Okładka książki - Trzeba było grać. Pierwszy reportaż o dziewczęcej orkiestrze z Auschwitz

Trzeba było grać. Pierwszy reportaż o dziewczęcej orkiestrze z Auschwitz


Ocena: 5.25 (4 głosów)

Czy w obozowym piekle jest miejsce na muzykę?

Gdy inne więźniarki stały na wielogodzinnych apelach w skwarze lub na mrozie, one wygrywały skoczne melodie. Ich marsze codziennie odprowadzały komanda do katorżniczej pracy, a potem witały wycieńczone kobiety, które niosły ze sobą trupy koleżanek. Eichmann chętnie słuchał ulubionych szlagierów w wykonaniu obozowej kapeli, zaś doktor Mengele wzruszał się przy utworach Schumanna.

Ich muzyka dla jednych była torturą, dla innych namiastką normalności. Dla samych orkiestrantek - wybawieniem od śmierci w komorze gazowej.

Historia dziewczęcej orkiestry z Auschwitz należy do najmniej znanych elementów obozowej rzeczywistości. Zespół stworzyła Maria Mandl - ,,bestia z Auschwitz". To jej chorobliwej ambicji, by dorównać kapeli z męskiego obozu, garstka więźniarek zawdzięczała przetrwanie. Orkiestra splotła losy Żydówek i Aryjek z całej Europy[JK1]. Obok amatorek ledwie potrafiących utrzymać instrument w dłoni występowały m.in. paryska śpiewaczka kabaretowa Fania Fénelon i wybitna skrzypaczka Alma Rosé.

Wszystkie grały, by przeżyć.

Anne Sebba zebrała rozproszone świadectwa, spotkała się z ostatnimi ocalałymi i odtworzyła każdą z mikrohistorii, które miały zostać zapomniane. Dzięki wnikliwej analizie źródeł stworzyła wielogłosową narrację, w której osobiste dramaty przenikają się z tragiczną historią.

[JK1]Rozumiem zamysł - Aryjki i Żydówki to właśnie te kobiety z całej Europy - ale rozumiem też, skąd się wzięła poprawka Zosi, dlatego modyfikuję lekko.

Informacje dodatkowe o Trzeba było grać. Pierwszy reportaż o dziewczęcej orkiestrze z Auschwitz:

Wydawnictwo: Znak
Data wydania: 2026-01-14
Kategoria: Biografie, wspomnienia, listy
ISBN: 9788383678009
Liczba stron: 416

Tagi: Reportaż i dziennikarstwo śledcze

więcej

Kup książkę Trzeba było grać. Pierwszy reportaż o dziewczęcej orkiestrze z Auschwitz

Sprawdzam ceny dla ciebie ...
Cytaty z książki

Na naszej stronie nie ma jeszcze cytatów z tej książki.


Dodaj cytat
REKLAMA

Zobacz także

Trzeba było grać. Pierwszy reportaż o dziewczęcej orkiestrze z Auschwitz - opinie o książce

Trzeba było grać to jedna z tych książek, po których trudno wrócić do codzienności w niezmienionym stanie. Anne Sebba sięga po temat niemal niewyobrażalny: dziewczęcą orkiestrę działającą w Auschwitz – miejscu zaprzeczającym wszelkim wartościom, a tym bardziej sztuce. I robi to z ogromną wrażliwością, reporterską rzetelnością oraz szacunkiem wobec bohaterek, które nie miały luksusu wyboru. Mogły tylko grać. Albo umrzeć.

Autorka prowadzi czytelnika w sam środek obozowego piekła, gdzie muzyka nie była formą ukojenia, lecz narzędziem systemu terroru. Orkiestra grała podczas apelów, wymarszów do pracy, powrotów – jej dźwięki towarzyszyły cierpieniu, selekcjom, śmierci. Ten paradoks – piękno muzyki zderzone z absolutnym okrucieństwem – jest jednym z najmocniejszych i najbardziej poruszających elementów książki. Sebba nie próbuje go łagodzić ani tłumaczyć. Pozwala, by wybrzmiał w całej swojej grozie.

