reklama

Lista Lucyfera

Wydawnictwo: Skarpa Warszawska
Data wydania: 2019-04-03
Kategoria: Kryminał, sensacja, thriller
ISBN: 9788366195042
Liczba stron: 464

Tom 1 cyklu Adam Berg

Ocena: 4.5 (8 głosów)

Błyskotliwy, przewrotny thriller o samotności, mroku i złu, które czaić się może wszędzie...Trójmiastem wstrząsa seria okrutnych, niewytłumaczalnych zabójstw.
Morderca kontaktuje się z dziennikarzem, red. Adamem Bergiem. Za jego pośrednictwem informuje opinię publiczną o swoich kolejnych krokach. Od tej pory zaczyna się nierówny pojedynek pomiędzy życiem, a śmiercią. Co kieruje poczynaniami okrutnego mordercy, który sam siebie nazywa ,,Lucyferem"? Zemsta, nienawiść do świata, a może fascynacja dziełami pewnego twórcy, który ze śmiercią był za pan brat?
A gdy wydaje się, że jesteśmy już blisko rozwiązania tej ponurej zagadki, do akcji wkraczają kolejni nieznani sprawcy. W tle media goniące za sensacją, namiętność i historia, która rzuca długi cień na współczesnych. ,,Lista Lucyfera" to pierwsza współczesna powieść Krzysztofa Bochusa, autora bestsellerowej trylogii z radcą Christianem Abellem w roli głównej.

Tagi:

Kup książkę Lista Lucyfera

Sprawdzam ceny dla ciebie ...
REKLAMA

Zobacz także

Opinie o książce - Lista Lucyfera

Krzysztof Bochus otwiera swój cykl o Adamie Bergu, młodym i bardzo błyskotliwym dziennikarzu, zdobywcy jednej z najważniejszych nagród w branży, któremu kobiety dosłownie wskakują do łóżka, pierwszym tomem pod tytułem „Lista Lucyfera”.

Tytułowy Lucyfer, który sam nadał sobie to miano, to nieuchwytny morderca, który zabija swoje ofiary, bez pośpiechu, za to z pieczołowitą dokładnością, a z miejsca zbrodni upodabnia do obrazów jednego ze znanych malarzy. Bardzo troszczy się o szczegóły, co koniec końców go zgubi.

Adam Berg, który jest głównym bohaterem tej serii, to w zasadzie wolny strzelec. Pracuje dla redakcji poczytnej gazety, ale źle się czuje między ludźmi – trudno mu nawiązywać z nimi prawidłowe relacje – więc najczęściej jest sam. Jego relacje z kobietami są bardzo powierzchowne i krótkotrwałe. Najczęściej z jego winy. Nie inaczej jest podczas wydarzeń rozgrywających się w tej opowieści.

W chwili, gdy kariera dziennikarza, po odnalezieniu przez niego skarbów niegdyś wywiezionych z Polski i chwilowej sławie związanej z tym wydarzeniem, nieco się stabilizuje, na horyzoncie pojawia się złoczyńca. Kontaktuje się z dziennikarzem i chce, by to on był jego przekaźnikiem między ludźmi, innymi mediami i policją. Informuje go przy tym o przyszłych ofiarach, zdradza mu szczegóły, o których nie wie nikt inny. Ofiarami są ludzie, którzy – zdaniem Lucyfera – mieli wszystko, choć na to nie zasługiwali i to zaprzepaścili. Między innymi ofiara jest słynna niegdyś primabalerina, a teraz smutna pijaczka ze sklepu za rogiem.

Ich współpraca układa się raz lepiej, raz gorzej, do momentu, gdy zdaniem przestępcy, dziennikarz posuwa się trochę za daleko i rzuca mu wyzwanie. Wtedy Lucyfer oznajmia, że będzie jego kolejną ofiarą. Wyznacza nawet datę jego śmierci.

