Anioły są bliżej, niż myślisz
Jesienne mgły i zimowe wieczory przypominają, że każdy koniec może być początkiem czegoś nowego.
Aniela postanawia odmienić swoje życie. Sprzedaje dom, w którym spędziła wiele lat i przyjeżdża do Warszawy, gdzie czeka na nią najlepsza przyjaciółka - ekscentryczna Lola. W jej kawiarni ,,Strony Strun" spotyka Jagodę i jej synka Stasia. Chłopiec co wieczór prosi Świętego Mikołaja o jedno - bezpieczny dom dla siebie i mamy. Na szczęście zbliżają się święta - czas spełniających się życzeń...
Tego samego dnia do stolicy wraca Martyna. Jej świat runął, kiedy narzeczony porzucił ją w dniu ślubu. Ścieżki Anieli i Martyny niespodziewanie skrzyżują się w wyjątkowym miejscu. Na każdą z nich czekać będzie osobisty anioł stróż.
Wzgórze Aniołów Magdaleny Kordel to wzruszająca opowieść o tym, że w każdym z nas są drzwi, które mogą otworzyć się na szczęście i miłość - trzeba tylko znaleźć ten właściwy klucz.
Magdalena Kordel
Pisarka, której powieści są jak ciepły, otulający koc w grudniowy wieczór. Autorka bestsellerowych serii, takich jak Malownicze czy Tajemnice. Miłośniczka książek, podróży i górskich wędrówek. Wierzy, że dobre słowa mają moc zmieniania świata.
Wydawnictwo: Znak
Data wydania: 2025-11-12
Kategoria: Literatura piękna
ISBN:
Liczba stron: 400
„Człowiek płacze i rozpacza tylko wtedy, kiedy ma jeszcze nadzieję. Kiedy nie ma żadnej nadziei, rozpacz przybiera postać straszliwego spokoju”.
Historia zabiera czytelnika do świątecznej Warszawy, gdzie splatają się losy kilku kobiet – każdej na innym etapie życiowego kryzysu, każdej poszukującej nowego początku. Aniela, po sprzedaży rodzinnego domu, przyjeżdża do stolicy z nadzieją, że odmieni swoje życie. Wita ją przyjaciółka, ekscentryczna Lola, prowadząca klimatyczną kawiarnię „Struny Stron”. To właśnie tam Aniela spotyka Jagodę i jej kilkuletniego synka Stasia, proszącego Świętego Mikołaja wyłącznie o bezpieczny dom. Do Warszawy wraca też Martyna, porzucona w dniu ślubu. Kawiarnia staje się miejscem przecięcia ich historii — i punktem wyjścia do zmian, których bohaterki tak bardzo potrzebują.
Powieść emanuje ciepłem, ale nie jest to ciepło sztuczne ani przesłodzone. Autorka z wyczuciem kreśli portrety zwyczajnych ludzi zmagających się z niezwyczajnymi problemami. Z jednej strony mamy wątek przemocy domowej, ukazany z dużą empatią i realizmem; z drugiej — osobiste dramaty, zawiedzione nadzieje i próby odnalezienia się po życiowych katastrofach. Wszystko to tworzy mozaikę emocji, która sprawia, że książka jest przejmująca, a momentami wręcz bolesna.
Mimo trudnych tematów całość pozostaje jednak historią o nadziei. Autorka nie moralizuje, nie idealizuje postaci, nie stawia bohaterów na piedestale. Pokazuje ich słabości, lęki i błędy, dzięki czemu łatwo się z nimi utożsamić. Właśnie ten realizm — przełamany delikatną świąteczną magią — buduje wiarygodność opowieści i sprawia, że czytelnik szybko angażuje się emocjonalnie.
To książka, która daje wytchnienie, lecz nie ucieka od trudnych prawd. Jest idealną propozycją na zimowy wieczór: nostalgiczna, nastrojowa, a jednocześnie pełna światła. Choć nie wszystkie rozwiązania fabularne są całkowicie realistyczne, powieść broni się szczerością i przekazem, że nawet po najcięższym czasie można stanąć na nogi.
„Że zawsze wszystko układa się pomyślnie. A jeżeli nie jest pomyślnie, to znak, że jeszcze się układa!”
„Struny Stron” (i wszystko, co się w nich dzieje) mogą okazać się doskonałym prezentem świątecznym — zwłaszcza dla tych, którzy w literaturze szukają otuchy i wiary w to, że dobro naprawdę istnieje. Polecam, by nie skończyć jak ten pasikonik z bajki…
NAJCENNIEJSZY PODARUNEK
Każdego roku, gdy widzę wysyp powieści świątecznych już we wrześniu, ogarniają mnie ambiwalentne uczucia. Z jednej strony rozumiem wymogi rynku, który poniekąd wymusza na czołowych autorkach prających się literaturą obyczajową, by koniecznie przygotowały powieść z motywem świąt. Z drugiej zaś nasuwa mi się myśl, że jest tego po prostu za dużo, a wiele tych książek ociera się o kicz. W tym roku postanowiłam opuścić swą zrzędliwą skorupę i postawiłam sobie za cel przeczytanie trzech powieści świątecznych. Moim pierwszym wyborem stało się „Wzgórze Aniołów”, czyli najnowsza powieść Magdaleny Kordel. Autorka ma już spory dorobek literacki, ale nie miałam wcześniej okazji czytać żadnej jej książki. Świąteczna powieść jest ślicznie wydana. Ukazała się pod skrzydłami wydawnictwa Znak.
