Okładka książki - Git-mana

Git-mana


Ocena: 5.2 (5 głosów)

Kim są bohaterowie książki? Gitowiec to według „Wielkiego Słownika Języka Polskiego” przedstawiciel subkultury młodzieżowej w Polsce w latach 70., czerpiącej wzorce postępowania i hierarchii ze świata przestępczego; demonstrował odrębność lekceważeniem zasad społecznych oraz kultem siły fizycznej i psychicznej. W takim środowisku, w jednym z warszawskich trójkątów bermudzkich, Witold Horwath umieścił akcję powieści. O zdarzeniach opowiadają trzy osoby. Joasia, siostra lokalnego przywódcy gitów, wyjątkowo okrutnego i brutalnego bandyty. Marek, niepoprawny fantasta i skończony lebiega, wychowany przez matkę na dziwaka. I Irena, ich nauczycielka – zafascynowana i przerażona jednocześnie, ale przede wszystkim obdarzona empatią i służąca niestandardową pomocą wychowankom „źle urodzonym”. Czy w takim świecie zło zagarnia wszystko? Jak objawia się przyjaźń, miłość, przywiązanie? Co oznacza nieść pomoc, jeśli ludzi dzieli tak ostra granica? Czym może okazać się mana?

Konstrukcja powieści stawia czytelnika przed wyzwaniem. Będzie mu trudno zadowolić się tylko śledzeniem dramatycznych wypadków, opowiedziana historia w nim również wyzwoli niejedno pytanie.

 

Autor o książce:

Czy „Git-mana” to literatura faktu? W jakimś sensie tak. Bo wszystko, co opisałem, istnieje lub istniało naprawdę, łącznie z głównym miejscem akcji. To wąska jednokierunkowa uliczka w centrum Warszawy. Po jednej stronie stalowy parkan, po drugiej domy z czasów cara, a po obu chłopaki z cynkwajsami. Czarny, Wąsik, Budziar rzeczywiście tam byli, pili i bili. Zmieniłem im tylko personalia i ksywki. Podobnie jak rysopisy. Starałem się natomiast wiernie przedstawić ich świat – brutalny, wulgarny, chwilami obsceniczny. Taki był, taki zapamiętałem.

Informacje dodatkowe o Git-mana:

Wydawnictwo: JanKa
Data wydania: 2026-06-18
Kategoria: Literatura piękna
ISBN: 9788368015096
Liczba stron: 310
Język oryginału: polski

więcej

Kup książkę Git-mana

Sprawdzam ceny dla ciebie ...
Cytaty z książki

Na naszej stronie nie ma jeszcze cytatów z tej książki.


Dodaj cytat
REKLAMA

Zobacz także

Git-mana - opinie o książce

Avatar użytkownika - magdalenagrzejszczyk
magdalenagrzejszczyk
Przeczytane:2026-08-28, Ocena: 5, Przeczytałem,

🌾🌾🌾 Recenzja 🌾🌾🌾

Witold Horwath „Git-mana”

Wydawnictwo: JanKa

🌾🌾🌾🌾🌾🌾🌾🌾🌾🌾🌾🌾

Nie będę udawać, że „Git-mana” to książka, przy której można spokojnie usiąść z kawą i bez większych emocji przewracać kolejne strony. Od pierwszych stron wchodzimy w świat, w którym własne zasady ustala ulica, a słabość może naprawdę sporo kosztować.

Warszawa lat 60. i 70. XX wieku. Stare kamienice, bramy, podwórka i jeden z miejscowych „trójkątów bermudzkich”. To właśnie tutaj dorastają bohaterowie, których codzienność zdecydowanie nie przypomina beztroskiego dzieciństwa. Jest siła, strach, przemoc, lojalność i ciągła walka o swoje miejsce.