Policja, z którą dziennikarz do tej pory ściśle współpracował, pomagając w próbach ujęcia niebezpiecznego przestępcy, daje mu dwudziestogodzinną ochronę. Ochrona ta okazuje się dziurawa w wielu różnych punktach.  Zarówno w ludziach – umoczonych w przeszłości, lub uzależnionych od różnych środków policjantach, jak i relacjach z dziennikarzem, które w kilku przypadkach nie układają się najlepiej.  Lucyfer rezygnuje z morderstwa dziennikarza. Byłoby one zbyt pospieszne, a przez to mogłoby się okazać zgubne w skutkach dla samego mordercy.

Adama ratuje jego ówczesna kochanka, dziennikarka, Marika pracująca w TVN, która słyszy dziwne stukanie zza ściany i zawiadamia policję.  W tym samym czasie główny bohater odkrywa tożsamość sprawy – Imię i nazwisko samego Lucyfera – który, jak się okazuje, był znacznie bliżej, niż myślał.

W złapaniu zbiega, jeszcze we wcześniejszej fazie, pomagają mu ludzie, których przeszłość nie jest kryształowa, ale którzy są „coś” Bergowi winni, bo niegdyś wyciągnął ich z nie lada tarapatów. Na przykład właściciel bardzo znanego, nocnego klubu, przegląda wraz z nim kamery bezpieczeństwa zamontowanie na terenie jego obiektu.

Korzystając z dawnych i obecnych znajomości oraz wykorzystując dawne przysługi, Berg powoli brnie naprzód, dalej prowadząc śledztwo, choć wie, że Lucyfer wcale z nim jeszcze nie skończył.

Pojawiają się nowe tropy, a główny bohater coraz więcej czasu spędza w bibliotece, wertując stare księgi. Jest taki moment w tej historii, że nawet nosi je ze sobą wszędzie, na miejsce zbrodni.

Wtedy następuje nowa zbrodnia. Inna od wcześniejszych. Mniej dbała o szczegóły. Policjanci „z biegu” przypisują ją jednak Lucyferowi.

Rozwiązanie zagadki, a właściwie dwóch, nie jest takie złe, ale może dla samej książki byłoby lepiej, gdyby skończyło się tylko na jednej. Bo choć znamy tożsamość Lucyfera, to jego walka z Bergiem, wysoko w górach, do samego końca jest emocjonująca.  O tyle druga historia, związana z wywozem z terenu Polski ukrytych kosztowności, już taka ciekawa nie jest.

Obie historie są ze sobą nieco powiązane; w tej drugiej na czele tajnej organizacji stoi ktoś, kogo jego współpracownicy nazywają Doktorem i kto ma swoich szpiegów, także w szeregach rządowych  policji. Ani Doktor nie zostaje złapany, ani skarby, mimo starań zarówno policji, w której pierwsze skrzypce grają Sowa i Suchy, jak i Berga, nie zostają zatrzymane w kraju, choć w sprawie „wypływa na powierzchnię” kilka nazwisk współpracujących z nimi ludzi. Dochodzi do aresztowań, zatrzymań i zawieszeń, ale to wcale nie zamyka sprawy.

Bo to dopiero tom pierwszy, więc mamy świadomość, że będzie to kontynuowane.

Całość jest całkiem nieźle napisana, choć zdarzają się dłużyzny, a ciągnięcie całej historii już po rozwiązaniu sprawy Lucyfera, wydaje się być robione trochę na siłę, choć pewnie będzie kontynuowane w następnym tomie i dlatego było autorowi potrzebne.

Choć nie wyszło mu to najzgrabniej. Człowiek przewracał każdą kolejną kartkę z myślą: „ czy to już wreszcie koniec?”. Chyba autorowi nie zależało na takich odczuciach.

Tym bardziej, że nie był to jego debiut, tylko któraś z kolei książka. Sam jest dziennikarzem, więc powinien wiedzieć „jak wciągnąć w historię” czytelnika.

