Rok 2128, państwo-miasto Atlantyda. June Newman, naukowczyni z dziedziny neuronauki, angażuje się w eksperymentalny projekt, który ma zbadać granice ludzkiego doświadczenia poprzez… symulowanie innej rzeczywistości.
June zostaje przeniesiona na angielską prowincję do roku 1786, gdzie staje się Mary. Poznaje tam pewnego przystojnego mężczyznę, wkrótce jednak odkrywa, że jej nowe życie na angielskiej prowincji nie będzie tak idylliczne, jak mogłoby się wydawać – Mary zostaje bowiem uwikłana w kryminalną zagadkę z celtyckim okultyzmem w tle.
Jednocześnie na Atlantydzie dochodzi do morderstwa, które może mieć przełożenie na losy bohaterów w symulowanej rzeczywistości.
Kto jest zabójcą? Czy Mary odnajdzie drogę powrotną do rzeczywistości, w której jest June? „Imersja” Anny Brańskiej to fascynująca podróż przez czas i różne rzeczywistości. To pełna napięcia opowieść, od której się nie oderwiesz!
Wydawnictwo: Alternatywne
Data wydania: 2025-05-28
Kategoria: Fantasy/SF
ISBN:
Liczba stron: 376
Język oryginału: polski
Przeczytałam niedawno "Imersję" autorstwa Anny Brańskiej i – choć zwykle podchodzę do fantastyki z pewnym dystansem – ta książka mnie poruszyła. Nie tylko jako kolejna powieść SF, ale jako opowieść o człowieku, jego tożsamości i tym, co nazywamy „rzeczywistością”.
Zaczynając tę książkę , byłam przekonana, że to będzie sprawny rzemieślniczo thriller z gatunku science-fiction: rok 2128, symulacja, eksperyment neuronaukowy. I rzeczywiście – pierwszy plan to właśnie to: bohaterka June Newman, pani naukowiec w państwie-mieście Atlantyda, bierze udział w eksperymencie, który ma przenieść ją do symulowanej rzeczywistości – angielskiej prowincji w roku 1786. Już samo to zestawienie czasów i światów – przyszłość versus przeszłość – zadziałało na mnie asynchronicznie: z jednej strony błyszczące futurystyczne miasto, z drugiej – kamienice, kredowe ściany i dawne zwyczaje. Ta dychotomia zaczyna działać na czytelnika od pierwszych rozdziałów.
Ale to, co mnie zaciekawiło najbardziej, to nie sama fabuła, lecz to, jak Brańska poprowadziła tę fabułę, żeby stawić pytania: czym jest „ja”, kiedy moje doświadczenia mogą być symulowane? Czy zmiana otoczenia – czas, miejsce – zmienia mnie głęboko, czy tylko powierzchownie? I jak mocno technologia może dotknąć ludzkiej psychiki? Te pytania zaskoczyły mnie – bo choć zwykle czytam dla fabuły, tu ujął mnie element filozoficzny.
Pochłaniając rozdziały, w których June staje się Mary w symulowanej rzeczywistości XVIII-wiecznej Anglii, miałam momenty zawieszenia: zaczynałem wierzyć w tamten świat. To „zanurzenie” – czyli imersja – działało. Brańska przełącza język, klimat, perspektywę w sposób świadomy: opis wysoce techniczny w scenach Atlantydy, opisy bardziej sensualne, zmysłowe w scenach Mary. I właśnie wtedy poczułam, że czytam coś więcej niż „kolejny eksperyment sci-fi”. Poczucie obcości i zarazem bliskości – mieszały się.
Muszę przyznać, że bohaterka – June/Mary – stała się dla mnie jednym z najbardziej intrygujących elementów tej książki. Zwykle w fantastyce bohaterowie bywają albo super-, albo ofiarami. Tutaj mamy kobietę, która wybiera eksperyment, która zmienia tożsamość – i która musi się zmierzyć z konsekwencjami. Widzimy, jak June jako naukowiec kontroluje, bada – a Mary, jej symulowane „ja”, doświadcza, czuję i popełnia błędy. I to zaburzenie: co jest autentyczne? Czy jest różnica między wyborem w symulacji a wyborem w „realnym” świecie? Zapytałsm siebie: Czy jeśli poczuję coś w symulacji, to jest to moje uczucie? Czy jeśli moja pamięć zostanie zmieniona – kim wtedy jestem? Dzięki temu rozmowa książki z czytelnikiem – tą moją rozmową – była żywa.
