Jakie jest prawdopodobieństwo, że weekendowa konferencja historyczna zamieni się w poszukiwanie mordercy, a nawet dwóch morderców? A jeśli w tym równaniu pojawi się duet Miller-Organek?
Linda Miller i Jeremi Organek oddalają się od rodzimego Dolnego Śląska, pewni, że nie grożą im żadne trupy, denaty i zwłoki. Ani żaden zaprzyjaźniony policjant. Tymczasem podwarszawski Teresin, skrywający ponadstuletnią tajemnicę, ma wobec nich swoje plany. Lecząc złamane serce, Jeremi znów znajdzie się w prosektorium, gdzie przyjdzie mu odkryć niejeden sekret, a Linda - jak to Linda - wbrew wszystkim nadepnie komuś na odcisk.
Zapraszamy do poznania zawiłości najgłośniejszego i do dziś nierozwiązanego morderstwa Kongresówki oraz sprawdzenia, skąd wyleciało pewne ciało i kto pomógł mu wylecieć.
Wydawnictwo: Mięta
Data wydania: 2026-03-25
Kategoria: Kryminał, sensacja, thriller
ISBN:
Liczba stron: 304
Język oryginału: polski
"Skąd wyleciało to ciało?" to kolejna część z serii kryminalnej Małgorzaty Starosty. Z pewnością każdy ma swoje ulubione cykle, na których kontynuację czeka niecierpliwie. Ja lubię serie kryminalne i thrillery, lecz co jakiś czas lubię nieco rozluźnić napięcie i dlatego też lubię i kryminalne komedie. A sięgając po książki autorki, wiem, że mogę się przy lekturze dobrze bawić, zwłaszcza słuchając audiobooka w dobrej interpretacji. Tak było i tym razem.
Duet głównych postaci jest tak niesamowicie intrygująco zabawny, że już nawet na samą myśl, że ponownie spotkam się z ich perypetiami, na mojej twarzy pojawia się uśmiech.
Linda i Jeremi mają tak odmienne charaktery, więc pewnie dlatego się znakomicie uzupełniają.
Linda Miller otrzymała zaproszenie na konferencję historyczną, mającą się odbyć w pałacu w Teresinie. Gdy przypadkowo spotyka Jeremiego Organka, zaprasza go na weekendowy wypad, nie chcąc słyszeć żadnej odmowy. Jeremi załamany sercowymi kłopotami postanawia oderwać się od wszystkich dotychczasowych obowiązków i po prostu odpocząć...
Linda również zadowolona jest z tego wypadu, mając nadzieję na ciekawą historyczną dyskusję i planuje przyjrzeć się morderstwu, które dawno temu miało miejsce w tym pałacu. Do tej pory ta zagadka nie została rozwiązana. Może właśnie ona trafi na jakiś ślad?
Policjant Michał Bączek, którego znamy z poprzednich części serii, oddelegowany zostaje w ramach zastępstwa, do małego miasteczka pod Warszawą. Może nie jest zbytnio zachwycony decyzją szefa, ale cieszy go fakt, że tam będzie cicho i spokojnie, że odpocznie trochę a zwłaszcza, że nie natknie się na Lindę, która ciągle pakując się w kłopoty, niesamowicie go wkurza.
Niestety, wiemy, że los najczęściej jest przewrotny, więc pewnie to tylko marzenia..., wiadomo przecież, że tam gdzie pojawia się Linda, to pojawiają się kłopoty i... trup.
Połączenie teraźniejszych, fikcyjnych zdarzeń, często może aż nieprawdopodobnych, z wydarzeniami historycznymi stwarza niesamowity klimat i przyciąga uwagę. A zwłaszcza, że obydwa wątki mają w sobie kryminalną zagadkę. Już sam tytuł wskazuje, że jakieś ciało będzie musiało skądś wylecieć...
Jeżeli więc chcecie się dowiedzieć skąd i czyje ciało wyleciało, sięgajcie po książkę. Czeka Was niezła zabawa.
Konferencja historyczna i tajemnica sprzed stu lat. Niby miały być spokojne wykłady ale wcale tak spokojnie nie było. Oczywiście przy naszej bohaterce musi się coś dziać i tym razem też jest ciekawie a mianowicie mamy zamiast ciekawych historycznych wykładów ciało. I to dosłownie.
