Dobre żony

Wydawnictwo: MG
Data wydania: 2020-01-16
Kategoria: Literatura piękna
ISBN: 9788377795972
Liczba stron: 600

Tom 2 cyklu Małe kobietki

Ocena: 4.83 (6 głosów)

Louisa May Alcott opowiada dalsze dzieje "małych kobietek".

Dobre żony to książka dla wszystkich, którzy chcą poznać dalsze losy małych kobietek - poważnej Meg, roztrzepanej Jo, łagodnej Beth i wytwornej Amy. Upłynęło kilka lat i dziewczęta powoli wkraczają w inny świat, dorośleją, zmieniają się, przeżywają smutki i rozczarowania, nawet tragedie, ale jednocześnie życie nie skąpi im także radosnych i szczęśliwych chwil.

Cztery siostry - cztery różne drogi życiowe. Zanim znów podejmiemy nasza opowieść i spokojnie udamy się na ślub Meg, powinniśmy najpierw poplotkować nieco o rodzinie Marchów. Na wypadek gdyby któryś ze starszych czytelników uważał, że w historii tej zbyt wiele mówi się o "miłości" (nie sądzę, by młodsi czytelnicy mieli podobne zastrzeżenia), mogę tylko powtórzyć słowa pani March:

- Czegóż innego można się spodziewać, kiedy w domu są cztery wesołe dziewczęta, a nie opodal pełen werwy, młody sąsiad?

Tagi: literatura piękna

Kup książkę Dobre żony

Sprawdzam ceny dla ciebie ...
REKLAMA

Zobacz także

Opinie o książce - Dobre żony

Nadeszły trudne czasy dla nas, ponieważ nie byliśmy na nie gotowi. Nawet większość z nas nie brała pod uwagę, że za naszych czasów przyjdzie nam mierzyć się z możliwością epidemii. Wydaje się, że mamy prawie doskonałą medycynę oraz dopracowane środki ochronne. Tymczasem zostaliśmy zaskoczeni przez wirusa i naszym jedynym wyjściem jest pozostać przez najbliższe tygodnie w domu, jeśli jest to tylko możliwe. Mam nadzieję, że się stosujecie do tego, ponieważ czym więcej z nas pozostanie w domu, tym szybciej wrócimy do życia, które znamy z codzienności. Jednak żeby nie popaść w panikę czy smutek, chcę Wam przypomnieć o pozytywach tej sytuacji. Duża część z nas przebywa teraz w domach, co daje możliwość na dokończenie domowych spraw, na które wiecznie nie było czasu, na rozwijanie zapomnianych talentów i przede wszystkim na czas z rodziną, który tak często nam ucieka wśród pogoni za karierą i natłokiem obowiązków. Rodzina jest niezwykle ważna, gdyż w momentach złych wieści, to ona będzie dawała nam wsparcie i będzie gotowa poświęcić wszystko, byśmy mogli żyć szczęśliwe. 


Tymczasem powróćmy do rodziny March, gdzie czwórka dziewczynek wyrosła już na młode, pełne pasji kobiety, które muszą zmierzyć się z dorosłym życiem. Meg rozpoczyna nowy etap swojej historii, ponieważ zostaje żoną i bardzo pragnie się odnaleźć w tej roli, by być idealnym przykładem bratniej duszy i gospodarnej żony, która jest wsparciem dla swojego męża. Jo zaparcie próbuje swoich sił w tworzeniu literackich dzieł. Jest oddana tej czynności z całą swoją pasją i zaangażowaniem, które sprawia, że jest gotowa do rzeczy wielkich. Natomiast Amy z równym zapałem, jak Jo pisaniu, oddaje się byciu wyrafinowaną damą. Szybko zostaje jej to wynagrodzone, gdyż dostaje możliwość rozwijania talentu malarskiego w Europie. A Beth? Wszyscy znamy tę kochaną duszyczkę, więc doskonale wiemy, że jej głównym zadaniem jest czynienie dobra i dawanie ludziom szczęścia. Tak oto po latach na nowo poznajemy nasze cztery siostry.


