Musisz mnie ukryć! Fragment książki „Tajemnica z Auschwitz"

Data: 2019-11-26 11:41:51 Autor: Sławomir Krempa

Za każdym numerem wytatuowanym na przedramieniu, kryje się tajemnica. Ta wyszła na jaw dopiero 75 lat po Auschwitz.

Czy można być bohaterem i tchórzem zarazem? Fatalnym mężem i jeszcze gorszym ojcem, a jednak zasłużonym patriotą? Jaka jest najwyższa cena, którą można zapłacić za Polskę?

- Wojnę zwykle oglądamy przez pryzmat opowieści mężczyzn, żołnierzy, partyzantów. Stają się bohaterami, którzy zmieniają świat, stawia się im pomniki, odznacza i poświęca hasła w encyklopediach. Tymczasem w „Tajemnicy z Auschwitz" opisuję losy kobiety, która do obozu koncentracyjnego trafiła jako zakładniczka za działającego w podziemiu męża. Na jego powstała masa opracowań, ona wymieniana jest w nich zaledwie dwukrotnie: „żonaty z…” i „zmarła w…” W miarę poszukiwań okazało się, że takich zakładniczek za męża w obozach było mnóstwo, tylko jakoś się o nich nie opowiada. Nie wiemy zbyt wiele o frontach, na których walczyły kobiety. Chciałam ocalić choć ten maleńki puzzelek historii...

- przeczytajcie wywiad z Niną Majewską-Brown

Stefania doświadczyła piekła na własnej skórze. Będąc żoną słynnego partyzanta AK, trafiła za niego do Auschwitz. Zakładniczka i ofiara „męskiej“ wojny, sama znalazła się na froncie. Jej wojna to obozowe baraki, place apelowe i kilometry drutów pod napięciem. Głód, selekcja i ciągłe zagrożenie śmiercią. Paniczny strach o dzieci, wyrzuty sumienia i ból. A jednak przetrwała. Przeszła przez piekło Auschwitz, Ravensbrück, Flossenbürg. Przeżyła „marsz śmierci“ do Zwodau. Duża w tym zasługa Jürgena – strażnika-esesmana, który jak ona zostawił w domu dwie małe córeczki. To, co ich połączyło, to jeszcze przyjaźń czy już miłość. Tego nie napisał żaden scenarzysta, tę historię napisało życie.

Pragnę by świat zrozumiał, że prawdziwymi bohaterami nie zawsze są ci, stawiani na cokołach. My kobiety, zazwyczaj ciche i skromne, wspierające mężczyzn na frontach ich życiowej walki, aktorki drugiego planu, wielokrotnie płaciłyśmy najwyższą cenę za sławę naszych ojców, mężów i synów.

- Ewa, córka Stefanii

Do lektury książki Tajemnica z Auschwitz zaprasza Wydawnictwo Bellona. W ubiegłym tygodniu zaprezentowaliśmy w naszym serwisie jej premierowe fragmenty. Dziś czas na kolejną odsłonę tej historii: 

– Co się dzieje?

– Pospiesz się, zaraz tu będą!

– Kto? – Choć doskonale wiem, kogo ma na myśli, nie potrafię powściągnąć pytania.

– Niemcy, szybko, musisz mnie ukryć! – Florian pospiesznie odsuwa niewielką szaę na buty, która stoi pod wieszakiem na nasze palta.

– Co się stało? Coście znowu zrobili?

– To nie pora na zadawanie pytań, pospiesz się! Ukryj mnie, bierz dzieci i uciekajcie.

– Przecież ja nic nie zrobiłam – mówię jak patentowana idiotka, jakbym nie zdawała sobie sprawy, że w dzisiejszych czasach nie ma najmniejszego znaczenia, czy coś zrobiłam, czy nie.

– Nieważne, bierz dzieciaki i uciekaj!