~
Linda to wręcz chodzący chaos, która swoją osobą zawsze musi zrobić zamieszanie ale też zawsze wręcz musi wdepnąć a coś co nie powinna. Oczywiście jest też Jeremi, ułożony i próbujący ogarnąć rzeczywistość a jego życie wciąż każe mu wracać do prosektorium.
~
Teraz tylko trzeba połączyć to duo i mamy mieszankę wybuchowa, która nawet w obliczu trupa musi siać swoje specyficzne poczucie humoru, sarkazm i przekomarzanie. A to powoduje, że nawet przy trupie jest wesoło.
~
Wmieszanie dwóch stref czasowych jest idealne, ale też dość kluczowe. Ponieważ ta sprawa sprzed 100 lat ma naprawdę znaczenie do sprawy trupa z wykładów. Czy sprawa zostanie rozwiązana? Co jeszcze się wydarzy Lidzce i Jeremiemu?
~
Książka nie jest ciężka, jest to naprawdę fajnie napisana komedia kryminalna. Oczywiście czuć też napięcie żeby nie było, że ciągle jest tylko fun i śmiechy. W pewnym momencie naprawdę czytelnik zaczyna się głowić kto zabił ale skąd ten trup znalazł się akurat w tym miejscu.
~
Jedynym minusem ale to akurat dla mnie jest to, że to już cztery tom serii a ja nie czytałam wszystkiego i trochę się gubiłam w relacji bohaterów. Aczkolwiek czytanie poprawiło mi humor to na pewno a ekipa z książki naprawdę mega sprawa.
~
"Skąd wyleciało to ciało?" jego to idealna książka na "odmóżdżenie", to lektura z serii coś lekkiego do czytania. Mi się podobała ale no fajnie jest jednak znać poprzednie tomy i zaczynać przygodę bohaterów od początku.
Dziękuję wydawnictwu Mięta za egzemplarz ♥️
*współpraca reklamowa*
Ktoś jeszcze uwielbia tytuły książek z tej serii? Kolejne spotkanie z Lindą Miller i Jeremim Organkiem. Wiedziałam, że będzie się działo, wiedziałam, że muszę się spodziewać niespodziewanego, czułem też, że bohaterowie mnie nie zawiodą. Kolejna świetna komedia kryminalna w konferencją historyczną w tle.
Linda i Jeremi wyruszają wspólnie na konferencję historyczną, gdzie kobieta ma wygłosić mowę. W planach nie było zgonów, trupów, denatów ani użerania się z policjantami. Wyszło jak zawsze. Kiedy młoda dziewczyna wypada z okna, nasi bohaterowie jak zawsze angażują się w śledztwo, które niespodziewanie poprowadzi jak zawsze komisarz Bączek, który jak się okazało niefortunnie został skierowany do Teresina, na zastępstwo i miał odpocząć od swoich nieszablonowych znajomych.
Bawiłam się świetnie, dostałam nie tylko wyśmienitą komedię, ale też ciekawą zagadkę kryminalną do rozwiązania, a co jeszcze lepsze mamy także w tym wszystkim wątek historyczny, wątek do dziś nierozwiązanego morderstwa, które może budzić ciekawość. Powieść zaczęła się dość prosto i przyjemnie i jak zawsze nic nie wskazywało na to, że pojawią się problemy, choć jeśli już zdążyliście poznać to szalone towarzystwo, nie pytacie czy, tylko kiedy jakiś pojawi się przysłowiowy trup. Tutaj nie trzeba było na niego zbyt długo czekać, bo dosłownie spadł nam pod nos. Choć nasi bohaterowie znaleźli się na cudzym podwórku, to działali i rozrabiali jak zawsze po swojemu.
Autorka zaserwowała nam tutaj dwie zagadki kryminalne, jedną tą współczesną, której ofiarą padła młoda archiwistka, oraz tą historyczną. Czytając mamy nadzieję rozwiązać obie sprawy, a początek dość mocno sugeruje, że tak się stanie, jednak to co dzieje się później sprawia, że zaczynamy wątpić. Oba śledztwa prowadzone są obok siebie, wydaje się że jedno z drugim ma jakieś powiązanie, a do tego na jaw wychodzą nowe fakty, nowe powiązania i poszlaki, które z jednej strony klarują a z drugiej komplikują wszystko.