🖤 W książce znajdziemy:

🔹 brutalny świat warszawskich gitowców
🔹 mroczne realia PRL-u i życie na podwórkach
🔹 Joasię rozdartej między rodzinną lojalnością a pragnieniem innego życia
🔹 Marka – wrażliwego outsidera próbującego odnaleźć się w świecie, który kompletnie do niego nie pasuje
🔹 Irenę – nauczycielkę, która nie potrafi przejść obojętnie obok swoich uczniów
🔹 przemoc, strach, alkohol i uliczne porachunki
🔹 przyjaźń, miłość, przywiązanie i rodzinne więzi ❤️
🔹 trudne dorastanie i poszukiwanie własnej tożsamości
🔹 czarny humor przełamujący ciężar niektórych wydarzeń
🔹 tajemnice i dramatyczne sytuacje
🔹 pytania o dobro, zło, człowieczeństwo i granice poświęcenia
🔹 trzy różne perspektywy, które pokazują ten sam świat z zupełnie innych stron

Autor prowadzi historię przez trzy głosy i właśnie ten sposób opowiadania bardzo mi się spodobał.

Joasia jest siostrą człowieka, którego nazwisko i pozycja budzą respekt oraz strach. Dorasta w świecie, którego sama sobie nie wybrała, a mimo to próbuje znaleźć w nim własną drogę. Z jednej strony jest mocno związana z rodziną, z drugiej coraz wyraźniej widać jej potrzebę wyrwania się z rzeczywistości, która została jej narzucona.

Marek to zupełnie inna bajka. Wrażliwy, trochę nieporadny, pełen fantazji i wychowany przez nadopiekuńczą matkę. W świecie, gdzie szacunek często zdobywa się siłą, jego delikatność nie jest specjalnie cenioną cechą. Wręcz przeciwnie może stać się powodem kpin i problemów.

I jest jeszcze Irena – nauczycielka, która widzi w swoich uczniach coś więcej niż tylko „trudną młodzież”. Z jednej strony fascynuje ją ich świat, z drugiej budzi on w niej strach. Mimo wszystko nie potrafi odwrócić wzroku i zostawić tych dzieci samych sobie.

I właśnie ta trójka sprawia, że „Git-mana” nie jest dla mnie wyłącznie książką o gitowcach.

🖤 Styl, emocje i bohaterowie

Styl Witolda Horwatha jest mocny, dosadny i bez zbędnego lukru. Uliczny język, wulgaryzmy i brutalność pasują do przedstawionego środowiska i sprawiają, że ta rzeczywistość momentami wydaje się aż nazbyt bliska. Autor potrafi jednak przełamać ciężar historii ironią i czarnym humorem, dzięki czemu nie wszystko przytłacza w jednakowym stopniu.

Emocjonalnie jest naprawdę intensywnie. Pojawia się strach, samotność, złość, poczucie zagrożenia, ale również potrzeba bliskości, przyjaźni, miłości i akceptacji.

I chyba właśnie emocje bohaterów zrobiły na mnie największe wrażenie.

Nie są oni prostym podziałem na dobrych i złych. Tutaj nic nie jest aż tak oczywiste. Człowiek może być brutalny, a jednocześnie kogoś kochać. Może krzywdzić i jednocześnie próbować chronić. Może wyglądać na silnego, a w środku być pełnym lęku.

Joasia, Marek i Irena są zupełnie różni, ale każdy z nich próbuje na swój sposób znaleźć odpowiedź na pytanie, jak żyć w świecie, który nie daje łatwych odpowiedzi.

I właśnie dlatego ich historie potrafią zostać w głowie.

„Git-mana” pokazuje, jak mocno środowisko, rodzina i miejsce, w którym dorastamy, mogą wpłynąć na człowieka. Pokazuje też, że potrzeba akceptacji potrafi prowadzić zarówno do dobrych, jak i bardzo złych wyborów.

Najbardziej podobało mi się to, że autor nie próbuje za czytelnika wszystkiego rozstrzygać. Nie dostajemy prostych etykietek i gotowych odpowiedzi. Dostajemy bohaterów z ich słabościami, lękami, uczuciami i decyzjami, a ocenę zostawia nam.

I to jest mocna strona tej historii.

Nie zabrakło również tła historycznego i społecznego, ale nie miałam poczucia, że czytam podręcznik o PRL-u. Wszystko jest częścią świata bohaterów i tego, w czym przyszło im dorastać.

„Git-mana” nie jest lekką lekturą. Bywa brutalna, niewygodna i momentami naprawdę mocna. Nie próbuje się przypodobać i zdecydowanie nie głaszcze czytelnika po głowie.

