Dodi Al-Fayed - wielka miłość czy wakacyjny romans księżnej Diany?

Data: 2021-12-16 13:59:44 Autor: Piotr Piekarski
udostępnij Tweet
News - Dodi Al-Fayed - wielka miłość czy wakacyjny romans księżnej Diany?

Kiedy oświadczał się jej brytyjski następca tronu, zrobił to w ogrodzie swojej wieloletniej kochanki. Czuję się jak owca prowadzona na rzeź i wiem, że nic nie mogę zrobić. To wesele to najgorszy dzień w moim życiu. Gdybym to ja mogła decydować - chciałabym, żeby zabrał swoją kobietę i zniknął z mojego życia - zwierzała się jeszcze przed ślubem, na który czekał cały świat.

Stała się prawdziwą inspiracją i natchnieniem dla setek milionów ludzi, ale w życiu prywatnym przez kolejnych piętnaście lat żyła w cieniu innej kobiety, którą w poczuciu rozpaczliwej bezradności nazwała rottweilerem. Jej tragiczna, tajemnicza śmierć, kiedy w końcu odnalazła miłość u boku innego mężczyzny, do dziś budzi olbrzymie kontrowersje. 

Kim był Dodi Al-Fayed – wakacyjnym kochankiem czy wielką miłością księżnej Diany? Ich wspólną historię opisuje Iwona Kienzler w swojej książce Księżna Diana. Miłość, zdrada, samotność, opublikowanej przez Wydawnictwo Bellona. Poznajmy lepiej historię mężczyzny, który stał się szczególnie bliski księżnej Dianie w ostatnich chwilach jej życia:  

Dodi Al-Fayed - producent filmowy

Gdyby nie macocha Diany, Raine, Dodi w ogóle nie pojawiłby się w życiu księżnej Walii. Lady Di zwróciła na niego uwagę dzięki drugiej żonie zmarłego ojca. Kiedy księżna rozwodziła się z Karolem, postanowiła pogodzić się z macochą i uporządkować relacje z kobietą, z którą jej ojciec, w zgodzie i szczęściu, przeżył szesnaście lat. Raine była zdziwiona pojednawczym gestem Diany (który wykonała jako jedyna z czwórki jej pasierbów) i, ponieważ nie była osobą mściwą ani pamiętliwą, puściła w niepamięć nieporozumienia i spotkała się z księżną. To właśnie Raine, a nie matka Diany, Frances, wspierała ją po rozwodzie, udzielając rad i pomagając uspokoić się po tym smutnym wydarzeniu. Frances, z którą Diana nigdy się dobrze nie dogadywała, nie nadawała się na pocieszającą przyjaciółkę, bo sama wymagała pomocy i wsparcia po tym, jak jej drugi małżonek porzucił ją w 1988 roku, odchodząc do młodszej kobiety. Po rozstaniu z mężem popadła w alkoholizm, a w 1996 roku została ukarana za jazdę pod wpływem alkoholu. Zraniła najmłodszą córkę, twierdząc w jednym z wywiadów, iż Diana będzie szczęśliwsza jako zwyczajna kobieta, nieobarczona tytułem „Jej Wysokości”, ponieważ dopiero wówczas będzie mogła być sobą. Diana miała na ten temat zupełnie inne zdanie, dlatego uznała wypowiedź matki za niepotrzebną i szkodliwą. Potem ich relacje się pogorszyły, bo Frances postanowiła uczestniczyć w życiu najmłodszej córki i zadzwoniła do pałacu, wygłaszając przemówienie na temat, jej zdaniem, nieodpowiednich mężczyzn, z którymi spotykała się Diana. Do pojednania obu bliskich sobie kobiet próbował doprowadzić Paul Burrell, ale szybko się przekonał, iż wtrącanie się do rodzinnych nieporozumień jest niemądre i nieskuteczne. Z czasem Frances znalazła ukojenie w wierze, przechodząc na katolicyzm, a w końcu wręcz popadając w dewocję. Wszystko to z pewnością nie pomogło jej w nawiązaniu lepszych relacji z księżną Walii. W przeciwieństwie do mającej problem z alkoholem matki Diany jej macocha, rozwiedziona z trzecim mężem, doskonale nadawała się na pocieszycielkę. Ona też postarała się o zaproszenie dla Diany na przyjęcie w Connaught Hotel wyprawione przez właściciela Harrodsa, równie bogatego, co kontrowersyjnego, Mohameda Al-Fayeda, na którym miał być obecny jego najstarszy syn. Raine znała dobrze Mohameda, bo zaledwie kilka dni po rozwodzie z trzecim mężem otrzymała od niego zaproszenie do wejścia w skład rady nadzorczej Harrodsa, które, jako bizneswoman, oczywiście przyjęła. A ponieważ wówczas utrzymywała dobre stosunki z będącą dopiero co po rozwodzie Dianą, opowiadała o niej każdemu i wychwalała pasierbicę. Pewnego razu Mohamed, przerywając Raine jej monolog poświęcony księżnej Walii, zaczął mówić o swoim najstarszym synu Emadzie, zwanym w rodzinie i przez przyjaciół po prostu Dodim, sugerując, że dobrze by było, gdyby księżna poznała go bliżej. Dodi był owocem związku egipskiego milionera z pierwszą, nieżyjącą już żoną Samirą, córką znanego handlarza sztuki, Adnana Khashoggi. Po ukończeniu najlepszych szkół w Egipcie i Szwajcarii syn Mohameda został studentem Królewskiej Akademii Wojskowej w Sandhurst, a potem dostał przydział do lotnictwa Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Z czasem jednak okazało się, że bardziej niż lotnictwo interesuje go świat filmu, dlatego Dodi został producentem filmowym.