Książka napisana w bardzo dobrym stylu, autorka wyśmienicie połączyła ze sobą wszystkie wątki, które na końcu bardzo fajnie połączyły się w dość logiczną całość. Jak na komedię kryminalną przystało możemy się tutaj doszukać dozy chaosu, który autorka też w pełni kontrolowała i według mnie nie wymkną on się spod kontroli, choć nie ustawał w próbach. Lektura lekka, przyjemna, z zagadką do rozwiązania. Akcja szybka i dynamiczna, choć z odrobiną chaosu to pełna konkretów i ciekawych zwrotów akcji, przy których nie można się nudzić.
Choć to czwarty tom serii, to śmiało można go czytać bez znajomości tych poprzednich, bo to całkowicie inna historia, która nawet nie bardzo nawiązuje do poprzednich części. Książka mi się podobała, dobrze przy niej spędziłam czas, to idealna lektura na poprawę humoru, czy gdy ma się ochotę na coś lekkiego. Ze swojej strony polecam zarówno tę książkę jak i całą serię przygód Lindy Miller i Jeremiego Organka.
Kto powiedział, że kryminał musi być mroczny, ciężki i przytłaczający? Są takie historie, które pokazują, że nawet w świecie zbrodni można znaleźć miejsce na uśmiech, lekkość i sporą dawkę dobrego humoru. To właśnie w tych najbardziej absurdalnych sytuacjach kryminalnych często kryje się coś, co potrafi poprawić nastrój i sprawić, że na twarzy pojawia się szczery uśmiech.
Po tę książkę sięgnęłam bez chwili zawahania i to nie tylko dlatego, że to już czwarta część cyklu, ale przede wszystkim przez autorkę. Małgorzatę Starostę śledzę od samego początku jej pisarskiej drogi i z każdą kolejną książką utwierdzam się w przekonaniu, że jej styl jest po prostu nie do podrobienia, cenię jej naturalny, niewymuszony humor. Taki, który nie próbuje być śmieszny na siłę, tylko pojawia się zupełnie mimochodem, rozbrajając w najmniej spodziewanych momentach. Jej książki czyta się z przyjemnością, z uśmiechem na twarzy, a po odłożeniu zostaje to przyjemne, lekkie uczucie, jakby dzień nagle stał się trochę lepszy.
W tej części, trafiamy na pozornie spokojną konferencję historyczną, która jak to u Starosty bywa, bardzo szybko przestaje być spokojna. Czy naprawdę można pojechać gdzieś, żeby odpocząć od trupów… i natknąć się na nie ponownie? I to nie jeden, a dwa? Do tego duet Miller–Organek, który zdaje się przyciągać kłopoty jak magnes. Podwarszawski Teresin skrywa tajemnicę sprzed ponad wieku, a ja od pierwszych stron czułam, że to nie będzie zwykła zagadka.
Najbardziej wciągnęło mnie właśnie to połączenie przeszłości z teraźniejszością. Ta niewyjaśniona sprawa z czasów Kongresówki dodaje całej historii głębi i sprawia, że człowiek zaczyna się zastanawiać, ile jeszcze takich tajemnic czeka na odkrycie? I czy wszystko da się logicznie wyjaśnić? A może niektóre sekrety lepiej zostawić w spokoju?
Nie można też nie wspomnieć o bohaterach. Jeremi Organek w tej części pokazuje się z nieco bardziej emocjonalnej strony, ponieważ jego złamane serce dodaje historii nuty melancholii, ale jednocześnie sprawia, że staje się jeszcze bardziej ludzki. Z kolei Linda Miller… no cóż, Linda jest po prostu sobą. I to właśnie w niej uwielbiam. Jej bezpośredniość, odwaga i to, że kompletnie nie potrafi trzymać się z dala od kłopotów. Czy czasem przesadza? Być może. Ale bez niej ta historia nie miałaby tego pazura.
Podczas czytania były momenty napięcia, kiedy naprawdę chciałam jak najszybciej dowiedzieć się, co wydarzy się dalej. Były chwile zdziwienia, kiedy fabuła skręcała w zupełnie nieoczekiwanym kierunku. I oczywiście, było też sporo uśmiechu, tego charakterystycznego dla autorki, który pojawia się dokładnie wtedy, kiedy trzeba rozładować atmosferę.
Najbardziej urzekło mnie to, jak autorka potrafi balansować między kryminałem a lekkością. To nie jest łatwe, stworzyć historię o morderstwie, która jednocześnie nie przytłacza, a wręcz przeciwnie, daje czytelnikowi chwilę oddechu. I właśnie za to cenię tę książkę najbardziej.