Bergowi wydaje się być bliżej do Jamesa Bonda, agenta specjalnego, niż dziennikarza. Potrafi wyjść z każdej opresji,  zmienia kobiety jak rękawiczki ( w jego życiu pojawia się najpierw Ola, później Marika, a w końcu Miłka), żadnej tak naprawdę nie poświęcając dłuższej chwili i robi rzeczy, których z pewnością nie podjął by się przeciętny dziennikarz. Jest to nieco przerysowana postać.

Czytadło na panujące teraz ciągnące się bez końca dni, kiedy najlepiej jest zostać w domu, choć na dworze robi się coraz cieplej i cieplej i wszystko krzyczy w nas: „wyjdź!”.

Link do opinii

W tym świecie rządzi przypadek, a my jesteśmy poddani jego woli. Tylko co jeśli pojawi się człowiek, który wbrew wszystkiemu postanawia zostać wymierzającym sprawiedliwość Bogiem, sam przyjmując imię diabła?
Książka o psychopatycznym mordercy, który stworzył własną listę sprawiedliwości, o pewnym przypadku a także sztuce, która nadaje utworowi specyficznego charakteru. Czasem patriotycznego, historycznego a innym razem odsłaniającego mroczą stronę ludzkiej duszy.
Zacznijmy jednak od początku. Poznajmy Adama Berga znanego w Polsce, gdańskiego dziennikarza. Sławę zyskał dzięki odnalezieniu królewskiej szkatuły. Minęło jednak trochę czasu i brak kolejnego fascynującego artykułu zagraża jego dalszej karierze w gazecie „Kurier”. Poznajmy również policjanta z równie trudnym problemem. Podinspektor Andrzej Suchy powoli zaczyna tracić wzrok co uniemożliwia mu prace. Prywatnie tej dwójce również nie ułożyło się najlepiej. Ich życie zawodowe mogłoby zostać przekreślone, gdyby nie pewnie przypadek. Nie można jednak powiedzieć, ze zmienił on wszystko na lepsze. Koszmar dopiero się rozpoczyna.
W Gdańsku maja miejsce masakryczne morderstwa. Wykonywane przez precyzyjną wręcz uzdolnianą osobę. Każde zabójstwo jest wyjątkowe, ciekawe a co za tym idzie przerażające. Sprawca jest nieuchwytny ale sam motyw zbrodniu mu nie wyszcza, chce by o nim mówiono. Właśnie dlatego kontaktuje się z dziennikarzem i zaczyna z nim prowadzić bardzo ciekawa grę. Adam Berg postanawia pomóc policji i wspólnie z podinspektorem rozpoczyna własne śledztwo. Postanawia grać jednak na własnych i wyjątkowo niebezpiecznych zasadach.

Akcja książki jest szybka i mocna. To co najważniejsze w kryminale sprawdza się tutaj podwójnie. Tajemnica nie jest łatwa do odkrycia, a kiedy już zbliżamy się do rozwiązania okazuje się, że to dopiero początek. Powieść zaskakuje kilkakrotnie; sprawia, że czytamy w napięciu.
Postacie są bardzo ciekawie zarysowane. Dobry portret psychologiczny mordercy. Mocne ukazanie jak psychopata może postrzegać rzeczywistość. Motyw może nie był taki oryginalny ale w całości zagadki książka oryginalność nadrabia. Polubiłam głównego bohatera chociaż chwilami wydawał mi się nazbyt narwany. Nie wiem czy normalny człowiek, który ledwo uszedł zżyciem po jednej przygodzie pakuje się od razu w następną. Jeśli chodzi o wątek romantyczny w książce, to tu mamy podobnie. Nie będę jednak zbyt wiele zdradzać.

Na jeszcze jedną rzecz warto zwrócić uwagę w książce, jest to sztuka, historia, trochę muzyki, autentyczne zdarzenia i miejsca. Akcja toczy się w Gdańsku i czytając można sobie wręcz wyobrazić, że zdarzyła się naprawdę. Warto czytać przypisy, dowiedzieć się trochę z czego autor czerpał inspiracje. Wszystko to dodaje autentyczności całej historii.