W czasie gdy Mohamed wychwalał przed Raine najstarszego syna, ten przebywał w Los Angeles, oficjalnie finansując kontrakty filmowe, a w rzeczywistości korzystając z hojności ojca i ofiarowanego przez niego kieszonkowego w kwocie 100 tysięcy dolarów miesięcznie i wiodąc barwne i niewątpliwie emocjonujące życie bogatego playboya. Młody Al-Fayed był z zawodu producentem filmowym, ale bez większego powodzenia. Zrealizował kilka filmów, niektóre z nich były rzeczywiście dobre. Największy sukces odniosły niewątpliwie „Rydwany ognia”, które zdobyły aż cztery Oscary, w tym najważniejszy – za najlepszy film fabularny. Potem nie miał już takich osiągnięć, choć jego dwa filmy o specu od efektów specjalnych w filmie o Rolliem Tylerze, którego zagrał Bryan Brown „F/X” i „F/X2” cieszyły się dużą popularnością. Może sprawdziłby się jako producent, gdyby więcej czasu spędzał w studiu filmowym niż na suto zakrapianych imprezach, w trakcie których wynajmowane rezydencje doprowadzał do kompletnej ruiny. Kiedy miał taką potrzebę, zawsze mógł skorzystać z licznych domów ojca, w tym rezydencji w Szkocji, apartamentów w Nowym Jorku, Dubaju, we Włoszech i Szwajcarii, czy też, wartego dwadzieścia siedem milionów dolarów, jachtu. Jeździł luksusowymi samochodami, należącymi do niego lub do jego ojca, często też latał odrzutowcem Mohameda. Miał wiele kochanek, a zamiłowanie do płci pięknej zniszczyło jego pierwsze małżeństwo z piękną modelką Suzanne Gregard, para wzięła rozwód zaledwie po ośmiu miesiącach po ślubie. Dodiemu bardziej zależało na sławie niż majątku, co bardzo podobało się jego ojcu. Mohamed byl bogaty, ale chciał, aby jego syn znalazł się w kręgach brytyjskiej arystokracji, tym bardziej że angielscy lordowie i hrabiowie (w przeważającej większości) traktowali Mohameda jak parweniusza. Pomimo że był właścicielem najbardziej ekskluzywnego domu towarowego w Wielkiej Brytanii, w którym zakupy robili członkowie rodziny królewskiej, bezskutecznie starał się o uzyskanie brytyjskiego obywatelstwa. Na przeszkodzie stały jego niezbyt uczciwe interesy i niejasna sytuacja podatkowa. Ministerstwo Handlu i Przemysłu oficjalnie podało w wątpliwość legalność interesów prowadzonych przez Egipcjanina na terenie Wielkiej Brytanii. Mohamed był też oskarżany o próbę przekupstwa kilku parlamentarzystów. Nie był więc człowiekiem nieskazitelnym.

Kiedy Dodi poznał Dianę

Nie wiadomo, czy Raine wiedziała, jaki naprawdę jest Dodi, uwierzyła w wyidealizowany obraz młodego człowieka, jaki przedstawił jej Mohamed i zadbała o to, by Dodi poznał Dianę. Macocha księżnej lubiła właściciela Harrodsa, z którym łączyło ją upodobanie do niewybrednych dowcipów. Niejednokrotnie mówiła, że bardzo do siebie pasują. W tej sympatii była odosobniona, brytyjski establishment uważał Al-Fayeda za prostaka i dorobkiewicza. Księżna Walii także lubiła przyjaciela macochy, znała go od dziecka, bo Mohamed był przyjacielem jej ojca. Mawiała o nim, iż tak samo jak ona został odsądzony od czci i wiary przez angielski establishment. Diana znała również jego syna, którego poznała w 1987 roku na meczu polo rozegranego między drużyną Harrodsa a drużyną księcia Karola, potem spotykała się z nim przelotnie jeszcze kilka razy, ale początkowo między nimi nie zaiskrzyło. Traktowali się raczej po przyjacielsku, a Al-Fayed odnosił się do Diany z szacunkiem, należnym zajmowanej przez nią pozycji. Dopiero interwencja Raine sprawiła, że tych dwoje zaczęło się do siebie zbliżać, choć początkowo o żadnym romansie nie było mowy. Zresztą Dodi, chociaż rzeczywiście był playboyem przebierającym w pięknych dziewczętach, głównie w modelkach, jako mężczyzna nie wywarł na księżnej oszałamiającego wrażenia: był od niej niższy, zaczynał łysieć i miał lekko zarysowany brzuszek, w niczym więc nie przypominał olśniewającego amanta, za jakiego w oczach kobiet chciał uchodzić. Od poprzedniego ukochanego księżnej Dodi bardzo się różnił, choć, podobnie jak Khan, miał awersję do ćwiczeń fizycznych, poza tymi w łożu, w towarzystwie pięknych modelek. A jednak miał pewien urok, który sprawiał, że bez najmniejszego trudu zdobywał kobiece względy; być może na przedstawicielki płci przeciwnej działały jego szaroniebieskie oczy, zmysłowy głos, charakterystyczny akcent, a może nienaganne maniery. Wśród kochanek Al-Fayeda nie zabrakło celebrytek i piękności – uległa mu księżna Monako, Stefania, aktorki: Brooke Shields, Daryl Hannah, Brit Ekland czy Patsy Kensit oraz córka Franka Sinatry, Tina. Co ciekawe, żadna z dam, z którymi łączył go choćby przelotny romans, nigdy nie wspominała go źle. Nawet jego była żona, Suzanne Gregard, miała o nim dobre zdanie: „Był taki romantyczny i troskliwy. I nie brał życia zbyt poważnie. Raz, w czasie kolacji przy świecach, stół, przy którym siedzieliśmy, złamał się, a cały indyk upadł na podłogę. Śmialiśmy się jak wariaci. I za to go kochałam”.