Jeśli chodzi o konstrukcję fabularną – podobało mi się to, że autorka nie zapomniała o wątku kryminalnym: w Anglii Mary zostaje uwikłana w zagadkę z elementami okultyzmu celtyckiego, natomiast w Atlantydzie dochodzi do morderstwa, które rzutuje na symulację. To daje dynamikę i pozwala utrzymać napięcie – nie tylko myślenie, ale i działanie. Ten balans między refleksją a akcją w moim odczuciu działa bardzo dobrze: momenty introspekcji przeplatają się z momentami grozy i niepewności.
Z drugiej strony – nie mogę powiedzieć, że wszystko w „Imersji” mnie urzekło. Były momenty, gdy zwolnienie akcji dawało poczucie „ok, to już się trochę rozciągnęło”. Zmiana czasów i perspektyw wymaga od czytelnika pewnego skupienia – musiałam kilka razy się zatrzymać, by upewnić się: czy to Atlantyda, czy Anglia? Czy to June, czy Mary? Nie uznaję jednak tego za wadę, raczej za wyzwanie – choć dla kogoś, kto woli jedno-świat, płynną fabułę bez przeskoków, może to być bariera. Ale ja byłam ciekawa, więc tę barierę polubiłam.
Kolejny aspekt: końcówka. Autorka nie podaje wszystkiego wprost. Oczekiwałam więcej, jednego wyjaśnienia: „tak, to było to” albo „tak, to prawdziwe”. Zamiast tego dostałsm bardziej otwarte zakończenie – i choć na początku pomyślałam: „Chciałbym więcej konkretu”, po chwili pomyślałam: „Tak, to dobrze – bo temat książki to przecież nie rozwiązanie zagadki, ale pytania”. I ten wybór literacki bardzo doceniam.
Osobiście – czytając tę książkę – miałam momenty, w których myślałam o własnym życiu: o tym, ile z mojej tożsamości to „ja”, a ile – „otoczenie”. Ilu ludziom po prostu powiedziano, kim mają być, i przyjęli to. Ile w nas jest symulacją? A ile prawdy? A jeśli dostałabym możliwość życia w innym świecie – ile bym zaryzykowała? Kiedy Mary wchodzi w rolę, zaczyna doświadczać – ja przeniosłsm się na chwilę do miejsca, w którym byłam ja, ale nie do końca ja. I to było silne doświadczenie czytelnicze.
Jeżeli miałabym podsumować jednym zdaniem: „Imersja” to powieść, która zanurza — nie tylko bohaterkę w alt-rzeczywistości, ale czytelnika w pytaniach o to, co znaczy być sobą. To nie tylko rozrywka, choć dużo w niej przygody; to nie tylko fantastyka, choć dużo w niej technologii i epokowych kontrastów; to coś pośredniego — literacka stacja-przesiadka między światem „co by było” a światem „kim jestem”.
Dla kogo ta książka? Dla tych, którzy lubią science-fiction/odmienne rzeczywistości, ale nie tylko dla nich. Dla tych, którzy chcą czytać coś, co zostawi w głowie ślad. Dla tych, którzy nie boją się pytań bez odpowiedzi. Ja polecam i z ciekawością będę obserwowała, co dalej Anna Brańska stworzy.
🍂🍂🍂 Recenzja 🍂🍂🍂
Anna Brańska „Imersja”
@annabranskaautor
Wydawnictwo: Alternatywne
@wydawnictwoalternatywne
🍂🍂🍂🍂🍂🍂🍂🍂🍂🍂🍂🍂
" Wtedy, zupełnie niespodziewanie, stało się coś dziwnego. Wciemnych zakamarkach mej zamglonej pamięci pojawiło się coś, co dało mi poczucie lekkiej ulgi. Bo była to jedyna, jak dotąd, prawda o mnie samej.
Nazywam sie Mary..."
„Imersja” to jedna z tych książek, po których zamknięciu okładki długo siedziałam w ciszy, próbując poukładać w głowie wszystko to, czego właśnie doświadczyłam. To historia, która zaczyna się dość niewinnie od naukowego eksperymentu a kończy na kompletnym zatarciu granic między tym, co realne, a tym, co jedynie odczuwane.
Największe wrażenie zrobiło na mnie zderzenie dwóch skrajnie różnych światów. Z jednej strony futurystyczna Atlantyda chłodna, uporządkowana, niemal wyprana z emocji. Z drugiej strony wilgotna, duszna angielska prowincja XVIII wieku, pełna lęków, niedopowiedzeń i dawnych wierzeń. Przejścia między June a Mary są płynne, ale jednocześnie niepokojące. Im dalej w historię, tym trudniej było mi jednoznacznie określić, gdzie kończy się symulacja, a zaczyna prawdziwe „ja” bohaterki. To narastające poczucie zagubienia działa na czytelnika bardzo intensywnie i idealnie oddaje sens samej imersji.
