Magia świąt działa, nawet gdy jesteśmy zbyt dorośli, by w nią wierzyć...
Dwadzieścia lat temu w domu dziecka przy ulicy Zimowej mieszkało dwanaścioro wyjątkowych podopiecznych. Dziś są dorośli, rozrzuceni po świecie, z własnymi historiami i bagażem doświadczeń.
Gdy ich dawna opiekunka, Grażyna, trafia do domu opieki i okazuje się, że jej pamięć z każdym dniem się pogarsza, Maria i Jagoda podejmują decyzję - odnajdą wszystkich wychowanków i zorganizują niezapomniane bożonarodzeniowe spotkanie, by sprawić Grażynie radość i odwdzięczyć się za otrzymane kiedyś dobro.
Każda z osób, z którymi nawiązują kontakt, ma swoje powody, by wrócić do przeszłości - albo chcieć się od niej odciąć. Czy magia świąt i wspomnienia z dzieciństwa wystarczą, by ponownie spleść ich losy?
To ciepła, pełna emocji opowieść o rodzinie, która nie opiera się na więzach krwi, lecz na wspólnych przeżyciach i cichym pragnieniu bycia kochanym.
Wydawnictwo: Novae Res
Data wydania: 2025-10-23
Kategoria: Obyczajowe
ISBN:
Liczba stron: 306
Język oryginału: polski
Często mam ochotę po jakiejś lekturze dowiedzieć się co dalej z bohaterami. Tym razem autorki pozwoliły nam wrócić do bohaterów z pierwszej części Kalendarza Adwentowego, czas zobaczyć jak ułożyły się życia byłych wychowanków domu dziecka przy ulicy Zimowej: Marceliny, Maurycego, Telemacha, Oliwii, Szymona, Zosi, Olgi, Karola, Natalii, Jagody, Justyny i Marii.
Dwadzieścia lat temu byli sobie niczym rodzeństwo, dwanaście dzieciaków połączonych przez los w domu dziecka. Dziś to dorośli ludzie, każde z nich prowadzi własne życie, każde z nich poszło w swoją stronę i praktycznie nie mają ze sobą żadnego kontaktu. Gdy Grażyna- opiekunka, która przed pewnymi świętami zrobiła najwspanialsze prezenty dzieciakom, trafia do domu opieki a jej zdrowie i pamięć zaczyna szwankować, dwie najstarsze byłe podopieczne postanawiają zebrać całą dwunastkę i przygotować dla Grażyny święta, które pozwolą jej sobie wszystko przypomnieć. Nie jest to jednak proste zadanie, podopiecznych wywiało w różne strony świata, a tam zmagają się z własnymi problemami i obowiązkami.
Cudownie było wrócić po raz drugi do postaci z ulicy Zimowej, pięknie jest przed świętami przypomnieć sobie, czym tak naprawde jest bliskość i jak ważna jest rodzina. Więzi które stworzyli bohaterowie są stałe i nierozerwalne, trzeba je było tylko porządnie odkurzyć. Powiem Wam, że nie spodziewałam się takiego zakończenie, czułam się totalnie zaskoczona. Autorki stworzyły kawał naprawde dobrej dylogii świątecznej, która rozgrzewa serca.
Święta tuż tuż...
Jak Wam idą przygotowania?
U mnie... Hmmm... Można powiedzieć, że nie idą 🫣😂
W tym roku zupełnie ich nie czuję...
Aż nie do wiary, że jutro Wigilia...
Czas tak szybko leci, że nawet nie da się nim cieszyć...
Tęsknię za świętami, tymi z dzieciństwa.
Kiedy nie było zmartwień i trosk.
Kiedy cieszyły drobne rzeczy.
Kiedy uśmiech znaczył więcej niż sto słów.
Niestety dorosłość rządzi się swoimi prawami.
Więcej obowiązków.
Więcej zmartwień.
Więcej przygotowań.
Przemęczenie.
Wciąż uciekający przez palce czas.
I myślę, że właśnie dlatego, święta już coraz mniej nas cieszą.
Trudniej jest znaleźć ten czas tylko dla siebie, a Adwent traktuje się jak każdy inny okres w roku.
Nie przeżywamy go.
Nie cieszymy się nim.
Nie potrafimy się wyciszyć.
Też tak uważacie?
✨✨✨
Jolanta Kosowska i Marta Jednachowska powracają do mieszkańców domu dziecka przy ulicy Zimowej.
Odkąd podopieczni opuścili placówkę, minęło już dwadzieścia lat.
Każde z nich jest dorosłe.
Każde z nich na swój sposób ułożyło swoje życie.
A ich drogi, mimo iż inaczej sobie obiecywali, rozeszły się.
Zbliżają się święta.
Najbardziej magiczny i najpiękniejszy czas w roku.
Właśnie wtedy Maria z Jagodą, dowiadują się o chorobie, jaka przydarzyła się jednej z ich opiekunek.
Grażyna traci pamięć.
Demencja szybko postępuje.
Kobiety więc postanawiają odnaleźć wszystkich wychowanków i zorganizować niezapomniane świąteczne spotkanie, które mają nie tylko sprawić radość Grażynie, ale także na nowo zacieśnić więzi.
To na być wyjątkowo spędzony czas.
Na rozmowach.
Na wspomnieniach.
Na podzieleniu się opłatkiem.
Jednak czy jedno spotkanie wystarczy, by odbudować relację, która została zerwana na długie lata?
"Kalendarz Adwentowy 2" to ciepła powieść, która otula magią grudniowego czasu.
