Dobre kino familijne. Recenzja filmu „Złoty kompas"

Autor: Sławomir Krempa

Komentarze, jakie watykańscy publicyści zamieszczają na łamach „L’osservatore romano” na temat „Złotego kompasu”, są raczej irytujące i niesmaczne niż przekonujące. Bo choć film Chrisa Weitza to raczej słaba ekranizacja i po prostu przyzwoite kino familijne, trudno raczej uznać go za atak na kościół katolicki czy religię w ogóle, lub też za nawoływanie do uprawiania czarów czy promowanie okultyzmu.

Złoty kompas – o czym jest film?

W Oxfordzie, istniejącym jednak w świecie równoległym do naszego, żyje osierocona dziewczyna – Lyra (Dakota Blue Richards). W świecie tym rządzi demoniczna Magistratura – instytucja, które przedstawiciele pragną pozbawić ludzkość wolnej woli i magii uosabianej przez towarzysza każdego człowieka – dajmona, będącego czymś w rodzaju emanacji duszy. „Grobale” bo tak nazywa się funkcjonariuszy Magistratury – porywają ubogie dzieci i przeprowadzają na nich okrutne eksperymenty mające na celu zniszczenie ich więzi z dajmonami. Pewnego dnia znika także przyjaciel Lyry – chłopiec kuchenny imieniem Roger. Dziewczynka obiecała kiedyś, że wybawi go z każdej opresji, wyrusza więc na poszukiwania. W drodze napotka wiele niebezpieczeństw i przeżyje niesamowite przygody. Będzie musiała pomóc następcy tronu wielkich białych niedźwiedzi bojowych odzyskać władzę i stoczyć walkę z demoniczną współpracowniczką Magistratury – Marisą Coulter (Nicole Kidman). Odkryje też własną przeszłość, dowie się, że spoczywa na niej samej odpowiedzialność za losy całego świata. Z opresji wybawią ją przyjaciele, ogromną pomocą będzie również tytułowy złoty kompas – urządzenie, które osobie potrafiącej go używać pozwala uzyskać odpowiedź na niemal każde pytanie.

Złoty kompas – filmowa baśń

W tym filmie niemal wszystko jest jak w klasycznej baśni. Bohaterka musi wyruszyć w podróż i choć piętrzą się przed nią trudności, to zawsze dzięki własnemu sprytowi, dobremu sercu czy pomocy ze strony osób, które kiedyś sama wsparła, Lyrze udaje się wyjść z nich cało. Złoty kompas wpisuje się w tzw. „schemat Proppa” ilustrujący pierwotnie schemat fabularny rosyjskich baśni ludowych, a dziś znajdujący odzwierciedlenie w scenariuszach większości produkcji zachodniego kina familijnego. Sprawiedliwość zwycięży, dobro zostanie nagrodzone, a zło – ukarane. Wartości – jak przyjaźń, wierność czy więzi rodzinne – jasno nazwane i gloryfikowane.

Złoty kompas – realizacja

Całość podana zostaje w lekkiej i strawnej formie – akcja toczy się wartko w świetle wybuchów „fajerwerków” – są tu i pojedynki wielkich niedźwiedzi bojowych, i malownicze przestrzenie podbiegunowe, i loty sterowcem. Dla dorosłych, których irytować może łatwy do odczytania schemat, „smaczkiem” będzie udział w filmie wielkich gwiazd – Nicole Kidman w roli zimnej do bólu Marisy Coulter oraz najnowszego Bonda – Daniela Craiga w roli opiekuna Lyry. Rzecz w tym, że przed obojgiem zadanie stało dość łatwe, nie mogli więc stworzyć szczególnie wyrazistych kreacji. Dakota Blue Richards w roli małej Lyry jest całkiem poprawna i wypada tylko żałować, że w Polsce brakuje aktorów dziecięcych, którzy graliby choć po części tak poprawnie.

Złoty kompas – książka Philipa Pullmana

I wszystko byłoby dobrze, gdyby film nie został oparty na pierwszej części powieściowego cyklu Pullmana Mroczne materie. Bo miłośników fantasy rozczarowuje, a ze strony kościoła budzi protesty. Cykl Pullmana miał być swoistą anty-Narnią. W jego powieściach Magistratura miała być figurą kościoła, pragnącego swoich wyznawców pozbawić „magii” – wyobraźni, prawa do decydowania o samym sobie, wolności, woli, własnego zdania. Z wizją pisarza można było się nie zgadzać, ale nie istniała możliwość, aby zanegować literacką wartość jego twórczości. Tymczasem w filmie akcenty kontrowersyjne zostały mocno „ocenzurowane” i „ugrzecznione”. Pozytywni bohaterowie walczą więc o wolność, ale Magistratury w najmniejszym stopniu nie można utożsamić z kościołem. Problem jednak leży w tym, że przez takie „ugrzecznienie” motywy niektórych bohaterów stają się nie do końca jasne. P

Złoty kompas – czy warto zobaczyć?

Na razie „Złoty kompas” wypada ocenić jako ekranizację kiepską – mocno „spłycającą” książkę, sprowadzającą ją niemal wyłącznie do poziomu fabularnego, poziomu przygód małej dziewczynki walczącej ze złem tego świata, ale również z drugiej strony trzeba podkreślić, że jest to całkiem niezłe kino familijne. Pozbawiony aluzji do religii „Złoty kompas” zagwarantuje dobrą, rodzinną rozrywkę także katolikom. O ile ci nie przestraszą się rewelacji watykańskich publicystów. Serdecznie polecam „Złoty kompas” wszystkim osobom, które lubią kino familijne na dobrym poziomie. Dzieci łatwo utożsamią się z najmłodszymi bohaterami opowieści i zapewne zauroczą je niezwykłe przygody ukazane na ekranie, natomiast dorosłych z pewnością zadowoli spory zestaw postmodernistycznych aluzji, gier konwencjami, sprawna realizacja i doborowa obsada. Słowem: dla każdego coś miłego.

Książkę Złoty kompas kupicie w popularnych księgarniach internetowych: 

1

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Książka
Złoty kompas
Philip Pullman

Warto przeczytać