"Małe Kobietki" okazały się powieścią, która według mojej opinii była jedną z najlepszych, jakie czytałam w życiu. Początki książki wydawały mi się wtedy przesłodzone i naiwne. Nie byłam jeszcze świadoma, że z czasem odnajdę w tej historii tak wiele ciepła i życiowej mądrości. Moje zainteresowanie spotęgował dodatkowo film, który obejrzałam dość szybko po przeczytaniu pierwszej części cyklu, co było błędem, ale o tym później. Teraz miałam możliwość poznać kontynuację przygód sióstr March i może tym razem nie wywołały we mnie tak piorunującego efektu, ale ponownie znalazły miejsce w moim sercu. 


Autorka wykazuje się niezwykle lekkim piórem, które prowadzi z przyjemnością czytelnika przez karty powieści. Przy tym ani przez chwilę nie czułam infantylizmu, często pojawiającego się przy mało skomplikowanym języku. Cenię takie rozwiązania, ponieważ dzięki temu historię czyta się szybko i z pasją, ale zarazem nie ma się wrażenia, że jest ona napisana dla mało inteligentnego czytelnika. Oczywiście warto pamiętać, że "Dobre żony" mają już za sobą wiele lat, więc spotyka się wiele archaizmów, ale one w żaden sposób nie wyróżniają się i nie przeszkadzają w lekturze. Dodatkowo wiele cudownych opisów maluje przed oczami niesamowite krajobrazy oraz sytuacje, które zapadają w pamięć na wieki. 


Nie ma, co ukrywać, że "Dobre żony" tak samo jak pierwszy tom są powolną historią, która skupia się na codziennych radościach i troskach. Dlatego myślę, że niektórym może nie przypaść do gustu, gdyż nie ma szybkich zwrotów akcji i niekonwencjonalnych rozwiązań. Tę powieść trzeba po prostu docenić za ukazanie życia takim, jakie może być i dla mnie jest to olbrzymia zaleta. Tyle pisarzy i tych z przeszłości, i współczesnych zapomina, że codzienność również może być piękna i ciekawa. Tym bardziej gdy bije z niej ciepło, wsparcie i prawdziwa miłość. Jak nie ulec tak szlachetnym odczuciom? 


Jeśli miałabym opisać "Dobre żony" jednym słowem, to bez zastanowienia byłaby to rodzina. Zdaję sobie sprawę, że często się zdarza, tak jak w tym powiedzeniu – z rodziną dobrze wychodzi się tylko na zdjęciu. Mimo to wydaje mi się, że warto walczyć o te bliskie osoby, ponieważ jeżeli tylko bardzo się chce, jesteśmy w stanie stworzyć głęboką i niezniszczalną więź z najbliższymi. I to właśnie ukazuje ta historia – potęgę rodziny. To nie jest tylko piękny obrazek, ale walka o to, by wszyscy byli szczęśliwi mimo tragedii i przeciwieństw losu. Każdy człowiek w pewnym momencie doświadczy większego czy mniejszego cierpienia, więc ważne jest byśmy mieli przy sobie kogoś, kogo kochamy. 


Po wielkich zachwytach i patetycznym tonie przyszedł czas na pewnego rodzaju wadę, a jest nią nierównomierność kreacji bohaterów. Tak naprawdę tym razem na główny tor wypuszcza się Jo i Amy oraz czasami przemyka gdzieś Laurie. Jestem tym zawiedziona, ponieważ mimo jakiś wzmianek i krótkich historyjek dotyczących Meg i Beth miałam wrażenie, że zostały zapomniane. Jo ukazuje się nam wyraźnie, ale tym razem od całkiem innej strony. Dorastanie i doświadczenia życiowe mogą zmienić każdego, więc trzeba ze smutkiem pożegnać wspaniałą przeszłość i zaakceptować być może jeszcze wspanialszą przyszłość. Trochę żałowałam, że nie mogę pobyć jeszcze trochę ze starą Jo, lecz cieszy mnie, że autorka z taką precyzją pokazała zmianę jej usposobienia i przede wszystkich źródło tych zmian. Amy też w dużej mierze się zmieniła. Świadczy przede wszystkim o tym fakt, że kiedyś bardzo jej nie lubiłam, a teraz cenię ją i szanuję.