I dobrze.

Bo dzięki temu ma charakter.

Mnie najbardziej została w głowie mieszanka brutalności i człowieczeństwa. Można wejść w tę książkę, spodziewając się historii o gitowcach, warszawskich podwórkach i przemocy, a wyjść z niej z dużo większą liczbą pytań.

O tym, ile jesteśmy w stanie zrobić dla bliskiej osoby.

O tym, czy można wyrwać się z miejsca, które nas ukształtowało.

I w końcu o tym, ile człowieka może pozostać w człowieku, kiedy życie od najmłodszych lat uczy go zupełnie innych zasad.

„Git-mana” zdecydowanie nie jest dla każdego. Ale jeśli lubicie mocne, niejednoznaczne historie, bohaterów z krwi i kości oraz książki, które po zamknięciu nadal trochę siedzą w głowie myślę, że warto po nią sięgnąć.

Bo ta historia ma pazur.

I zdecydowanie nie znika wraz z ostatnią stroną. 🖤

Link do opinii

🖤 RECENZJA 🖤

„Git-mana”

Autor: Witold Horwath

Wydawnictwo: JanKa

Nie każda książka pozwala wejść do świata, do którego normalnie nie mielibyśmy dostępu. Nie każda też sprawia, że po zamknięciu ostatniej strony zaczynamy zastanawiać się, czy człowieka naprawdę można ocenić wyłącznie przez pryzmat jego czynów. „Git-mana” Witolda Horwatha robi jedno i drugie — i robi to bez taryfy ulgowej.

To powieść brudna, brutalna, momentami niewygodna, ale jednocześnie zaskakująco ludzka.

Warszawa z kart tej historii nie przypomina pocztówkowego miasta. To Warszawa bram, podwórek, ciemnych klatek schodowych i miejsc, w których obowiązują zasady zupełnie inne od tych zapisanych w kodeksach. Tutaj autorytet zdobywa się siłą, strach potrafi być walutą, a przynależność do grupy może oznaczać jednocześnie ochronę i wyrok.

Autor nie próbuje tego świata oswoić. Nie pudruje go. Nie tłumaczy przemocy pięknymi słowami. Pozwala jej wybrzmieć, czasami aż nazbyt dosadnie.

I właśnie dlatego ta książka tak mocno działa.

Trzy osoby. Jeden świat. Trzy zupełnie różne prawdy.

Historia prowadzona jest przez Joasię, Marka i Irenę. To rozwiązanie narracyjne okazało się dla mnie jednym z największych atutów powieści.

Joasia dorasta w świecie, którego nie wybrała. Jest siostrą człowieka budzącego respekt i strach, a jednocześnie kimś, dla kogo brat stanowi jedną z najważniejszych osób w życiu. W tej relacji nie ma prostych odpowiedzi. Jest miłość, lojalność, przywiązanie, ale również przemoc i świadomość, że uczucie może przybrać bardzo niebezpieczną formę.

Marek znajduje się niejako obok. Dziwak, marzyciel, człowiek nie do końca pasujący do otaczającej go rzeczywistości. Początkowo można patrzeć na niego z pobłażaniem, ale im dalej wchodzimy w jego historię, tym wyraźniej widać, że jego pozorna nieporadność skrywa znacznie więcej.

A potem pojawia się Irena, nauczycielka, która nie potrafi przejść obojętnie obok człowieka tylko dlatego, że inni już postawili na nim krzyżyk.

I chyba właśnie jej obecność sprawia, że ta historia nie staje się wyłącznie opowieścią o przemocy.

Bo czasami jeden człowiek, który naprawdę zobaczy drugiego człowieka, może stać się dla niego czymś więcej niż nauczycielem.

Może stać się ratunkiem.

Najbardziej interesuje mnie tutaj to, czego nie da się łatwo ocenić.

Horwath nie rozdaje czytelnikowi gotowych etykiet.

Nie mówi: ten jest dobry, ten jest zły, tego należy kochać, a tego potępić.

I bardzo dobrze.

Bo czym właściwie jest dobro, kiedy człowiek dorasta w środowisku, w którym przemoc jest codziennością? Ile można wymagać od dziecka, które od najmłodszych lat uczy się nie tego, jak być dobrym człowiekiem, ale jak przetrwać?

