Niegdyś wierzono, że ujrzenie unoszącej się nad wioską płachytki zwiastuje zarazę oraz że w domu, na którym przysiądzie, ktoś na pewno umrze...
Kiedy Ewa wraz z rodziną przeprowadza się do miasta, nikt nie spodziewa się, że przypadkowe spotkanie z dawną znajomą matki uruchomi nie poddający się racjonalnemu wytłumaczeniu ciąg zdarzeń.
Marysia Skowronkowa staje się dla rodziny Ewy nie tylko serdeczną znajomą, ale i podporą. Jednak jej mąż, Radosław, coraz częściej zaczyna widzieć płachytki - istoty zwiastujące chorobę i śmierć.
Współczesność splata się z bolesnymi wspomnieniami sprzed lat, kiedy to Radosław stracił wszystko, stając twarzą w twarz z czymś, czego nigdy nie zdołał pojąć. Teraz, gdy dziwne wizje nawiedzają Ewę i jej córki, mężczyzna znów musi podjąć walkę z niewidzialnym wrogiem.
Czy to tylko majaki starszego człowieka, czy może słowiańskie demony zarazy wróciły, by raz jeszcze zebrać swoje żniwo?
Wydawnictwo: Replika
Data wydania: 2026-01-20
Kategoria: Fantasy/SF
ISBN:
Liczba stron: 368
Czy demony z dawnych wierzeń wciąż mogą żyć we współczesnym świecie? Oślepiająca biel, mgła gęsta niczym mleko… Kiedy płachytka na ciebie zapoluje najpierw poczujesz jak jej dłonie zaciskają się na twojej szyi, dopiero potem ją zobaczysz. Tylko czy uwierzysz?
Moja ocena: 7/10 ⭐️
(Współpraca barterowa)
Niby tak niewiele się w tej powieści działo, bo czas akcji obejmuje raptem dwa dni plus retrospekcje, a jakoś nie potrafiłam się od książki oderwać. Polubiłam bohaterów, niepokoiłam o ich losy, byłam ciekawa, jak skończy się ta historia. Bardzo szybko poczułam się tak naturalnie i swojsko, jakby wydarzenia dotyczyły autentycznych osób, które znam.
Lekkie pióro autorki sprawiło, że czytało mi się szybko, bez zgrzytów. Tytułowe potwory są tak naturalnie wplecione w przedstawioną rzeczywistość, że naprawdę można uwierzyć w ich istnienie. Czułam się, jakby ktoś mnie przytrzymywał za gardło podczas czytania, tak silne napięcie panowało na każdej stronie.
Polecam miłośnikom fantastyki i mitologii słowiańskiej, ale też czytelnikom powieści obyczajowych, którzy mają ochotę na odrobinę grozy - połkniecie na raz.
współpraca barterowa
Co jeśli w kącikach oczu migają powidoki czegoś białego, a przedziwne odczucie ciężkości napierające na kark nie są tylko omamem udręczonej duszy? A gdyby tak sobie wyobrazić, że dawne, zapomniane demony, czy też raczej demonice wciąż istnieją i zbierają żniwo pozostawiając za sobą martwe, ludzkie ciała?
Znowu Ania mnie zauroczyła. Wciągnęła w ten swój świat pozornie rzeczywisty, a zarazem przyobleczony słowiańską nadnaturalnością.
Nasza bohaterka Ewa wraz ze swoją rodziną zamieszkuje w mieście. Początkowo czuje się osamotniona, ale przypadek sprawia, że spotyka dawną znajomą mamy, panią Marysię, która staje się taką przyszywaną ciocią. Wszystko byłoby pięknie tyle, że Radosław, mąż pani Marysi zaczyna mieć dziwne zwidy, które budzą w nim bolesne demony przeszłości. Czy to zwyczajne bajdurzenia starego człowieka, a może coś złowieszczego zawisło nad niewinnymi ludźmi?
To historia o pięknej, międzypokoleniowej przyjaźni poprzeplatana migawkami dawnych, dramatycznych zdarzeń.
Autorka ma prawdziwy talent do wydobywania na wierzch emocji gnieżdżących się w duszach ludzkich, bolączki egzystencjalne i ich mroczne odcienie. Choroby, śmierć, utrata bliskich, przemijalności czasu... to wszystko jest tu namacalne i niezwykle gra na naszych strunach wrażliwości. I ta tęsknota za dawnymi czasami niesamowicie otula melancholią.