Aniela chce odmienić swoje życie. A także dotrzymać pewnej obietnicy, którą złożyła niemal pół wieku wcześniej... Trawiona licznymi rozterkami, podejmuje trudną decyzję o sprzedaży rodzinnego domu. Miejsce, w którym spędziła całe swoje życie. Siedziba rodowa, będąca ostoją kolejnych pokoleń jej rodu, teraz ma szansę na zyskanie nowego życia. Aniela wyjeżdża do Warszawy i większość czasu zaczyna spędzać w kawiarni Strony Strun prowadzonej przez jej najlepszą przyjaciółkę. Lola jest kobietą renesansu. Odważna, nowoczesna, kolorowy ptak, nie bojący się żadnych wyzwań. Jej kawiarnia to miejsce, gdzie spotykają się różne, czasem boleśnie doświadczone przez los, dusze. To tutaj Aniela pozna Jagodę i jej syna Stasia. Oboje są ofiarami przemocy ze strony domowego tyrana. Kawiarnia staje się ich azylem. Także Martyna, młoda kobieta lecząca zawód miłosny, trafia pod opiekuńcze skrzydła Loli. Tu właśnie splotą się losy ludzi pozornie od siebie odmiennych. Różne cele, marzenia i troski i jeden wieczór w roku, który może wiele odmienić... Czy spełni się marzenie małego Stasia, który marzy o spokojnym domu bez ojca tyrana? Czy Aniela dotrzyma danej dawno temu obietnicy? Czy możliwe jest, że anioły mieszkają całkiem blisko nas ?
Mimo tego, że „Wzgórze Aniołów” wykorzystuje pewne dość wyeksploatowane motywy, to niewątpliwie jest to powieść na którą warto zwrócić uwagę. W ilu już powieściach obyczajowych pojawił się motyw sprzedaży domu, wyjazdu i rozpoczynania życia na nowo ? To taki element, który wyjątkowo często staje się punktem wyjściowym całej historii. Można takie dobrze grające motywy wykorzystać lepiej lub gorzej. Magdalena Kordel robi to w wyjątkowo udany sposób. Pierwszym, co uderzyło mnie w tej książce, jest to jak dobrze jest ona napisana. Bardzo dobry styl i umiejętność operowania językiem. Lektura tej książki szybko staje się przyjemnością. Kolejnym atutem są bohaterowie. Kordel głównymi postaciami tej historii uczyniła starsze kobiety. Spojrzenie na wydarzenia ich oczami sprawia, że całość staje się dojrzalsza. Nie często autorzy decydują się na to by ich bohaterowie należeli do starszej kategorii wiekowej. Ten zabieg poczytuję pisarce wybitnie na plus. Stworzone przez nią postacie kobiece bardzo mi się podobają. Stateczna, romantyczna, nieco wycofana Aniela i będąca całkowitym jej przeciwieństwem Lola - kobieta wymykająca się z ram, nieobliczalna, barwna. A mimo to te kobiety łączy szczególna więź. Pielęgnowana latami, dojrzała i trwała przyjaźń. Uchwycenie relacji dwóch tak różnych osobowości jest doskonałe. Lola i Aniela to nie jedyne bohaterki tej książki, ale to ich historie i osobowości stanowią o jej fundamentach. Pojawia się tu także zagubiona Martyna. I jej przyjaciel Mikołaj. A także cicha, ale jakże piękna rzecz, która dzieje się pomiędzy nimi... Myślę, że to są wątki jakich czytelnicy oczekują od świątecznej powieści : miłość, przyjaźń, rozpoczęcie nowego etapu w życiu i zostawienie za sobą tego, co złe, niszczące. A wszystko to w delikatnym puchu spadającego śniegu i perspektywą zbliżającej się Wigilii. „Wzgórze Aniołów” ładnie wpisuje się w tę konwencję, ale również znacząco poza nią wykracza. Ta opowieść jest czymś więcej niż tylko historyjką, która ma dać czytelnikowi szansę oderwania się od codziennych trosk. Ta książka jest pełna czaru, wysublimowana, ale także mądra. Porusza tematy, które nie kojarzą nam się z koncepcją historii na święta. Wyjątkowo poruszający wątek Jagody i Stasia przełamuje ten schemat. Zrobiło na mnie duże wrażenie to, że autorka miała odwagę wpleść w tematykę książki, która ma stanowić typowo świąteczną rozrywkę, motyw przemocy w rodzinie. To ważne, by literatura odnosiła się do życia, by nie była cukierkowa i nierealna. Magdalena Kordel napisała powieść z konceptem, niebanalną i naładowaną emocjami. Historia Stasia jest w stanie wzruszyć czytelnika, sprawić by w tym pozornie ciepłym, leniwym świątecznym czasie, dostrzegł także krzywdę.