I wreszcie — czy trudne dzieciństwo może tłumaczyć późniejsze wybory?

Nie usprawiedliwiać.

Tłumaczyć.

To ogromna różnica.

„Git-mana” nie daje łatwych odpowiedzi, za to zostawia mnóstwo pytań. I są to pytania, które nie kończą się wraz z ostatnim rozdziałem.

PRL, którego nie oglądamy przez filtr nostalgii

Ogromnie podobało mi się również osadzenie historii w realiach PRL-u.

Nie dostajemy tutaj cukierkowego obrazu dawnych czasów, w którym wszystko miało swój klimat, a problemy były „jakieś prostsze”. Dostajemy rzeczywistość pełną ograniczeń, zależności, kombinowania, społecznych podziałów i przemocy, która potrafiła funkcjonować niemal obok codziennego życia.

A na tym tle, subkultura gitowców.

Autor pokazuje ją od środka, z jej hierarchią, językiem, zasadami i kultem siły. Jednocześnie nie sprowadza jej wyłącznie do sensacyjnej ciekawostki. Próbuje pokazać, dlaczego młodzi ludzie szukali przynależności właśnie tam.

I to jest zdecydowanie ciekawsze niż proste stwierdzenie: „byli źli”.

Bo za każdą grupą stoją ludzie.

A za każdym człowiekiem, jakaś historia.

I właśnie tutaj Horwath robi coś bardzo dobrego.

Łączy brutalność z wrażliwością.

W jednej chwili czytelnik może poczuć obrzydzenie, złość albo strach, by chwilę później zostać zaskoczonym sceną, która pokazuje zupełnie inną twarz bohatera.

Czasami pojawia się czarny humor. Czasami ironia. Czasami niemal poetycki fragment. A chwilę później język staje się ostry, uliczny i bezkompromisowy.

Ta zmienność świetnie pasuje do świata przedstawionego.

Nie jest to język, który ma być ładny. Ma być prawdziwy.

I właśnie dlatego działa.

Książka, która nie pozwala czytać bez emocji

„Git-mana” nie jest powieścią do szybkiego pochłonięcia między kawą a obiadem.

Wymaga uwagi.

Wymaga wejścia w historię.

Wymaga zaakceptowania tego, że niektóre sceny będą bolały, niektóre zachowania będą irytować, a niektóre postaci będziemy chcieli jednocześnie potępić i… przytulić.

I to chyba jedna z największych sił tej książki.

Bohaterowie nie są papierowi.

Mają swoje pęknięcia, słabości, pragnienia, lęki i sprzeczności. Podejmują fatalne decyzje, czasami ranią innych, czasami sami są ranieni. Nie można ich sprowadzić do jednej cechy.

A im dłużej ich poznajemy, tym bardziej zaczynamy rozumieć, że człowiek jest znacznie bardziej skomplikowany niż jego życiorys.

„Git-mana” zostaje w głowie.

To jedna z tych powieści, które nie kończą się w momencie odłożenia książki.

Zostają pytania.

O rodzinę.
O wychowanie.
O wpływ środowiska.
O granice odpowiedzialności.
O lojalność.
O miłość, która potrafi ratować, ale czasami również niszczyć.
O to, czy można wyrwać się z miejsca, które od początku próbowało zdecydować za nas, kim będziemy.

I chyba właśnie dlatego uważam tę książkę za tak interesującą.

Nie próbuje być wygodna.

Nie głaszcze czytelnika po głowie.

Zamiast tego zabiera go do świata, w którym dobro i zło nie stoją grzecznie po przeciwnych stronach barykady.

Czasami mieszkają pod jednym dachem.

Czasami noszą to samo nazwisko.

A czasami znajdują się w jednym człowieku.

„Git-mana” to mocna, wielowarstwowa i nieoczywista powieść o dorastaniu w świecie, który zdecydowanie nie ułatwia dorastania. O ludziach, którzy próbują znaleźć swoje miejsce, choć dostali na starcie zupełnie różne karty. O przemocy, ale też o potrzebie bliskości. O tym, jak łatwo człowieka osądzić i jak trudno naprawdę go zrozumieć.