Najbardziej jednak podobało mi się nawiązanie do pewnych obrazów. Miłym zaskoczeniem były inspiracje jednym z moich ulubionych malarzy. Nie chcę zdradzać jakim, bo może ktoś będzie chciał to odgadnąć :). Jednak mocno polecam w czasie czytanie odnajdywanie tych dzieł. Warto się im przyjrzeć, a całej powieści nadają one niesamowity klimat.

„Lista Lucyfera” była moim pierwszym spotkanie z autorem lecz z całą pewnością nie ostatnim.

Link do opinii

- Rozumiem, że musisz mnie jakoś nazywać. Zwłaszcza, że nawiążemy, szukam właściwego, precyzyjnego terminu... - (...) - bliższą relację. Powiedzmy, że będziesz nazywał mnie Lucyferem.


Adam Berg, dziennikarz pracujący w gdańskim "Kurierze", odbiera nietypowy telefon. Mężczyzna, który do niego dzwoni twierdzi, że jest odpowiedzialny za morderstwa, które wstrząsnęły Trójmiastem. Początkowo Berg myśli, że to głupi żart, jednak rozmówca opisuje mu szczegóły zbrodni, które może znać osoba, która popełniła te brutalne czyny. Czy dziennikarz da się wplątać w chorą grę, którą wymyślił sobie człowiek, który każę nazywać się Lucyferem? 


Krzysztof Bochus urzekł mnie już w tym roku serią o Christianie Abellu, którą przeczytałam praktycznie za jednym zamachem. Dlatego z niecierpliwością wyczekiwałam, aż w moje ręce wpadnie najnowsze dzieło autora - Lista Lucyfera. Wydarzenia poprzedniej serii miały miejsce w latach 20. XX wieku. Tym razem Pan Bochus stworzył kryminał osadzony w obecnych czasach. Gdybym musiała jednym słowem określić tę książkę, stwierdziłabym: pierwszorzędna. Na szczęście mogę bardziej się rozpisać, z czego z chęcią skorzystam. 


Lista Lucyfera to nie tylko kryminał. Autor z precyzją żongluje wątkami szpiegowskimi, by po chwili wrzucić czytelnika w sam środek scen rodem z dobrego filmu sensacyjnego, a do tego nie zapomina o dodaniu pikantnych momentów. Każdy z bohaterów jest na swoim miejscu. Nawet z pozoru mało istotne postacie idealnie wpasowują się w rozgrywane wydarzenia. Akcję powieści czytelnik śledzi z różnych perspektyw, nawet tej Lucyfera. W tle wydarzeń ukazana jest medialna rzeczywistość, żądze, które ciężko zaspokoić i fragmenty historii, które mają odzwierciedlenie w rzeczywistości. 


Cenię książki, w których całkowicie się zatracam. Podczas których emocje sięgają zenitu, a ja nie mogę odłożyć książki, chociaż obiecuję sobie, że "jeszcze tylko jeden rozdział". W której bohaterowie stają się tak rzeczywiści, że po odłożeniu powieści czuję jakbym rozstawała się z dobrym znajomym. Czytając Listę Lucyfera odczuwałam to wszystko. A minusy? No był taki jeden... Mianowicie taki, że 456 stron to stanowczo za mało! Czekam na kolejny tom, by ponownie towarzyszyć Bergowi w jego dziennikarskich śledztwach. 

