"Pedały z probówki" - rzecz o tolerancji i Tajemnica Brokeback Mountain

Autor: Paulina Wyrębowska
Okładka publicystyki dla

Pytanie o tolerancję człowieka, który nigdy nie był szykanowany z powodu swej odmiennej orientacji seksualnej, poglądów, koloru skóry czy wiary jest jak rozmowa ze ślepym o kolorach.

Do rzeczy zatem. Czas na kilka słów o tolerancji, wypowiedzianych przeze mnie - ślepca jak się patrzy.

W naszych liceach na lekcjach języka polskiego często omawiany jest „Mendel Gdański” Marii Konopnickiej. Melancholijna opowieść o Żydzie, który nie potrafi zrozumieć, czemu akurat w jego osobę wymierzona jest tak wielka, bezpodstawna nienawiść. Człowiek, który poświęcił całego siebie Warszawie patrzy, jak ta sama Warszawa odsuwa się od niego. Odsuwa tylko i wyłącznie dlatego, że Mendel wierzy w Boga nieco inaczej, niż ogół. To prawda, że wolność jednego człowieka ograniczona jest przez wolność drugiego. I to jasno determinuje, że nikt nie ma prawa do naruszania czyjeś godności czy wolności z powodu swoich błędnych przekonań o wyższości własnych racji.

Jednak od czasu napisania pozytywistycznej opowieści o Żydzie minęło zbyt wiele czasu, by miała ona służyć jako wskaźnik stanu tolerancji ludzi XXI wieku. Paradoksalnie, tym razem młodsi okazują się bardziej doświadczeni, niż starsi. To nas prawie nic nie dziwi, to my prawie wszystko widzieliśmy i para gejów czy dziecko z probówki nie stanowi już kwestii, która mogłaby wywołać wojnę. Czy to dobrze? Czy to dobrze, że pokolenie, które dopiero wchodzi w dorosłe życie, wyrasta w przekonaniu, że akceptować trzeba wszystko, bez zagłębiania się w aspekty moralne? Wbrew pozorom, wcale tak nie uważam. Źle bowiem, że kupujemy kota w worku, nie sprawdzając wcześniej, czy zwierzę nie ma zbyt ostrych pazurów. O tolerancji trzeba mówić, i to mówić dużo. Jak to jednak wygląda we współczesnym świecie? Popatrzmy:

Nie bez kozery mówi się, że kino to obecnie najważniejszy środek przekazu. To na dużym ekranie przełamywane są społeczne tabu i pokazywane problemy, o których boi się mówić człowiek. Ostatnimi czasy głos w coraz żywszej dyskusji na temat homoseksualizmu zajmuje główny kandydat do Oskara, film „Tajemnica Brokeback Mountain”. Obraz Anga Lee to klasyczna love story, osadzona w arkadyjskich, górskich krajobrazach, jednak reżyser bohaterami owej historii czyni dwóch mężczyzn, którzy pracują przy zaganianiu owiec. Jasna jest teza o niemożliwości zrealizowania tego zakazanego uczucia (brak zrozumienia i społecznego przyzwolenia na homoseksualizm w Ameryce połowy XX wieku był sprawą powszechną). Ogromnymi atutami filmu są wyraźnie zarysowane postacie i przejmująca muzyka. Po wyjściu z kina można dojść do jednego wniosku: inność rodzi złość i musimy z tym walczyć. Wiemy, co robimy źle, jednak nie wiemy tak naprawdę – dlaczego i jak temu zapobiec. Obraz Anga Lee to więc diagnoza, ale - bez recepty. Reżyser pokazuje problem, ale nie potrafi zaproponować żadnego rozwiązania. Dlatego „Tajemnica Brokeback Mountain” nie może wywołać poważnej dyskusji wokół problemu tolerancji.

