Piękno rodzi się w mroku
Trzydzieści lat temu Leszek stracił wzrok. Tylko rzeźbienie w glinie dawało mu ukojenie - do czasu gdy związał się z Ewą i zrezygnował z tej pasji. Z biegiem lat coraz bardziej oddalał się od partnerki i dorastającej córki. Teraz zbliża się do pięćdziesiątki i zdaje sobie sprawę, że choć nie chciał być więźniem swoich ograniczeń, to właśnie takim się stał.
Joanna znalazła się na życiowym zakręcie. Romans z przełożonym zakończył się katastrofą, a zaraz po powrocie z urlopu, podczas którego chciała oderwać się od przykrych wspomnień, zostaje zwolniona z pracy. Przypadek sprawia, że staje się świadkiem kolizji drogowej i ratuje z niej Leszka. Spotkanie dwojga poranionych ludzi daje początek nieoczekiwanej przyjaźni.
W świecie pełnym życiowych zawirowań, rodzinnych napięć i utraconych szans oboje muszą odnaleźć nową drogę - ku sobie, ku marzeniom, ku nadziei.
Popielate słońcato nowa powieść Żanety Pawlik, autorki ciepło przyjętych przez czytelników książek Mowy nie ma! (2022), Tamarynd (2023), Światło po zmierzchu (2023), Za zasłoną milczenia (2024) i Brzydcy ludzie (2025).
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Data wydania: 2025-09-30
Kategoria: Obyczajowe
ISBN:
Liczba stron: 340
„Popielate słońca” Żanety Pawlik to powieść, która nie uderza we mnie od razu – nie oszałamia fabularnym fajerwerkiem, nie epatuje dramatem. Ona działa jak światło w zimowy, zamglony poranek: powoli, konsekwentnie, odsłaniając to, co najtrudniejsze do zobaczenia. Od pierwszych stron miałam poczucie, że wchodzę w historię ludzi nieoczywistych, złożonych, pełnych pęknięć. I że te pęknięcia nie są tu wstydliwie ukrywane, lecz stają się przestrzenią, w której może narodzić się coś nowego – może nawet uzdrawiającego.
Fabuła skupia się na dwójce bohaterów, których życie nie potraktowało łagodnie. Leszek, mężczyzna niewidomy od trzydziestu lat, dawno temu zatrzasnął drzwi przed własną pasją – rzeźbieniem, które kiedyś było dla niego nie tylko formą ekspresji, ale i ukojenia. Rezygnacja z niej i powolne dryfowanie w stronę emocjonalnej pustki sprawiły, że zaczął oddalać się od rodziny, od partnerki, od dorastającej córki, a wreszcie także od samego siebie. Zbliżając się do pięćdziesiątki, zaczyna rozumieć, że choć próbował nie być więźniem własnych ograniczeń, to jednak nim został – prawie niezauważalnie, dzień po dniu.
Joanna jest w równie trudnym miejscu. Jej romans z przełożonym kończy się spektakularną katastrofą, a życie zawodowe rozpada się w chwili, gdy najbardziej potrzebowała stabilności. Po powrocie z urlopu, który miał uleczyć rany, zostaje zwolniona z pracy. To moment, który w wielu powieściach byłby punktem zwrotnym prowadzącym do rozpaczy – ale u Pawlik staje się początkiem czegoś zaskakującego. Przypadek sprawia, że Joanna staje się świadkiem kolizji drogowej i ratuje z niej Leszka. Ten moment, pozornie drobny, nieoczekiwany, zmienia trajektorie ich żyć.
Zafascynowało mnie, jak subtelnie autorka prowadzi tę relację. To nie jest tandetny romans, nie jest melodramat; to spotkanie dwojga ludzi, którzy wracają do oddechu. To co ich łączy rodzi się powoli, z ostrożności, nieufności, ale też z głębokiej potrzeby bycia wysłuchanym i zrozumianym. Obserwując ich rozmowy, miałam wrażenie, że słucham dwóch serc próbujących nauczyć się rytmu na nowo. Każde z nich niesie swój ciężar, swoje wstydliwe historie, swoje porażki – a jednak w obecności tej drugiej osoby zaczynają widzieć siebie w łagodniejszym świetle.