Dodi Al-Fayed – playboy, który się ustatkował

W chwili gdy w jego życiu zjawiła się księżna Walii, był związany z jedną z top modelek, Kelly Fisher, z którą się zaręczył, a przygotowania do, wyznaczonego na 9 sierpnia, ślubu były zaawansowane. Przyszła pani Al-Fayed otrzymała nie tylko zaręczynowy pierścionek wart sto trzydzieści tysięcy dolarów, lecz także dużo pieniędzy. Wspólne gniazdko para zamierzała sobie uwić w kupionej wcześniej przez młodego Egipcjanina willi w Malibu, niegdyś należącej do Julie Andrews. Jeżeli wierzyć Kelly, rozmawiając o wspólnej przyszłości, mówili o dzieciach, dwóch synach, o których marzył Dodi.

Czytaj również: Biografie Windsorów. Książki o Harrym i Meghan

Zdaniem najbardziej znanego biografa księżnej, Andrew Mortona, sprawy ułożyłyby się zupełnie inaczej, i lady Di nawet nie przyjechałaby do Francji, gdzie związała się z Al-Fayedem, gdyby nie zbytnia ostrożność brytyjskich służb specjalnych. Pierwotnie księżna wraz z synami miała wyjechać do USA na zaproszenie miliardera Teddy’ego Forstmanna, z którym niegdyś też przeżyła przelotny romans, ale wówczas tę dwójkę łączyła przyjaźń. Miliarder zaprosił ją z synami do rezydencji w Hamptons, ale zanim księżna udała się w podróż, musiała uzyskać formalną zgodę angielskich i amerykańskich służb specjalnych. Brytyjczycy obawiali się jednak o bezpieczeństwo książąt, upatrując w wyjeździe do USA jakichś bliżej niezidentyfikowanych zagrożeń, i dlatego nie udzielili zgody na planowany przez Dianę wyjazd. Księżna miała jednak plan awaryjny – przyjęła zaproszenie Mohameda Al-Fayeda na wakacje, które wraz z jego rodziną miała spędzić na Riwierze Francuskiej. Kiedy lady Di wraz z synami weszła na pokład należącego do Al-Fayeda odrzutowca „Gulfstream IV”, została otoczona opieką gospodarza, jego żony Heini oraz czwórki ich dzieci. Spragniona rodzinnego ciepła poczuła się wyjątkowo dobrze i bezpiecznie w objęciach tej licznej, kochającej się arabskiej rodziny. William i Harry także doskonale czuli się w otoczeniu arabskiego przyjaciela ich zmarłego dziadka ze strony matki, zwłaszcza kiedy po przyjeździe do Saint-Tropez mogli ścigać się na skuterach wodnych. Humor wkrótce popsuli im paparazzi. Tym razem jednak natrętnym fotografom nie udało się zepsuć dobrego nastroju ich matce, która, odziana w kostium w lamparcie cętki, prezentowała się wyjątkowo korzystnie, skacząc do wody z pokładu jachtu Al-Fayeda. Wkrótce prasa na całym świecie prezentowała zdjęcia księżnej jako dowód jej świetnej formy. Diana zrobiła też na złość Camilli, obchodzącej w tym samym czasie urodziny, ponieważ wiadomości o przyjęciu urodzinowym kochanki Karola zostały przyćmione przez informacje o księżnej korzystającej z gościny kontrowersyjnego egipskiego biznesmana. Zaaferowani piękną księżną Walii dziennikarze nie zauważyli przyjazdu Dodiego, który wkrótce dołączył do ekipy wypoczywającej na jachcie ojca, „Jonikalu”. Synowi Al-Fayeda towarzyszyła narzeczona, panna Kelly Fisher, ale nie zabrał jej ze sobą na jacht. Słynna modelka mieszkała na należącym do jego ojca szkunerze cumującym w pobliskiej przystani, i nawet nie przeczuwała, że planowany przez nią ślub nigdy nie dojdzie do skutku. Nikt się nie spodziewał, że Dodi i Diana zostaną parą, nawet ambitny ojciec playboya nie marzył o takim rozwoju sytuacji.

Początkowo wydawali się tylko parą dobrze bawiących się przyjaciół. „Dogadywali się ze sobą, ale nie sądziłam, że coś z tego wyniknie” 2 – wspominała potem jedna ze stewardes zatrudniona na jachcie. Bywało, że ganiali się po pokładzie, rzucając w siebie kawałkami jedzenia, a potem spędzali długie godziny na rozmowach, a Dodi krążył między willą ojca (w której mieszkała księżna Walii), jachtem (którym od czasu do czasu wybierali się w rejs po okolicy) a szkunerem, gdzie zakwaterował narzeczoną. W efekcie noce spędzał z Kelly, natomiast dnie – z Dianą. Księżna doskonale bawiła się w jego towarzystwie, a jej synowie naprawdę go polubili. Dodi tak naprawdę wciąż był nieodpowiedzialnym chłopcem, dlatego szybko znalazł wspólny język z Williamem i Harrym. Jego sympatia u młodych książąt znacznie wzrosła, gdy na kilka nocy wynajął całą dyskotekę, gdzie bawili się razem z matką i gośćmi Al-Fayeda, nienagabywani przez nachalnych dziennikarzy. Dodi mógł utrzymywać w tajemnicy przed narzeczoną to, że na jachcie ojca gości piękna księżna, bo zapracowana Kelly wyjechała na pokaz mody do Nicei i wróciła już po wyjeździe Diany.