Na początku recenzji napisałam, że żałuję, że najpierw obejrzałam film, a później przeczytałam "Dobre żony". Przede wszystkim nie wiedziałam, że ekranizacja "Małych Kobietek" jest połączeniem pierwszego i drugiego tomu. Możecie sobie wyobrazić, jak w pewnym momencie zdziwiłam się w kinie. Wyszłam z niego zachwycona, lecz gdy teraz czytałam drugi tom, potrafiłam nudzić się, ponieważ zamiast mieć własne wyobrażenie danych sytuacji, w mojej głowie nieubłaganie pojawiały się sceny z produkcji filmowej. 


"Dobre żony" przyniosły mi pocieszenie w tych niespodziewanych czasach. Dały ciepło oraz przypomniały, jak ważna jest rodzina. Poza tym moja głowa została pełna różnych myśli, którym planuję poświęcić czas. To będzie bardzo dobry czas. Jeśli doceniacie codzienność i jesteście w stanie zauważyć, że to ona jest tym najpiękniejszym czasem w naszym życiu, jest to dla Was pozycja obowiązkowa. 

Link do opinii

"Dobre żony" to powieść będąca kontynuacją poznanych już tutaj "Małych kobietek".  Bardzo zachęcam do przeczytania chronologicznie tych powieści. Jest to bowiem ogromne ułatwienie w odbiorze "Dobrych żon". 
Mamy tu zatem kontynuację losów państwa March. Nacisk jednak w drugiej części  autorka kładzie na córki pani March i na ich życiu się skupia przede wszystkim.
         "Dobre żony" to powieść, która owszem jest o miłości. Córki pani March wychodzą za mąż - stąd trudno aby książka  nie była nacechowana emocjami i uczuciami. Pojawiają się jednak też  tematy wielce życiowe, prawdziwe, a sama autorka w tekst umiejętnie wplata mnóstwo przekazów i rad życiowych, które zgoła są  uniwersalne i ponadczasowe. Można je odnieść do czasów dawnych, ale również nam współczesnych. Np.


Jestem wreszcie zbyt szczęśliwa, żeby dbać o to, co ktoś powie lub pomyśli...


...bo nie trudno o śmiech, gdy jest lekko na sercu.


            Każda z córek zdaje się uczyć czytelnika czegoś konkretnego. Amy jest przykładem postawy, że w każdym wieku i o każdej porze człowiek ma szansę na stawanie się lepszym. Że wystarczy tylko tego chcieć. Beth zaś uczy wdzięczności i radości z życia. Meg reprezentuje postawę, a w zasadzie wyznaje zasadę, że zanim się kogoś oceni, czy skrytykuje, należy wpierw mieć wgląd na siebie i swoje zachowanie.
           Odkąd poznaliśmy dziewczęta jako małe kobietki, upłynęło trochę czasu. Stały się one już dorosłymi panienkami, spoważniały. W dalszym ciągu czytelnik zauważa ich odrębność i to, że siostry bardzo się od siebie różnią. Jednakże ciągle są połączone wielkimi uczuciami rodzinnymi. Fakt, że ojciec jest już z nimi, dopełnia ich szczęście. Pamiętamy, że w pierwszej części był poza domem, biorąc udział w działaniach wojennych. Teraz wszyscy mogą być razem.
             Czytając poszczególne historie miłosne każdej  z dziewcząt oraz ich przyjacielskie relacje i i życiowe zmagania - musimy się nieco skupić i po prostu "wczytać". Każda bowiem z dziewcząt to odrębne emocje oraz uczucia i trzeba sobie to wyodrębnić z całej fabuły. Dzięki temu możemy odnieść wrażenie, jakbyśmy czytali powieść w powieści. Z jednej strony fabuła całościowa - dalsze dzieje rodziny March'ów, a z drugiej wątek miłosny każdej z dziewcząt. 
               Mimo swej objętości, książkę wręcz się pochłania.  Styl i język autorki przenoszą nas w czasy kiedy to kładziono wielki nacisk na dobre wychowanie, odpowiednie maniery, itp.
Wartością dodaną są akcenty w postaci rysunków - to zdecydowanie zawsze ubarwia przekaz autorski.