Kreacja bohaterów jest mistrzowska. Marek wzbudzał mroczne instynkty, Radosław pełen bolesnych traum, pani Marysia swym ciepłem kradnie serducho, a Czarny Zenek będący outsiderem wyalienowanym na skraj społeczeństwa okazuje się nie być taką czarno-białą postacią.
Dramat momentami oniryczny przesiąknięty słowiańską grozą. Przyjemnie spędziłam z tą książką czas!
P.S. tylko się nie rozkaszlajcie po lekturze!
Powiadają, że gdy wieje wicher, czart pląsa wśród podmuchów. Złakniony niewinnych duszyczek wodzi kaprawymi ślepiami za nieświadomą zagrożenia...
Jedno wydarzenie, jedna krótka, tragiczna chwila całkowicie odmienia życie małej Gabrysi. Po śmierci matki dziewczynka wychowuje się pod opieką nieczułego...
Przeczytane:2026-01-30, Ocena: 5, Przeczytałam, Insta challenge. Wyzwanie dla bookstagramerów 2026, 52 książki 2026, 26 książek 2026, 12 książek 2026, Wyzwanie - wybrana przez siebie liczba książek w 2026 roku, Przeczytaj tyle, ile masz wzrostu – edycja 2026,
Historia ma swój urok, ale czyta się ją jakby w zwolnionym tempie. W osiemdziesięciu procentach jest to świat fantastyczny, a w dwudziestu opowieść obyczajowa. Niby nie wciąga od razu, ale ma coś hipnotyzującego, co nie pozwala nam się od niej oderwać. Wciąż gdzieś czai się taki mrok, jakby niepewna sytuacja, niedokończone rozmowy, jakby brak chęci przyjmowania gości. Kiedy czytamy jak właściciel domu podejmuje swoich odwiedzających, to niemal porusza nami nerw złości, gdyż nie traktuje ich dobrze. Później dociera do nas, że przecież powód jego niechęci był opisany na początku, więc jakby zaczynamy się zamartwiać o to, co dalej się wydarzy. Wiemy już, że nikt w jego pobliżu nie jest bezpieczny i to nie dlatego, że sam sieje zagrożenie, ale z powodu płachytek, czyli istot, które jakoby zapewniają domowników o chorobach, ewentualnie czyjejś śmierci. Powiedzmy, że zna zagrożenie jakie ma nadejść, tylko nie wie kogo ma dotyczyć. Kiedy wszystko staje się jasne sprawa nieco się komplikuje, gdyż zahaczyć musi to dawniejsze zajścia, które miały pozostać w dalekiej nieświadomości. Nie są to wydarzenia, które dzieją się szybko. Nasza postać bowiem gdziekolwiek podąża, to opisuje nam miejsca które mija czy odwiedza. Wiemy jak bardzo źle się czuje, jak ciężko się oddycha oraz jak podjęcie decyzji potrafi być męczące. To była taka niewidzialna walka, którą toczył sam ze sobą. Dla niego niezwykle ciężka, a dla obcych niezauważalna. Miał wielką ochotę uciec daleko stąd, aby wszyscy zwłaszcza płachytki dały mu spokój, jednak był tak zrezygnowany, że tylko patrzył jak tańczyły i oplatały ludzi prześcieradłem. Pamiętajcie, że wszystkie opisy zajmują nieco miejsca. Spostrzegłam, że pojawiały się wtedy, kiedy autorka chciała, żeby czytelnik przeżywał wszystko, co postać widzi i czuje. Dosłownie jakbyśmy byli nimi wszystkimi. W dawnej religii ktoś by powiedział, że chciano aby poprzez poznanie głębokich odczuć bohaterów pozwolić duszy postaci z książki przejść do naszego ciała. Brzmi to mrocznie, ale właśnie tak ją odebrałam;-)
Trudno powiedzieć czy książka straszy, gdyż boimy się dopiero wtedy, kiedy dotknięta zostanie strefa nam znana, gdzie w grę wchodzi zagrożenie życia dzieci. Bo o czytelnika raczej nie chodziło...
Do przeczytania dla odważnych, gdzie treść zostaje dla nich tylko treścią;-)