Z pełnym przekonaniem polecam tę historię wszystkim, którzy lubią kryminały, ale mają ochotę na coś innego niż ciężki, mroczny klimat. Jeśli szukacie książki, która wciągnie, zaskoczy i jednocześnie poprawi nastrój, to zdecydowanie jest to dobry wybór.
Akcja przenosi nas do podwarszawskiego Teresina, gdzie odbywa się konferencja historyczna. Jeremi przyjeżdża tam z nadzieją, że uda mu się choć trochę podleczyć złamane serce, a Linda... cóż, pozostaje sobą. Jak zwykle z najlepszymi intencjami potrafi nadepnąć komuś na odcisk i wpakować się w sam środek wydarzeń. Na miejscu pojawia się również doskonale znany komisarz Bączek, który zapewne liczył na spokojniejszy wyjazd służbowy ( czyt. bez Lindowy ) Los ma jednak dla niego zupełnie inne plany...
Podczas konferencji dochodzi do tragedii... z okna wypada kobieta. To wydarzenie uruchamia śledztwo, które bardzo szybko okazuje się znacznie bardziej skomplikowane, niż mogłoby się wydawać. Linda początkowo liczyła, że uda jej się rozwikłać zagadkę zabójstwa księcia Druckiego-Lubeckiego z 1913 roku, jednak teraźniejszość brutalnie upomina się o uwagę. Czy dawna historia ma związek z nową zbrodnią? A może odpowiedzi od ponad stu lat leżą tuż pod nosem?
To, co uwielbiam w tej serii najbardziej, to oczywiście Linda i Jeremi. Są jak yin i yang - zupełnie różni, a jednocześnie idealnie się uzupełniają. Ich dialogi są błyskotliwe, pełne ironii, drobnych uszczypliwości i humoru, który trafia dokładnie w mój gust. Nie da się ich nie lubić.
Autorka przemyca dużą łyżkę historii. Wśród humoru, błyskotliwych dialogów, ironii i kryminalnej intrygi czytelnik dostaje ciekawostki historyczne. To nie są suche fakty podane jak w podręczniku, ale naturalnie wplecione w fabułę, dzięki czemu można nie tylko świetnie się bawić, ale przy okazji wynieść z lektury coś więcej.
Jestem ogromną fanką twórczości autorki i po raz kolejny bawiłam się znakomicie.
Komisarz Bączek na pewien czas zmienił miejsce pracy, licząc na spokój. Nie spodziewał się, że duet Miller - Ogarek przypałęta się tuż za nim, depcząc mu po piętach. Tym sposobem może zapomnieć o świętym spokoju.
Linda bierze udział w weekendowej konferencji historycznej i próbuje rozwiązać zagadkę śmier*ci sprzed stu lat. Przed kulminacyjnym momentem, wraz z Jeremim są świadkami wypadnięcia z okna młodej archiwistki. Pewne jest, iż nie zrobiła tego sama, a komuś w niesmak są dochodzenia wścibskiej Lindy. Jakie przygody czekają dobrze znanych nam już bohaterów?
Autorka ponownie połączyła tajemnice z przeszłości z wydarzeniami teraźniejszymi. Sprawa sprzed lat znowu odżywa, a ofiarą jest młoda kobieta i oby tylko ona, bo sytuacja nabiera rozpędu i kto tam może wiedzieć jak się zakończy.
Czwarta część przygód Jeremindy nie zawodzi. Dobrze już znane, lekkie pióro autorki wprowadza czytelnika w historyczne smaczki. Tym razem akcja toczy się pod Warszawą, w Tarasinie, a gdzie Linda tam...zwł*oki. Zresztą, sama tego chciała. Bo właśnie takie życzenie miała na końcu drugiej części. Także, cierp ciało jakżeś chciało?.
Cóż mogę dodać więcej. Polecam całą serię. Jest to na prawdę przyjemna, lżejsza i odprężająca lektura, niepozbawiona dobrego humoru i dających się lubić bohaterów. W sam raz na przerywnik między czymś cięższym.
Gdzie pojawia się Linda Miller tam z dużym prawdopodobieństwem, pojawi się trup. Czy i tym razem będzie podobnie?
Linda Miller wyjeżdża do podwarszawskiego Teresina na konferencję historyczną, na której ma wygłosić wykład. W wyjeździe towarzyszy jej Jeremi Organek, który leczy złamane serce.