– Gdzie? – pytam bezradnie, bo niby dokąd miałabym uciec z dwiema małymi dziewczynkami i powolną matką? Przecież w lesie znaleźliby nas szybciej, niż można to sobie wyobrazić.

– Uciekaj! Już! – Pospiesznie zaczyna rozsuwać płaszcze, za którymi wisi wielka skóra dzika, ozdobiona paskudną głową z pustymi oczodołami. Za nią znajdują się małe drzwi do skrytki, którą Florian zaprojektował podczas budowania domu.

Nim zdążę zrozumieć, co się dzieje, mój mąż znika i gdyby nie opadająca skóra, trudno by było uwierzyć, że jeszcze przed chwilą stał przede mną. Zdążam tylko poprawić wiszące okrycia i odskoczyć od wieszaka, gdy drzwi z łomotem się otwierają. W atmosferze grozy wpada pięciu gestapowców z karabinami w dłoniach, krzycząc coś, czego w pierwszej chwili nie rozumiem.

Jest samo południe.

Czuję, jak ziemia usuwa mi się spod nóg. Mimo że wielokrotnie wcześniej wizualizowałam sobie taką sytuację, instruowałam siebie, co powinnam zrobić, co powiedzieć i jak się zachować, teraz, gdy to się dzieje naprawdę, nie jestem w stanie wykonać najmniejszego ruchu. Zaczynam się pocić, na zmianę robi mi się zimno i gorąco i nie potrafię opanować drżenia nóg. Stoję jak sparaliżowana z wytrzeszczonymi oczyma, niema i niezdolna do działania, podczas gdy oni rozbiegają się po domu, przewracając sprzęty, zrzucając ze stołu naczynia, po chwili ich ręce są wszędzie. W mojej bieliźniarce, w szafce w łazience, w szaach kuchennych, jeden wbiega na strych, inny grzebie w obudowie zegara. Wszystko, co można zrzucić i wyrzucić, ląduje na podłodze, tak że po chwili w domu panuje koszmarny bałagan. Nie ma to dla mnie znaczenia, bo wiem, że nic tu nie znajdą, a jednak rozkwita we mnie strach, że może coś przeoczyłam, że może Florian coś przyniósł i zostawił w jakimś kącie.

– Mamo!!!

– Ja chcę do mamy!!!

Dziewczynki zaczynają rozpaczliwie płakać. Przerażona, niczego nierozumiejąca matka krzyczy, jedynie Zosia, rozkładając szeroko ręce, usiłuje chronić małe własnym ciałem. Jeśli piekło istnieje, to z pewnością tak właśnie wygląda. Nie sposób sobie wyobrazić takiego strachu. Nie sposób opowiedzieć, co czuje człowiek, gdy w oczy zagląda mu śmierć.

– Ręce do góry! Schnell!

Na dworze panuje okropny zgiełk i hałas. Psy ujadają jak wściekłe, po chwili słychać dwa strzały i urywany skowyt jednego z nich uświadamia nam, że ucichły na zawsze. Dom w kłębach kurzu, przy wtórze ryku silników i niemieckich komend natychmiast zostaje otoczony. Trwamy z podniesionymi rękami, nie zważając na to, że ramiona stają się coraz cięższe i cierpną. Serce mi pęka, gdy widzę, jak Ewa z Basią podnoszą rączki i milczą, pobladłe i przerażone. Matka, jak to ona, po chwili zaczyna protestować, ale zaraz zostaje uciszona ciosem kolby w biodro. Jęczy i daje za wygraną.

Nie wiem, na co liczyła. Że starsza pani zrobi na nich wrażenie? Czasy, gdy istotne były pochodzenie, status społeczny i majątek, dawno minęły. Teraz ważne jest tylko to, czy ma się dostatecznie aryjskie rysy twarzy, odpowiednio czystą krew i zapiekłe, spójne z nazistowskimi poglądy.