W tej fabule poruszyło mnie to, że Pawlik nie próbuje upiększać życia. Pokazuje, jak trudno jest ruszyć z miejsca, gdy latami tkwimy w utkanych przez siebie klatkach. Jak łatwo uwierzyć, że nie ma już drogi powrotnej – ani do pasji, ani do nadziei, ani do relacji, które kiedyś wydawały się nie do ruszenia. Leszek musi zmierzyć się z utraconą sprawczością oraz z konsekwencjami wyborów, które odsunęły go od rodziny. Joanna musi znaleźć grunt pod nogami po rozpadzie zawodowego i emocjonalnego życia. Oboje muszą nauczyć się, jak żyć dalej bez przeszłych wersji samych siebie.
A jednak ta książka nie jest smutna. Przeciwnie – jest niezwykle czuła. To opowieść o tym, że nawet w świecie pełnym życiowych zawirowań, rodzinnych napięć i utraconych szans można znaleźć drogę w stronę światła. Nie spektakularną, błyskawiczną, wybuchową – tylko tę prawdziwą: mozolną, spokojną, czasem bolesną, ale pełną sensu.
Język Żanety Pawlik jest delikatny, obrazowy i empatyczny. Czasem miałam wrażenie, że autorka stawia przede mną lustro, w którym widzę własne niepokoje, własne nieudane rozdziały, własne próby zaczynania od początku. „Popielate słońca” niosą w sobie mądrość – tę wynikającą z emocjonalnej samoświadomości, a nie z moralizatorstwa. To książka, która przypomina, że nawet jeśli życie zgasiło w nas dawne światło, możemy zapalić nowe – choćby miało mieć delikatny, popielaty blask.
Zamknęłam tę powieść z poczuciem, że przeżyłam ją razem z bohaterami. I że ich historia zostanie ze mną na długo, jak ciche przypomnienie, że każdy z nas ma prawo do drugiej szansy – nawet jeśli nie wygląda ona tak, jak to sobie kiedyś wyobrażałyśmy.
“Człowiek nie jest stworzony do życia w pojedynkę, a w towarzystwie czasem się dusi”.
Leszek trzydzieści lat temu stracił wzrok. Od tamtej pory żyje jakby w półcieniu dawnych marzeń. Kiedyś rzeźbił w glinie — dawało mu to ukojenie, sens i radość. Od lat jest z Ewą, lecz poza prawie dorosłą córką nie łączy ich już nic. Uczucie, które kiedyś tliło się między nimi, dawno zgasło, niezauważalnie. Zbliża się do pięćdziesiątki i ma wrażenie, że wszystko, co dobre, już minęło. Że poddał się, że stał się więźniem własnych ograniczeń. Joanna natomiast uwielbia podróże, jest influencerką, kobietą z aspiracjami i planami. Do czasu. Romans z szefem kończy się nieprzyjemnie, a uporządkowany świat rozpada się na kawałki. Wyjazd na urlop miał być oddechem, próbą odzyskania siebie, lecz po powrocie traci pracę. I wtedy, zupełnie przypadkiem, jest świadkiem kolizji drogowej, w której poszkodowanym okazuje się Leszek. Bez wahania rusza mu z pomocą. To spotkanie staje się początkiem przyjaźni.
Kolejne, bardzo udane spotkanie z twórczością Autorki. Życie w jej książkach ma smak prawdziwości — surowe, zaskakujące, a jednak pełne ciepła i piękna. Akcja rozwija się niespiesznie, ale każda strona niesie nowe emocje i refleksje. Fabuła dopracowana w każdym detalu, złożona i przejmująca, odkrywa przed nami skomplikowane relacje międzyludzkie. Pani Żaneta Pawlik pisze z niezwykłą lekkością i wdziękiem. Jej język jest naturalny, pełen empatii i cichego humoru, który równoważy ciężar trudnych chwil. Bohaterowie — tak prawdziwi, że można ich spotkać na ulicy, w sklepie, w codzienności — budzą sympatię i zrozumienie. Razem z nimi przemierzałam ich kręte życiowe ścieżki, z sercem pełnym nadziei, że odnajdą to, czego szukają.
Książka, która wciąga bez reszty. Autorka dotyka tematów trudnych i bolesnych, a przy tym niezwykle ludzkich. Pisze o utracie i pogodzeniu, o kalectwie i godności, o życiu po omacku — dosłownie i metaforycznie. O potrzebie bliskości, o lęku przed samotnością, o pragnieniu bycia kochanym i potrzebnym. Leszek i Joanna — dwoje życiowych rozbitków — odnajdują w sobie wzajemne zrozumienie i delikatną więź, która staje się dla nich czymś dobrym.