Witold Horwath stworzył historię, która potrafi zszokować, poruszyć, zirytować, rozbawić i zmusić do myślenia.

A kiedy książka potrafi zrobić wszystko naraz?

Wtedy wiem, że warto było po nią sięgnąć.

🖤 Polecam szczególnie tym, którzy szukają literatury wymagającej, mocno osadzonej w polskich realiach, psychologicznej i pozbawionej prostych odpowiedzi.

A jeśli chcecie dowiedzieć się, kim właściwie jest tytułowa Git-mana i co kryje się pod tym niezwykłym określeniem, tę historię trzeba przeczytać samemu.

Bo niektóre odpowiedzi najlepiej odnaleźć między stronami. 

Link do opinii
Avatar użytkownika - Recenzja_Oliwii
Recenzja_Oliwii
Przeczytane:2026-07-20, Ocena: 5, Przeczytałam, Współpraca Recenzencka ,

Git - Mana - Witold Horwath 

 

Dziękuję autorowi, za możliwość przeczytania tej książki.

 

To moje kolejne spotkanie z piórem autora.

(Pierwszy raz, było to przy trylogii "Lisica")

Przy tej książce musiałam zapoznać się z tym piórem, tak jakby od nowa.

Literatura piękna. Zawsze była dla mnie trudna. Ten gatunek ma to do siebie, że dużo jest w pól do interpretacji. Tak samo jest i tutaj. W pewnym sensie, jest to fakt, co też zdradził sam autor. Oczywiście pozmieniane zostały pewne elementy, takie jak np. imiona czy też ksywki. 

 

Lata 70. To nie tylko okres PRL'u, ale też czas różnych buntów. Tam, gdzie rozwijały się pewne bandyckie hierarchie. (Oczywiście z tego, co wyczytałam)

 

Muszę przyznać, że to ciekawa lektura. Pokazuje losy Joasi, Ireny, Marka oraz wszechobecnego Tomka. (Starszy brat Joasi)

Postać nauczycielki Ireny skojarzyła mi się trochę z filmem "Gangsta's Paradise/ Młodzi gniewni". Ona też była blisko takiego otoczenia - wśród swoich wychowanków.

 

W końcu dowiedziałam się, o co chodzi z Git - Mana. Pierwszy raz spotkałam się z tym słowem. Ma ciekawe znaczenie i pochodzenie.

 

Mamy tu dużo nawiązań do popkultury, głównie zagranicznej, ale polskie też się trafiły. Możecie np trafić na tytuł - "Mały książę", czy też "Ania z Zielonego Wzgórza"

Pokazany został również mix językowy, gdzie wiele wyrażeń wplątało się w kulturę. Angielski, Rosyjski, Niemiecki, Francuski, czy też Łacina. Z tego co widzę, to niemal każde z tych tłumaczonych słów, nadal jest w użytku.

 

Czy polecam?

Oczywiście. To historia, która pokazuje realia minionych lat, gdzie, aby przetrwać trzeba podejmować pewne kroki.

 

To lektura tylko dla dorosłych czytelników, gdzie bez cenzury jest przedstawiony świat z czasów PRL'u.

 

Moja ocena 9/10

 

Cytaty z książki:

 

"„Godzina, w której nikomu nie zrobię krzywdy, jest godziną straconą" musiało brzmieć jego życiowe motto, wszyscy więc się go bali panicznie. Szczęściem w szkole bywał rzadko i krótko, jakby wyłącznie po to, by się nad kimś poznęcać, i gdy już swoje zrobił, zadowolony, pogwizdując, szedł sobie do baru w Hali...."

 

"- Pamiętaj, Królik, jeśli nie musisz, nigdy nie uciekaj, nie biegnij, bo to zwraca uwagę - pouczył mnie, gdyśmy się oddalali od parku, skąd jeszcze dochodziły odgłosy bójki."

 

"W ,,Wiadomościach" nie ma prawdy, w ,,Prawdzie" nie ma wiadomości."

 

"Raz wybaczysz, to się znarowi i stale ci będzie bluzgać."