Ukazuje, jak wielką wartość jest rodzina. I to nie rodzina, którą łączą więzy krwi, lecz którą łączą wspomnienia, przeżycia, chwile spędzone razem i miłość.
Bohaterowie są prawdziwi.
Z mnóstwem problemów, z bagażem doświadczeń i marzeniami, które zweryfikowało życie.
Teraz mają możliwość na nowo stanąć ze sobą twarzą w twarz. Mają możliwość rozmowy i nadrobienia tego, co odebrał im uciekający czas.
Tylko czy będą w tanie to docenić?
Czy docenią szansę, jaką właśnie otrzymali od życia?
Kocham takie książki.
Pełne emocji i zawirowań.
Pełne niepewności.
A jednocześnie pełne ciepła i miłości.
Polecam całym serduszkiem nie tylko na ten świąteczny czas ❤️
Kiedyś mieszkali w jednym domu dziecka, byli z sobą bardzo związani, obiecywali sobie, że nigdy nie przestaną się przyjaźnić. Życie jednak miało swoje plany, minęło wiele lat, dorośli, a każdy z nich ma własną historię, własne życie.
Pani Grażynka była opiekunką w domu dziecka, to dzięki niej, ten czas nie był taki zły. Teraz kobieta jest już starsza, mieszka w domu opieki, a z jej pamięcią jest coraz gorzej. Maria i Jagoda, jedne z jej podopiecznych podejmują decyzję, że trzeba odnaleźć wszystkich i sprawić, żeby się spotkali. Chcą sprawić radość kobiecie, która tak wiele dla nich zrobiła, której wiele zawdzięczają. Jak będą wyglądać poszukiwania? Czy się udadzą? Czego się dowiedzą o dawnych przyjaciołach? Czy uda się sprawić, aby wszyscy się spotkali?
Nie będę ukrywać, że nie czytałam tomu pierwszego. Czy to jakoś odczułam podczas czytania? Szczerze mówiąc, ani troszkę. Niczego mi nie brakowało, nie miałam wrażenia, że coś było wcześniej. Książka zdecydowanie mi się podobała. Historia, jaką w niej znalazłam, była ciepła, wzruszająca, wciągająca, wywołująca wiele emocji. To opowieść o ludziach, którzy kiedyś byli dla siebie ważni, dorośli i każde poszło w swoją stronę, jednak kiedy potrzeba pomocy, potrafią ją sobie okazać bez wahania.
Akcja sprawnie poprowadzona, ze zwrotami, które mnie potrafiły zaskoczyć. Szczególności zakończenie wręcz mnie zszokowało (w pozytywnym znaczeniu), jednak dlaczego nie mogę Wam zdradzić. Książkę czytało się szybko, a podczas czytania towarzyszyło mi wiele emocji. Dla mnie była to pozycja na jeden wieczór.
Bohaterowie zdecydowanie ciekawi, różnorodni, tacy, których przygody śledzi się z przyjemnością. Książkę czytamy z perspektywy wielu osób, więc tym razem nie mogę Wam zdradzić o bohaterach więcej niż w zarysie historii.
„Kalendarz adwentowy 2. Dwanaście dróg do domu” to książka, w której znalazłam ciekawą historię wywołującą emocje podczas czytania. Z przyjemnością polecam.
Recenzja pojawiła się również na moim blogu - Mama, żona - KOBIETA
Kiedy rok temu recenzowałam dla Was "Kalendarz adwentowy" do głowy mi nie przyszło, że ta historia może mieć swój ciąg dalszy, więc kiedy zobaczyłam w zapowiedziach wydawniczych kontynuację tej historii, dosłownie najpierw z wrażenia zaniemówiłam, a później oszalałam z radości! Pokochałam "Kalendarz adwentowy" całym sercem więc jego kontynuacja to chyba najpiękniejszy prezent, jaki mogłam dostać od tych dwóch niesamowitych kobiet.
Rok temu poznaliśmy dwunastkę dzieci wychowujących się w jednym z Domów Dziecka. Towarzyszyliśmy im w ich codzienności, poznawaliśmy marzenia, kibicowaliśmy i wspólnie przeżywaliśmy wzloty, upadki i porażki. Dzieliliśmy z nimi troski i radości, wierzyliśmy, że osiągną w dorosłym życiu wszystko to, czego pragną i o czym marzą.
Dziś dostaliśmy historię, w której śledzimy losy tych samych ludzi dwadzieścia lat później- są oni już dorośli, część ma swoje rodziny, inni spełniają marzenia z dzieciństwa, a jeszcze inni próbują się odnaleźć w świecie, w którym los postanowił raz po raz rzucać im kłody pod nogi. Jedna przypadkowa rozmowa w galerii handlowej wywołuje u jednej z byłych mieszkanek Domu Dziecka falę wspomnień i chęć dowiedzenia się co słychać u innych wychowanków.
Postanawia zadzwonić do jednej z dziewczyn, z którą utrzymywała sporadyczny kontakt, a ten jeden wydawałoby się niewinny telefon, uruchamia lawinę nie tylko wspomnień, ale i realnych działań dążących do spotkania wszystkich wychowanków w jednym miejscu...
Czy dwunastce dorosłych ludzi uda się spotkać w komplecie? Jak poukładało się ich życie, czy spełniły się ich plany marzenia i założenia? Co się stało, że podjęli próbę odnowienia zerwanych więzi? Czy przyjaźń i poczucie odpowiedzialności za drugiego, jest tak samo silna, jak dwadzieścia lat wcześniej? Co stało za decyzją byłej opiekunki i jakie przyniesie konsekwencje podjęta decyzja?