Jeżeli szukamy powieści, która ma pomóc nam przetrwać czas świątecznych przygotowań lub osłodzić czas lenistwa, to warto zwrócić uwagę na „Wzgórze Aniołów”. Przepięknie opowiedziana historia o miłości, dojrzałej przyjaźni, żegnaniu się ze starym życiem, otwartości na to, co jeszcze może przynieść nam życie. Opowieść o odwadze w dążeniu do realizacji swoich zamiarów, nadziei i o tym, że warto otworzyć się na drugiego człowieka. A także o tym, że obok nas żyją ludzie, dla których święta to nie jest magiczny czas. Ludzie, którzy w ciszy przełykają gorycz swojego cierpienia. O tym, że bez względu na okoliczności, warto jest wierzyć i wypatrywać swojego anioła. Być może on wcale nie jest daleko. Nie kryje się pośród chmur lecz stąpa po ziemi. Trudno chyba o lepszy czas na spełnienie marzeń, tych małych i tych całkiem dużych, niż czas świąt. Bardzo pozytywna historia, która nie ocieka lukrem. Jest wzruszająca i pełna zaskakujących wypadków. Bardzo miło czytało mi się tę książkę. Sprawiła, że i ja uwierzyłam. Uwierzyłam w to, że powieść świąteczna nieść może ze sobą wartości i refleksję. Może być piękną historią i dać czytelnikowi nadzieję. A jednak być daleką od kiczu i nierealności. Bardzo dobra powieść obyczajowa, którą szczerze polecam. Myślę, że nie tylko w okresie świątecznym warto sięgnąć po tę książkę, Jeżeli lubicie opowieści nastrojowe, skrzące od emocji, ale nie pozbawione napięcia, to „Wzgórze Aniołów” będzie bardzo dobrym wyborem. Diabeł gorąco poleca.
Aniela dochodzi do wniosku, że pora zmienić coś w swoim życiu. Pierwszym krokiem jest decyzja o sprzedaży domu i wyprowadzce do Warszawy. Mieszka tam jej serdeczna przyjaciółka. Czy to będzie dobra decyzja? Czy kobieta będzie szczęśliwa w stolicy? Kogo tam pozna?
Jagoda wraz z synkiem żyją w ciągłym strachu. Mieszkają z człowiekiem, który zamiast ich chronić, jest oprawcą. Chłopieć pragnie tylko jednego – bezpiecznego domu dla siebie i mamy. Inne dzieci proszą Mikołaja o zabawki, a on każdego wieczoru prosi o właśnie takie miejsce. Czy jego marzenie zostanie spełnione?
Miało być wesele i wspólna przyszłość, zamiast tego jest ból i rozczarowanie. Martyna została porzucona przed ołtarzem, a jej świat runął. Czy uda jej się pozbierać po tym, co przeszła? Czy odnajdzie spokój i szczęście?
Jak potoczą się losy wszystkich bohaterów? Co ich łączy? Co ma z tym wszystkim wspólnego pewna klubo-kawiarnia?
W książce znajdziemy historię wielu bohaterów, a autorka doskonale poradziła sobie z połączeniem ich w jedną całość. Nie mamy problemu, ze zrozumieniem o kim właśnie czytamy, nie gubimy się w historiach, wszystko jest bardzo płynne.
Mnie wszystkie historie się podobały i to bardzo. Książka wciągnęła mnie na tyle, że ciężko było się od niej oderwać. Całą przeczytałam w jeden wieczór, doskonale bawiąc się podczas czytania. To opowieść o magii świąt, przyjaźni, nowym początku, a jednocześnie poruszająca wiele trudnych tematów (jakich musicie już odkryć sami).
Akcja sprawnie poprowadzona, ze zwrotami, które potrafiły mnie zaskoczyć. Książkę czytało się dość szybko, a podczas czytania towarzyszyło mi wiele emocji.
Jak już wspomniałam w książce mamy wielu bohaterów, a to sprawia, że nie mogę Wam opowiedzieć o każdym (zdradziłabym wtedy zbyt wiele z fabuły). Powiem tylko, że każdy był inny, każdy na swój sposób ciekawy, warty poznania.
„Wzgórze Aniołów” to ciekawa, niebanalna, wywołująca wiele emocji książka. Z wielką przyjemnością polecam.
Recenzja pojawiła się również na moim blogu - Mama, żona - KOBIETA
"...w każdym z nas są drzwi, które mogą otworzyć się na szczęście i miłość – trzeba tylko znaleźć ten właściwy klucz”.
Aniela podejmuje odważną, niełatwą decyzję: zostawia swój dotychczasowy świat, sprzedaje dom i przeprowadza się do Warszawy. W wielkim mieście zaczyna od początku – z drżeniem, ale i z nadzieją. Na szczęście ma u boku swoją przyjaciółkę, trochę zakręconą, pełną życia Lolę, właścicielkę niezwykłego miejsca – klubo-kawiarni-księgarni „Strony Strun”. To właśnie tam splatają się ścieżki ludzi, którzy wnoszą do jej dni coś ważnego, choć każdy w inny sposób. Poznaje Jagodę i jej małego Stasia, którzy marzą o znalezieniu bezpiecznego azylu. Martynę, której świat runął w jednej chwili. Pana Rysia – człowieka o sercu tak wielkim, że aż chce się wierzyć, że tacy ludzie naprawdę istnieją. I wielu innych, którzy po cichutku, bez fajerwerków, nadają nowy rytm jej codzienności.
Zimowa aura, zapach przypraw korzennych, świąteczne światła i te wszystkie maleńkie troski, które tak dobrze znamy. Z przyjemnością zanurzyłam się kolejny raz w świecie Magdaleny Kordel – świecie, w którym zwyczajność ma w sobie odrobinę magii, a prostota splata się z czułością. Autorka z niebywałą lekkością oddaje to, co najdelikatniejsze: emocje, wahania, pęknięcia, małe zachwyty. Jej bohaterowie są zwyczajni, a jednocześnie wyjątkowi – tacy, jakich mijamy każdego dnia, nie wiedząc, jakie historie noszą w środku.