Niebanalna, miejscami szorstka, a jednocześnie subtelna i czuła. Mądra, refleksyjna, pełna emocji, które nabierają niezwykłej głębi. Nasuwa pytania — te, na które znamy odpowiedź, i te, które wciąż w nas drzemią. Serdecznie polecam, czytajcie, warto! Tatiasza i jej książki :)
Autorka poruszyła tutaj naprawdę ważny temat, jakim jest bycie niewidomym. To był mężczyzna, którego złościło, kiedy ludzie mu współczuli. Z braku jakiejkolwiek reakcji każdy uciekał na jego widok robiąc go w swoich oczach jako potwora, który mógłby ich czymś zarazić. Nie rozumieli, że nie trzeba do niego krzyczeć, bo akurat słuch miał nadwrażliwy. Nie potrzebował też, aby zwracali się do niego jak do dziecka. Był normalny, tylko niewidomy. Przez te trzydzieści lat niby to do niego docierało, lecz wciąż nie na tyle, by uwierzyć w swoje możliwości. Kiedyś z przyjemnością poświęcał się swojej pasji jaką było rzeźbienie w glinie, jednak kiedy związał się z Ewą zrezygnował z tego. Sam opowiada, że wiedział jaki ona odczuwała dyskomfort, kiedy musiała po nim sprzątać. Tak naprawdę sam odrzucił to, co sprawiało mu przyjemność. Wydawało mu się, że musi to zrobić dla innych. Dla żony i córki, a wyszedł z tego jedynie smutek i żal do siebie.
Drugą postacią jest kobieta o imieniu Joanna, która nie spodziewała się, że niewinny romans wywoła dla niej prawdziwą katastrofę. Po niej następowały kolejne i kolejne, aż nadszedł czas, że uratowała z wypadku właśnie naszą pierwszą postać, Leszka. Jak zatem dalej potoczyły się ich losy? Czy mogli stworzyć coś na krab przyjaźni?
Ja wiem, że to bardzo surowe streszczenie, ale uwierzcie mi, że w międzyczasie wychodzi o wiele więcej informacji. Dowiadujemy się nieco o matce Leszka. Stajemy na drodze dawnych sekretów odkrywając lęki tych, których już z nimi nie ma. To ludzie z krwi i kości, którzy czasami potrafią powiedzieć za dużo, a później tego żałują. Jest im przykro, że utracili jakieś rodzinne kontakty. Inni nie wiedzą dlaczego nie mogli uczestniczyć w decyzjach dotyczących pochówku. Oj działo się tutaj naprawdę sporo. Tylko nie jest to taka historia, która wywołuje w nas wściekłość. Tutaj wszystko jest stonowane, jakby ukazane od strony zapytania czy też pretensji, a nie wrzasków. Co nie oznacza, że wiele razy nie było im przykro. Myślę, że na historię obyczajową jest naprawdę fantastycznie ukazana. Może i wiele rzeczy się tutaj pokończyło, ale w jakiś sposób miało też swoje nowe początki. I takie coś mnie urzekło:-)
,,Dobrze wiedzieć, że komuś na tobie zależy."
Człowiek rodzi się z pięcioma zmysłami, a właściwie z sześcioma, jeśli uwzględnimy intuicję. Ten ostatni nie jest u każdego dostatecznie rozwinięty, ale wzrok, smak, węch, dotyk i słuch to podstawowe narzędzia, dzięki którym poznajemy świat i doświadczamy rzeczywistości. Gdy wszystkie działają poprawnie, rzadko zastanawiamy się nad ich znaczeniem - przyjmujemy je jako coś oczywistego, naturalnego, niepodważalnego. Dla bohatera książki ,,Popielate serca" każdy zmysł nabiera szczególnego znaczenia.
Leszek Stryjak, trzydzieści lat temu stracił wzrok wskutek choroby. Wówczas był młodym, zdrowym i pełnym energii człowiekiem, który miał przed sobą całe życie. Dziś, zbliżając się do pięćdziesiątki, jest zgorzkniały, zmęczony, pozbawiony radości, a każdy dzień wydaje mu się taki sam. Jego historia pokazuje, jak dramatycznie zmienia się rola zmysłów, gdy jeden z nich zostaje utracony, i jak człowiek musi nauczyć się żyć na nowo, korzystając z tego, co mu pozostało.