Czytaj również: Dynastia Windsorów. Historia, początki

Księżna wyjechała jednak wcześniej, niż planowała, gdyż cudowne chwile na jachcie w towarzystwie Dodiego zepsuła tragiczna wiadomość o zamordowaniu znanego projektanta mody, Gianniego Versacego, zastrzelonego 15 lipca 1997 roku na schodach swojego domu w Miami Beach przez Andrew Cunanana. Do dziś nie wiadomo, dlaczego sprawca, który kilka dni później popełnił samobójstwo, strzelał do znanego projektanta. Diana, doskonale znająca Gianniego, który był jednym z jej ulubionych projektantów, była bardzo zmartwiona tą wiadomością. Przez kilka kolejnych dni dziennikarze na próżno koczowali przed posiadłością Al-Fayeda, by sfotografować księżną. Była żona brytyjskiego następcy tronu zaszyła się w domowym zaciszu, by spokojnie przeżywać smutek po śmierci Versacego. 20 lipca razem z chłopcami wróciła do Londynu, oczywiście korzystając z prywatnego samolotu Mohameda. William i Harry wyjeżdżali do Balmoral, gdzie czekali już na nich ojciec, dziadkowie oraz mnóstwo atrakcji zorganizowanych specjalnie z myślą o nich, w tym tor gokartowy, na którym uwielbiali się ścigać. Tymczasem ich matka, wypoczęta i opalona, ze zdwojoną energią zabrała się do swoich obowiązków związanych z działalnością dobroczynną, odwiedzając między innymi Northwick Park Hospital, gdzie spotkała się z chorą na raka czterolatką przechodzącą właśnie sesję chemioterapii. Księżna była w doskonałym nastroju, w jaki wprawiły ją nieoczekiwane prezenty czekające na nią w pałacu Kensington: cztery tuziny róż oraz zegarek o wartości sześciu tysięcy funtów. Szczodrym ofiarodawcą był oczywiście Dodi.

Pogrzeb Versacego

Później tego samego dnia skorzystała z propozycji Eltona Johna, by razem z nim, prywatnym odrzutowcem artysty, polecieć do Mediolanu, na pogrzeb Versacego zaplanowany na 23 lipca. Zdjęcia księżnej Walii w skromnej czarnej sukience, podtrzymującej zapłakanego Eltona Johna obiegły potem cały świat. Jak się okazało, piosenkarz łkał przez cały czas trwania nabożeństwa, a uspokoił się tylko na chwilę, by razem ze Stingiem odśpiewać „Psalm 23”.

Wracając z tej smutnej uroczystości, księżna, która zapewne chciała się jakoś pocieszyć, pojechała do Paryża, gdzie spotkała się z Dodim. Udała się z nim na romantyczną kolację w restauracji Lucas Carton, mieszczącej się nieopodal hotelu Ritz, należącego do Mohameda Al-Fayeda, a potem na wycieczkę do należącego do niego niewielkiego zameczku, będącego niegdyś własnością zdetronizowanego Edwarda VIII, księcia Windsoru i jego ukochanej Wallis. Biograf księżnej Walii, Donald Spoto, twierdzi, że wtedy byli już kochankami, a ich przyjaźń przerodziła się w miłość już w połowie lipca, ale Morton uważa, że wówczas jeszcze Dodi był oficjalnym narzeczonym panny Fisher. W Paryżu para spędziła noc osobno, księżna spała w apartamencie cesarskim hotelu Ritz, natomiast młody Al-Fayed w swoim paryskim mieszkaniu. 27 lipca księżna pojechała na krótko do Londynu, by w pierwszych dniach sierpnia znów wsiąść na pokład samolotu Al-Fayeda, a potem udać się na pokładzie jego jachtu w sześciodniowy rejs między Korsyką a Sardynią. Oczywiście, razem z Dodim. Para początkowo zajmowała dwie oddzielne kajuty, ale kiedy jacht dopłynął do wyspy Piana, leżącej na południe od Korsyki, pewien reporter uchwycił na zdjęciu ich pocałunek. Fotografia została opublikowana przez media na całym świecie, a jej autor otrzymał za nią sześciocyfrowe honorarium. Świat, a razem z nim Kelly Fisher, dowiedział się o wakacyjnym romansie Dodiego i księżnej Diany zaledwie na tydzień przed planowanym ślubem…

Czytaj również: Brytyjski dwór królewski. Jak działa, ile kosztuje, jakie skrywa tajemnice?

Były ukochany lady Di, Hasnat Khan, musiał czuć się wyjątkowo niedobrze, przeglądając „Sunday Mirror”, który nowemu romansowi jego byłej partnerki poświęcił aż dziesięć stron. A może Dianie właśnie o to chodziło? Może chciała upokorzyć dawnego kochanka, który nie był na tyle zdeterminowany, by przyznać się do związku z najpopularniejszą kobietą świata i nie miał aż tyle odwagi, by żyć z nią w blasku fleszy? Może chciała mu udowodnić, że nawet księżna Walii może być z muzułmaninem, a kwestie religijne nie liczą się w związku kochających się ludzi. Jeżeli rzeczywiście romans z Dodim miał na celu odzyskanie uczuć pakistańskiego kardiologa, to był to nieskuteczny krok: Khan, widząc medialną wrzawę, jaka odtąd towarzyszyła Dianie i Dodiemu, uznał, że dobrze zrobił, kończąc romans.

Złamane serca

Kelly ze łzami w oczach opowiadała prasie o niewierności swego narzeczonego, o jego podłym postępku, swoim złamanym sercu oraz o zmarnowanych pieniądzach związanych z odwołaniem ślubu i wesela. Niemal do dnia śmierci jej byłego narzeczonego i księżnej odgrażała się publicznie, że będzie domagać się od mężczyzny odszkodowania za straty moralne i wiarołomstwo. Wyznania amerykańskiej modelki pogrążyły młodego Al-Fayeda. Media nazywały go odtąd „egipskim playboyem”, a „Daily Star” porównał go do „szczura”.