Link do opinii

Po znakomitej serii kryminałów retro moje oczekiwania wobec kolejnej książki Krzysztofa Bochusa rosły. Trochę się bałam, że współczesny kryminał nie będzie tak dobry jak retro, że autor nie poradzi sobie bez historii w tle. Melduję zatem, że poradził sobie znakomicie! Choć szczypta historii pojawia się tu i ówdzie 😉

„Lista Lucyfera” ma wszystko to, co w kryminałach uwielbiam i co sprawia, że nie mogę spać (po pierwsze dlatego, że czytam, po drugie – gdy już czytać skończę – rozmyślam, analizuję, nasłuchuję, czy te szmery i stuki za oknem na pewno są niegroźne 😱). Ma więc świetnie skonstruowaną fabułę, niebanalną zagadkę, sporo makabrycznych opisów (taaak, one wg mnie są niezbędnie konieczne i bez nich się nie da!), mnóstwo ciekawostek historycznych, autor przemyca też nieco wiedzy o sztuce (uwielbiam, gdy podczas czytania muszę szukać i szperać, dobrze, że komórka zawsze jest pod ręką 😉).

Krzysztof Bochus tworzy na kartach swojej najnowszej powieści mordercę niebanalnego, nietypowego, który kontaktuje się z dziennikarzem lokalnej prasy po to, by informować go o swoich planach. Czy Adam Berg zgodzi się na warunki mordercy? Czy uda mu się go wyprzedzić? Czy zaryzykuje i zdecyduje się działać na własną rękę?

Jeśli szukacie dobrej rozrywki i macie dużo czasu (książki nie da się odłożyć ‘na później'!) bierzcie bez wahania „Listę Lucyfera”!

Link do opinii
Avatar użytkownika - Joannate
Joannate
Przeczytane:2019-04-11, Ocena: 4, Przeczytałam, 52 książki 2019,

„Lista Lucyfera” to chyba najbardziej reklamowana i polecana książka ostatnich dni. Skusiłam się i ja, zachęcona mnóstwem bardzo pochlebnych recenzji i – jak to czasami w takich przypadkach bywa – nie padłam na kolana. Blogerzy wystawili piękne, lukrowane laurki, a ja, jako zwykła czytelniczka powiem, że owszem, książka jest ciekawa, ale raczej nie wbija w fotel, ani nie sprawia, że ma się ochotę rzucić pracę i tylko czytać, czytać, czytać...

Zacznę od tego, co mi się nie spodobało.

Przede wszystkim – nie spodobał mi się główny bohater, dziennikarz Adam Berg, bo miałam wrażenie, że został skonstruowany tak, żeby każdemu przypaść do gustu. Ideał: przystojny tak, że wszystkie kobiety wokół niego planują od razu wspólne życie, a do tego odważny, mądry, potrafiący się bić. Czyż można zatem dziwić się seryjnemu zabójcy, który przedstawia się jako Lucyfer, że właśnie ten ideał wybrał sobie do kontaktów ze społeczeństwem? Ano, nie można, bo nikt nie może się oprzeć słynnemu dziennikarzowi… Ta postać zupełnie mnie nie przekonała, jego postępowanie jest mało wiarygodne, a emocjonalność… pomińmy litościwie milczeniem…

Druga rzecz, która niezbyt mi się spodobała to fakt, że autor oparł się na dość mocno wyeksploatowanym pomyśle inspirowania zbrodni – sztuką. Chwała mu jednak, że wybrał do tego sztukę polską, bo obrazy, o których mowa, są naprawdę warte poznania i obejrzenia.

No i rzecz trzecia – to trochę zbyt przegadane fragmenty książki: najpierw dyskutowanie o tym, co zrobi Lucyfer, potem dyskutowanie, dlaczego nie zrobił tego, co myśleli, że zrobi… Wiem, że w powieściach tego typu trzeba trochę spowalniać akcję, żeby pozwolić opaść napięciu – ale jak dla mnie było tego trochę za dużo.

Ostatnia rzecz, jaka mnie nie zachwyciła – to motywy działania Lucyfera.