Siłą reportażu jest jego wielogłosowość. Autorka oddaje głos kobietom z różnych krajów, o różnym pochodzeniu, poziomie wykształcenia i doświadczeniu muzycznym. Obok wybitnych artystek, takich jak Alma Rosé – skrzypaczka o europejskiej renomie – pojawiają się amatorki, które uczyły się grać w nieludzkich warunkach, pod presją strachu i świadomości, że najmniejszy błąd może kosztować życie. Każda z nich miała swoją historię, swoje lęki, swoje poczucie winy – bo przecież grały wtedy, gdy inne szły na śmierć.

Autorka nie unika trudnych pytań. Czy muzyka w Auschwitz była formą ratunku czy moralnym ciężarem? Czy przetrwanie dzięki grze oznaczało uprzywilejowanie czy kolejną formę przemocy? Pokazuje, jak bardzo ambiwalentne były losy członkiń orkiestry – ocalenie nigdy nie było czyste, wolne od bólu i wyrzutów sumienia. To właśnie ta uczciwość narracji sprawia, że książka tak głęboko porusza.

Ważną postacią reportażu jest Maria Mandl – nadzorczyni obozu, inicjatorka powstania orkiestry. Sebba nie demonizuje jej w sposób prosty i jednowymiarowy, a jednocześnie nie pozostawia złudzeń co do jej okrucieństwa. Pokazuje, jak perwersyjna ambicja i potrzeba „kultury” w obozie śmierci mogły stać się dla kilkunastu kobiet cienką linią między życiem, a śmiercią. Ta groteskowa sprzeczność – oprawcy słuchający muzyki w miejscu masowej zagłady – wybrzmiewa w książce szczególnie mocno.

Styl Sebby jest oszczędny, ale niezwykle sugestywny. Autorka nie epatuje emocjami, nie potrzebuje drastycznych opisów, by wstrząsnąć czytelnikiem. Wystarczą fakty, wspomnienia, urwane zdania świadectw. To reportaż, który czyta się powoli – nie dlatego, że jest trudny w odbiorze, ale dlatego, że wymaga zatrzymania, refleksji i ciszy po każdym rozdziale.

Trzeba było grać to książka o przetrwaniu, ale nie w sensie heroicznym czy patetycznym. To opowieść o przetrwaniu za wszelką cenę, o kompromisach, których nikt nie powinien być zmuszony zawierać. O kobietach, które przeżyły, ale nigdy nie wyszły z obozu w pełni wolne – bo pamięć o dźwiękach granych na tle śmierci pozostała z nimi na zawsze.

To również lektura niezwykle potrzebna. Przywraca pamięć o zapomnianych bohaterkach, pokazuje mniej znany aspekt historii zagłady i zmusza do zadania sobie niewygodnego pytania: czym jest godność w świecie, w którym każdy wybór został odebrany?

Ten reportaż nie jest łatwą lekturą, ale jest lekturą konieczną. Zostaje pod skórą długo po odłożeniu książki na półkę. I przypomina, że nawet w najciemniejszym miejscu historii człowiek próbował ocalić resztki człowieczeństwa – czasem za pomocą skrzypiec, czasem za cenę niewyobrażalnego bólu.

Trzeba było grać to książka, którą trzeba przeczytać nie dla przyjemności, lecz z potrzeby pamięci, zrozumienia i szacunku wobec kobiet, które muzyką walczyły o życie w miejscu, gdzie człowieczeństwo miało zamilknąć.

Link do opinii
Avatar użytkownika - czytanienaplatan
czytanienaplatan
Przeczytane:2026-01-14, Ocena: 6, Przeczytałam,

„… muzyka w rękach nazistów stała się narzędziem tortur. Jednych zmuszano do grania, drugich – do słuchania, a wszystko to na tle niewyobrażalnego ludzkiego cierpienia.”

