Intymna powieść o miłości matczynej, zdrowiu psychicznym młodzieży i międzypokoleniowych traumach
Diane zawsze chciała prostego życia. Mąż, dwoje dzieci, praca, którą lubi - to i tak więcej, niż marzyła. Jej świat chwieje się w posadach, kiedy Seb ją opuszcza. Pochłonięta swoim cierpieniem nie zauważa, że dramat rozgrywa się gdzie indziej. Tuż obok, w pokoju jej nastoletniej córki, cichnie śmiech. Szesnastoletnia Lou przeżywa ból dorastania, a pierwszy zawód miłosny staje się początkiem tragedii. Kiedy do Diane wreszcie dociera powaga sytuacji, jest gotowa na wszystko, aby pomóc córce - nawet na powrót do przeszłości, od której uciekła.
Wydawnictwo: Sonia Draga
Data wydania: 2026-05-20
Kategoria: Obyczajowe
ISBN:
Liczba stron: 304
Tytuł oryginału: Les heures fragiles
Czy można kochać swoje dziecko najmocniej na świecie, a jednocześnie nie zauważyć, że właśnie tonie w bólu?
Sięgając po tę książkę, spodziewałam się poruszającej historii rodzinnej, ale nie przypuszczałam, że autorka tak mocno dotknie tematów, które są mi jak matce szczególnie bliskie. To opowieść pełna emocji, bólu i życiowych prawd, od których trudno odwrócić wzrok.
Bardzo lubię sięgać po powieści, które dotykają trudnych, często przemilczanych tematów. Takich, które nie boją się mówić o bólu, samotności czy problemach psychicznych. Uważam, że właśnie takie książki uwrażliwiają czytelników, otwierają oczy na sprawy, które dzieją się wokół nas każdego dnia, a których często nie dostrzegamy. „Ulotne chwile” są dokładnie taką lekturą.
Autorka oddała głos dwóm bohaterkom – matce i córce. Narracja prowadzona jest naprzemiennie z perspektywy Diane oraz Lou, dzięki czemu mogłam zajrzeć do ich myśli, poznać ich lęki, rozczarowania i tęsknoty. Bardzo lubię taki sposób prowadzenia historii, bo pozwala zobaczyć tę samą sytuację z dwóch zupełnie różnych stron. Tutaj było to szczególnie ważne. Z jednej strony obserwujemy kobietę, której świat rozsypał się po odejściu męża, z drugiej nastolatkę przeżywającą własny dramat, który dla otoczenia pozostaje niemal niewidoczny.
To właśnie niewidoczne cierpienie uderzyło mnie najmocniej. Jak często skupieni na własnych problemach nie dostrzegamy, że ktoś obok woła o pomoc? Jak łatwo przeoczyć sygnały wysyłane przez najbliższe osoby? Virginie Grimaldi pokazuje ten problem niezwykle delikatnie, ale jednocześnie boleśnie prawdziwie. Nie ocenia swoich bohaterów. Pozwala im popełniać błędy, gubić się i szukać drogi do siebie nawzajem.
Ogromnie poruszył mnie również wątek międzypokoleniowych traum. Autorka przypomina, że przeszłość nie znika tylko dlatego, że próbujemy o niej zapomnieć. Niewypowiedziane słowa, stare rany i bolesne doświadczenia potrafią odbijać się echem przez wiele lat, wpływając nie tylko na nas, ale także na kolejne pokolenia. To temat trudny, ale przedstawiony z wielką wrażliwością i wyczuciem.
Najpiękniejsze w tej książce jest jednak to, że mimo bólu, smutku i ciężaru poruszanych tematów nie odbiera ona nadziei. Wręcz przeciwnie. Pokazuje, że nawet najbardziej popękane relacje można próbować naprawić, że warto rozmawiać, słuchać i być uważnym na drugiego człowieka. Czasami jedno dostrzeżone cierpienie może zmienić wszystko.