Powieść, przez którą się płynie – miękko, spokojnie, chwilami wzruszająco. Dotyka trudnych tematów, ale robi to z empatią, kobiecą wrażliwością i uważnością na to, co ludzkie. Opowiada o krętych ścieżkach, o nowych szansach, o domach, które mają sens dopiero wtedy, gdy słychać w nich czyjś śmiech. O przyjaźni, która nie pyta o powody. O szczęściu, które czasem stoi tuż obok, czekając, aż odważymy się je zauważyć.
Klimatyczna, zimowa, przepełniona dobrocią i subtelnym humorem opowieść, która niesie wzruszenie i nadzieję na coś lepszego. Serdecznie polecam, Tatiasza i jej książki.
Jesienne mgły i zimowe wieczory przypominają, że każdy koniec może być początkiem czegoś nowego… ☕🍂 A właśnie teraz, 12 listopada, miała miejsce premiera najnowszej powieści Magdaleny Kordel! 🎉
O CZYM JEST TA KSIĄŻKA? 📖
To opowieść o kilku osobach, których ścieżki niespodziewanie się krzyżują.
Aniela postanawia odmienić swoje życie, sprzedaje dom i przeprowadza się do Warszawy.
Martyna w dniu swojego ślubu zostaje porzucona przez narzeczonego 💔 Jej świat w jednej chwili runął. Mały Staś każdego wieczora prosi Świętego Mikołaja o tylko jedno – bezpieczny dom dla siebie i swojej mamy, Jagody 🎄✉️
Miejscem, które połąży ich wszystkich, jest ekscentryczna kawiarnia przyjaciółki Anieli – „Strony Strun” ☕❤️
Czy w magicznym, świątecznym czasie ich życzenia mają szansę się spełnić?
"Wzgórze Aniołów" to ciepła i wzruszająca opowieść 🤗❤️, która udowadnia, że anioły są bliżej, niż myślimy – często ukrywają się pod ludzką postacią i wyciągają do nas pomocną dłoń. Piękna historia o życzliwości, nadziei i otwieraniu się na nowe możliwości, nawet po najcięższych doświadczeniach. To opowieść o tym, że "w każdym z nas są drzwi, które mogą otworzyć się na szczęście i miłość – trzeba tylko znaleźć ten właściwy klucz" 🔑
Idealna propozycja na długie, jesienne wieczory lub świąteczny czas 🕯️❄️ W sam raz, by zaszyć się pod kocem z kubkiem gorącej herbaty i oddać lekturze.
DLA KOGO JEST TA KSIĄŻKA?
Dla każdego,kto kocha ciepłe, obyczajowe historie z nutą świątecznej magii, szuka opowieści, która rozweseli i wzruszy, potrzebuje literackiego przytulasa i wiary w to, że nawet po burzy zawsze wychodzi słońce 🌦️➡️☀️
To urocza, optymistyczna lektura, która rozgrzeje serce!
Moja ocena: 10/10🌟
Gorąco polecam, zwłaszcza teraz, w tym jesienno-zimowym okresie 🤍
BRUNETTE BOOKS
Kocham książki świąteczne, gdyż dają ludziom nadzieję na to, że każde marzenie może się spełnić. A jeśli człowiek wierzy, to wiadomo, że magia zadziała i nic jej nie zatrzyma:-)
Autorka zaserwowała nam tutaj nie tylko same miłe sceny, które ociekają lukrem. Tutaj właśnie pokazała nam domy, gdzie była przemoc. Gdzie mama pokazywała tajemniczy koc, który odgradzał chłopca od wszelkich złych wydarzeń, jakie miewały miejsce w momencie, kiedy ON wracał. To było magiczne schronienie, które zawsze się sprawdzało. Raz jednak chłopiec nie posłuchał i cały czar nie zadziałał. Wybiegł czym prędzej do mamy, a później pamiętał tylko jak kucał przy niej na posadzce. To wtedy poprosił każde magiczne stworzenie o coś, co przebiło wszystkie dotychczasowe prośby. Życzył sobie ze wszystkich sił domu dla siebie i mamy. Tych opowieści jest znacznie więcej. Niektórzy tutaj tęsknią za tymi, których już z nimi nie ma. Pozostałym miejscom chcą zapewnić dawną świetność osadzając w domach z własną legendą nowych starannie dobranych mieszkańców. Ludzi z pasją i miłością, a nie wypchanym portfelem i wysokim wzrokiem. U każdego z tych opowieści pojawia się pewien mankament, pewna trauma, czy też przykre wspomnienia, które chcieliby zamienić na spokój. W niektórych przestrzeniach czuć zapach pierniczków i przygotowania do czasu przed nimi. Nowy rozdział, to nowy miesiąc i kolejne postacie oczekujące na spełnienie swoich marzeń. Każdy z nich jest inny i miłe było to, że nie zostali podzieleni na pozytywnych i negatywnych, tylko na takich, którzy nawet nie oczekują pomocy, a jedynie wierzą, że każda sprawa zostanie pomyślnie rozwiązana. Nie ważne czy to Anioł ma zadanie do wykonania, czy może sam Święty Mikołaj. Nawet wróżki zostały zaangażowane, gdyż każda postać z odpowiednią wiarą i ilością cudów była tutaj ważna. Bo w momencie, kiedy dzwony kościelne wybijały swoisty rytm, to prośba tych ludzi rozchodziła się po wszechświecie. Niosła pieśń po wzgórzach i drzewach lecąc prosto w bielutkie chmury. Ten urok przechodzi również na czytelnika, dlatego tak ciężko jest się od niej oderwać. Okładka idealnie oddaje to, co zostało tutaj ukazane. Ze szczerego serca polecam każdemu, kto wierzy. A w co, to niech sam sobie dokończy:-)
,,Dom żyje dopóki nie świeci pustkami. Pokoje wietrzą się najlepiej, gdy są pełne ludzi. Ucieka z nich zaduch porzucenia, a zostaje czysta świeża radość. Dom wszystko to, co otrzymuje od ludzi, skrzętnie kumuluje, a potem dzieli się z mieszkańcami. Dlatego musi dostawać to, co najlepsze, najczulsze. Żeby móc potem tym emanować.".
