Reagan był naszą jedyną nadzieją. Wywiad z Thomasem A. Lukaszukiem

Data: 2026-03-03 14:09:42 Autor: Danuta Awolusi
udostępnij Tweet
Okładka publicystyki dla Reagan był naszą jedyną nadzieją. Wywiad z Thomasem A. Lukaszukiem z kategorii Wywiad

– Gdy dziadek wypowiadał słowa, które stały się tytułem książki, było to przesłanie nadziei, choć tak bardzo jej wówczas brakowało. Reagan był naszą jedyną nadzieją na zewnętrzne wsparcie. Stany Zjednoczone wydawały się wówczas ostoją wolności, demokracji i sprawiedliwości. Tak wiele zmieniło się od tamtych czasów… – mówi Thomas A. Lukaszuk, autor książki Pozdrów Reagana

Wyjazd z Polski był z pewnością mocnym przeżyciem. Co zostało w Tobie po tamtej chwili – nawet, jeśli minęły dekady?

Przed wejściem do samochodu i odjazdem na lotnisko w Warszawie miałem parę godzin wolnego czasu, aby pospacerować po Gdyni i pożegnać się z miastem. Nie miałem możliwości sfotografować ulubionych widoków, więc chodząc po mojej dzielnicy miasta, próbowałem wszystko zapamiętać. Na końcu spaceru poszedłem do lasu koło ulicy Wolności. Tam z góry jest widok na całe miasto. Siedząc tam, uświadamiałem sobie, że to już ostatni raz, kiedy widzę Gdynię. Gdy zamknę oczy, do dzisiaj widzę ten obraz.

Dzięki tej książce mogłeś spojrzeć na swoje dotychczasowe życie i wrócić do wielu wspomnień... 

Proces pisania tej książki nauczył mnie bardzo dużo o sobie. Agatha zadawała wiele pytań, które zmuszały mnie do analizowania samego siebie. Wcześniej, będąc zajęty życiem, nigdy nie miałem okazji analizowania kwestii braku relacji z moim ojcem, mojego ojcostwa, itd. Ten proces był bardzo terapeutyczny.

Opisujesz noc czołgów, wyłączone telefony i niedzielę bez „Teleranka". Jak zmieniło Cię to, że polityka weszła do twojego domu w tak dosłowny sposób?

To były dwadzieścia cztery godziny wypełnione strachem i niewiedzą, co dalej. Dziadkowie często opowiadali mi o tragedii wojen. W tej chwili byłem przekonany, że i ja za chwilę przeżyję wojnę. 

To przeżycie z pewnością miało wpływ na mój stosunek do polityki. Może częściowo dlatego stałem się demokratą i humanistą. Na własnej skórze odczułem efekty totalitaryzmu i przemocy.

Twoja relacja z ojcem jest pokazana bez upiększeń. Dystans, nieobecności, a potem decyzja o ucieczce ze statku, która uruchamia cały łańcuch zdarzeń. Co było dla Ciebie najtrudniejsze do nazwania w tej historii rodzinnej? 

Do momentu pisania tej książki unikałem rozmyślania o ojcu. Łatwiej było mi próbować o nim nie myśleć, a – kiedy już myślałem o nim – to raczej nie jako o ojcu. Pisząc tę książkę, starałem się być obiektywny i nie oceniać go, choć nie było to łatwe.

Jest w książce piękny, bardzo zmysłowy portret Gdyni. Dźwięk nautofonu, zapach morza, codzienność w kawalerce, mama przy maszynie. Co z tej Gdyni dziecka najbardziej nosisz w sobie dzisiaj? 

Gdynia zawsze kojarzy mi się z plażą, widokiem na redę i głosem mew. Często z plaży obserwowałem statki na redzie, zastanawiając się, dokąd płyną. Wiedziałem, że ja też niedługo opuszczę to miejsce. Ta plaża była dla mnie miejscem spokoju i do dzisiaj noszę te chwile w sobie.

Piszesz o stereotypach dotyczących Polonii i o niewykorzystanym potencjale polskich Kanadyjczyków. Jakie stereotypy najbardziej przeszkadzały Ci w życiu publicznym, kiedy wchodziłeś do polityki? 

Gdy mówimy o kanadyjskiej Polonii, to tak naprawdę rozmawiamy tylko o około 3% Polaków zamieszkujących w Kanadzie, którzy należą do organizacji polonijnych. Niekoniecznie reprezentują oni pozostałych 97% kanadyjskich Polaków. Osoby udzielające się w polonijnych organizacjach najczęściej są tymi, którym nie udało się zintegrować, wsiąknąć w społeczeństwo kanadyjskie. 

Ogromny potencjał tkwi w pozostałych 97% Polaków. To oni odnoszą największe sukcesy w Kanadzie i mogą dzielić się tymi doświadczeniami z Polską.

Polonia raczej nie była zaangażowana w moje kampanie wyborcze. Przykre jest to, że tutejsi Polacy nie angażują się w życie polityczne Kanady. Choć muszę przyznać, że Polacy zrzeszeni w organizacjach polonijnych reprezentują raczej wartości o wiele bardziej prawicowe od moich, więc pewnie dlatego nie byli oni za bardzo aktywni w moich kampaniach. 

Jak się okazuje, imigrant może realnie wpływać na życie publiczne. Jaką cenę płaci się za wejście do polityki, gdy zaczyna się od zera w obcym kraju? 

Polityka jest czasochłonna, więc największą cenę płaci za to rodzina. Natomiast imigranci – nawet jeśli nie zaangażowali się w kampanię – często mają wielkie oczekiwania wobec swojego reprezentanta. Często oczekuje się, że członkowie danej diaspory doświadczą pewnych przywilejów dlatego, że mają „swojego” posła lub ministra. 

Wchodząc do polityki od zera, bez zaplecza politycznego, trzeba po prostu ciężej pracować, aby udowodnić że jest się na odpowiednim poziomie.

Tytułowe Pozdrów Reagana to słowa dziadka, ale też symbol epoki. Co dziś dla Ciebie oznacza ten cytat? Mówi bardziej o nadziei, o gniewie, czy o potrzebie oparcia się na jakimś znaku z zewnątrz?

Gdy dziadek wypowiadał słowa, które stały się tytułem mojej książki, było to przesłanie nadziei, choć tak bardzo jej wówczas brakowało. Reagan był naszą jedyną nadzieją na zewnętrzne wsparcie. Stany Zjednoczone były ostoją wolności, demokracji i sprawiedliwości. Tak wiele zmieniło się od tamtych czasów…

Książkę Pozdrów Reagana kupicie w popularnych księgarniach internetowych:

1

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.