Może więc warto byłoby postawić na jakąś szeroko zakrojoną kampanię informacyjną? Dwóch panów, całujących się na wielkim billboardzie, kierowałoby do przechodniów słowa: „czyń miłość, nie - wojnę”, czy może bardziej stosownie: „pozwól nam być sobą”. Wystarczy lekką ręką dorzucić do tego parę wykładów w szkołach, z lesbijkami w roli prelegentek i mamy gotowy skandal, który pobudzi do myślenia. Mamy?

Co to jest „comming out” dowiedziałam się dopiero przy okazji wystąpienia polskiego aktora, Jacka Poniedziałka. W jednym z kolorowych pism otwarcie wyznał on bowiem prawdę o swojej orientacji seksualnej. Przy wzrastających i skutecznie podkręcanych przez polityków nastrojach homofonicznych, występ ten był dowodem nie lada odwagi. Sam aktor przyznaje, że swojego homoseksualizmu nigdy się nie wstydził i że manifest ma zamiar wykorzystać w walce o równe prawa dla gejów i lesbijek. Aż chce się powiedzieć – Nareszcie! Wprawdzie dziennikarze szukają sensacji, ale dzięki temu za Jackiem mogą pójść inni, którzy przestaną się wstydzić swojej odmienności. Swoiste przetarcie drogi dla wielkich zmian w polskiej mentalności. Wbrew pozorom, jeden wywiad może wywołać efekt domina. O homoseksualizmie w Polsce wreszcie zaczynamy mówić inaczej, bez wysyłania ludzi na stos, ale też i bez szukania taniej sensacji.

Oczywiście, gotowej recepty na wzrost tolerancji nie ma. Można mówić głośno o problemach gejów i lesbijek, można pokazać ich w filmie, można też postawić na wyznania sławnych osób przed kamerą. Wszystko to czemuś służy i wszystko to jest w gruncie rzeczy dobre. Ale wszystko to pójdzie na nic, jeśli... No właśnie, drogi Czytelniku - jeśli to Ty nie zastanowisz się, czemu tak właściwie opowiadasz dowcipy o pedałach i czemu tak się boisz, że Twoje dziecko kiedyś powie:Mamo (Tato), muszę Ci powiedzieć coś bardzo ważnego..."