Tego już Wam nie zdradzę, ale gwarantuję, że takich pytań pojawi się w waszych głowach jeszcze mnóstwo. Na szczęście odpowiedzi są na wyciągnięcie ręki, musicie tylko zaopatrzyć się w olbrzymi zapas chusteczek, bo łzy będą płynąć niemal nieustannie.
Autorki stworzyły przepiękną historię, od której trudno jest się oderwać nawet na moment.
Bo wiadome jest, że książki Jolanty Kosowskiej, teraz także jej córki Marty biorę zawsze i wszędzie w przysłowiowe ciemno, więc nie dałam rady wyzwaniu, by dziennie czytać po jednym rozdziale. No nie dało się i koniec, historia wchłonęła mnie od pierwszej do ostatniej strony, nie pozwalając się odłożyć nawet na moment. Tak, przeczytałam całą w jeden dzień i choć przypłaciłam to bólem głowy i spuchniętymi oczyma, było warto!
"Kalendarz adwentowy 2" to powieść niezwykła, z jednej strony bardzo delikatna, subtelna- idealna na świąteczny czas, a z drugiej (jak zawsze) poruszająca ważne społecznie tematy. Tym razem Autorki poruszyły temat starości i towarzyszącej jej samotności i niejednokrotnie choroby... W dzisiejszych zabieganych czasach młodzi ludzie nie mają czasu, a czasami nawet ochoty otaczać się starszą, spowalniającą ich pęd częścią rodziny. Dlatego też coraz częściej nasi bliscy trafiają do domów opieki, zwanych szumnie domami spokojnej starości. Nam wydaje się, że jest dobrze i nie zwracamy niestety już większej uwagi na to jak czuje się i co myśli na ten temat nasz bliski, żyjemy swoim życiem co raz bardziej się oddalając...
A to, co czuje osoba samotna i co myśli doskonale ukazały pisarki.
Autorki w tej części postawiły na emocje i więzi, które nas łączą z bliskimi, nawet wtedy gdy dzielą nas tysiące kilometrów. Pokazały i udowodniły, że choć nasze drogi czasami się rozchodzą, rozstajemy się w niezgodzie, mówimy w gniewie, że nie chcemy kontaktu to zawsze, ale to zawsze leży nam na uwadze dobro kogoś, kogo kochamy, z kim się przyjaźnimy czy jest nam bliski w jakiś inny sposób.
Ponownie udowodniły i pokazały to, co jest naprawdę ważne i jakimi wartościami należy kierować się w życiu, pokazując, że nic nigdy nie dzieje się bez powodu, a zwykła rozmowa, może przynieść olbrzymie korzyści, a jej brak, potrafi zburzyć to, co buduje się latami.
Bohaterowie są niezwykli, obdarzeni całą gamą emocji i empatii. Autorki jest mistrzyniami w tworzeniu postaci, w każdej z nich można zauważyć "żywego człowieka" z jego wszystkimi walorami i przywarami.
Narracja, którą zastosowały tu Autorki, pozwala poznać ich bardziej, co wywołuje całą masę emocji, niejednokrotnie zaskoczenie, wzruszenie, ale i współczucie. Zmusza do refleksji nad trafnością podejmowanych przez nich decyzji...
Przedstawiona historia, niezwykle porusza, pokazuje, jak ważne są nie tylko więzi rodzinne, ale i te, które tworzymy sami, jak trudno jest zaufać i oddać swoje życie w ręce innych, otoczyć opieką innych, nie patrząc na swój dobrobyt, czasami... wybaczyć, choć gdzieś w podświadomości, wiemy, że nie zawsze jest to posta droga.
Akcja nie goni na złamanie karku, ale otula czytelnika świąteczną magią i ciepłem płynącym z serc. Przepiękne i barwne opisy ludzi, emocji miejsc splatają się w genialną i niezwykłą całość, która porywa i gwarantuje stały dopływ wzruszeń i drgań serca.
Jestem zakochana w tej historii i chciałabym, by trafiła ona do wszystkich tych, którzy przestali wierzyć, nie tylko w magię świąt, ale przede wszystkim w ludzi, którzy kiedyś byli dla nich ważni.
Czy polecam?
Zdecydowanie tak to jedna z piękniejszych i poruszających historii, które poznałam w tym roku.
Czasami jakaś trudna sytuacja może przyczynić się do czegoś dobrego, tak jak w świątecznej powieści „Kalendarz adwentowy 2” Jolanty Kosowskiej i Marty Jednachowskiej. Akcja w niej toczy się wokół takiej właśnie sytuacji, która skłoniła bohaterów książki do realizacji pewnego pomysłu... Jeśli brzmi to interesująco, to zapraszam na recenzję!
W domu dziecka znajdującego się przy ulicy Zimowej dwadzieścia lat temu mieszkało dwanaścioro dzieci, a ich opiekunką była pani Grażyna. Po dwudziestu latach, kiedy te dzieci stały się dorosłe, zostały porozrzucane po świecie i mają teraz własne życie, swoje sprawy o problemy. Z kolei pani Grażyna trafiła do domu opieki, a jej pamięć z każdym dniem pogarsza się coraz bardziej. Maria i Jagoda, czyli jedne z jej wychowanek, decydują się odnaleźć pozostałe osoby mieszkające z nimi w domu dziecka i zorganizować niezapomniane spotkanie bożonarodzeniowe, po to, aby sprawić pani Grażynie radość oraz odwdzięczyć się za dobro, które od niej otrzymali. Czy każda z tych osób będzie chciała wrócić do przyszłości i tym samym przybyć na to świąteczne spotkanie, czy może ktoś z nich będzie chciał się odciąć od przeszłości?