„Ulotne chwile” to jedna z tych powieści, które nie potrzebują spektakularnych zwrotów akcji, by poruszyć serce. To historia pełna emocji, prawdy i życiowej mądrości. Wzruszająca, momentami bolesna, ale niezwykle potrzebna. Po zamknięciu książki jeszcze długo myślałam o Diane i Lou, a to dla mnie zawsze znak, że trafiłam na lekturę wyjątkową. Jeśli cenicie powieści obyczajowe, które nie boją się poruszać ważnych tematów i zostawiają ślad w sercu, koniecznie sięgnijcie po tę historię.
„Dziś oddałabym wszystko, żeby znowu być dzieckiem.”
Wielu z Nas, podobnie jak Lou, nastoletnia bohaterka „Ulotnych chwil” Virginie Grimaldi, chciałoby wrócić do okresu nieskrępowanej radości i beztroski. Bo dorosłe życie czasem boleśnie przytłacza. Czasem bez wyraźnej przyczyny.
„Nigdzie nie czuję się dobrze. Czuję się pusta i wszędzie.”
Autorka kreśli obraz zwyczajnej rodziny, która mierzy się z kryzysem. Ale nie skupia się na relacji małżonków, rozmijających się w oczekiwaniach wobec siebie, a na cichym dramacie ich córki, który rozgrywa się tuż obok. Wydaje się, że relacja Diane i Lou jest naprawdę bliska, a jednak dziewczyna zostawia dla siebie to, co spycha ją w mrok. To, co skrywa pod maską uśmiechu. To, co z czasem przeradza się w ostre ataki paniki.
Autorka porusza w swojej powieści wiele ważnych i trudnych tematów, ale czyni to językiem lekkim, często humorystycznym, zamykając w krótkich rozdziałach maksimum emocji. I ten humor jest niebywale wymowny, bo w życiu też często staje się zasłoną, za którą skrywamy nasze lęki, problemy czy depresję. Zagłębiamy się tu nie tylko we wstrząsająco ukazane problemy psychiczne młodych ludzi, których przygniótł ciężar dorastania, ale również w pięknie opisaną przyjaźń, miłość pomiędzy rodzeństwem, pierwsze zawody miłosne, miłość dojrzałą, która staje na rozdrożu, i oczywiście tę najsilniejszą - rodzicielską.
Nie zabrakło tu też traum przekazywanych z pokolenia na pokolenie i próby pogodzenia się z bolesnymi wspomnieniami. To dla córki Diane zdobywa się na odwagę, by zmierzyć się z własnymi demonami.
Płakałam przy czytaniu, utożsamiając się z Diane całym matczynym sercem i czując jej lęk. Widząc w Lou wrażliwość i zagubienie, z jakimi w świecie dorosłych zmagają się moje własne dzieci. Bo ta historia pokazuje dobitnie, że w parze z rodzicielską miłością zawsze idzie lęk o własne dziecko. To nierozłączny pakiet dany każdemu rodzicowi. Wiem, że nie mogę przeżyć życia za nie i nie mogę przyjąć na siebie ich lęków, ale mogę starać się być dla nich wsparciem i osobą, do której zwrócą się w każdej sytuacji. I one o tym wiedzą.
Czasem trudno znaleźć słowa, by oddać, co niektóre powieści uczyniły z naszą głową i sercem. Tak jest właśnie z tą historią, która zakorzeniła się w moich myślach na stałe. Mam nadzieję, że udało mi się jednak na tyle, że zdecydujecie się sięgnąć po ten tytuł. Jestem pewna, że każdy rodzic odbierze go równie mocno, jak ja. Przeczytajcie, by nauczyć się patrzeć poza ten maskujący wszystko uśmiech, o którym pisałam Wam na początku. Bo nigdy nie wiemy, czy ktoś z naszych bliskich właśnie w tej chwili nie toczy w ciszy swojej najtrudniejszej walki.