Mówi się, że wszystko jest po coś, choć sens wielu zdarzeń dostrzegamy dopiero z czasem. Los splata ludzkie ścieżki w najmniej oczekiwanych momentach, stawiając na naszej drodze osoby, które są jak ciche anioły, obecne wtedy, gdy najbardziej ich potrzebujemy. Aniela, po latach spędzonych w starej rodzinnej willi, postanawia odmienić swoje życie. Przyjeżdża do Warszawy, aby spotkać się z najlepszą przyjaciółką Lolą, właścicielką kawiarni ,,Strony Strun", chociaż wie, że to tylko przystanek w jej podróży. To właśnie tam poznaje Jagodę i jej synka Stasia. Chłopiec zwierza się Anieli, że co wieczór prosi Świętego Mikołaja i Aniołka o nowy, bezpieczny dom dla siebie i mamy. Zbliżające się święta sprawiają, że zwyczajne spotkania zaczynają nabierać głębszego znaczenia, a to, co wydawało się niemożliwe, powoli staje się realne.
To ciepła, refleksyjna opowieść o tym, że zamknięcie jednego etapu życia często staje się początkiem kolejnego, pełnego nowych możliwości i dobrych zmian. Rozpoczyna się we wrześniu ,,miesiącu odnajdywania zagubionych dróg", a melancholijny nastrój towarzyszy bohaterom stojącym na życiowym zakręcie. Autorka opisuje codzienne problemy i trudne decyzje, ale przede wszystkim koncentruje się na relacjach międzyludzkich. Wyraźnie wybrzmiewa tu uważność wobec drugiego człowieka, pokazując, jak wiele może znaczyć chwila szczerej rozmowy, czy milczenie dzielone z kimś, kto rozumie więcej niż mówi. Delikatny, świąteczny klimat, który pojawia się wraz z grudniem, subtelnie dopełnia całość, podkreślając wagę bliskości i nadziei. To nie jest opowieść o cudach, lecz o drobnych gestach, życzliwości, które mają realną moc zmieniania codzienności. To powieść, która otula wrażliwością i nie raz ściśnie za serce.
Gdy pęknięcia stają się szczelinami dla światła - o wyjątkowości ,,Wzgórza aniołów" Magdaleny Kordel.
Czasem życie przypomina plac budowy, na którym nagle gasną wszystkie światła. Zdarzenie to zostawia nas z dojmującym wrażeniem, że zgubiliśmy drogę do domu. Szukamy wówczas ratunku w wielkich gestach i spektakularnych zwrotach akcji, zapominając jednak, że prawdziwe ocalenie rzadko przychodzi z hukiem. Najczęściej skrada się ono cicho, pod postacią drugiego człowieka, zapachu parzonej kawy czy nagłej odwagi, by w końcu przestać uciekać przed własnym cieniem. Mówi się wprawdzie, że dom to nie mury, lecz stan bezpieczeństwa. Co jednak zrobić, gdy stare fundamenty obracają się w niwecz, a my w swoim bagażu niesiemy tylko lęk i okruchy wspomnień?
Właśnie wtedy, w najmroczniejszą zimę naszych prywatnych światów, odkrywamy, że aniołowie nie zawsze mają skrzydła. Częściej noszą wyciągnięte swetry i parzą herbatę z cytryną, potrafiąc przy tym słuchać tak, jakby nic innego nie miało znaczenia. To właśnie w ich obecności uczymy się, że każde pęknięcie w naszym życiorysie to tylko szczelina, przez którą do środka może wpaść światło. Każdy koniec jest jedynie zasłoną, za którą czeka nowy początek, o ile tylko pozwolimy sobie na luksus nadziei i uwierzymy, że w chaosie zdarzeń nic nie dzieje się bez przyczyny.
O tej subtelnej sztuce odnajdywania siebie i drugiego człowieka opowiada Magdalena Kordel - strona autorska w swojej poruszającej powieści ,,Wzgórze aniołów". Pisarka stawia w niej trafną tezę, że nawet najbardziej pogruchotane życie można posklejać na nowo. Musimy tylko znaleźć w sobie siłę, by wyciągnąć rękę po pomoc i uwierzyć, że obcy ludzie mogą stać się naszą najbezpieczniejszą przystanią.
Autorka kreśli wielowymiarowy portret kobiecej siły, osadzając akcję w scenerii mroźnej, przedświątecznej Warszawy. Twórczyni powoli odkrywa przed nami historie bohaterek, które znalazły się w sytuacjach granicznych. Każda z nich nosi w sobie inny rodzaj bólu - od tęsknoty za utraconą przeszłością, przez rozczarowanie bliską osobą, aż po lęk o przetrwanie kolejnego dnia. Zamiast epatować dramatem, literatka skupia się na procesie powolnego odzyskiwania sprawczości. Buduje napięcie poprzez subtelne odsłanianie emocjonalnych warstw swoich bohaterów, pozwalając nam towarzyszyć im w drodze do tytułowego miejsca akcji. To symboliczna przestrzeń, gdzie strach wreszcie ustępuje miejsca ufności.