To, co mi się podobało, to postaci kobiece, które są wyraziste (co prawda wszystkie są też taaakie seksowne i piękne, jakby wyprodukowane z jednej matrycy) i bardzo pomagają bohaterowi. Podobał mi się również wątek poboczny, który rozwija się dopiero w finale – nie mogę powiedzieć, o co chodzi, bo nie chcę nikomu psuć lektury. W każdym razie to jest moim zdaniem wielki atut tej książki – nawiązania historyczne były dla mnie ciekawsze niż rozgrywająca się współcześnie masakra.

Interesująca jest także postać policjanta – Suchy nie jest tępym gliną, który chce po prostu odbębnić swoją pracę – to zaangażowany człowiek i zależy mu na schwytaniu mordercy nie dlatego, że są naciski z góry, tylko dlatego, że jest stróżem prawa.

Dużym plusem było również – jak już wspomniałam – to, że Krzysztof Bochus przybliża nam twórczość jednego z najmodniejszych polskich artystów ostatnich lat. Fakt, że dzieje się to w dość makabrycznych okolicznościach nie ma tu nic do rzeczy.

Bardzo podobały mi się również uwagi na tematy współczesnej polityki, władzy, aluzje dotyczące aktualnych wydarzeń i „dobrej” zmiany – odważne, trafne, dowcipne.

Komu może spodobać się ta książka? Miłośnikom połączenia thrillera i sztuki, włączania wątków historycznych w sensacyjną fabułę. Każdemu, kto lubi, gdy zagadka kryminalna ma drugie dno, głębsze korzenie. I tym, którzy lubią wielowarstwową akcję.

Podsumowując: dość sprawnie napisany thriller, w którym pojawiają się nawiązania do polskiej sztuki oraz do wydarzeń z historii. Nie zwala z nóg, nie pochłania bez reszty, ale też – nie zanudza.

Link do opinii
Avatar użytkownika - grzeniuJee
grzeniuJee
Przeczytane:2019-12-09, Przeczytałem,

Tak, tak, tak! Warto posłuchać swojej intuicji, bo gdyby nie ona, to koło nosa przeszłaby mi tak dobra książka! Mowa tutaj oczywiście o „Liście Lucyfera” Krzysztofa Bochusa, którą udało mi się przeczytać w booktourze organizowanym przez @zaciesz. Gdy tylko na profilu Justyny pojawiła się informacja, że szuka chętnych osób do przeczytania książki, a wówczas „Lista” pojawiała się dość często na bookstagramie, moje decyzja mogła być tylko jedna: wybierz mnie! I moje zgłoszenie się było jedną z lepszych decyzji, bo książka Pana Krzysztofa wciągnęła mnie bardzo mocno, podczas tej lektury byłam zaangażowana na tysiąc procent, a i nie raz musiałam skorzystać z podpowiedzi w googlach, które pomagały mi zobaczyć jak wyglądają pewne obrazy, bo autor w bardzo dobry sposób połączył w książce kilka wątków i jednym z nich jest właśnie malarstwo. Fabuła jest bardzo intrygująca, nie chciałabym, żeby morderca kontaktował się właśnie ze mną i informował o swoich kolejnych krokach. A taka właśnie sytuacja jest tutaj – dziennikarz Adam Berg ma ten „zaszczyt”, że to właśnie do niego dzwoni morderca, który sam określa się mianem „Lucyfera”. Co nim kieruje i dlaczego morduje? Czy Adam wraz z policją będą w stanie powstrzymać potwora? Muszę się przyznać, że kilka razy musiałam ochłonąć, bo opisy były makabryczne i akcja poszła w takim kierunku, że przecierałam oczy ze zdumienia i jak najszybciej musiałam się dowiedzieć, kto będzie górą – dobro, czy może zatriumfuje Lucyfer. Największym plusem książki jest już wspomniana wielowątkowość i gdy tylko myślimy, że to już koniec, autor zaskakuje nowymi faktami i cała zabawa zaczyna się od nowa. Podsumowując – jestem bardzo zadowolona ze spotkania z książką, spędzone godziny nie były zmarnowanym czasem! Kto by się spodziewał, że znajdą się tutaj wątki związane z drugą wojną światową? Ta książka Was zaskoczy, polecam!