Nie jest im dane zaznać spokoju, bo w trakcie przerwy w wykładach z jednego okna w dworku wylatuje ciało. Oczywiście pierwsi na miejscu są Linda i Jeremi wespół z komisarzem Bączkiem, który od jakiegoś czasu pracuje w Teresinie.
Tak, więc Jeremi ładuje z ciałem w prosektorium, a Linda zabiera się za prowadzenie śledztwa.
Wydaje się, że obecna zbrodnia powiązana jest ze starym do dziś nierozwiązanym morderstwem, o którym Miller przygotowała wykład.
Kto tym razem okaże się sprytniejszy, Linda z komisarzem Bączkiem i Jeremim czy morderca?
"Skąd wyleciało to ciało" to już czwarta część cyklu z jednym z moich ulubionych duetów literackich, czyli Lindą Miller i Jeremim Organkiem.
Małgorzata Starosta w umiejętny sposób łączy wątki historyczne, kryminalne i komediowe. Tym razem autorka na warsztat wzięła najgłośniejsze i do dziś nierozwiązane morderstwo Kongresówki. Płynnie łączy fakty historyczne z fikcją literacką. Widać, że autorka włożyła dużo pracy w research i przedstawienie, jak najlepiej faktów związanych z dawnym morderstwem.
Nie mniej ciekawe niż morderstwo z przeszłości jest współczesna zbrodnia. Młoda kobieta ginie na konferencji historyków. Czy jeden z nich dokonał morderstwa? Linda oczywiście jest zdania, że bez niej policja i prokuratura sobie nie poradzą. Wtyka, więc nos wszędzie, gdzie nie powinna.
Książka jest napisana lekko, czyta się bardzo szybko. Nie brakuje zwrotów akcji, ciętego języka i humoru. Polecam tę i wszystkie wcześniejsze tomy.
Niewyjaśniona zbrodnia z przeszłości, której ofiarą padł polski arystokrata, ubrana we współczesną komedię kryminalną? A jakże! Takie coś oferuje nam Małgorzata Starosta "Skąd wyleciało to ciało?", czwartym tomie serii z Jeremim Organkiem, który bez problemów można czytać bez znajomości tomów poprzednich. Tym razem historia przenosi się do Teresina, bo to właśnie tam doszło do morderstwa księcia Lubeckiego w 1913 roku. Autorka bardzo dokładnie zbadała tę sprawę i widać, że jej akta mocno ją zafascynowały - nawet na samym końcu książki dzieli się z czytelnikiem fragmentami. Sama intryga bazuje na sprawie sprzed lat, w której prawdopodobnie teraz pojawiły się nowe fakty - i to one są potencjalnym powodem współczesnego morderstwa. Intryga zbudowana jest z dużym wyczuciem, robi wrażenie tym, jak autorka wykorzystuje swoją wiedzę, by przedstawić czytelnikowi fikcyjną hipotezę zdarzeń prawdziwych. A choć obydwie zbrodnie są jak najbardziej poważne, to książka już nie tak bardzo - w końcu to komedia, w której humor kryje się w kreacjach postaci, ale przede wszystkim w ich rozmowach, na których oparta jest znacząca część powieści. Autorka w świetny sposób wyciąga absurdy codzienności, przekształca je w dialogi, które powodują głośne wybuchy śmiechu. To humor ironiczny, ale równocześnie błyskotliwy, humor, w którym podłożem bardzo często jest samo słowo - Starosta lubi przekręcać znaczenia, bawić się w skojarzenia, które są tak nieoczywiste, że gdy czytelnik zorientuje się w tych powiązaniach, nie ma wyjścia - musi wybuchnąć głośnym śmiechem!
Kropla olejku lawendowego, kilka płatków bergamotki, światło księżyca i szczypta magii... Lena jest sercem Zagrodzia, a prowadzona przez nią Pełnia...
Po raz pierwszy w historii Babiboru nikt nie ma głowy do myślenia o Szczodrych Godach. Malwina Maślankiewicz planuje wystrój wnętrz w swoim nowym lokum...