Dotyk staje się jego oczami. To dzięki niemu poznaje kształty, faktury, przestrzeń. Rzeźbienie w glinie było dla niego formą terapii, sposobem na wyrażenie emocji i odnalezienie spokoju. Niestety, z czasem porzucił tę pasję, gdy związał się z Ewą. Rezygnacja z rzeźbienia symbolizuje utratę części siebie, jakby odciął się od jedynego źródła ukojenia. Słuch jest dla niego podstawowym narzędziem kontaktu ze światem - pozwala mu rozeznać się w sytuacji, wyczuć zagrożenie, usłyszeć otaczający świat. Węch i smak, choć mniej wyeksponowane w powieści, również wspierają go w codziennych czynnościach, przypominając, że nawet drobne bodźce mogą mieć znaczenie. Intuicja, ten szósty zmysł, odgrywa rolę w relacjach, które Leszek nawiązuje, szczególnie w spotkaniu z Joanną. To ona pozwala mu zaufać, otworzyć się na drugiego człowieka, mimo że życie nauczyło go ostrożności.
Autorka pokazuje także, jak ważne są stałe elementy w otoczeniu osoby niewidzącej. Ten sam układ mebli czy przedmiotów w domu daje Leszkowi poczucie bezpieczeństwa, podczas gdy niespodziewane zmiany, zwłaszcza na zewnątrz stają się dla niego poważnym utrudnieniem. Ewa, jego partnerka, od lat opiekuje się nim, ale po tylu latach czuje się zmęczona i zniechęcona. Tym bardziej, że Leszek nie ma łatwego charakteru i nie docenia jej starań. Obowiązek ciągłego pilnowania swego partnera odbiera jej poczucie szczęścia, sprawia, że nie potrafi już cieszyć się życiem. Nie może też liczyć na córkę Basię, która jawnie okazuje ojcu pogardę - celowo go trąca, mówi do niego w sposób poniżający, pozbawiona empatii. To postać, którą trudno polubić, bo jej zachowanie wobec ojca jest egoistyczne, okrutne i raniące.
W kontraście do tego pojawia się Joanna - podróżniczka, która opisuje swoje eskapady w Internecie. Poznajemy ją, gdy właśnie leci z koleżanką do Tajlandii, by odreagować kryzys, jaki obecnie przezywa po zakończonym romansie z szefem i zwolnieniu pracy. Spotkanie z Leszkiem, opisane w blurbie, nie następuje od razu, lecz dopiero po przeczytaniu kilkudziesięciu stron, gdyż poznajemy też jej sytuację i dotychczasowe wydarzenia. Jej obecność w życiu mężczyzny wprowadza więcej dynamiki i urozmaica panującą wcześniej, ale też uświadamia to, co dla niego ważne. Nie polubiłam Joanny, jakoś nie mogłam jej zaufać, a to, co zrobiła na końcu, tylko utwierdziło mnie w moim odczuciu. Po prostu się na niej zawiodłam.
Jednym z bardziej poruszających wątków, będących nieco w tle, jest obecność psa przewodnika o imieniu Tala. Przez dziesięć lat labradorka wiernie towarzyszyła Leszkowi, pomagając mu funkcjonować w świecie zewnętrznym, prowadząc go przez codzienne przeszkody, dając poczucie bezpieczeństwa. Teraz jednak Tala jest chora i wymaga opieki. Ten motyw uderza szczególnie mocno, bo pokazuje, że nawet to, co było dla Leszka podporą, zaczyna się chwiać. Choroba psa symbolizuje kruchość wszystkiego, na czym budował swoje życie. Utrata wzroku była pierwszym ciosem, a teraz grozi mu utrata jedynego towarzysza, który dawał mu poczucie bezpieczeństwa. To sprawia, że jego samotność staje się jeszcze bardziej dotkliwa.