W książce narracja prowadzona jest w trzeciej osobie. Jej rozdziały można porównać do kalendarza adwentowego, bo pierwszy rozpoczyna się pierwszego grudnia, a każdy kolejny opisuje kolejny dzień, kończąc na dwudziestym piątym grudnia, kiedy to dochodzi do świątecznego spotkanie pani Grażyny ze swoimi wychowankami. Zawsze mi się wydawało, że dom dziecka jest smutnym miejscem, jednak w tej książce zostało ono opisane jako przyjemne i pełne miłości, opiekunki wkładały dużo serca w opiekę nad dziećmi i ogólnie wszyscy tworzyli tam jedną wielką rodzinę. Ciekawy był dla mnie pomysł związany ze zorganizowaniem świątecznego spotkania i tym samym z odnalezieniem wszystkich dwunastu osób, które mieszkały w domu dziecka. Nie ze wszystkimi poszło łatwo, bo każdy z nich był już inną osobą niż dwadzieścia lat temu i każdy miał też swoje prywatne sprawy i swoje problemy. Jednak dzięki pani Grażynie każda z tych osób wyrosła na porządnych ludzi. Koniec tej powieści może nieźle zaskoczyć, choć ja pod koniec całej tej historii zaczynałam już się domyślać zakończenia, ale mimo to końcówka wywarła na mnie pozytywne wrażenie.
„Kalendarz adwentowy 2” jest piękną, pełną ciepła powieścią świąteczną, którą idealnie podsumowuje ostatnie zdanie tej powieści: „W każdym człowieku są ogromne pokłady dobra, czasami tylko trzeba je odkopać”. Bardzo spodobała mi się historia opisana w tej książce, szczególnie panująca w niej magia świąt, którą można odczuć w każdym wieku. Tak więc bardzo polecam Wam tę powieść, idealnie nada się w tym nadchodzącym okresie przedświątecznym oraz świątecznym.
Opowieści w świątecznym klimacie mają swoją magiczną moc, przenoszą czytelnika do innego świata, przepełnionego ciepłem i nadzieją.
Dla większości osób czas świąt to najpiękniejszy okres w roku, ale niestety nie dla wszystkich. Wielu ludziom kojarzy się z radością, szczęściem, rodziną, lecz są osoby, które nie mają możliwości spędzić tych dni z najbliższymi...
Razem wychowywali się w domu dziecka przy ulicy Zimowej, dwanaście osób było sobie bliskich jak rodzeństwo. Opiekunki oddawały im całe swoje serce, by choć odrobina szczęścia zagościła w życiu dzieci, których los boleśnie doświadczył. Szczególnie pani Grażyna przywiązała się do swoich wychowanków, spędzając z nimi mnóstwo czasu, wspierając i dając namiastkę rodzinnej opieki, by mogły poczuć się kochane.
Teraz po dwudziestu latach wszyscy są dorośli, ich drogi się rozeszły w różne strony, pozostał sporadyczny kontakt. Nagła informacja o chorobie najlepszej opiekunki, pani Grażyny sprawiła, że grupa kiedyś bliskich sobie osób zaczyna szukać wspólnego kontaktu. Dobrym momentem na spotkanie po latach i okazanie ciepła drugiemu człowiekowi, jest świąteczny czas. Tylko czy uda się wszystkich odnaleźć, zebrać grupę sprzed lat i wspólnie przeżyć cudowne chwile?
Delikatna, miła dla oka okładka przyciąga uwagę, zachęca do przeczytania tej pięknej, pełnej ciepła historii. Na stronach powieści przewija się mnóstwo emocji, wrażliwości i czułości. Książka napisana z niezwykłą delikatnością, trafia do serca czytelnika, budząc całą gamę uczuć, poruszając czułe struny. Wyjątkowa opowieść, przepełniona miłością i empatią. Cudowna historia o przeciwnościach losu, trudnych wyborach i wspomnieniach, które potrafią obudzić niejedno serce, ale przede wszystkim o ludzkiej życzliwości, serdeczności i bezinteresownym wsparciu.
Gorąco polecam obie części "Kalendarza adwentowego", czytajcie i razem z bohaterami książki przeżywajcie magiczne, niezapomniane chwile.
Świąteczne książki od zawsze były dla mnie czymś więcej niż historiami zwykłych ludzi. To w nich widziałam ból ludzi, którzy w dzieciństwie nie mieli łatwo, albo całkowicie spędzali je bez prawdziwych rodzin. To pragnienia i tęsknoty do krótkich momentów, kiedy wierzyło się w Świętego Mikołaja i nikt nie próbował kwestionować jego istnienia. To była magia wiary w kogoś, kto mógłby spełnić każde dziecięce marzenie. Jeśli nie w tym roku, to w następnym. Te pragnienia nie miały końca ważności, bo każdy wiedział, że za rok była ta szansa na szczęście. Że przyjdzie ktoś, kto nam je da.