Link do opinii

,,Dobre żony" to kontynuacja powieści ,,Małe kobietki", której głównymi bohaterkami były cztery siostry-Meg, Jo, Beth i Amy. Od ostatnich wydarzeń minęły trzy lata i w sumie niewiele zmieniło się w rodzinie Marchów, ale dziewczęta wydoroślały i stały się młodymi kobietami, a mężczyźni wrócili z wojny i starają się na nowo ułożyć swoje życie.


Główne bohaterki są takie same jak w poprzedniej części, tylko że doroślejsze i mają inne  problemy. Przeżywają pierwsze miłości, stają się kobietami i żonami. Jo oddaje się pisaniu do gazety. Beth po przejściu ciężkiej szkarlatyny znów wypełnia po cichu obowiązki i stara się każdemu pomóc. Amy olśniewa i chłopcy czule do niej wzdychają. Meg wypiękniała, nauczyła się gospodarować i wspólnie z Johnem urządza wspólne gniazdko. Pani March jest nadal żwawa i wesoła, krząta się wokół swoich córek oraz męża, kóry poświęca się książkom i małej parafii, której jest duchowym przewodnikiem. Pan March jest pocieszycielem i doradcą nie tylko dla swojej rodziny, ale także dla parafian, którzy zwierzają mu się z wątpliwości i trosk. Choć perypetie bohaterów ukazane są sielankowo, to jednak pod tym płaszczykiem szczęścia przebijają się sprawy smutne, problematyczne i wzruszające.


,,Dobre żony" utrzymane są w takim samym stylu jak ,,Małe kobietki". Sentymentalna, urocza, przesłodzona w dużej części powieść, ale jest to książka z XIX wieku, więc należy moim zdaniem wyobrazić sobie przy jej czytaniu tamtą epokę, aby lepiej wczuć się i zrozumieć przesłanie autorki. Jest to prosta, klasyczna historia, ale napisana zgrabnym i ładnym językiem, który sprawia, że  z przyjemnością poznaje się losy rodziny Marchów. Na szczególną uwagę zasługuje piękne, staranne i stylizowane na dziewiętnastowieczną epokę wydanie książki. Z przyjemnością ją czytałam:)

Link do opinii
Avatar użytkownika - Girl-from-Stars
Girl-from-Stars
Przeczytane:,