Link do opinii
Avatar użytkownika - czytanienaplatan
czytanienaplatan
Przeczytane:2019-06-12, Ocena: 5, Przeczytałam,

Lubicie być mile zaskakiwani? Ja bardzo. I nie muszą to być kwiaty bez okazji, czy impreza niespodzianka. Wystarczy, że zaczynam czytać książkę nieznanego mi wcześniej autora i po kilku stronach już wiem, że to jest to.

 

Takim przyjemnym zaskoczeniem jest dla mnie „Lista Lucyfera”, której lektura znacznie przewyższyła moje oczekiwania.

 

W Gdańsku pojawia się seryjny morderca. Jest niesamowicie ostrożny, jednak szuka poklasku. Wybiera młodego dziennikarza śledczego, Adama Berga, który ma być jego głosem kierowanym do gdańskiej społeczności. 

 

Berg, jednak nie myśli tylko o rozgłosie jaki zyska dzięki temu wątpliwemu wyróżnieniu. Liczy, że dzięki nawiązanemu z mordercą kontaktowi uda się go schwytać. Ściśle współpracuje z podinspektorem Andrzejem Suchym prowadzącym śledztwo. Mimo początkowych niesnasek, ten duet zaczyna się sprawdzać. 

 

Wyzwanie rzucone mordercy okazuje się niebezpieczne dla Adama i jego bliskich. Czy może liczyć na policję, czy tylko na siebie? 

 

Adam, błyskotliwy, inteligentny i do cna prawy, dzięki swej skrupulatności i zmysłowi analitycznemu jest coraz bliżej prawdy.


Tylko czy jej odkrycie położy kres zbrodniom, czy może sprawa ma drugie dno? 

Rewelacyjnie skonstruowana intryga, w której wątek psychopaty, okrutnego, choć wrażliwego na sztukę, niespodziewanie łączy się z ukrytymi przez nazistów bogactwami. W momencie gdy myślimy, że znamy rozwiązanie wszystko zaczyna się gmatwać i wręcz gra rozpoczyna się od nowa.

 

Po tak dobrym początku znajomości dołączam do fanów Pana Krzysztofa i chętnie poznam wcześniejsze Jego powieści, tym bardziej, że są to kryminały retro, którymi jestem oczarowana.

Link do opinii
Inne książki autora
Szkarłatna głębia
Krzysztof Bochus0
Okładka ksiązki - Szkarłatna głębia

Zima roku 1934. W elbląskim domu modlitwy zostają znalezione okrutnie okaleczone zwłoki Wima Oxelrode, starszego gminy mennonickiej na Mierzei Wiślanej...

Martwy błękit
Krzysztof Bochus0
Okładka ksiązki - Martwy błękit

W Sopocie znalezione zostają zwłoki znanego żydowskiego kolekcjonera i wyznawcy Kabały - Saula Rottenberga. Wszystko wskazuje na samobójstwo. Wkrótce...

Zobacz wszystkie książki tego autora
Recenzje miesiąca
W głębi lasu
Harlan Coben
W głębi lasu
Najgorsze dzieci świata 2
David Walliams;
Najgorsze dzieci świata 2
Gdy byłem kimś innym
Stéphane Allix
Gdy byłem kimś innym
Oddaj to morzu
Joanna Sykat
Oddaj to morzu
Spalona
Laura Bates
Spalona
Niech prawda śpi
Alicja Masłowska-Burnos;
Niech prawda śpi
Ziutek. Chłopiec od Parasola
Małgorzata Czerwińska-Buczek
Ziutek. Chłopiec od Parasola
Letnie marzenie
Cathy Cassidy;
Letnie marzenie
Kaprys milionera
Izabella Frączyk, Jagna Rolska
Kaprys milionera
Pokaż wszystkie recenzje