Naraz zdaję sobie sprawę, że nie pomogą tłumaczenia, usprawiedliwienia, a sąd nad nami odbędzie się tu i teraz. I podświadomie zaczynam się bać bólu. Nie chcę, by dzieci umierały na moich oczach, ale też nie chcę, by widziały moją śmierć. Wiem, że żadna z nas nie będzie w stanie wymazać tego obrazu z pamięci.

Niemal czuję, jak w okolicznych, choć sporo od nas oddalonych domach ludzie chowają się po kątach, jak pada na nich cień nieszczęścia, które nas dotyka. Jak oddychają z ulgą, że niemieckie budy ominęły ich domostwa. Jak się boją, uciekają do lasu, ukrywają swoje tajemnice. Wiem, że gestapo w naszym domu oznacza zagrożenie także dla nich. Ale jednocześnie mam świadomość, że ktoś z nich musiał nas wydać.

– Gdzie twój mąż?! – Najważniejszy i najsztywniejszy gestapowiec podchodzi do Zosi na odległość kilku centymetrów i bezceremonialnie wrzeszczy jej prosto w twarz.

We wpadających promieniach słońca, które jak gdyby nigdy nic przenika przez robione na szydełku firanki, widzę, jak ostrym słowom towarzyszy fontanna kropelek śliny opadających na jej skórę, włosy i ubranie. Dziewczynki płaczą coraz głośniej i rozpaczliwiej.

– Mamo!!! – krzyczą jednocześnie.

– To mój dom – spieszę z wyjaśnieniem.

– Zamknij się. – Stojący obok żołnierz wymierza mi siarczysty policzek.

Uderzenie odrzuca moją głowę, tak że obijam boleśnie skroń o twardą boazerię, a skóra pali jak przypalana rozgrzanym do czerwoności żelazkiem. Łzy bólu i złości, dotychczas ukryte pod powiekami, teraz ciekną mi po twarzy.

– Mamo!

– Mamo! Ja chcę do mamy!

– Mamo! Mamo!

Odruchowo przesuwam językiem po zębach, sprawdzając, czy są na swoim miejscu. Tymczasem oficer, jak się domyślam po jego władczej postawie, uderza w twarz niespodziewającą się ciosu Zosię, zostawiając na jej twarzy ciemnoczerwoną plamę, po czym kieruje ciężkie kroki w moją stronę.

– Chodź tu! – wrzeszczy tak, że mimowolnie zaczynam cała drżeć, ale jednocześnie ze strachu nie jestem w stanie zrobić kroku. – Głucha jesteś?!

Pchnięcie kolbą w plecy wyrywa mnie z marazmu i robię krok w jego kierunku. On tymczasem dopada mnie, chwyta lewą ręką mocno za żuchwę i zbliża twarz do mojej, tak że czuję jego nieprzyjemny kwaśny oddech zmieszany ze smrodem papierosów. Ma bladoniebieskie, niemal wodniste oczy z dwiema brązowymi plamkami na lewej tęczówce. Już wiem, że nigdy ich nie zapomnę.

Basia wyrywa się innemu gestapowcowi i dopada do moich nóg, zaraz za nią biegnie nieporadnie mała Ewa. Potyka się w połowie drogi i przewraca, szeroko rozkładając ręce, ale podnosi się szybko i też wiesza się na mojej sukience. Czuję ich ciepłe małe rączki i odruchowo opuszczam dłonie, by pogłaskać je po główkach.

– Trzymaj ręce w górze! – krzyczy do mnie jeden z Niemców i wydaje polecenie, by zabrać dzieci.

– Nie, błagam, zostawcie je, nic im nie róbcie! – Bezradnie miotam się w spazmach rozpaczy.

– To powiedz, gdzie jest Florian.

– Nie wiem. – Boże, jak bardzo się boję!

– Zastanówmy się: naprawdę nie wiesz, gdzie jest twój mąż? – To mówiąc, chwyta Basię za warkoczyk i przyciąga do siebie. Mała krzyczy z bólu i przerażenia, wije się jak piskorz, ale mężczyzna jest zbyt silny, by mogła sobie z nim poradzić. Może ci się przypomniało?