Przeczytane:2026-04-22, Ocena: 5, Przeczytałam, Mam, Wyzwanie - wybrana przez siebie liczba książek w 2026 roku - 100, Komedia kryminalna,
ᴛʏᴛᴜᴌ ʀᴇᴄᴇɴᴢᴊɪ: 𝗔 𝗺𝗶𝗮ł𝗼 𝗯𝘆ć 𝘀𝗽𝗼𝗸𝗼𝗷𝗻𝗶𝗲
Twórczość Małgorzaty Starosty od dawna zajmuje wyjątkowe miejsce na mojej półce i w moim czytelniczym sercu. Każda jej książka ma w sobie coś, co sprawia, że trudno się od niej oderwać. Lekkość pióra, błyskotliwe poczucie humoru i bohaterowie, których po prostu nie da się nie polubić. Tym razem ponownie dałam się porwać historii z Jeremim Organkiem i Lindą, bohaterką o ostrym języku, ciętym dowcipie i temperamencie, którego mogłaby pozazdrościć jej niejedna postać literacka. 𝘚𝘬ą𝘥 𝘸𝘺𝘭𝘦𝘤𝘪𝘢ł𝘰 𝘵𝘰 𝘤𝘪𝘢ł𝘰? to już czwarte spotkanie z tym zwariowanym duetem i mam wrażenie, że z każdą kolejną częścią autorka jeszcze bardziej bawi się konwencją komedii kryminalnej. Relacja Jeremiego i Lindy jest absolutnie niepowtarzalna. Ich słowne przepychanki, ironiczne komentarze i sposób, w jaki wzajemnie wyprowadzają się z równowagi, wywoływały u mnie nieustanny uśmiech. To właśnie dla tych bohaterów wracam do tej serii z ogromną przyjemnością, a także dla historycznych smaczków, których i tym razem nie zabrakło.
Jak doszło do tego, że komisarz Bączek, Linda Miler i Jeremi Organek zamiast we Wrocławiu znaleźli się wszyscy w Teresinie?
Bączek był przekonany, że pół roku pobytu w Teresinie będzie oznaczało jedynie nudę i użeranie się z miejscowymi, tymczasem już na samym początku w tej spokojnej miejscowości doszło do tragedii. Jakiś zbrodzień pozbawił życia młodą kobietę, która miała przed sobą całe życie. Cała sytuacja przyprawiła Bączka o kolejny atak migreny.
Linda miała nadzieję, że wspólnie z archiwistką odkryje, kto przed laty zamordował księcia Druckiego- Lubeckiego i dlaczego. Kiedy jednak straciła swoją pomocnicę w tak tragicznych okolicznościach, postanowiła jak zwykle wziąć sprawy w swoje ręce. Jest przekonana, że denatka dokopała się do czegoś, co dla kogoś było bardzo niewygodne, skoro posunął się aż do zbrodni.
To miała być zwykła prelekcja. Linda nie przewidziała, że zostanie ona nagle przerwana gwałtowną śmiercią dziewczyny współpracującej z nią przy sprawie śmierci księcia Władysława Druckiego- Lubeckiego. Do dziś bowiem nigdy nie ustalono, co naprawdę wydarzyło się 21 kwietnia 1913 roku, a Linda była przekonana, że to właśnie ona, przy pomocy archiwistki, odkryje prawdę. Tymczasem na placu boju została zupełnie sama. No, może nie do końca, bo obok niej są jeszcze Organek i komisarz Bączek.
Jeremi dał się namówić przyjaciółce na tę wyprawę, ale znacznie bardziej interesuje go współczesna zbrodnia niż tajemnica sprzed lat. Ma zbyt mało danych, by wysuwać jakiekolwiek hipotezy dotyczące śmierci księcia, a jednocześnie nie potrafi wczuć się w sensacyjną historię sprzed ponad pół wieku, ponieważ jego myśli nieustannie wracają do współczesnego morderstwa.
Organek przeglądając prasę z tamtych lat, doszedł do wniosku, że ówczesne dziennikarstwo stało na znacznie wyższym poziomie niż współczesne. Dziennikarze potrafili pisać tak sugestywnie i przekonująco, że czytelnik niemal od razu dawał się wciągnąć w wir opisywanych wydarzeń. Nie potrafił jednak zrozumieć, dlaczego jego przyjaciółka w obliczu współczesnej tragedii tak bardzo zaprząta sobie głowę zagadką sprzed pierwszej wojny światowej. Dlaczego wtedy o morderstwo oskarżono ordynata Bispinga, bliskiego przyjaciela księcia?
Bączek z kolei zastanawia się, co jest z nim nie tak, skoro zupełnie nie zdziwił go fakt, że tam, gdzie pojawia się Linda Miller, prędzej czy później pojawiają się też zwłoki. Czy powinien być zaskoczony? Zirytowany? A może już zwyczajnie spanikowany?