Link do opinii
Avatar użytkownika - easosnowska
easosnowska
Przeczytane:2026-09-24, Ocena: 6, Przeczytałam, Mam,

Życie w czasach PRL-u wymagało kombinowania, znajomości i... legitymacji partyjnej. Jeżeli zabrakło któregokolwiek z tych elementów sytuacja robiła się niezbyt ciekawa, chyba że miało się odpowiednich znajomych.

 

W tej komfortowej sytuacji była Irena, nauczycielka w jednej z warszawskich szkół. Dzięki mężowi - lekarzowi mogła pozostać bezpartyjną, i na dodatek mogła pomagać uczniom.

 

Wśród uczniów, z którymi się zżyła była Joasia, siostra jednego z bandytów określanych jako gitowcy. Tomek, dla wszystkich bezwzględny, przy siostrze zmienia się w niemal idealnego brata, który dla swojego Króliczka, bo tak na nią mówi, zrobi wszystko. Lęk przed reakcją Tomka sprawia, że dla większości mieszkańców tak zwanego Warszawskiego Trójkąta Bermudzkiego Joasia jest nietykalna.

 

W diametralnie innej sytuacji jest Marek, inny z uczniów pani Ireny. On z kolei jest typem marzyciela, który planuje swoją przyszłość nieco na przekór środowisku, w którym przychodzi mu żyć. Dzięki wsparciu nauczycielki jest mu trochę łatwiej, ale i tak musi pokonać mnóstwo przeszkód.

 

Na szczęście oboje mogą liczyć na wsparcie nauczycielki z powołania, i choć to brzmi nieprawdopodobnie, w pewnym stopniu również na przychylność gitowców, z bratem Joasi na czele.

 

Co sprawiło, że pani Irena mogła pozostać nauczycielką bezpartyjną?

 

Dlaczego Tomek przy siostrze łagodnieje?

 

Czym Marek przyciągnął uwagę pani Ireny?

 

Jaki wpływ na życie Joasi miał Tomek?

 

Jak mąż pani Ireny odnosił się do jej relacji z uczniami?

 

Co przyciąga młodzież do subkultury gitowców?

 

Odpowiedzi na te i inne pytania znajdziecie właśnie w tej książce...

 

 

 

W dzisiejszym świecie, w którym większość ludzi goni za pieniędzmi, sławą i sukcesami warto czasami zatrzymać się choćby na chwilę i zastanowić się nad sensem tej pogoni...

 

Wszak w czasach PRL-u człowiek miał mniej i też jakoś żył. Lepiej lub gorzej, ale jakoś dawał radę. Co prawda nie bez problemów, ale wydaje mi się, że jednak spokojniej.

 

Oczywiście zdarzały się wyjątki od reguły, jak choćby mieszkanie lub praca w specyficznej dzielnicy, ale chyba każdy podejmował decyzję świadomie.

 

Mówię ,,chyba", bo sama nie pamiętam tamtych czasów, ale dzięki ,,Git-manie" Pana Witolda Horwatha miałam okazję zapoznać się z jednym z tych specyficznych środowisk.

 

Autor umieścił bowiem akcję w warszawskim Trójkącie Bermudzkim, a którym zamiast piratów władzę sprawują gitowcy, czyli ludzie mający powiązania lub wzorujący się na świecie przestępczym.

 

I choć w książce nie brakowało brutalnych scen, to nie zabrało też tych zwykłych, można by stwierdzić ,,normalnych" przejawów troski o drugiego człowieka.

 

Między innymi dlatego polubiłam Tomka, którego bali się niemal wszyscy. Niemal, bo chyba jedynym wyjątkiem była jego siostra, Joasia, czyli tytułowa git-mana.

 

Dziewczynka, od momentu, gdy jej brat interweniował po raz pierwszy, stała się nietykalna, bo prawie wszyscy bali się reakcji Tomka...

 

Czy słusznie?

 

To już musicie sprawdzić sami, do czego gorąco Was zachęcam...