Dla Diany, przyzwyczajonej do obecności mediów, cała ta sytuacja stanowiła jednak pewne novum: po raz pierwszy w życiu wyjechała w podróż z mężczyzną, który nie był jej mężem, i jako rozwódka nie musiała się tym przejmować. Medialna wrzawa wokół jej nowego kochanka wcale jej nie dziwiła. Wcześniej już twierdziła, że każdy mężczyzna, jaki się z nią zwiąże, musi się liczyć z zainteresowaniem mediów oraz z tym, że prasa będzie go krytykowała. Pytany przez dziennikarzy o zdanie na temat romansu byłej żony książę Karol po raz pierwszy zachował się wobec Diany, jak na dżentelmena przystało, mówiąc: „Jestem szczęśliwy, jeśli ona jest szczęśliwa”. Chociaż romans księżnej trwał zaledwie tydzień, spekulowano na temat jej ewentualnego małżeństwa z Dodim, a o zdanie w tej kwestii zapytano nawet ekspertkę w dziedzinie uczuć, matkę macochy Diany, Barbarę Cartland. Jej wypowiedź w tej kwestii brzmiała: „Owszem, Dodi powinien być Anglikiem [ze względu na dzieci], ale jak wszyscy wiemy, już raz była z Anglikiem, co okazało się straszne”. Tymczasem Diana, po tygodniu wakacji na jachcie, wróciła do Londynu, by odpocząć przed planowanym wyjazdem do Bośni, w ramach kampanii przeciwko stosowaniu min przeciwpiechotnych. Na dzień przed planowanym ślubem swojego ukochanego spokojnie jadła kolację w pałacu Kensington, nie przejmując się tłumem reporterów czekających na nią za ogrodzeniem, a nazajutrz udała się do Bośni, gdzie znów dała się poznać jako osoba wyjątkowo wrażliwa na nieszczęście innych. Szczególny podziw wzbudziło jej zachowanie podczas meczu koszykówki nastolatków, będących ofiarami wybuchów min i pozbawionych jednej, a czasem nawet dwóch kończyn dolnych. Wszyscy oglądający to spotkanie byli bardzo przygnębieni, zwłaszcza że niektórzy gracze byli tak okaleczeni, że mogli jedynie pełzać po parkiecie. A tymczasem księżna, nie przejmując się niczym, weszła na boisko, usiadła pomiędzy niepełnosprawnymi graczami, a potem włączyła się do rozgrywki, pełzając i przesuwając się na pośladkach tak samo, jak robili to okaleczeni chłopcy. Innym razem na spotkaniu posadziła obok siebie dwóch tak samo poszkodowanych w wybuchu min chłopców – muzułmanina i Serba, należących przecież do dwóch wrogich sobie grup etnicznych, tak jakby chciała pokazać światu oraz im samym, że wojna, nieszczęście i kalectwo mogą dotknąć każdego bez względu na religię i narodowość.

Wróżka księżnej Diany

11 sierpnia wróciła do Londynu, a następnego dnia spotkała się z Dodim, który helikopterem należącym do ojca zabrał ukochaną na spotkanie z jej wróżką, Ritą Rogers, mieszkającą w Lower Pilsley w Derbyshire. Tym razem księżna nie odwiedzała jej, aby zapytać o plany losu wobec jej samej i nowego mężczyzny w jej życiu – chciała odwiedzić umierającego na raka partnera Rity. Z Dodim rozstała się dwa dni później. Egipcjanin miał lecieć do Malibu, ponoć po to, by wybrać dom dla siebie i ukochanej, wszak para nie mogła mieszkać w willi, którą kupił dla poprzedniej narzeczonej. Tymczasem Diana poleciała na kolejne wakacje, tym razem na greckie wyspy, a towarzyszyła jej jedna z przyjaciółek, Rosa Monckton. Zanim udała się w podróż, zadzwoniła do synów, by zapewnić ich, iż zobaczą się zaraz po jej powrocie, zaplanowanym na 31 sierpnia.

Czytaj również:  Elżbieta Bowes-Lyon – biografia. Królowa Matka.

Obie kobiety razem z trzyosobową załogą cieszyły się wypoczynkiem, nie musząc odganiać się od natrętnych paparazzich. Oczywiście rozmawiały o swoim życiu osobistym, w tym także o Dodim, a Diana wyznała Rosie, że przy nim „czuła się jak w niebie”. Ale tak właśnie czuły się wszystkie jego partnerki, łącznie z Kelly: obsypywane czułościami i drogimi prezentami przez namiętnego, miłego i opiekuńczego syna Al-Fayeda. Diana zwierzyła się Rosie, że te kosztowne podarki bardzo ją krępowały, miała bowiem wrażenie, jakby mężczyzna, dając je, chciał kupić jej uczucie. Jedyne, czego pragnęła, to mieć przy sobie kogoś, kto wreszcie dałby jej poczucie ciepła i bezpieczeństwa, ale patrząc na życiorys Dodiego, należałoby mieć poważne wątpliwości, czy jest to mężczyzna mogący zapewnić kobiecie stabilizację. Diana chyba zdawała sobie z tego sprawę, skoro zapytana po powrocie do domu przez reportera o małżeńskie plany, zirytowana odparła: „Nie wiem, czy po to niedawno wyszłam z nieudanego małżeństwa, by zaraz potem wejść w drugie”.

Romans czy miłość?