🌾 „𝓤𝓵𝓸𝓽𝓷𝓮 𝓬𝓱𝔀𝓲𝓵𝓮” 𝓥𝓲𝓻𝓰𝓲𝓷𝓲𝓮 𝓖𝓻𝓲𝓶𝓪𝓵𝓭𝓲 🌾
Intymna powieść o miłości matczynej, zdrowiu psychicznym młodzieży i międzypokoleniowych traumach.
▪𝗥𝗘𝗖𝗘𝗡𝗭𝗝𝗔 ▪
Z twórczością Virginie Grimaldi spotkałam się po raz pierwszy. Autorka od pierwszej strony zdążyła mnie zachwycić swoim piórem i stylem opowiada historii. Tym razem stworzyła pełną emocji historii Diane i Lou, których losy wciągają na długie godziny i nim się orientujemy przewracamy ostatnią stronę książki. ✨
🌾 „Ulotne chwile” to historia przestawiająca losy matki i córki, które próbują odnaleźć się w wymagającym momencie życia. Diane mierzy się z kryzysem małżeńskim i trudami rodzicielstwa, a jednocześnie coraz częściej wraca myślami do własnej przeszłości oraz relacji rodzinnych. Z kolei piętnastoletnia Lou przeżywa pierwsze rozczarowanie miłosne, stres związany z egzaminami i narastające problemy emocjonalne, przez co trafia do specjalistycznego ośrodka. 🌾
„Ulotne chwile” to historia, która pokazuje, że wielu rzeczy nie jesteśmy w stanie zrozumieć, dopóki sami nie znajdziemy się w określonej sytuacji. Jednym z najmocniejszych motywów książki jest właśnie rodzicielstwo i związana z nim nieustanna troska o dziecko. Już sam opis fabuły rozdziera serce. Autorka pięknie opisuje miłość matki do córki. Relacje rodzinne, które przestawiła w powieści są pełne ciepła i miłości. Cała gamma uczuć jaka zostaje tutaj zaprezentowana skłania czytelnika do refleksji i co więcej, zmusza go do odnalezienia tego, co w życiu jest najważniejsze… Piękna, wzruszająca, dająca do myślenia powieść. ❤
Nie mogę nie wspomnieć, że najbardziej wzruszyła mnie historia Lou. Autorka poprzez jej postać, bardzo subtelnie pokazuje, że cierpienie nie zawsze jest widoczne na pierwszy rzut oka. Czasem kryje się za ciszą, wycofaniem albo pozornie zwyczajnym zachowaniem. Ta historia mocno uświadamia, jak łatwo przeoczyć moment, w którym ktoś naprawdę potrzebuje wsparcia. I w tym wszystkim największe wsparcie okazała jej matka - Diane, która sama mierzyła się ze swoim bólem. Dzięki temu bohaterki wydają się autentyczne, a ich emocje łatwo zrozumieć, bo myślę, że wielu z nas może utożsamiać się z ich historią i relacją.
Bardzo spodobało mi się to, że autorka mocno podkreślała znaczenie rozmowy i wsparcia. Powieść pokazuje, że tłumienie emocji i samotne zmaganie się z problemami może prowadzić do jeszcze większego cierpienia. Czasem samo powiedzenie komuś o swoich trudnościach okazuje się pierwszym krokiem do tego, by zacząć sobie z nimi radzić.
„Ulotne chwile” to bardzo poruszająca, momentami bolesna, ale niezwykle potrzebna opowieść o rodzinie, depresji, lęku i relacjach międzyludzkich. Przede wszystkim jest to również historia o miłości i walce o drugiego człowieka za wszelką cenę. Książka mocno angażuje czytelnika emocjonalnie i sprawia, że jeszcze długo rozmyślamy o tej historii po odłożeniu jej na półkę. ✨
,,Ulotne chwile" to kolejna piękna i refleksyjna historia, po którą warto sięgnąć.
Jest to opowieść o Dianie, która miała proste marzenia. Mąż, dwójka dzieci i praca, którą będzie lubić. Wszystko to miała, ale nic nie jest dane nam raz na zawsze. Jej życie zmienia się gdy Seb ją opuszcza. Tuż obok swój dramat związany z dorastaniem przeżywa jej córka. Diana jest zdolna zrobić wszystko by pomóc córce, która przezywa swój pierwszy zawód miłosny.