W tej książce mamy pewną kobietę, która już dawno uzyskała pełnoletność, a która zawsze pragnęła coś dostać. Teraz ma taką okazję, na sprawienie sobie takiego prezentu, ale rezygnuje. Pytanie, dlaczego? Ktoś inny trafił do domu opieki i jest z tego powodu zadowolony. Nie każdy z nich potrafi żyć samotnie. Nie jest powiedziane, że jak się trafi do domu dziecka, to w późniejszym życiu nie będzie się szczęśliwym. To od nas samych zależy jak sobie je ułożymy. To również opowieść o osobach, których się dawno nie odwiedzało. W czasie świąt przypominamy sobie o nich, ale sama pamięć nie wystarczy. Czasami trzeba iść do tego człowieka, gdyż towarzystwo choćby na chwilę, potrafi być cenniejsze niż żadne. Z tej pozycji pomiędzy wierszami przejawiają się takie drobne mądrości, które w pierwszej chwili mogą być dla oka niedostępne. Opisano bowiem, że u człowieka wykształconego i oczytanego pierwsze objawy demencji są niezauważalne. Mamy streszczone poprzez jakie badania dojść do diagnozy. Myślę, że jest to bardzo ważne, gdyż jesteśmy społeczeństwem, które bada się dopiero wtedy, kiedy leki nie są już w stanie tuszować objawy bólowe. Wciąż mamy nadzieję, że to przejdzie...
Powiem wam, że nie przypuszczałam, iż ta książka powali mnie psychicznie. To niebywałe jak niektórzy potrafią starać się zadbać o tych, którzy kiedyś zadbali o nich. Zbierając się, spróbują oddać najpiękniejszy czas świąteczny jaki kiedykolwiek ich dawna opiekunka sierocińca mogła im zafundować. Największym wśród wielkich porywającym serce momentem będzie choroba, która odbiera pamięć...
Ogromniej ją wam polecam. Każdy rozdział to dzień przybliżający ich do dwudziestego piątego grudnia, gdzie kończy się historia.
,,W każdym człowieku są ogromne pokłady dobra, czasami tylko trzeba je odkopać."
To jedna z najpiękniejszych książek tego roku. Dziękuję Klubowi Recenzenta z serwisu nakanapie.pl za to, że mogłam ją przeczytać:-)
świątecznych pozycji przeczytałam w święta. Za to dużo odpoczywałam i teraz mam mega wielkie zaległości. Plus jest taki, że teraz, gdy świąteczna gorączka minęła, a ja postanowiłam więcej odpoczywać, czytanie takich pozycji sprawia mi przyjemność.Dlatego też dzisiaj poświątecznie wkrada się na feed książka Jolanty Kosowskiej i Marty Jednachowskiej ,,Kalendarz adwentowy 2. Dwanaście dróg do domu."Jest to kontynuacja, bardziej emocjonalna, dojrzała, przekazująca dosadnie wartości, ukazująca mocne więzi, które nie wynikają z rodzinnych korzeni, tylko ze wspólnych przeżyć obcych sobie ludzi, którzy przez przypadek stali się dla siebie rodziną. Autorki zahaczają o pierwszy tom, w którym poznaliśmy wspaniałe dzieciaki z domu dziecka i ich opiekunów, którzy za wszelką cenę starali się stworzyć im choć namiastkę prawdziwego domu.W tej części mamy już dorosłych ludzi, z własnym bagażem doświadczeń, własnym życiem, własnymi historiami. Ludzi porozrzucanych po świecie, którzy będą mieli możliwość spotkać się ponownie po tylu latach. Ludzi, którzy byli dla siebie, jak rodzina, a odchodząc z domu dziecka, zapomnieli o sobie i o tym, co ich łączyło. Impulsem do ponownego spotkania staje się opiekunka Grażyna, która trafia do domu opieki. To ona oddała kiedyś serce dla tych dzieciaków i nadal nosi ich w nim, czego dowodem jest zakończenie tej historii. To za jej sprawą spotkają się ponownie, ale czy wszyscy?Piękna, wartościowa i wzruszająca zarazem pozycja, w której magia świąt to jedno, a ludzie dobre serce, bezinteresowna pomoc i obdarowanie drugiej osoby miłością bezinteresowną to drugie. To dzięki tej historii możemy poczuć prawdziwe emocje i uczucia. To ona pokazuje nam, żeby nie zapominać o ludziach, którzy byli dla nas bliscy, że rodzina to nie zawsze więzy krwi. Tutaj miłość Pani Grażynki do swoich podopiecznych nie maleje nawet po latach. Myśli o nich, mimo iż już dawno piszą własną historię. Tę opowieść tworzą również drobne detale, dzięki którym robi się ciepło na serduchu. Super dodatkiem jest spis postaci na końcu, aktualny i ten stanowiący mały powrót do przeszłości. Swoją drogą Grażynka dobrze to wymyśliła. Bardzo polecam.
Okres adwentu oraz czas Świąt są magicznym momentem, w którym skupiamy się głównie na rodzinie
i bliskich nam osobach. Pragniemy czerpać z niego jak najwięcej, czując przy tym niesamowitą wdzięczność i błogość w sercu.
Czasem jednak, mimo upływu lat, nasze priorytety się zmieniają, a bliscy nam ludzie nagle stają się odlegli. Podobnie przydarzyło się w przypadku Grażyny, jednej z głównych bohaterek powieści pt. "Kalendarz adwentowy 2. Dwanaście dróg do domu". Kobieta nie miała rodziny, więc przez wiele lat jej bliskimi były dzieci z domu dziecka, które wychowywała. Po odejściu z pracy i upływie wielu lat została jednak kompletnie sama. Zamieszkała w domu opieki, gdzie od czasu do czasu odwiedzała ją jedna z jej wcześniejszych podopiecznych, Maria. Gdy ta natomiast odwiedza ją pewnego grudniowego dnia, zauważa w niej ogromną zmianę spowodowaną chorobą. Kobieta nie poznaje nikogo, a jej stan nie ulega poprawie. To właśnie wtedy Maria, wraz z Jagodą postanawiają wziąć sprawy w swoje ręce
i sprawić radość Grażynie, odnajdując wszystkich jej wychowanków. Tylko czy jest to możliwe po dwudziestu latach?
