoprawnymi.

Strzelając do psów – opis filmu

Akcja filmu dzieje się w szkole, gdzie schronienie znalazło 2,500 tysiąca uciekinierów Tutsi. Głównym tematem są zmagania starego księdza i młodego wolontariusza z ludźmi, systemem, bezradnością i bezdusznością decydentów. Widzimy pełną dramatyzmu walkę o ludzi życie, utratę i odzyskanie wiary przez kapłana, "zejście na ziemię" młodzieńca-idealisty i wreszcie widzimy hańbiącą bezradność żołnierzy UN, którzy biernie patrzyli, jak szlachtowano ludzi maczetami.

Czytaj także: Jabłka Adama, czyli postmodernistyczne kino religijne

Jedną z najbardziej przejmujących scen jest ta, gdy Tutsi proszą żołnierzy UN, by zastrzelili ich, skoro nie chcą ich bronić. Wszystko po to, by przynajmniej oszczędzić dzieciom śmierci od maczety...

Strzelając do psów – recenzja filmu

Film porusza wiele problemów, o których pewne środowiska z przyjemnością by milczały. Miałem przyjemność pisać w dziale publicystyki gromiący felieton o bezradności i bezsensie istnienia ONZ, a zwłaszcza jej sił zbrojnych. Piękna idea została sprowadzona do kuriozum i kuleje pod naporem biurokracji. Jest katalizatorem międzynarodowej hipokryzji, chowając za słowami o wielkiej "wspólnocie".

Czytaj także: Dwunastu gniewnych ludzi. Genialny Henry Fonda w dramacie sądowym

Reżyser przedstawia tu bardzo brutalnie i prawdziwie (konsultantami filmu byli ludzie, którzy przeżyli rzeź), jak niewiele zrobiło ONZ i jak dalece jest współwinne tej tragedii, mając wiedzę, środki i okazje, by jej zapobiec. Wysyłanie w punkty zapalne oddziałów "obserwacyjnych", dając im prawo do użycia broni "tylko w samoobronie", jest kpiną z podstawowych zasad, jakie ponoć stanowią trzon ideologii istnienia ONZ.

Czytaj także: Buntownik z wyboru. Perełka w królestwie kiczu

Tytuł Strzelając do psów wziął się od znamiennej sceny filmu, kiedy to żołnierze chcieli zastrzelić psy pożerające zwłoki zamordowanych Tutsi. Wtedy ksiądz wpadł w furię, przypominając, że według posiadanego mandatu siły UN mogą korzystać z broni tylko, gdy ktoś strzela do nich. Zapytał się on z goryczą: "Czy te psy strzelają do was?".

Strzelając do psów – czy warto obejrzeć?

Twórcy filmu pięknie rozważają o walce wewnętrznej postaci. Ksiądz w obliczu bezsensownych śmierci walczy o wiarę w Boga i ludzi. Młody Tutsi, wcześniej pomagający przy kościele, dostaje do ręki maczetę i musi zabijać, bo inaczej zabiją jego. Młody Anglik traci ideały jeden za drugim. W tych latach zło stało się standardem, wymagającym bezwzględnego podporządkowania. To jak i kto się ugiął stanowi wspaniały przekaz tego filmu.

Czytaj także: Życie na podsłuchu. Ludzki obraz nieludzkiego systemu

Jednocześnie w obliczu ekranizacji takiej tragedii filmu nie da się ocenić. Nie ma wielkich złych, na których widz może się w myślach wyżywać ani wielkich dobrych, z którymi miałby się utożsamiać. Jest tu niesamowity realizm miejsc, postaci, wydarzeń. Tak naprawdę nie chcielibyśmy być nikim w tamtej sytuacji. Każdy miał swoje racje i na dobrą sprawę nikt nie zwyciężył. Pozostały wstyd, niema pretensja do odwiecznie zapatrzonych w siebie wielkich tego świata oraz inspiracja do nakręcenia tego filmu. Polecam.

1

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.