Warstwa formalna utworu harmonijnie współgra z jego emocjonalnym przekazem. Pani Kordel posługuje się językiem niezwykle obrazowym, który jest zarazem pozbawiony zbędnego patosu. Dzięki temu opowieść staje się autentyczna i bliska czytelnikowi. Konstrukcja książki opiera się na przeplatających się perspektywach różnych postaci, co nadaje całości dynamiki i pozwala spojrzeć na te same wydarzenia z wielu stron. Twórczyni po mistrzowsku operuje klimatem - potrafi w jednej chwili wywołać uśmiech dzięki błyskotliwym dialogom, by za moment skłonić do głębokiego wzruszenia. Ta równowaga między lekkością stylu a ciężarem poruszanych problemów stanowi o głównej sile warsztatu autorki.
Wartość tej powieści tkwi w niezwykle autentycznych i niesztampowych kreacjach postaci. Pisarka nie dzieli bohaterów na czarno-białych, lecz obdarza ich cechami, które czynią ich bliskimi każdemu z nas. Mamy tu do czynienia z dojrzałością, która mimo bagażu doświadczeń nie traci wiary w drugiego człowieka, oraz z młodością, którą los zmusił do przedwczesnego dorośnięcia. Ponadto Magdalena Kordel z ogromną czułością portretuje postacie drugoplanowe. Stanowią one doskonałą przeciwwagę dla trudniejszych wątków, tworząc barwną mozaikę ludzkich charakterów.
W tekście przeplata się gęsta sieć motywów, wśród których na pierwszy plan wysuwa się poszukiwanie własnego miejsca na ziemi. Rozumiemy je nie tylko jako dach nad głową, ale przede wszystkim jako emocjonalny port. Nakreślony tu wątek bezdomności serca pokazuje, że można czuć się wyobcowanym wszędzie, dopóki nie odnajdzie się wspólnoty opartej na szczerości. Kolejnym kluczowym elementem jest siła kobiecej solidarności oraz proces odkupienia i wybaczenia samemu sobie. Dzieło przypomina czytelnikowi, że przeszłość wcale nie musi definiować naszej przyszłości.
Unikalność tej historii kryje się w jej emocjonalnej uczciwości. Autorka nie obiecuje prostych rozwiązań ani magicznych uzdrowień. Jej mądrość przejawia się w pokazaniu, że prawdziwa siła nie polega na całkowitej samowystarczalności. To raczej odwaga bycia kruchym i gotowość do przyjęcia wsparcia. W świecie promującym sukces pisarka nobilituje empatię oraz cierpliwość, udowadniając, że najtrwalsze mosty buduje się z drobnych, codziennych aktów dobroci.
Lektura tej powieści to przede wszystkim głębokie doświadczenie wewnętrzne. Pozostawia ono odbiorcę z kojącym przeświadczeniem, że żadna zima nie trwa wiecznie. Każdy, kto choć raz poczuł ciężar samotności, odnajdzie w utworze cząstkę siebie i przejrzy się w losach bohaterek niczym w lustrze. Książka zmusza do zastanowienia nad tym, jak często oceniamy innych po pozorach, zostawiając nas z ważnym przesłaniem: odwaga, by poprosić o pomoc, nie jest słabością, lecz pierwszym krokiem do wolności.
Choć tekst jest przesycony zimową atmosferą, byłoby błędem traktowanie go wyłącznie jako lektury sezonowej. To historia, po którą warto sięgnąć o każdej porze roku, ponieważ ciężar poruszanych zagadnień nie podlega kalendarzowi. Wielowymiarowość problemów sprawia, że jest to literatura głęboko humanistyczna i aktualna zawsze wtedy, gdy potrzebujemy przypomnienia o potędze ludzkiego ducha.
Tę pozycję polecam każdemu, kto w literaturze szuka czegoś więcej niż tylko rozrywki. Jest to idealna propozycja dla dusz zmęczonych pośpiechem, potrzebujących odpowiednika ciepłego koca i szczerej rozmowy. Spodoba się osobom ceniącym prozę psychologiczną oraz tym, którzy w chwilach zwątpienia chcą uwierzyć w wyjście z matni. To powieść dla wrażliwców, którzy dostrzegają magię w zwyczajności i nie boją się wzruszeń.
Opisywany utwór to rzadki dowód na to, że słowo pisane może być jednocześnie plastrem na rany i drogowskazem w ciemności. Wracając do obrazu pogasłych świateł - ta opowieść przypomina nam, że nawet gdy sami nie umiemy znaleźć włącznika, obok może pojawić się ktoś pomocny. Potrzyma on dla nas latarkę, dopóki znów nie poczujemy się bezpieczni we własnym domu. To lektura, która zostaje pod powiekami długo po przewróceniu ostatniej strony.
Czasami odnoszę nieodparte wrażenie, że mój Anioł Stróż jest olbrzymem, albo ma zmiennika. Pilnowanie mnie na pewno nie jest łatwe. Raz na jakiś czas musi mnie ratować przed upadkiem, takim fizycznym, częściej przed tymi duchowymi. A może ... jest Wzgórze Aniołów, skąd oni przychodzą. Tam zaś mają ,,bazę odpoczynkową"? Hm, przyznajcie, że i tak mogłoby to wyglądać? Który złapał oddech ten działa dalej... ale czy anioły się męczą? No nic, dość tych dziwnych wywodów.