Duet Jolanty Kosowskiej i Marty Jednachowskiej zachwycił mnie swoją świąteczną opowieścią rok temu. To właśnie wtedy ukazała się pierwsza część Kalendarza adwentowego. Wówczas poznaliśmy historię 12 dzieci, o czym dokładniej pisałam w tym poście (klik). Tym razem, w kolejnej części wracamy do bohaterów z domu dziecka przy ul. Zimowej. Poznajemy ich po upływie dwudziestu lat, odkrywając, czym obecnie się zajmują. Jesteśmy świadkami ich zmiany, dorastania i dostrzeżenia tego, jak wydarzenia sprzed 20 lat ich ukształtowały. W tej historii ponownie mamy podział na rozdziały adekwatne do każdego dnia adwentu. Dzięki temu książkę możemy czytać częściowo lub w całości.
"Kalendarz adwentowy 2. Dwanaście dróg do domu" to piękna, pełna ciepłych uczuć opowieść o tym, jak relacje, potrafią wytrwać próbę czasu. Duet autorski pokazał w tej powieści prawdziwą magię Świąt. Nie dość, że sama historia jest iście świąteczna, z licznymi nawiązaniami do okresu adwentu, to na dodatek fabuła skłania do przemyśleń i dostrzeżenia tego, co w życiu ważne. Nie raz gubimy się
w codzienności, zatracając się w rzeczach nieistotnych, a zapominamy o tym, co jest najważniejsze - zdrowie, rodzina i relacje.
,,Kalendarz adwentowy 2. Dwanaście dróg do domu" to powieść, która doskonale wpisuje się w zimowy, przedświąteczny klimat, jednak czyni to w sposób bardziej refleksyjny niż cukierkowy. Autorki, Jolanta Kosowska i Marta Jednochodna, kontynuują historię bohaterów znanych z pierwszej części, tym razem jednak przyglądają się im z perspektywy dorosłości, doświadczeń, życiowych ran oraz wyborów, które poprowadziły ich różnymi ścieżkami.
Najmocniejszą stroną książki jest jej emocjonalny rdzeń -- opowieść o dwanaściorgu wychowanków domu dziecka, którzy po latach wracają wspomnieniami do miejsca, które było ich pierwszym ,,domem". Szczególnie poruszająca jest historia Grażyny, ich dawnej opiekunki, zmagającej się z postępującymi zanikami pamięci. To właśnie jej stan staje się impulsem do działania i punktem zapalnym, który zbliża bohaterów do siebie.
Powieść napisana jest ciepło, miękko i z dużą uwagą na detale emocjonalne. Autorki potrafią opowiadać o trudnych przeżyciach bez patosu, jednocześnie nie unikając tematów takich jak samotność, poczucie wykorzenienia, skomplikowane relacje rodzinne czy potrzeba przynależności.
Wielką wartość ma również pomysł ponownego spotkania rozproszonych po świecie dorosłych, którzy próbują odbudować więź sprzed lat. To nie tylko opowieść o powrocie do korzeni, lecz także o poszukiwaniu własnej drogi do domu, który nie zawsze jest miejscem fizycznym, lecz ludźmi, z którymi czujemy się widziani i akceptowani.
,,Kalendarz adwentowy 2. Dwanaście dróg do domu" to poruszająca, pełna empatii i świątecznego ciepła opowieść o pamięci, więziach i poszukiwaniu swojego miejsca. Fani pierwszego tomu będą usatysfakcjonowani, a nowi czytelnicy szybko odnajdą się w tej subtelnej, delikatnej historii. To idealna propozycja na grudniowe wieczory.
Łzy i Adwent: Czy można znaleźć Dom, gdy gaśnie Ostatnia Pamięć? Powieść Jolanty Kosowskiej i Marty Jednachowskiej "Kalendarz adwentowy 2. Dwanaście dróg do domu"
Powieść Jolanta Kosowska oraz Marta Jednachowska- Konie i Książki "Kalendarz adwentowy 2. Dwanaście dróg do domu", będącej kontynuacją wydanej przez autorki w 2024 roku powieści "Kalendarz adwentowy", to coś więcej niż ciepła opowieść na Boże Narodzenie. To głęboka, literacka ekspedycja do źródeł tożsamości, znaczenia wspólnoty i refleksja nad kruchą definicją "domu". Czy jest to fizyczna przestrzeń, czy też miejsce, które nosimy w sercu? Zestawiając dwanaście różnych ścieżek życiowych, prowadzących z jednego, tymczasowego schronienia, autorki zmuszają do zadania sobie kluczowego pytania: czy istnieje droga powrotna do utraconego korzenia? W tej opowieści Adwent staje się potężną metaforą oczekiwania: na cud pojednania, na szansę zadośćuczynienia i na odkrycie, że nawet najbardziej pogubione dusze mogą odnaleźć kierunek, gdy wspierają się nawzajem.