1

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Avatar użytkownika - Frodo
Frodo
Dodany: 2006-08-21 20:05:21
0 +-
Zgadzam się, to nie homoseksualizm jest problemem, ale stosunek ludzi do zjawiska, stosunek odmawiający takim jak ja człowieczeństwa, a więc i praw człowieka, a takim prawem jest życie jawne, nie w ukryciu. Prawem człowieka jest też prawo do małżeństwa i do posiadania dzieci. Nie zgodzę się co do coming-out. Ujmę to tak: coming-out istnieje tylko w specyficzny sposob w świadomości osób heteroseksualnych. Ja, jako gej, nie widzę nic dziwnego w tym, że inny gej mówi mi o swojej orientacji. Dla mnie to żadne zwierzenie czy manifestacja. Co najwyżej informacja, która może mi ułatwić nawiązanie bliższego kontaktu z tym gejem. Dla heteroseksualistów coming-out jest czymś szczególnym (dla homoseksualistów też, ale to kwestia nie zachwiania obrazu świata, co przełamania strachu, to nauczenie się odwagi cywilnej, odwagi do bycia sobą). Udowadnia im bliską obecność Innych pośród nich. Dla "heteryków" to mały skandal. Wg mnie coming-out jest dobrym rozwiązaniem i będzie dobrym dopóki, dopóty przestanie istnieć potrzeba nazywania ujawniania orientacji seksualnej, w dodatku w taki sposób: 'wyjście [z szafy]' - nie mamy przecież szczególnej nazwy dla oświadczenia o własnej heteroseksualności. Jest dobrym dlatego, że uświadamia osobom heteroseksualnym nie istnienie zjawiska, bo jak stwierdził autor powyższego komentarza, są świadomi jego istnienia, ale uświadamia człowieczeństwo homoseksualistów. Coming-out to z jednej strony poniżająca instytuacja przyznawania się do orientacji i ogłaszania 'co' a raczej 'z kim się robi w łóżku', ale z drugim akt upodmiotowienia geja czy lesbijki. Gej i lesbijka przestają być wyrazem, konstrukcją semantyczną ale stają się ludźmi, sąsiadami, sąsiadkami, kolegami, koleżankami. Podkreślam, coming-out to nie ogłoszenie 'co się robi pod kołdrą' (tak samo jak stwierdzenie: jestem heteroseksualistą nie obrzuca słuchacza całym wachlarzem możliwych heteroseksualnych zachowań płciowych, po prostu informuje o kierunku popędu płciowego), ale 'z kim', a to pewna różnica. Poza tym za homo- i heteroseksualizmem nie kryją się wyłącznie akty seksualne, ale też pewne postawy, wartości, cała kultura, przeważająca w przypadku kultury heteroseksualnej i, choć o wiele mniejsza, ale nie mniej wybitna w przypadku kultury queer czy też kultury tworzonej przez homoseksualistów.
Avatar użytkownika - czwdt@o2.pl
czwdt@o2.pl
Dodany: 2006-03-19 20:48:25
0 +-
Uwag kilka. Skoro mówimy o tolerancji, to trzeba zauważyć dwie rzeczy, akceptacja i tolerancja, wydaje mi się, że w Polsce mamy do czynienia własnie z tolerancją a brakiem akceptacji odmienności homoseksualistów. Oczywiście nie jest to pełna tolerancja, ale mamy więcej tolerancji na odmienność niż akceptacji - a to ona jest potrzebna. "Comming out" wcale nie jest dobrym krokiem. Mnie nie interesuje co ktoś robi pod kołdrą ale obwieszanie się ze swoją odmiennością jest jak wsadzanie kija w mrowisko, manifestacje i marsze tolerancji wcale nie pomagają. Nikt nie lubi kiedy pokazuje mu się odmienności, bo wtedy on myśli, że jest przeciętny czy gorszy, to jest drażniące, przykład homoseksualistów nie jest najlepszy, ale weźmy np subkultury takie jak metale czy punki, oni sa tępieni czy piętnowani za swoją odmienność - są bardziej widoczni. Powiem więcej, znałem kiedyś dziewczyne, która uważała sie za lesbijke, jej rodzice byli homofobami a ona została homoseksualistką - taki miała pomysł na życie, które zweryfikowało jej orientacje. Są homoseksualiści którzy rzeczywiście ze swojej natury wolą swoją płeć, ale są moim zdaniem tacy z wyboru a ich odmienność to poprostu czubienie się z losem, czy świadome wpędzanie się w wyobcowanie przez swoją "odmienność". Kolejne "comming outy" wcale nie będą uświadamiać obecności gejów i lesbijek wśród nas, czy oswajać, nie ma chyba osoby, która by nie wiedziała o ich istnieniu. Problemem jest mentalność ludzi, którzy chcieliby żeby świat wokół nich był gładki i poukładany. Jeśli coś burzy uznany powrzechnie porządek jest złe. Problem homoseksualizmu, właściwie to nie jest problem, ale problemem jest stosunek niektórych do ludzi homo, to o wiele szerszy temat niż to co było ujete w felietonie i co jest w moim komentarzu.

Warto przeczytać

Recenzje miesiąca
Sekret Heleny
Lucinda Riley;
Sekret Heleny
Czas pomsty
Maciej Liziniewicz
Czas pomsty
Budząc lwy
Ayelet Gundar-Goshen
Budząc lwy
Dzisiaj umrzesz Ty
Sue Wallman
Dzisiaj umrzesz Ty
Czas pokuty
Grzegorz Kopiec
Czas pokuty
Nie wiem, gdzie jestem
Gayle Forman;
Nie wiem, gdzie jestem
Wielka księga Klary
Marcin Wicha;
Wielka księga Klary
Wisznia ze słowiańskiej głuszy
Aleksandra Katarzyna Maludy
Wisznia ze słowiańskiej głuszy
Pokaż wszystkie recenzje