Jagoda z synkiem, Stasiem, wciąż żyje w lęku. Dzieli codzienność z mężczyzną, który nie staje na wysokości zadania i nie otacza ich należytą opieką i wsparciem. Chłopiec marzy o bezpiecznym domu, w którym nie trzeba będzie się ukrywać. No może tylko z powodu beztroskiej zabawy w chowanego. Aniela z kolei postanawia sprzedać dom i przyjechać do Warszawy, gdzie ma serdeczną przyjaciółkę prowadzącą lokal Strona Strun. Martynie wali się świat, przynajmniej na tę chwilę. Zostaje porzucona przed ołtarzem... czy jeszcze odnajdzie prawdziwe szczęście?
To zdecydowanie nie jest cukierkowa historia świąteczna. Magdalena zawarła tu życiowe trudności, z którymi przychodzi mierzyć się nie tylko bohaterom, ale i nam samym. Mimo tego jest tu ogrom ciepła otulającego serce czytelnika, niczym najcieplejszy kocyk. Sprawdzi się na ostatnie dni roku wprost idealnie.
W życiu Majki nareszcie wszystko się ustabilizowało. Wygląda na to, że po wielu perypetiach znalazła nie tylko swoje miejsce na ziemi, ale też miłość i...
Okno z widokiem to powieść pełna zagadek i nieoczekiwanych zwrotów akcji. Przeszłość miesza się z teraźniejszością, przez wiele lat skrywane sekrety...
Przeczytane:2026-01-15, Ocena: 6, Przeczytałam, Mam, Wyzwanie - wybrana przez siebie liczba książek w 2026 roku - 100, Literatura obyczajowa,
ᴛʏᴛᴜᴌ ʀᴇᴄᴇɴᴢᴊɪ: 𝗠𝗮ł𝗲 𝗴𝗲𝘀𝘁𝘆, 𝘄𝗶𝗲𝗹𝗸𝗮 𝗺𝗼𝗰
Są takie książki, które otwierają się jak drzwi do świata, w którym od razu czuję się u siebie. 𝑊𝑧𝑔ó𝑟𝑧𝑒 𝑎𝑛𝑖𝑜łó𝑤 Magdaleny Kordel to właśnie taka opowieść, ciepła i poruszająca, pełna ludzkich emocji, nadziei i drugich szans. Od pierwszych stron otuliła mnie spokojem, choć pod powierzchnią kryje się ból, tęsknota i pragnienie odnalezienia własnego miejsca w świecie. To historia, która przypomina, że nawet z najtrudniejszych doświadczeń może wyrosnąć coś dobrego, jeśli tylko pozwolimy sobie uwierzyć w ludzi i w dobro, które w nich mieszka. Opowieść Magdaleny Kordel emanuje ciepłem i emocjami, które poruszają najczulsze struny serca. Pokazuje, że każdy koniec otwiera drzwi do czegoś nowego i wartościowego, trzeba tylko odważyć się zrobić pierwszy krok. Czytałam ją z prawdziwą radością, a ciekawość sprawiała, że z każdą stroną coraz bardziej chciałam poznać zakończenie tej historii.
„Strony Strun” to lokal prowadzony przez ekscentryczną starszą panią, Lolę. Miejsce to pełni rolę kawiarni, księgarni i klubu jazzowego, a wkrótce połączy losy przypadkowych ludzi. To jesienne przytulisko na wszystkie pory roku, bo właśnie jesienią łatwiej oswaja się z rozpaczą. To miejsce wspomnień, tęsknoty za młodością i pociechy na wszelkie bolączki. Nie ma znaczenia, gdzie się znajduje, bo tak naprawdę to Lola jest jego sercem, azylem i lekarstwem na samotność. Miłość bywa czasem przereklamowana, lecz przyjaźń pozostaje uczuciem stałym i niezawodnym, któremu można w pełni zaufać. Lola jest człowiekiem dobrym i życzliwym, otwartym na wszystkich i gotowym dzielić się swoim dobrem.
Początkowo czułam lekkie zagubienie, gdy wszystkie postacie znalazły się w „Stronach Strun”. Nie byłam pewna, jaką rolę każda z nich odegra w tej historii i co je ze sobą łączy. Z czasem okazało się, że w pozornej przypadkowości kryje się głęboki sens. Aniela przyjeżdża do Warszawy po sprzedaży domu, w którym spędziła wiele lat swojego życia. To dla niej początek nowego rozdziału i próba odnalezienia siebie. Jagoda, uwikłana w toksyczny związek, szuka tu choćby chwili wytchnienia. Towarzyszy jej sześcioletni synek Staś, który każdego wieczoru prosi świętego Mikołaja o bezpieczny dom dla siebie i mamy. Martyna opuszcza Szydłów po tym, jak jej pazerny narzeczony nie pojawia się w urzędzie stanu cywilnego, a jego rodzice wyrzucają ją z pracy. Ucieka do Warszawy, licząc na spokój i anonimowość, i dzięki przyjacielowi Wiktorowi znajduje pracę w „Stronach Strun”, gdzie on sam odnalazł swoje bezpieczne miejsce. Rysiu, zakapior z warszawskiej Pragi o wyglądzie łobuza, ale ze złotym sercem, powtarza, że wszystko jest po coś. Każda z tych postaci niesie w sobie ciężar doświadczeń, ale też potrzebę miłości i nadziei. Aniela nie zdaje sobie jeszcze sprawy, jak bardzo jej przyjazd odmieni życie wielu ludzi, nie tylko jej samej.