– Nie wiem, nie mam pojęcia. Rano jak codziennie poszedł do lasu.

– Po co?

– Do pracy. Jest leśniczym. – Nieznacznie nabieram odwagi i mój oddech powolutku się wyrównuje.

– Ciekawe.

– Błagam, proszę, puśćcie ją, powiem wszystko, co wiem. Niemiec patrzy na mnie z zadowoleniem jak na zaszczute zwierzę. Jego satysfakcja, poczucie wyższości i władza materializują się między nami.

– No proszę, widzę, że wraca ci pamięć. – Puszcza małą, która natychmiast do mnie dopada. – Weźcie je! – Machnięciem ręki pokazuje jednemu ze stojących za mną żołnierzy, by zaprowadził dziewczynki do pokoju.

Zostają wepchnięte brutalnie do naszej sypialni, a klucz w zamku zostaje przekręcony. Zza drzwi dobiega histeryczny, rozpaczliwy płacz, któraś z nich szarpie klamkę, a ja nic nie mogę zrobić. Nie mogę ich uspokoić ani okłamać, że nic się nie dzieje. Są takie małe, Ewa nie ma jeszcze trzech latek, Basia ma prawie sześć. Moje kruszynki.

– Gdzie on jest?

Wrzask gestapowca przywraca mnie do rzeczywistości.

– Nie wiem, poszedł do lasu.

– Co tam robi?

– Pracuje – powtarzam dobrze przećwiczoną kwestię. – Jest leśniczym.

– Czym się zajmuje?

– Dokładnie nie wiem. Prowadzi tartak, wycina drzewa…

– Kogo ukrywacie?

– My? – Robię wielkie oczy. – Nikogo – odpowiadam niemal oburzona.

– Lepiej się przyznaj, to kara będzie mniejsza.

Patrzy na mnie ironicznie. Bawi się ze mną jak kot z myszą i widzę, jak bardzo jest zadowolony z tego, że on może wszystko, mnie zaś nie wolno nic. Niespodziewanie staje się moim bogiem, od którego zależy, czy będę żyć, czy przetrwają moje dzieci, czy będzie istniał mój świat. Jednak nie potrafię się do niego modlić. Jak największa naiwniaczka liczę, że zdarzy się cud.

Ale oczywiście takie rzeczy nikomu się nie przytrafiają. Przynajmniej nie mnie. Mogę tylko grać w tę grę, błagając o litość. Mogę tylko powtarzać jak mantrę, że nic nie wiem.

– Ja nikogo nie ukrywam.

– Kim są te kobiety? – Groźnie spogląda na matkę i Zośkę. Widzę, że podobnie jak ja nie mają siły trzymać dłużej uniesionych rąk. Powoli nasze ramiona, milimetr za milimetrem, opadają, a oni na szczęście nie każą nam ich ponownie unosić.

Stado niespokojnych mrówek zaczyna wędrować w kierunku opuszek, boleśnie przywracając w kończynach krążenie. Zginam i rozprostowuję palce, zmuszając mrówki do szybszego biegu. Odzyskuję czucie, bardzo boli mnie też wkręcony w maszynkę palec.

– To moja matka i siostra.

– Co tu robią? Odpowiadaj pełnymi zdaniami, bo… – Zamierza się na mnie, a ja odruchowo się odchylam i zaraz czuję szturchnięcie kolby między łopatkami.

– Moja matka, Maria Stawowy, mieszka z nami, odkąd straciła mieszkanie, a moja siostra, Zofia, mieszka w domu nieopodal.

– Gdzie twój mąż?

– Nie wiem…

Powtarzamy tę litanię pytań i odpowiedzi jeszcze kilka razy, a ja drżę na myśl o tym, że mogą zapytać o to dzieci. Małe, naiwne stworzenia, nie przeczuwając zagrożenia, z pewnością pokazałyby paluszkami, gdzie ukrył się tata. Przecież widziały, jak się chował za płaszczami.