Od początku tej serii widać, że Linda i Jeremi dalecy są od klasycznego modelu duetu śledczych. Ich relacja opiera się na przekomarzaniu, drobnych uszczypliwościach i naturalnej codziennej wymianie zdań, która sprawia, że nawet zwykłe rozmowy brzmią swobodnie i autentycznie. Te lżejsze momenty pomiędzy wątkami kryminalnymi sprawiają, że całość czyta się bez napięcia i z dużą płynnością, bez poczucia przytłoczenia, które czasem pojawia się w tego typu historiach.
Sama intryga opiera się na dwóch liniach czasowych, współczesnej i tej sprzed lat. Z biegiem historii kolejne elementy zaczynają się łączyć i pokazują, że przeszłość wciąż ma wpływ na to, co dzieje się teraz. Małgorzata Starosta prowadzi całość w dość lekkim stylu, ale na tyle konsekwentnie, że łatwo dałam się wciągnąć w jej opowieść i próbowałam razem z bohaterami rozwiązać zagadkę.
Dla wiernych czytelników tej serii, takich jak ja, szczególną przyjemność stanowiła obecność komisarza Michała Bączka, który wnosił do opowieści policyjny porządek, podany jednak w lekkiej, momentami humorystycznej formie. Współpraca całej trójki budowała dynamiczną relację pełną błyskotliwych dialogów i ironicznych wymian zdań, dzięki czemu lektura płynęła swobodnie i naprawdę angażowała.
Małgorzata Starosta po raz kolejny udowodniła, że potrafi umiejętnie połączyć kryminał z historią. Ponadstuletnia zagadka sięgająca czasów Kongresówki kładła się cieniem na wydarzeniach rozgrywających się w Teresinie i nadawała całości dodatkowego wyrazu. Przeszłość i teraźniejszość splatają się tu w dobrze skonstruowanej intrydze, która nie kończy się na wskazaniu sprawcy, ale prowadzi też do pytania o znaczenie całej tej historii.
Ogromnym atutem 𝘚𝘬ą𝘥 𝘸𝘺𝘭𝘦𝘤𝘪𝘢ł𝘰 𝘵𝘰 𝘤𝘪𝘢ł𝘰? jest jej niezależność. Mimo że to kolejna część cyklu, nowi czytelnicy bez trudu odnajdą się w fabule. Autorka wplotła potrzebne informacje o wcześniejszych wydarzeniach w sposób lekki i nienachalny, nie przeciążając narracji szczegółami, dzięki czemu całość pozostaje czytelna i interesująca zarówno dla wiernych czytelników, jak i osób, które dopiero poznają serię.
𝘚𝘬ą𝘥 𝘸𝘺𝘭𝘦𝘤𝘪𝘢ł𝘰 𝘵𝘰 𝘤𝘪𝘢ł𝘰? to powieść, która nie jest mrocznym, psychologicznym kryminałem, lecz lekką, rozrywkową historią, w której ważną rolę odgrywają dialogi i dobrze poprowadzona zagadka. Do tego dochodzą bohaterowie, z którymi po prostu dobrze się spędza czas. Jeśli ktoś szuka kryminału z humorem, ale nadal z solidnie skonstruowaną intrygą, to ta książka sprawdzi się bardzo dobrze.
Dużo do fabuły wnoszą bohaterowie. Linda z ciętym językiem i bezpośredniością, Organek i Bączek, którzy próbują nad wszystkim panować ze stoickim spokojem, świetnie uzupełniają opowieść, bo każdy wnosi coś swojego i sprawia, że historia jest bardziej żywa i dynamiczna. Przekomarzania i świetne dialogi oraz drobne słowne spięcia dodają całości lekko ironicznego tonu. W tle pojawia się też „piękny Alvaro”, który zachwyca Lindę, budzi mieszane uczucia u Organka i komisarza, ale jednocześnie wprowadza odrobinę humoru i rozluźnia atmosferę.
To książka, która nie próbuje być czymś więcej niż jest, tylko po prostu dobrze bawi i daje przyjemne, wciągające czytelnicze popołudnie. Jedynym moim zastrzeżeniem do tej serii są mało interesujące okładki, które jednak nie mają wpływu na jakość samej historii. Ta pozostaje naprawdę wysoka i konsekwentnie utrzymuje poziom całej serii, a warstwa fabularna broni się bez względu na oprawę graficzną.