𝑊𝑧𝑔ó𝑟𝑧𝑒 𝑎𝑛𝑖𝑜łó𝑤 to słodko-gorzka historia, raz smutna, raz zabawna, rozświetlona błyskotliwymi dialogami między Lolą a Anielą. Nie brakuje w niej odrobiny magii, bo choć to powieść świąteczna, jej przesłanie jest ponadczasowe. Każdy z nas ma swojego ziemskiego anioła, kogoś, kto pojawia się wtedy, gdy najbardziej go potrzebujemy. Aniela stała się aniołem dla wszystkich, podobnie jak Lola, i to w sposób zupełnie nieoczekiwany.
𝑊𝑧𝑔ó𝑟𝑧𝑒 𝑎𝑛𝑖𝑜łó𝑤 przedstawia ludzi, którzy pomagają innym nie z obowiązku, lecz z potrzeby serca. Każdy z nich działa inaczej, ale nie potrzebuje planu, by po prostu czynić dobro. To opowieść o tym, jak trudno być sprawiedliwym w świecie, w którym nie każdy ma równe szanse. Los często prowadzi nas w miejsca, których się nie spodziewamy, i stawia na naszej drodze ludzi, którzy pojawiają się niczym ciche anioły w chwilach największej potrzeby. Zbliżające się święta sprawiły, że nawet drobne spotkania nabrały wyjątkowego znaczenia, a to, co wydawało się niemożliwe, stało się realne.
Aniela, opuszczając starą willę, zdecydowała się rozpocząć nowy rozdział życia. Przyjechała do Warszawy, by spotkać się z Lolą, oddaną przyjaciółką i właścicielką niezwykłej kawiarni „Strony Strun”. To właśnie tu poznaje Jagodę i jej małego synka. Staś wyznaje Anieli, że każdego wieczoru prosi świętego Mikołaja o bezpieczny dom dla siebie i mamy. Dzięki Anieli i Loli Jagoda, która długo nie dopuszczała do siebie myśli o odejściu od oprawcy, w końcu podejmuje radykalne kroki, by ocalić syna. Niebagatelne znaczenie w tej historii ma również Rysiu, o którym autorka pisze, że trudno być kryształowym i trzymać się prawa, gdy nie ma się gdzie spać i co jeść.
𝑊𝑧𝑔ó𝑟𝑧𝑒 𝑎𝑛𝑖𝑜łó𝑤 to ciepła i pełna refleksji historia o tym, że zakończenie jednego etapu życia może otworzyć drogę do czegoś nowego. Akcja powieści zaczyna się we wrześniu, „miesiącu odnajdywania zagubionych dróg”, a lekkie nuty melancholii towarzyszą bohaterom stojącym przed ważnymi wyborami. Autorka uważnie obserwuje ich codzienne troski i decyzje, pokazując towarzyszące im emocje i potrzebę bliskości. A kończy się w grudniu, „w miesiącu krótkich dni, czasu łączenia starego z nowym”, gdy nadeszła Wigilia, nieśpiesznie i we właściwym czasie, a wszyscy zebrali się w domu, który stał się dla nich prawdziwym azylem.
𝑊𝑧𝑔ó𝑟𝑧𝑒 𝑎𝑛𝑖𝑜łó𝑤 to nie jest opowieść o wielkich cudach, lecz o małych gestach, które mają moc odmieniać codzienność. Magdalena Kordel przypomina, że prawdziwe anioły istnieją. To są ludzie, czasem zupełnie obcy, którzy wyciągają rękę, ofiarowując pomoc, dobre słowo i nadzieję. Ta książka to historia o miłości, przyjaźni i odwadze, które potrafią dodać siły i otuchy w najtrudniejszych momentach.
Autorka w subtelny sposób ukazuje, że więzi między kobietami mają ogromną moc, a zwykłe słowo, drobny gest czy sama obecność mogą zapoczątkować coś pozytywnego, a czasem całkowicie odmienić bieg wydarzeń. Ten motyw kobiecej solidarności i wzajemnego wsparcia zrobił na mnie ogromne wrażenie. Takich historii bardzo nam potrzeba. To nic, że Wigilia już dawno za nami, bo cuda mogą zdarzać się przez cały rok. Cudem jest człowiek, miłość i troska o innych. Magię świąt można zatrzymać w codzienności, w prostych gestach, wspólnym gotowaniu, przytuleniu, byciu ze sobą i dla siebie. W miłości.
𝐶𝑧ł𝑜𝑤𝑖𝑒𝑘 𝑝ł𝑎𝑐𝑧𝑒 𝑖 𝑟𝑜𝑧𝑝𝑎𝑐𝑧𝑎 𝑡𝑦𝑙𝑘𝑜 𝑤𝑡𝑒𝑑𝑦, 𝑘𝑖𝑒𝑑𝑦 𝑚𝑎 𝑗𝑒𝑠𝑧𝑐𝑧𝑒 𝑛𝑎𝑑𝑧𝑖𝑒𝑗ę. 𝐾𝑖𝑒𝑑𝑦 𝑛𝑖𝑒 𝑚𝑎 ż𝑎𝑑𝑛𝑒𝑗 𝑛𝑎𝑑𝑧𝑖𝑒𝑖, 𝑟𝑜𝑧𝑝𝑎𝑐𝑧 𝑝𝑟𝑧𝑦𝑏𝑖𝑒𝑟𝑎 𝑝𝑜𝑠𝑡𝑎ć 𝑠𝑡𝑟𝑎𝑠𝑧𝑙𝑖𝑤𝑒𝑔𝑜 𝑠𝑝𝑜𝑘𝑜𝑗𝑢.