– Albo Florian pojawi się w domu, albo was zabierzemy.

– Ale ja nie wiem…

Zastanawiam się, co teraz myśli Florian. Przecież przez szpary widzi i słyszy, co się dzieje. Czy wyjdzie, by nas ratować? Wiem jednak, że jego ujawnienie się byłoby śmiertelnym zagrożeniem, że wydałby na siebie wyrok. Ale z drugiej strony nie chcę ponosić konsekwencji jego działań, jego walki. Chcę być z córkami. Jestem rozdarta. Tak bardzo bym chciała, żeby dali nam spokój, tak bardzo chciałabym przytulić dziewczynki, tak bardzo nie chcę tu stać, być tutaj. Tak bardzo pragnę, by Florian wyszedł, powiedział, że o niczym nie wiedziałyśmy, że jest gotowy na konfrontację. Tak bardzo chciałabym, aby miał odwagę o nas zawalczyć. Łapię się na tym, że niemal błagam go w myślach, by się pokazał. Naiwnie zapewniam siebie, że wtedy ocaliłabym dzieci.

Tymczasem w skrytce panuje niczym niezmącona cisza, a w szczelinie w ścianie nie widać najmniejszego ruchu. Zamiast tego do domu wpada zadowolony Niemiec o mocnej kanciastej żuchwie i blondżółtych włosach z oskarżycielsko wyciągniętą ręką, w której dzierży wojskową kurtę Saszy.

Nogi uginają się pode mną. Wiem, że przegrałam, jednocześnie uświadamiam sobie, że Florian nie wyjdzie, że zostawi nas na pastwę losu, że nie ocalę dzieci, że to już koniec.

Po chwili błagań, spazmatycznego płaczu i w rozdzierającej serca rozpaczy zabierają nas: mnie, Zosię i matkę, która wygląda tak, jakby zaraz miała dostać wylewu. Nie możemy pożegnać się z dziewczynkami, nie możemy zabrać żadnego drobiazgu. Udaje mi się tylko sięgnąć po leżący na szafce sweter i ściągnąć ze ściany przymocowane szpilką zdjęcie dziewczynek.

Jestem sparaliżowana strachem, czuję, jak moja dusza odkleja się powoli od ciała. Chciałabym cofnąć czas, nie pozwolić Florianowi na to wszystko, chciałabym zabić go za to, że nie miał odwagi wyjść z kryjówki, że wydał nas, że po raz kolejny on okazał się ważniejszy. Chciałabym, żeby to wszystko okazało się złym snem.

W naszym serwisie przeczytacie już kolejny fragment książki Tajemnica z Auschwitz. Publikację Niny Majewskiej-Brown możecie kupić w popularnych księgarniach internetowych:

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Książka
Tajemnica z Auschwitz. Prawdziwa historia
0
Okładka książki - Tajemnica z Auschwitz. Prawdziwa historia

Za każdym numerem wytatuowanym na przedramieniu, kryje się tajemnica. Ta wyszła na jaw dopiero 75 lat po Auschwitz. Czy można być bohaterem i tchórzem...

dodaj do biblioteczki
Wydawnictwo
Recenzje miesiąca
Okna z widokiem na Weronę
Hanna Kowalewska
Okna z widokiem na Weronę
Niedzielna dziewczyna
Pip Drysdale
Niedzielna dziewczyna
Ktosiek 2.0
Beata Piliszek-Słowińska
Ktosiek 2.0
Zawsze i na zawsze
Jenny Han
Zawsze i na zawsze
Brytyjska monarchia od kuchni
Adrian Tinniswood
Brytyjska monarchia od kuchni
Grypa. Sto lat walki
Jeremy Brown
Grypa. Sto lat walki
Relikwiarz
Elżbieta Bielawska
Relikwiarz
iBoy
Kevin Brooks
iBoy
Pokaż wszystkie recenzje