Styl autorki jest powolny i stonowany. Nie jest to łatwa lektura, którą czyta się szybko - wręcz przeciwnie, dłuższe opisy z mniejszą ilością dialogów spowalniają akcję, która nie toczy się wartko. Autorka bardzo sugestywnie pokazuje, jak Leszek postrzega i czuje, jak odbiera rzeczywistość, gdy dzieje się coś, czego nie do końca rozumie, nie rozpoznaje. Dopiero ukazanie tej samej sytuacji z innej perspektywy - na przykład Ewy czy Joanny - pozwala zrozumieć, co się właściwie stało. To zestawienie perspektyw jest niezwykle ważne, bo pokazuje różnice w odbiorze świata. Leszek żyje w świecie dźwięków, dotyku, intuicji, podczas gdy inni widzą obrazy, kolory, gesty. Dzięki temu możemy dostrzec, jak bardzo różni się doświadczenie osoby niewidomej od doświadczenia osoby widzącej, i jak łatwo może dojść do nieporozumień, gdy brakuje wspólnego punktu odniesienia.
,,Popielate serca" to powieść o skomplikowanych relacjach międzyludzkich zmuszająca do refleksji nad tym, jak postrzegamy świat i jak bardzo jesteśmy uzależnieni od naszych zmysłów. Dzięki powolnemu, stonowanemu stylowi autorki możemy wejść w świat człowieka, który pragnie funkcjonować normalnie, pomimo niedoskonałości zdrowotnej. Autorka sprawia, że możemy poczuć jego ograniczenia, jego lęki i nadzieje. To lektura, która jest surowa w swoim wyrazie, ale prawdziwa, pokazująca ludzką naturę - tę dobrą, zdolną do empatii i poświęcenia, ale też tę podłą, nieczułą, wykorzystującą niepełnosprawność drugiego człowieka. To książka, w której szczęście jawi się jako wartość nadrzędna, choć osiągnięcie go wymaga odwagi, otwarcia się na drugiego człowieka i przezwyciężenia własnych ograniczeń.
Książkę przeczytałam w ramach współpracy z wydawnictwem Zysk i S-ka
Jeśli musiałabym opisać ją dwoma słowami to były by one: Nieoczywista historia.
Leszek stracił wzrok jako dwudziestoletni chłopak. Wtedy ukojenie dawało mu rzeźbienie. Potem poznał Ewę. Trzydzieści lat później zaglądamy do jego świata. Kim jest teraz? Jak sobie radzi w życiu?
Teraz jest lekko złośliwym i zgorzkniałym mężczyzną, czuje się niewidzialny. Oddalił się od Ewy (swojej ,,nie-żony", jak lubi podkreślać).Mieszkają razem, ale żyją obok siebie. Z córką Basią, łączy go jedynie więź finansowa. Tzn. on ją sponsoruje, ona go traktuje okropnie. Leszek nie wie kiedy, stał się więźniem swojego życia, budował wokół siebie mur.
Pewnego dnia trafia na Joannę, dziewczyna ratuje go przed wypadkiem. Między tą dwójką rodzi się dziwna relacja- nietypowa przyjaźń. Dziewczyna jest atrakcyjna, ale na życiowym zakręcie. Romans z żonatym szefem kończy się utratą pracy. Czy ta poraniona dwójka może być dla siebie wsparciem?
Autorka nie serwuje banalnej historii, ich relacja nie zmieni wszystkiego. Jednak sprawi, że mur Leszka zaczyna pękać, a on powoli wraca do swojej pasji. Joanna zaczyna wierzyć, ze jeszcze wszystko może się poukładać. Czy oboje mają szansę na mowy początek, kiedy przeszłość ciąży na sercu? Nie wiem. Wiem na pewno, że muszą się odnaleźć na nowo, by móc ruszyć dalej.
,,Popielate słońca" to powieść, która każe się zatrzymać i spojrzeć głębiej na ludzi, na relacje, na własne życie.
Nie znajdziecie tu przesadnego melodramatyzmu, ale nie zabraknie emocji. Sporo trudnych relacji rodzinnych - napięć, milczenia, żalu, który potrafi dusić bardziej niż brak słów. Bardzo poruszyła mnie część poświęcona Ewie, która utknęła w relacji z Leszkiem.
To historia o stracie, ale też o odradzaniu się. O tym, że nawet jeśli nasze życie spowije szarość, zawsze można znaleźć w niej odrobinę światła. ,,Sztuka staje się światłem w ciemności, mostem do innych dusz, próbą nadania sensu temu, co niewidzialne".