Tymczasem ojciec Dodiego, Mohamed, zacierał ręce uradowany takim obrotem sprawy. Uznał, że jego syn spotkał kobietę swego życia i wreszcie poznał prawdziwą miłość. O tym, że Diana mogłaby nie pokochać tak wspaniałego, jego zdaniem, chłopca, nawet nie myślał. Już wyobrażał sobie minę królowej na wieść o tym, że przyrodni bracia Williama, przyszłego króla, będą muzułmanami i będą nosić nazwisko Al-Fayed, chociaż brytyjski rząd trzykrotnie odrzucił podanie o obywatelstwo składane przez ich dziadka. Na wszelki wypadek udzielił synowi ojcowskiego upomnienia, by nie ważył się skrzywdzić Diany, i by w końcu się ustatkował u boku tej pięknej kobiety. Tymczasem jego bliska przyjaciółka Raine miała znacznie bardziej racjonalny obraz związku swojej pasierbicy z synem właściciela Harrodsa. Twierdziła, że Diana u boku Dodiego istotnie przeżywała najpiękniejsze chwile w swoim życiu i była w nim nawet zakochana, ale nie znaczyło to bynajmniej, że chciała zostać jego żoną. „Na kilka tygodni przed śmiercią powiedziała mi: «Jestem taka szczęśliwa, w końcu jest ktoś, kto o mnie myśli». Jeśli weźmiemy pod uwagę, że słowa te padły z ust osoby, która zajmowała się chorymi ludźmi w szpitalach i wygłaszała przemówienia, dojdziemy do wniosku, że jakkolwiek wszystkie te zajęcia dawały jej ogromną satysfakcję, to były bardzo wyczerpujące. Czasami czujemy, że ludzie wysysają z nas całą energię. To właśnie przydarzyło się Dianie. Była wszystkimi tymi sprawami zmęczona. Potrzebowała trochę czasu, aby naładować baterie i wydaje mi się, że Dodi jej w tym pomógł”. Wiele kobiet przeżyło wakacyjną miłość, z której nic poważniejszego nie wynikło i której wspomnienie wciąż pielęgnują, uciekając myślami do tych letnich chwil, gdy prztłaczają je codzienne sprawy. Rosa wspominała, że chociaż Diana rozpływała się w zachwytach nad Dodim, w przypływie zdrowego rozsądku przyznała ze smutkiem, że nie jest to dla niej odpowiedni mężczyzna.

Identyczne zdanie miało wielu jej przyjaciół, w tym jej kamerdyner Paul Burrell, który modlił się, aby wakacyjny romans jego szefowej nie skończył się ślubem i to nie dlatego, jak twierdził Morton, że nie chciał stracić pracy i wpływu na księżną. Oddany jej jak przyjaciel bał się, że Diana po raz kolejny może przeżyć bolesne rozczarowanie, a tego jej psychika mogłaby nie wytrzymać. Podobnie uważała jego żona Maria. Oboje rozmawiali o tym z księżną na krótko przed jej wyjazdem. Jeżeli wierzyć Paulowi, Diana nie widziała w Dodim kandydata na męża i ojczyma swoich dzieci, zwłaszcza że miała uzasadnione podejrzenia, iż jest uzależniony od kokainy. Swojemu kamerdynerowi zwierzyła się, że mężczyzna często zamyka się w łazience, skąd dochodzi ją odgłos pociągania nosem, a po wyjściu podejrzanie często kicha, obwiniając o to klimatyzację. Ponieważ doszły do niej słuchy o planowanym przez Al-Fayeda zakupie pierścionka, głośno zastanawiała się, czy powinna go przyjąć, skoro nie planuje z Dodim wspólnego życia. Wówczas Paul doradził jej, aby prezent przyjęła, ale nie nosiła pierścionka na serdecznym palcu lewej ręki, jak na narzeczoną przystało, ale na serdecznym palcu prawej ręki, jako dowód przyjaźni łączącej parę. Nie wiemy też, czy Dodi rzeczywiście ją kochał, czy traktował jako kolejne trofeum do bogatej kolekcji księżnych (po Karolinie z Monako), z którymi miał romans. To, że zabiegał o jej względy i obsypywał prezentami, o niczym nie świadczy. Ten doświadczony uwodziciel wiedział, jak postępować z pięknymi kobietami.

Burrell szukał nowej pracy, gdyż jego szefowa planowała wyjechać z Anglii i zamieszkać w Stanach Zjednoczonych. „Podobał się jej sposób, w jaki traktowała ją prasa, lubiła ludzi i poczucie wolności jakie tam miała” – twierdził jej znajomy, David Puttman, pomagający jej w poszukiwaniach domu w USA. I plany te były coraz bardziej realne, gdyż księżna zainteresowała się zakupem willi w Malibu, a nawet wybrała pokoje dla synów.

Co ciekawe, Diana wcale nie zamierzała spędzić ostatnich dni sierpnia w towarzystwie „egipskiego playboya”, ale miała zamiar wyjechać z przyjaciółką Laną Marks na pięć dni do Mediolanu, gdzie zdążyła już zarezerwować pokój w hotelu Four Seasons. Miała także kupione bilety na samolot. Lana, rozmawiając potem na ten temat z prasą, twierdziła, że przyjaciółka zwierzyła się jej, iż związek z Egipcjaninem zmierza ku końcowi. Niestety, plany związane z podróżą do Włoch trzeba było odwołać, gdyż niespodziewanie zmarł ojciec Lany, i w rezultacie księżna miała wolny tydzień przed powrotem synów z Balmoral. W takiej sytuacji przyjęła zaproszenie Dodiego, z którym miała spędzić siedem dni na jachcie „Jonikal”, pływając wzdłuż Riwiery Francuskiej i Sardynii. I te plany udało się jej zrealizować. Po tygodniu beztroski para postanowiła przedłużyć wakacje i spędzić noc w Paryżu, zanim Diana powróci do Londynu i spotka się z synami, za którymi już zdążyła się stęsknić. Kiedy jednak samolot Al-Fayeda wylądował na paryskim lotnisku Le Bourget, bardzo pożałowali swojej decyzji, widząc tłum żądnych sensacji paparazzich. Odtąd dziennikarze i fotoreporterzy nie odstępowali ich na krok, towarzysząc im w drodze do hotelu oraz w wycieczce do willi Edwarda, księcia Windsoru, na którą zdecydowali się po drodze. Oboje byli przerażeni, widząc kilkanaście motocykli otaczających wiozący ich pojazd, który przecież jechał wyjątkowo szybko. Na motorach siedzieli nie tylko kierowcy, ale i fotoreporterzy niebezpiecznie wychylający się z siedzenia, by móc zrobić zdjęcie księżnej i jej partnerowi.