Ten cytat najlepiej oddaje historię o muzyce rozbrzmiewającej w przedsionku piekła, którą z wielką skrupulatnością przybliża nam Anne Sebba. Autorka w reportażu „Trzeba było grać” stworzyła pierwsze tak kompleksowe dzieło, zbierając świadectwa nie tylko kobiet, które grały w dziewczęcej orkiestrze w Auschwitz, ale i tych, które musiały tej muzyki słuchać.

Książka jest nie tylko dowodem na potworny paradoks, który zmienia muzykę w normalnym świecie utożsamianą z pięknem, w narzędzie tortur. To przede wszystkim udana próba przybliżenia postaci orkiestrantek i ich udziału w codziennym życiu obozu. Rys biograficzny bohaterek nie ogranicza się do czasu wojny. Poznajemy ich przedwojenne marzenia, ale też losy powojenne. Bo każda z ocalałych już zawsze nosiła w sercu pamięć o tamtym nieludzkim czasie, a często też i poczucie winy.

Z reportażu, w którym autorka nie ocenia, a opiera się na faktach, przytaczając często różne wersje tych samych zdarzeń, dowiadujemy się, skąd wziął się pomysł na kobiecą orkiestrę i jaka była jej rola. Nie da się czytać bez emocji o kobietach zmuszonych grać marsze, gdy inne w ich rytmie były pędzone do morderczej pracy lub szły na śmierć.

Autorka ukazuje perspektywę kobiet, dla których gra była szansą na przeżycie, ale i tych, które zmuszone do słuchania, często nienawidziły orkiestrantek za ich przywileje, grę dla nazistów i przypominanie o życiu, które im odebrano. Autorka pokazuje też trudne relacje wewnątrz samej orkiestry, która była nie tylko zbieraniną amatorek i wirtuozek, ale też kobiet różnych narodowości i wyznań.

Szczególnie mocno wybrzmiewają portrety dwóch niejednoznacznych postaci - Almy Rosé, dyrygentki obozowej orkiestry i Marii Mandl zwanej „Bestią”, jej założycielki. Autorka nakreśliła je z dziennikarską rzetelnością, starając się zachować obiektywne spojrzenie na każdą z nich.

Nie jest to lektura, którą czyta się szybko i lekko. To oczywiste. Co ważniejsze, nie jest to też książka zachęcająca do oceniania decyzji kobiet walczących o przetrwanie. Bo my, dla których wojna jest pojęciem strasznym, lecz abstrakcyjnym, nie mamy prawa ich osądzać. Nikt z nas nie doświadczył piekła, w którym nawet mały akt sprzeciwu, jak zagranie zakazanego utworu, mógł kosztować życie. Naszym obowiązkiem jest jednak wiedzieć i pamiętać, że nawet muzyka może stać się narzędziem tortur.

Wiem, że już zawsze, gdy będę grać na pianinie, w pamięci pojawią mi się obrazy kobiet zmuszonych grać, by przeżyć.

Link do opinii
Avatar użytkownika - ZaczytanyGlina
ZaczytanyGlina
Przeczytane:2026-01-17, Ocena: 4, Przeczytałem,

Lubicie reportaże? Ja obok kryminałów, thrillerów i opowieści grozy lubię czasami sięgnąć po literaturę faktu. Właśnie o takiej książce chcę Wam właśnie opowiedzieć.

„Trzeba było grać” to poruszający reportaż o żeńskiej orkiestrze z Auschwitz, o zespole który tworzył się w bólach i tragedii dotykającej kobiety, które trafiały do miejsca kaźni podczas II Wojny Światowej.

Zabierając się za tę lekturę byłem przekonany, że „angaż” do tej orkiestry był dla osadzonych wybawieniem, pewnego rodzaju nagrodą za wysiłek poświęcony tworzeniu muzyki.

Gdy zbliżałem się do końca moje odczucia diametralnie się zmieniały. Sami „dyrygenci tych orkiestr kategorycznie zaprzeczali, jakoby obozowa muzyka komukolwiek pomogła”.