 

 

 

Za egzemplarz do recenzji dziękuję Autorowi

 

 

Link do opinii
Avatar użytkownika - zapiskimola
zapiskimola
Przeczytane:2026-09-11, Ocena: 4, Przeczytałem,

"Git-mana" - Witold Horwath

  3,75/5 ?   "Tymi, którzy stanowili dla nas realne niebezpieczeństwo, byli gitowcy. Cynkwajs sto razy bardziej przerażał od legitymacji tajnych służb. Zresztą, czy ktoś z nas widział taką legitymację? No nie, trzeba się było bardzo postarać, żeby zobaczyć."   Warszawa, lata siedemdziesiąte. A w niej troje wyjątkowych bohaterów - Joanna, Marek i Irena.    I jeśli miałabym wskazać w książkach autora dwie rzeczy, które najbardziej sobie cenię.. byliby to właśnie bohaterowie i klimat.  Tym razem nie było inaczej - zarówno jedno, jak i drugie to coś, dla czego przepadłam ?   Zarówno Joasia, Irena, jak i Marek skradli tutaj show. Każde z nich tak bardzo inne, ale cała trójka do mnie trafiła..   Szczególnie Marek!    "- Im mocniej żyjesz, tym bardziej jesteś tu, a nie tam - tłumaczyłem Bartkowi i Leszkowi w czyjejś kuchni."   Uznawany trochę za dziwaka i niezrozumiany przez społeczeństwo wywołał we mnie najcieplejsze uczucia. I jestem pewna, że każdy z was sięgając po tę historię, najbardziej polubi właśnie jego. Nie wiem, mam takie wewnętrzne przeczucie, że tak właśnie będzie..    Uwielbiam klimat, jaki tworzy pan Witold w swoich książkach. Pozwala mi przeżyć i poczuć coś, czego nie było mi dane doświadczyć, bo nie było mnie jeszcze na świecie. Za to autor był. Przeżył te czasy i bez wątpienia dlatego tak dobrze się to czyta. Bo on wie, o czym pisze..   A to nie były kolorowe i cukierkowe chwile. W swojej powieści przedstawia szarą, brutalną rzeczywistość. I robi to w taki sposób, że byłam w stanie poczuć klimat tamtych czasów.    Chociaż.. nie powiem, żebym przepadła bez reszty.    To jest bardzo dobra historia, ale taka, w którą nie wsiąkłam całą sobą. Poczułam, to co miałam poczuć, ale.. nie wczułam się na tyle, żeby nie móc się z nią rozstać. I to nie wina autora, czy tego, że książka była kiepska. Nie. Była świetna.. ale nie była moja.    Rozumiecie o czym mówię, prawda? Czasem czytacie coś dobrego, ale to nie jest wasz świat. I chociaż obiektywnie potrafię powiedzieć, że jest dobra i wielu osobom siądzie o wiele bardziej niż mi, tak w moim przypadku tego nie poczułam..   Co nie znaczy, że żałuję, iż ją przeczytałam. Przeciwnie - upewniłam się tylko w tym, że autor świetnie pisze. I poprzednie jego książki dużo bardziej do mnie trafiły, dlatego wierzę, że chociaż z tą było inaczej, to kolejna znów będzie "moja".   A wam ją polecam, chociaż nie każdemu. Uważam, że dużo bardziej odnajdą się tutaj osoby powyżej 30 roku życia, które docenią ten klimat lat siedemdziesiątych i szarą, surową Warszawę..   Wiem też, że jak tylko dam ją przeczytać mojemu przyszłemu teściowi, będzie nią zachwycony - jak każdą książką autora!    Więc.. mimo wszystko, polecajka ?   "- Piję tylko wtedy, kiedy chcę i zawsze mogę przerwać. I umiem wytrzymać bez kieliszka nawet tydzień, tylko po co? Chyba po to, żeby, tak jak ty, wszystkim się frasować."   [ Współpraca reklamowa z autorem ]
Link do opinii
Inne książki autora
Lisica
Witold Horwath0
Okładka ksiązki - Lisica

O swoim życiu Hanna Lubochowska mogłaby dużo powiedzieć, ale nie to, że było nudne. Kiedy ogląda się wstecz, z sentymentem myśli, że niektóre rzeczy mogła...

Dziewczyna z Konstancina
Witold Horwath0
Okładka ksiązki - Dziewczyna z Konstancina

Ona - początkująca, ale już doświadczona funkcjonariuszka na dorobku. On - wiekowy policjant po przejściach. Między nimi odsłaniająca kolejne mroczne sekrety...

Zobacz wszystkie książki tego autora
Reklamy