Gdy tylko w zapowiedziach wydawnictwa MG ukazała się informacja o wydaniu kontynuacji „Małych kobietek” Louisy May Alcott, czyli „Dobre żony”, wiedziałam, że po nią sięgnę. Pierwszy tom skradł moje serce i cierpliwe czekałam na kolejny tom, by poznać dalsze losy Meg, Jo, Beth i Amy…
Upłynęło kilka lat i dziewczęta powoli wkraczają w inny świat, dorośleją, zmieniają się, przeżywają smutki i rozczarowania, nawet tragedie, ale jednocześnie życie nie skąpi im także radosnych i szczęśliwych chwil. Cztery siostry - cztery różne drogi życiowe.
Zanim znów podejmiemy nasza opowieść i spokojnie udamy się na ślub Meg, powinniśmy najpierw poplotkować nieco o rodzinie Marchów. Na wypadek gdyby któryś ze starszych czytelników uważał, że w historii tej zbyt wiele mówi się o „miłości” (nie sądzę, by młodsi czytelnicy mieli podobne zastrzeżenia), mogę tylko powtórzyć słowa pani March: – Czegóż innego można się spodziewać, kiedy w domu są cztery wesołe dziewczęta, a nie opodal pełen werwy, młody sąsiad?
I po raz kolejny dałam się porwać temu niezwykłemu klimatowi, jaki wyczuwalny jest w powieściach tej autorki. Główne bohaterki wkroczyły już w dorosłość, a więc siłą rzeczy, „Dobre żony” są bardziej dojrzałe od „Małych kobietek”. Druga część również ma mocno moralizatorski wydźwięk, choć w dobrym tego słowa znaczeniu. Niektóre wartości wyznawane przez bohaterów może i są przestarzałe, ale jest mnóstwo takich, które są aktualne do dziś dnia.
Autorka po raz kolejny podkreśla w swej powieści, jak różne są od siebie siostry. Jedna krew, ale całkowicie odmienne charaktery. To jednak stanowi ogromny atut historii, gdyż każdy czytelnik może odnaleźć pierwiastek samego siebie w którejś z sióstr. Moje serducho od pierwszego tomu skradła Jo i tak też pozostało.
Jedyny zgrzyt jaki miałam z tą książką to dziwnie poprowadzone wątki romantyczne. Przyznaję szczerze, że takiego obrotu sprawy to się nie spodziewałam. Według mnie, autorka strasznie namieszała i chyba sama nie wiedziała jak wybrnąć, bo te relacje między poszczególnymi siostrami, a wybrankami ich serc, w moim odczuciu wypadły mało wiarygodnie.
Wydawnictwo MG po raz kolejny wykonało kawał dobrej roboty przy wydaniu tej książki. Piękna, chropowata okładka, twarda oprawa, a w środku mnóstwo ilustracji, które jeszcze bardziej umilają czytanie.
Kontynuacja „Małych kobietek” okazała się być równie udana. Jej lektura sprawiła mi ogromną przyjemność i pewnie w przyszłości jeszcze nie raz do niej powrócę. Polecam!

Moja ocena: 8/10

Link do opinii

Część pierwsza była trochę lepsza. Nie do końca podobało mi się zachowanie głównych bohaterek.

Link do opinii
Avatar użytkownika - wsercuksiazki
wsercuksiazki
Przeczytane:2020-02-19, Ocena: 5, Przeczytałam, 52 książki 2020,
Inne książki autora
Good Wives
Louisa May Alcott0
Okładka ksiązki - Good Wives

Kontynuacja powieści `Little Women` opowiada o radosnych przygotowaniach do wesela......

Little Women
Louisa May Alcott0
Okładka ksiązki - Little Women

Generations of readers young and old, male and female, have fallen in love with the March sisters of Louisa May Alcott’s most popular and enduring novel...

Zobacz wszystkie książki tego autora
Recenzje miesiąca
Złoty dukat
Grażyna Bąkiewicz
Złoty dukat
Gruzińskie wino
Anna Pilip
Gruzińskie wino
Trzeci etap
Katarzyna Ryrych
Trzeci etap
Po prostu Mama
Renata Piątkowska
Po prostu Mama
Dzieci żółtej gwiazdy
Mario Escobar;
Dzieci żółtej gwiazdy
Polscy szpiedzy 2
Sławomir Koper
Polscy szpiedzy 2
Kieszonkowiec
Fuminori Nakamura
Kieszonkowiec
Obserwatorka
Alicja Sinicka
Obserwatorka
Pokaż wszystkie recenzje