Jedyne na co mogły liczyć członkinie orkiestr to odrobinę lepsze traktowanie ze strony zarządców obozu. Jednak cierpienie jakie obserwowały podczas grania marszy wojskowych, w rytm których ich towarzyszki niedoli maszerowały na ciężkie roboty powodowało, że stanie tam w tym momencie stawało się torturą jeszcze gorszą niż ciężka katorżnicza praca.

Nie jest to lektura lekka, czyta się ją z poczuciem bólu jaki doświadczali ci, którzy przeżyli piekło. Jest to za to książka bardzo prawdziwa, dokładna w przekazanie, oparta o wywiady z tymi, którzy tam byli, słuchali tej muzyki i ją tworzyli.

Reportaż ten stanowi poruszające i rzetelne świadectwo jednej z najtragiczniejszych kart historii XX wieku. Autorka, opierając się na faktach, relacjach świadków oraz materiałach źródłowych, ukazuje ogrom ludzkiego cierpienia i mechanizmy funkcjonowania nazistowskiego obozu zagłady.

Polecam każdemu, w szczególności miłośnikom i pasjonatom tematyki obozowej.

Warto poznać tę historię.

Link do opinii
Avatar użytkownika - Tatiaszaaleksiej
Tatiaszaaleksiej
Przeczytane:2026-01-15, Ocena: 6, Przeczytałem,

    "Zapomnieć o zabitych to stać się wspólnikami ich morderców".

Anna Sebby zabiera czytelnika w miejsce, gdzie dźwięk nie miał prawa istnieć. A jednak istniał. W samym sercu obozowego piekła powstała kobieca orkiestra -- nie z potrzeby sztuki, lecz z kaprysu władzy i chorej ambicji. Dla grających kobiet każdy takt był walką o kolejny dzień. Każdy występ -- balansowaniem na granicy życia i śmierci. Sebba oddaje im głos z ogromnym wyczuciem, bez patosu, bez ocen, z czułością należną tym, które przetrwały dzięki temu, co w normalnym świecie kojarzy się z wolnością.

To reportaż utkany z ludzkich losów. Z przedwojennych marzeń, złamanych biografii, powojennej ciszy i ciężaru pamięci. Autorka nie zamyka swoich bohaterek w obozowych barakach -- pozwala im żyć także przed i po. Dzięki temu nie są tylko świadectwem historii, ale pełnokrwistymi kobietami: z ambicjami, słabościami, talentami, konfliktami i poczuciem winy, które często nie opuszczało ich już nigdy. W orkiestrze grały amatorki, jak i artystki znane w przedwojennej Europie: Fania Fénelon - paryska śpiewaczka kabaretowa, a także Alma Rosé - wybitna skrzypaczka. Sebba nie upraszcza. Pokazuje świat pełen sprzeczności, w którym nie ma czystych ról ani łatwych odpowiedzi. 

Muzyka w tej opowieści boli. Jest przymusem, ale bywa też schronieniem. Jest narzędziem opresji i jednocześnie ostatnią przestrzenią, w której można zachować resztki godności. Czytając, trudno uciec od myśli, że każdy dźwięk niesie w sobie czyjeś cierpienie -- zarówno tych, które grały, jak i tych, które musiały słuchać, idąc ku pracy lub śmierci.

Całości dopełniają liczne fotografie. 

 

Książka niezwykle potrzebna. Przypomina, że pamięć nie jest wyborem -- jest obowiązkiem. I że nawet w najbardziej odczłowieczonych warunkach potrafi przetrwać coś kruchego, a zarazem niezniszczalnego. Bardzo polecam! Tatiasza i jej książki :)

Link do opinii
Inne książki autora
Ta kobieta. Wallis Simpson
Anne Sebba0
Okładka ksiązki - Ta kobieta. Wallis Simpson

Nazywana przez królową Elżbietę ,,tą kobietą", nie była ani ładna, ani szczególnie błyskotliwa. Oskarżana o bycie czarownicą, kobietą lekkich obyczajów...

Zobacz wszystkie książki tego autora
Reklamy