Książka dostarcza wielu emocji. Potrafi chwycić za serce, wzruszyć, ale momentami również rozbawić. Napisana jest lekkim i przyjemnym stylem, dzięki czemu czyta się ją bardzo szybko. Narracja tutaj jest prowadzona z perspektywy Diany i Lou. Znajdziemy tutaj dużo dialogów i wewnętrznych przemyśleń bohaterek.
Autorka cudownie pokazała tutaj więzi rodzinne i kobiecą siłę. W bardzo autentyczny sposób ukazała codzienność bohaterów przez co czyta się przyjemnie.
W książce nie znajdziemy dynamicznej akcji, ani zaskakujących zwrotów akcji. Bywa różnie ona przewidywalna, ale pomimo to, nie jest ona nudna. A wręcz przeciwnie. Krótkie rozdziały i ciekawa relacja pomiędzy matką i córką sprawiają, że od książki nie można oderwać się.
Jeśli szukacie ciepłej, zabawnej, refleksyjnej i pełnej emocji powieści, która pokazuje jak ważna jest bliskość rodzinny to bardzo polecam ,,Ulotne chwile".
Anna. Przepracowana matka, która ledwo wiąże koniec z końcem, a z córkami widuje się tylko przy śniadaniu i nie dogaduje najlepiej. Chloé. Siedemnastolatka...
Wzruszająca powieść o siostrzanej miłości. Historia, której nie sposób się oprzeć! Emma i Agathe to siostry, które mimo dzielących je różnic od zawsze...
Przeczytane:2026-06-11, Ocena: 6, Przeczytałam, Mam, 52 książki 2026,
Przychodzę do was dzisiaj z moim najnowszym książkowym zachwytem. Chciałabym trafiać w życiu tylko na tak dobre książki. Nie dziwcie się temu zachwytowi - ta książka pozostawia po sobie masę przemyśleń, refleksji, a nawet wywołała bardzo ciekawą dyskusję z moją nastoletnią córką na temat zawiłości matczynej miłości. A ja taki wzburzony stan duszy po zakończeniu lektury uwielbiam. "Ulotne chwile" to historia poruszająca wiele trudnych, lecz bardzo ważnych tematów: relacje rodzinne, dziedziczenie traumy, macierzyństwo i matczyna miłość, depresja i zdrowie psychiczne nastolatków, problemy wieku dojrzewania. Historię poznajemy naprzemiennie z perspektywy matki - Diane oraz jej nastoletniej córki - Lou, która sama o sobie mówi, że za głośno słyszy dźwięki świata. Zawód miłosny, jakiego doświadcza dziewczyna, stanowi gwóźdź do trumny jej psychicznego samopoczucia. Kiedy Diane przez przypadek odkrywa, jakich informacji Lou wyszukuje w sieci, szybko przechodzi do działania. Wbrew temu co mówią ludzie, ona doskonale wie, że ludzie w wieku szesnastu lat również umierają dlatego nie bagatelizuje sprawy. Diane, jak większość matek, winą za problemy Lou obarcza siebie. Matka Lou w temacie problemów psychicznych nastolatków ma doświadczenie z przeszłości. Wierzy, że powrót do niełatwych dla niej wspomnień i odgrzebanie przeszłości to jedyna szansa, aby pomóc córce. Cieszę się, że autorka odczarowuje temat leczenia psychiatrycznego dzieci. Traktuje to jako coś normalnego, nie demonizuje, nie straszy nim. Wplata jednak momentami w historię lekki humor, co równoważy ciężkość poruszanych tematów. Książka pozostawia mnie z całą listą przemyśleń - czy można kochać swoje dziecko za mocno? Czy da się zbytnio wiele razy powiedzieć mu jakim cudem naszego życia jest i jak bardzo jest doskonałe takie jakie jest? Czy budujemy tym jego zbroję czy fundujemy bolesne zetknięcie ze światem?