Fabuła chwyta za serce, dotykając uniwersalnego lęku przed stratą. Dwanaścioro dorosłych wychowanków dawnego domu dziecka, rozsianych od lat po świecie, musi się spotkać. Powód jest bolesny: ukochana opiekunka, pani Grażyna - jedyna osoba, która stworzyła dla nich namiastkę rodziny - trafia do domu opieki, a jej pamięć nieubłaganie gaśnie. To już nie prośba, lecz ostatni dzwonek wdzięczności. Przyjaciółki, Maria i Jagoda, organizują bożonarodzeniowe spotkanie, by podarować Grażynie radość i zjednoczyć jej "dzieci" po dwudziestu latach rozłąki. Sceneria, dom opieki, gdzie chyli się ku zapomnieniu ich jedyna matczyna figura, szybko przeradza się w emocjonalną terapię dusz. Dawne urazy mieszają się ze wspomnieniami, prowadząc do gorzkich rozliczeń, ale ostatecznie - do odnalezienia prawdziwego poczucia rodzinnej wspólnoty. To poruszająca lekcja, jak trudny jest powrót, gdy jedynym celem jest odwdzięczenie się za ciepło dane w najzimniejszym okresie życia. Siłą powieści jest portret psychologiczny dwunastu protagonistów, stanowiących niemal encyklopedię ludzkich reakcji na traumę i odrzucenie. Autorki mistrzowsko unikają schematów: wychowankowie nie są jedynie ofiarami losu. Wręcz przeciwnie - przedstawiają ich jako skomplikowane jednostki, które, mimo wspólnego początku, obrały skrajnie różne drogi. Każda z postaci symbolizuje inną formę radzenia sobie z przeszłością: od ucieczki i samotności pod fasadą sukcesu, przez lojalność i pocieszenie w pamięci o wspólnocie, aż po bunt i żal, który wciąż zatruwa dorosłe życie. Postacie nie są idealizowane, mają wady, popełniają błędy, ale właśnie ta autentyczność i wielowymiarowość wciągają czytelnika w ich los bez reszty.
Ponad warstwą obyczajową i skomplikowaną siecią relacji, "Kalendarz adwentowy 2" oferuje głębokie, życiowe przesłanie, które wykracza poza świąteczny kontekst. Powieść stawia fundamentalne pytania, które są jej największą literacką wartością:
?Odkupienie i Przebaczenie: Proces leczenia ran jest możliwy tylko we wspólnocie. Odkupienie nie następuje dzięki magicznemu wydarzeniu, lecz poprzez żmudne, trudne przebaczenie, które bohaterowie muszą wypracować.
? Prawdziwy Dom: Mądrość powieści tkwi w stwierdzeniu, że domem nie są mury. Domem są ludzie, którzy widzieli nas w najsłabszym momencie i mimo wszystko postanowili zostać.
? Znaczenie Korzeni: Pełna akceptacja własnych, nawet bolesnych, korzeni - miejsca i okoliczności, z których się wywodzimy - jest kluczem do pełnej i dojrzałej tożsamości. Nie da się odciąć od swojego początku.
Konstrukcja powieści jest równie przemyślana, co jej przesłanie. Autorki posługują się językiem prostym, a jednocześnie głęboko refleksyjnym, który pozwala z łatwością wejść w świat emocji bohaterów. Struktura książki, podzielona na krótkie, intensywne rozdziały, sprzyja utrzymaniu tempa, mimo dużej liczby postaci. Co najważniejsze, tytuł sugeruje wyjątkowy sposób lektury. Choć książkę można pochłonąć jednym tchem, intrygującą propozycją jest potraktowanie jej jako literackiego kalendarza adwentowego. Czytanie jednego rozdziału od 1 grudnia do Wigilii staje się rytuałem - codziennym "otwieraniem okienka", które odsłania kolejną warstwę historii, nową emocję i refleksję. Ta konstrukcja wzmacnia świąteczny nastrój oczekiwania i pozwala na głębszą, medytacyjną analizę przemian, jakie zachodzą w bohaterach.
Podczas lektury czytelnik zostanie wciągnięty w wir emocjonalnych skrajności. Obok ciepła i poczucia świątecznej bliskości, towarzyszy nam smutek i poczucie niesprawiedliwości losu. Jednocześnie jednak ta refleksyjna proza budzi silną empatię i niegasnącą nadzieję - wiarę w drugą szansę, na pojednanie i odnalezienie zagubionego sensu.
Warto sięgnąć po tę powieść, ponieważ stanowi ona mądry i dojrzały komentarz do współczesnej kondycji emocjonalnej. Autorki oferują przestrzeń do refleksji nad tym, co w sobie nosimy z dzieciństwa i jak te dawne doświadczenia rzutują na dorosłe relacje. To idealna lektura dla każdego, kto szuka literatury obyczajowej z duszą - która wzrusza, ale jednocześnie skłania do przemyśleń o cenie sukcesu i koszcie samotności. "Kalendarz adwentowy 2. Dwanaście dróg do domu" to literacki triumf nad osamotnieniem. Udowadnia, że nawet jeśli nasza droga do domu była długa i kręta, w grupie odnalezionych serc zawsze jest szansa na nową, wspólną przyszłość. Gorąco polecam tę mądrą i głęboko ludzką opowieść.
,,W każdym człowieku są ogromne pokłady dobra, czasami trzeba je tylko odkopać."