Powiedz: tak!

W hotelu Ritz para zajęła apartament cesarski. Kiedy księżna udała się do fryzjera, Dodi wymknął się z hotelu, by kupić pierścionek wart sto dwadzieścia pięć tysięcy funtów, opatrzony napisem „Powiedz «tak»”. Wścibscy reporterzy wyczuli sensację i w prasie pojawiły się artykuły, których autorzy spekulowali, czy producent przypadkiem nie oświadczy się księżnej w trakcie kolacji. Ale z pierścionkiem kupionym rzekomo u jubilera na placu Vendôme wiąże się pewna tajemnica: ów podarek nie został nigdy znaleziony – ani na palcu samej księżnej, ani we wraku samochodu, którym jechała para w noc wypadku. Co więc widzieli dziennikarze, śledzący Al-Fayeda? Tych dwoje rzeczywiście chciało się udać na kolację, ale objechawszy kilka restauracji, śledzeni przez nieodłącznych paparazzich, zdegustowani panującym tam tłokiem i sensacją, jaką wśród gości i obsługi mogłaby wywołać ich obecność, zdecydowali się zjeść w hotelowej restauracji. Ale i tam czuli się nieswojo, bo wszyscy goście na ich widok podnieśli wzrok znad talerzy i przerwali rozmowę. Wówczas Dodi zdecydował się przenieść z hotelu do swojego prywatnego apartamentu i tam w spokoju zjeść posiłek. Był jednak jeden problem: przed hotelem wciąż czatowali na nich reporterzy, których obecność męczyła zarówno Dianę, jak i jej partnera. Dyrekcja hotelu bezzwłocznie wezwała Paula Henriego, czterdziestojednoletniego rezerwowego kierowcę Ritza, cieszącego się bardzo dobrą opinią zwierzchników i gości korzystających z jego usług, który miał niepostrzeżenie wywieźć Dodiego i księżną, unikając wścibskich dziennikarzy. Paul wkrótce zaparkował służbowe auto w hotelowym garażu i przez chwilę rozmawiał z innymi pracownikami Ritza, z których nikt, a wspominam o tym celowo, nawet nie zauważył, by mężczyzna był pod wpływem alkoholu, chociaż on sam nie stronił od kieliszka. Dyskutowano, jak najbezpieczniej wywieźć księżną i towarzyszącego jej Egipcjanina oraz zwieść paparazzich. Zdecydowano się na małe oszustwo: przed hotelem zaparkowano cztery wozy, w tym mercedesa i range rovera, a wśród reporterów rozpuszczono pogłoskę, że około godziny 23.00 Diana i Dodi opuszczą hotel, by jeszcze raz odwiedzić zameczek należący niegdyś do księcia Windsoru, bowiem ta urokliwa budowla tak bardzo spodobała się Dianie, że poprosiła partnera, by spędzili tam noc. W międzyczasie Paul miał podjechać na tyły hotelu, by zabrać księżną i Dodiego wychodzących wyjściem dla personelu, a następnie jechać na południe, przez rue Camon, plac Zgody, w kierunku Sekwany. Potem kierowca miał jechać na zachód, wzdłuż nabrzeża Sekwany przez Cours la Reine oraz Cours Albert Premier, przez tunel pod mostem Alma, a stamtąd – na północ w stronę Łuku Triumfalnego, skąd już było niedaleko do mieszkania Dodiego.

Ucieczka przed paparazzi

Zgromadzeni wokół hotelu reporterzy nie doczekali się wyjścia księżnej o godzinie 23.00. Para opuściła hotel dopiero o północy, wychodząc, tak jak było zaplanowane, tylnym wyjściem, a w tym samym czasie parkujące od frontu Ritza mercedes i range rover, o tej samej porze, ruszyły spod hotelu, wcześniej okrążając zebranych tam dziennikarzy. W tym samym czasie samochód wiozący Dianę i jej partnera odjechał spod tylnych drzwi budynku. Miejsca z przodu zajmowali kierowca i ochroniarz Trevor Rees-Jones, natomiast księżna i Dodi siedzieli z tyłu, Diana po prawej, a jej partner po lewej stronie pojazdu. Początkowo wydawało się, że fortel się udał i Paulowi uda się umknąć dziennikarzom, ale tuż przy wjeździe do tunelu Alma dopadło ich kilku reporterów na motorach. Paul postanowił im uciec, doskonale zdając sobie sprawę, że kiedy tylko paparazzi zorientują się, dokąd jadą, zawiadomią kolegów, a wówczas jego pasażerowie stracą szansę na spokojny posiłek w domowym zaciszu. Warto dodać, że nikt w pędzącym z niemałą prędkością samochodzie nie miał zapiętych pasów…