Czytałam powoli, delektując się każdym rozdziałem. Kiedy zamknęłam książkę, miałam wrażenie, że ktoś właśnie powiedział: ,,Jeszcze będzie dobrze."
Żaneta Pawlik udowadnia, że pisze o ludziach z krwi i kości, takich jak my. Z ich słabościami, błędami, ale też z ogromnym pragnieniem, by być kochanym i rozumianym.
Jeśli szukacie powieści, która zostanie z Wami na dłużej, nie przegapcie tej historii.
Bardzo dziękuję Wydawnictwu Zysk oraz autorce za zaufanie i możliwość patronowania tej historii.
Eliza i Nikodem - w ich małżeństwie jest więcej samotności niż bliskości. Dzielą ich żal, niedopowiedzenia i rodzinna tragedia. Są jak dwa kawałki magnesu...
Na scenie zwanej życiem Gdy gwiazda Julii zaczyna blednąć, jej agentka, chcąc wspomóc jej karierę, podejmuje zakulisowe działania. Aktorka uchodzi za...
Przeczytane:2026-01-04, Ocena: 6, Przeczytałem, Insta challenge. Wyzwanie dla bookstagramerów 2026, 52 książki 2026, 26 książek 2026, Przeczytaj tyle, ile masz wzrostu – edycja 2026, 12 książek 2026, Wyzwanie - wybrana przez siebie liczba książek w 2026 roku,
Żaneta Pawlik tworzy tak, że mamy wrażenie, iż to wszystko dzieje się naprawdę. Nie boi się trudnych tematów, nie próbuje ubarwiać historii. Tam, gdzie ma być smutno, jest po prostu smutno. To daje realistyczny wydźwięk, bliski sercu. Widzimy ludzi, którzy mogliby być naszymi znajomymi, a nie wyimaginowanymi postaciami z książki. Widzimy problemy, które dotyczą wielu z nas. Jednak to wszystko to tylko kropla w morzu tego, co oferuje Pani Żaneta. Tworząc bohatera z niepełnosprawnością, porusza bardzo ważne kwestie. Ukazuje jego rozterki, jego dyskomfort, jego codzienne zmagania. Skupia się na tych fizycznych trudnościach, ale też pokazuje wewnętrzną walkę z myślami, emocjami, dylematami, decyzjami, które są również trudne do udźwignięcia. Na równi z tym tworzy obraz społeczeństwa i jego reakcji na osobę niepełnosprawną, zahaczając tutaj również o rodzinę.Czasami poświęcenie i rezygnacja z tego, co się kocha dla kogoś, nie jest opłacalna. To transakcja, która nie przynosi zysków, lecz straty i główny bohater Leszek przekonał się o tym na własnej skórze. Jego rodzina, która powinna być jego cichą przystanią, stała się kimś obcym. Żona i córka oddalały się od niego, zaczynał je drażnić swoją osobą, swoją niepełnosprawnością. On sam zrezygnował z pasji, został odrzucony, wycofał się. Jednak życie zaskakuje. Poznając Joannę w dość trudnych okolicznościach, dostał więcej, niż mógł się spodziewać. Poranione duszę zawsze znajdą do siebie drogę.Książka ,,Popielate słońca" pokazuje, że gdy świat wali się na głowę i kończy się pewien rozdział życia, to zawsze zaczyna się coś nowego, pięknego, wyjątkowego. Coś do otwiera nowe drzwi, daje nadzieję, staje się drogowskazem. Autorka nie zrobiła tutaj burzy emocjonalnej, po której ciężko jest się pozbierać. To nie w jej stylu. Ona prowadzi nas ścieżkami, czasami wyboistymi, abyśmy mogli porozmyślać, zatrzymać się na chwilę, poczuć to, co bohaterowie, zastanowić się nad życiem, nad tym, jak wiele mamy i czy to doceniamy, jak traktujemy innych zwłaszcza osoby niepełnosprawne, które nie oczekują współczucia, czy też traktowania, jak dziecko. Oni chcą być normalnie traktowani, nie da trędowaci, nie zarażają niepełnosprawnością.I za to kocham książki Pani Żanety. Za naturalność, realność, za wątki, które dają do myślenia, za trudne tematy, z których potrafi stworzyć naprawdę mądrą historię.,,Popielate słońca" to książka wyjątkowa, której fabuła płynie swoim tempem, nie próbując przekonywać do siebie czytelnika.Uwielbiam!Polecam!