💠 Co znajdziemy w książce:
🔹 futurystyczne państwo-miasto Atlantyda w roku 2128
🔹 eksperymentalny projekt z pogranicza neuronauki i technologii
🔹 symulację rzeczywistości i motyw głębokiego „zanurzenia” w inne życie
🔹 angielską prowincję XVIII wieku (rok 1786)
🔹 podwójną tożsamość głównej bohaterki: June / Mary
🔹 zagadkę kryminalną z elementami celtyckiego okultyzmu
🔹 kontrast między nauką a dawnymi wierzeniami i przesądami
🔹 morderstwo w świecie przyszłości i jego możliwe konsekwencje
🔹 narastające napięcie i poczucie niepewności
🔹 pytania o granice rzeczywistości, tożsamość i cenę imersji
Fabuła wciąga nie tylko samą intrygą kryminalną, ale też emocjonalnie. To nie jest książka oparta wyłącznie na akcji dużo tu refleksji nad wyborami, tożsamością i konsekwencjami zbyt głębokiego zanurzenia się w coś, co miało być jedynie kontrolowanym doświadczeniem. Momentami bywa mrocznie, momentami bardzo intymnie, a chwilami po prostu niepokojąco – i właśnie to najbardziej mnie urzekło.
Styl Anny Brańskiej jest płynny, obrazowy i bardzo angażujący. Autorka potrafi połączyć techniczne, naukowe elementy z emocjonalną narracją, nie tracąc przy tym tempa historii. Opisy są sugestywne i sprawiają, że bez trudu można wyobrazić sobie zarówno sterylną Atlantydę, jak i pełną napięcia prowincję XVIII-wiecznej Anglii.
Emocje budowane są stopniowo od ciekawości i ekscytacji, przez narastający niepokój, aż po dezorientację i napięcie. Czytelnik razem z bohaterką zaczyna kwestionować to, co jest prawdą, a co jedynie projekcją umysłu. Atmosfera tajemnicy i niepewności to jeden z najmocniejszych punktów tej historii.
Bohaterowie są wiarygodni i wielowymiarowi. June jako racjonalna naukowczyni wierzy w dane i logikę, natomiast jako Mary musi zmierzyć się z emocjami, strachem i ograniczeniami epoki. Jej wewnętrzne rozdarcie zostało pokazane w bardzo naturalny sposób. Postacie drugoplanowe dobrze dopełniają fabułę i skutecznie podkręcają klimat zagrożenia.
„Imersja” zostawiła mnie z pytaniem, czy rzeczywistość definiuje miejsce i czas, czy raczej emocje, które przeżywamy. Jeśli lubicie historie, które powoli wchodzą pod skórę i nie oferują prostych odpowiedzi zdecydowanie warto po nią sięgnąć.
Przeczytane:2026-03-08,
W niedalekiej przyszłości granica między technologią a rzeczywistością zaczyna się zacierać. June, naukowczyni zajmująca się neuronauką, bierze udział w eksperymencie pozwalającym przenieść świadomość do symulacji. Trafia do XVIII-wiecznej Anglii, gdzie funkcjonuje jako Mary i szybko odkrywa, że nowe życie nie będzie spokojną ucieczką od codzienności. W tle pojawia się zagadka kryminalna, a wydarzenia z dwóch różnych czasów zaczynają splatać się w niepokojący sposób.
To zdecydowanie książka, przy której trzeba być bardzo skupionym. Autorka przeskakuje między czasami i wydarzeniami, dlatego łatwo się pogubić. Zdarzało mi się cofać kilka stron, by uporządkować wątki. Nie zawsze było to komfortowe, ale z czasem zrozumiałam, że taka konstrukcja ma budować niepewność, podobną do tej, którą odczuwa bohaterka.
Fabuła rozwija się w wyważonym tempie, nie pędzi, ale też nie stoi w miejscu. Sporo miejsca zajmuje wizja technologii przyszłości i pytanie o to, jak daleko można ingerować w ludzką świadomość. Podobał mi się motyw zagadki kryminalnej prowadzonej na dwóch płaszczyznach, bo wymagał łączenia faktów i utrzymywał napięcie. Autorka pisze przystępnie, jednak ta historia wymaga koncentracji. Główną bohaterkę da się polubić, podobnie jak część postaci drugoplanowych.
W tej książce pojawia się więcej pytań niż odpowiedzi, a momentami trudno jednoznacznie stwierdzić, co jest realne. Mnie niestety „Imersja” nie porwała emocjonalnie, choć doceniam jej pomysł. Myślę jednak, że znajdzie swoich czytelników wśród osób, które lubią wymagające science fiction z nutą tajemnicy.