Henri, pewny swoich umiejętności, wjeżdżając do tunelu jeszcze przyspieszył, i nagle znalazł się tuż za jadącym o wiele wolniej pojazdem. Poganiany przez szefa, skierował pojazd w prawo, chcąc wyminąć jadący przed nim samochód, fiata uno, który blokował mu lewy pas, tracąc przy tej okazji panowanie nad kierownicą. Tył pojazdu, zataczając się, uderzył w prawą ścianę tunelu, a Paul, chcąc jakoś wyjść z tej sytuacji, gwałtownie skręcił kierownicą w lewo, a kierowany przez niego pojazd uderzył w jeden z potężnych filarów stanowiących wsparcie stropu tunelu i rozdzielających oba pasy jezdni. Mercedes przekoziołkował, a następnie bezładnie sunął po jezdni, zanim w końcu się zatrzymał. W efekcie wypadku pojazd zmienił się w kupę złomu, a zmiażdżony przód samochodu wepchnął silnik na przednie siedzenie. Paul i Dodi zginęli na miejscu, Rees-Jones był ciężko ranny, miał zmasakrowaną twarz i niemal wyrwaną szczękę. W wypadku ranna została także Diana, której ciało zakleszczyło się pomiędzy przednimi siedzeniami pojazdu. Było dwadzieścia cztery minuty po północy.

Ostatnie chwile księżnej Diany

Tuż po tym tragicznym zdarzeniu na miejsce przyjechał przejeżdżający przypadkiem tunelem lekarz Frederic Maillez, który, widząc pogruchotany pojazd, zatrzymał się, by sprawdzić, co stało się z pasażerami i kierowcą. Zorientował się, że dwaj mężczyźni stracili życie, a stan jednego jest bardzo ciężki, natomiast jasnowłosa kobieta, w której lekarz nie rozpoznał księżnej Walii, była półprzytomna, ale z jej lewego ucha i nosa płynęła krew. Jak się okazało, doznała wstrząsu hipowolemicznego, inaczej zwanego krwotocznym, znajdowała się więc w stanie zagrożenia życia. Na skutek wstrząsu, w rezultacie silnego krwawienia, w organizmie nie ma wystarczającego przepływu krwi do jego narządów, co wiąże się z utratą tak ważnych substancji jak chociażby tlen, a to doprowadza do poważnych zaburzeń funkcjonowania organów i w końcu do śmierci. Jest to zresztą główna przyczyna zgonów osób, które wcześniej odniosły obrażenia i uszkodzenia ciała w wyniku urazów. Na domiar złego siła uderzenia wyrwała z serca księżnej tętnicę płucną, w związku z czym jej serce zaczęło się gwałtownie kurczyć i księżna przeszła kilka poważnych zawałów. Stan Diany był tak poważny, że wymagał bezzwłocznej interwencji lekarskiej, ale Maillez, przyjrzawszy się jej bliżej, mylnie uznał, że nie doznała ona tak drastycznych obrażeń jak ochroniarz. Kilka sekund później na miejsce zdarzenia dotarli pierwsi dziennikarze, a potem policja. Roztrzaskanego mercedesa otoczyli reporterzy, robiąc zdjęcia umierającej księżnej. W przeciwieństwie do doktora Mailleza szybko rozpoznali tożsamość rannej kobiety, ale początkowo nikt nie przypuszczał, że jej stan jest krytyczny. O 1.15 z wraka wyjęto ciała Dodiego i jego kierowcy. W przypadku Diany i ochroniarza, proces ten trwał o wiele dłużej, gdyż obawiano się, że zbytni pośpiech i nieostrożność mogą im jeszcze bardziej zaszkodzić. Dopiero gdy księżna trafiła do karetki, lekarze zorientowali się, że jej stan jest krytyczny, i podjęli decyzję o bezzwłocznym przewiezieniu jej na oddział ratunkowy szpitala. Eskortowana przez francuską policję karetka jechała bardzo wolno, co było uzasadnione ciężkim stanem kobiety. Zbyt duża szybkość mogłaby bowiem wywołać u niej kolejny zawał serca, a to mogłoby ją zabić. Lekarze w szpitalu Pitié-Salpétrière z zespołu dwóch znamienitych chirurgów Bruno Riou i Alaina Pavie ponad dwie godziny walczyli o jej życie, nie tracąc nadziei na jej uratowanie. W trakcie akcji okazało się, że księżna odniosła bardzo poważne obrażenia: miała ciężki uraz klatki piersiowej, gwałtowny krwotok, złamaną rękę i nogę oraz poważne rany w okolicy biodra. Jej ciśnienie drastycznie spadło, ale chirurdzy sądzili, że dobra kondycja i stosunkowo młody wiek sprawią, że jednak przeżyje, tym bardziej że dokonali cudu, zszywając porozrywane tętnice. Niestety, okazało się, że większość jej wewnętrznych organów jest za bardzo uszkodzona, a lady Di przeżyła wcześniej poważny atak serca. Walka o jej życie trwała ponad dwie godziny, ale okazała się bezskuteczna. O godzinie 4.00 nad ranem, 31 sierpnia 1997 roku, księżną Dianę uznano za zmarłą. Zanim jednak odeszła na zawsze, o 3.00 rano ambasador Wielkiej Brytanii wezwał francuskiego księdza ojca Yves’a Clocharda-Bousseta, który zdążył umierającej udzielić ostatniego namaszczenia, a kiedy stwierdzono jej zgon, czuwał przy niej przez kolejne cztery godziny.

Powyższy tekst stanowi fragment publikacji Iwony Kienzler Księżna Diana. Miłość, zdrada, samotność, opublikowanej przez Wydawnictwo Bellona. Książkę kupicie w popularnych księgarniach internetowych:

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Książka
Księżna Diana. Miłość, zdrada, samotność
Iwona Kienzler0
Okładka książki - Księżna Diana. Miłość, zdrada, samotność

Kiedy oświadczał się jej brytyjski następca tronu, zrobił to w ogrodzie swojej wieloletniej kochanki. Czuję się jak owca prowadzona na rzeź i wiem, że...

dodaj do biblioteczki
Wydawnictwo