Gdy jesteśmy dziećmi, potem nastolatkami, różnie wyobrażamy sobie nasze dorosłe życie. Życie pisze różne scenariusze i nie każdemu toczy się ono według pragnień. Jedni odnajdują szczęście, inni zbierają gorzkie efekty swoich decyzji, udało się odnaleźć szczęście. Dla jednych był to wynik własnych decyzji, dla innych - kwestia niezależna od nich. Rok temu poznaliśmy pierwszej części dylogii ,,Kalendarz Adwentowy" poznaliśmy dwanaścioro wychowanków domu dziecka przy ulicy Zimowej we Wrocławiu. Mieli oni swoje marzenia, które częściowo się spełniły, ale jak potoczyły się ich dalsze losy - możemy się tego dowiedzieć w drugiej odsłownie tej historii ,,Dwanaście dróg do domu"
,,Kalendarz adwentowy" miał zamknięty charakter i nie spodziewałam się, że autorki dopiszą dalszy ciąg losów bohaterów. Ogromnie mnie to ucieszyło, gdyż ucieszyło, mieli oni ogromny potencjał do rozwoju, zarówno osobistego, jak i emocjonalnego. Byłam ciekawa, jak potoczyło się ich dorosłe życie - i teraz miałam szansę to odkryć.
Druga część Kalendarza Adwentowego rozpoczyna się 1 grudnia, dwadzieścia lat po wydarzeniach z pierwszego tomu. Justyna ma teraz 37 lat, jest mężatką i wychowuje dwoje dzieci - trzynastoletnią Jowitę oraz sześcioletniego Miłosza. Wcześniejsze zakupy świąteczne okazują się wyzwaniem, gdyż podobny pomysł miało wielu innych ludzi, a galeria handlowa wypełniona jest tłumem klientów. W tej przedświątecznej gorączce Justyna zaczyna zastanawiać się nad losami dawnych kolegów i koleżanek z domu dziecka - co robią teraz? Jak potoczyło się ich życie?
Niespodziewanie odnajduje Marię, która obecnie prowadzi własną kwiaciarnię i wraz z mężem stara się o adopcję dziewczynki z zespołem Downa. Wspólnie postanawiają odnaleźć dawnych przyjaciół, z którymi dzieliły dzieciństwo i młodość. Wszystko po to, by pomóc Grażynie, swojej dawnej opiekunce w domu dziecka. Dziś Grażka (jak ją wszyscy wówczas nazywali) jest w domu opieki i cierpi na demencję.
O losach pozostałych wychowanków dowiadujemy się w trakcie podążania za kolejnymi rozdziałami i epizodami. Towarzyszymy im w tej podróży przez cały grudzień, aż do świąt Bożego Narodzenia, a konkretnie do 25 grudnia. Czytając o ich obecnym życiu nie raz się wzruszyłam, zasmuciłam, ale też ucieszyłam, gdyż niektórzy z poznanej dwunastki wychowanków wzbudza wiele uczuć. Niektórych los mnie poruszył, inni wywołali złość i konsternację, a jeszcze inni uśmiech i empatię.
Panie Kosowska i Jednachowska to doskonale zgrany duet pisarski, który razem tworzą lekkie, ciepłe historie z głębszym przesłaniem. Po raz kolejny połączyły siły i stworzyły niesamowity kolaż ludzkich losów, pokazując, że życie układa się różnie, ale najważniejsze, by pamiętać o tym, co było w nim dobre, co dawało nam siłę. Ich styl jest płynny, lekki, czasami opisowy, a całość ma charakter wspomnieniowy, gdyż bohaterowie nie raz wracają myślami do czasów spędzonych w domu dziecka. Dowiadujemy się, co wydarzyło się w ich życiu i co doprowadziło ich do obecnego punktu.
Ta kontynuacja to jak spotkanie ze starymi przyjaciółmi. Została poprowadzona w niezwykle przystępny sposób, jednocześnie poruszając trudne tematy, z którymi mierzą się dorośli bohaterowie. Przypomina, że warto walczyć o relacje, dbać o ludzi, którzy coś dla nas znaczą, i nie zapominać o tych, z którymi łączyły nas serdeczne więzi. To ciepła, lekka, a jednocześnie ujmująca opowieść o solidarności, wspólnym działaniu i przyjaźni, która nie przemija.
Autorki subtelnie pokazują, że często składamy sobie obietnice dotyczące utrzymywania relacji i snujemy plany, a życie weryfikuje nasze zamiary. Uświadamiają, że to, kim jesteśmy obecnie zależne jest od tego, czego nauczyliśmy się w dzieciństwie. Podkreślają też, jak ważne jest pielęgnowanie relacji z ludźmi, którzy odegrali istotną rolę w naszym życiu. Często bowiem bywa tak, że obiecujemy sobie, dzwonić do siebie, pisać, spotykać się, że będziemy pamiętać. Potem okazuje się, że codzienność potrafi nas pochłonąć i spycha te obietnice na dalszy plan. Wyłania się refleksja, by nie zapominać o innych, pielęgnować przeżyte chwile i nie zasypywać dróg, które prowadzą do przyjaciół.
To też opowieść o istocie celebrowania świąt w rodzinnym gronie. Nie ważne jest co postawimy na stole, czy będą dwie, trzy, czy dwanaście potraw. Ważne, by spędzić ten czas z bliskimi.
Książkę przeczytałam w ramach współpracy z wydawnictwem Novae Res
Gdy o wschodzie słońca budzi się nadzieja, spróbuj ją zatrzymać na dłużej. Są takie miejsca, które mają w sobie trudną do wytłumaczenia magię. Miejsca...
Losy Karoliny i Wojtka poznajemy w pierwszej części "W labiryncie obłędu". Wojtek, oburzony decyzją Karoliny, wraca do Polski. Karo zostaje sama w Toskanii...