W zasypanym śniegiem Świeradowie-Zdroju, wśród skrzących alejek i w ciepłym świetle lamp odbijającym się w malowanych mrozem szybach, toczą się losy kilku rodzin. Jedni próbują odnaleźć bliskość, drudzy – wybaczyć krzywdy. Są tacy, którzy coś stracili... oraz tacy, którzy mają szansę, by coś odzyskać.

Wzgórze Świątecznych Życzeń Sylwii Trojanowskiej to opowieść o ludziach, których ścieżki przecinają się w grudniowe dni – czasem przypadkiem, czasem z konieczności, a czasem... z potrzeby serca. I kiedy przychodzi Wigilia – ta jedyna, najważniejsza – dzieje się to, co najpiękniejsze. Cuda, małe i duże. Ciche i całkiem głośne. Oraz te, które dają nadzieję na to, że to, co zagubione, może zostać odnalezione. A to, co podzielone – znów się połączy. Do lektury zaprasza Wydawnictwo Axis Mundi. Dziś na naszych łamach przeczytacie premierowy fragment książki Wzgórze Świątecznych Życzeń:
– Włączysz płytę, która leży na kredensie? – poprosiła Patrycję, kiedy ta zjawiła się z wieczornymi lekarstwami i szklanką wody.
Patrycja spełniła jej prośbę, po czym podeszła do łóżka i usiadła. Chciała zapytać o to, co działo się ze starszą panią przez całe popołudnie. Konstancja napomknęła tylko o jakimś spotkaniu ze znajomym, ale niczego więcej nie zdradziła. Patrycja uznała, że musi się dowiedzieć, kim był ów znajomy – tak na przyszłość, ze względów bezpieczeństwa.
– Bardzo się dziś bałam o panią – zaczęła. – Myślałam, że coś się stało. Zresztą nie tylko ja.
– Serdeńku, mówiłam ci, że niepotrzebnie, bo co tam mogłoby się stać takiej starej kobiecie jak ja. Co najwyżej Pan Bóg mógłby się o mnie upomnieć, ale on taki jakiś nierychliwy. Serce mam jak dzwon, wątroba daje radę, a biodra naprawione. Niejeden młodszy ma się gorzej ode mnie. – Popukała się palcem w skroń. – Pamięć trochę szwankuje, ale tylko czasami. Poza tym wszystkiego nie można mieć, co nie?
– Ale telefonu pani nie wzięła, kartki żadnej nie napisała.
– Wiem i za to przepraszam, bo to nieładnie z mojej strony. Dobrze się poczułam i musiałam pójść tam, na górę. Bo nadszedł już czas…
– Na co?
– Na to spotkanie, o którym ci wspomniałam.
– A kogo dokładnie pani odwiedziła?
– Kogo, pytasz… Hmm… W tej porannej gorączce taka jasność do mnie przyszła, o tylu rzeczach nagle sobie przypomniałam. O podróży na Syberię i nad Morze Czarne, o wyprawie za ocean, o naszym Białym Kamieniu, nawet o pierekaczewniku, którym zajadał się mój Bruno. O górze też sobie przypomniałam. I o nim, że tam mieszka i że powinnam do niego w końcu pójść. Porozmawiać. Herbatę jaką wypić. Ale porozmawiać przede wszystkim, bo on, choć mi ją zabrał, nie jest niczemu winien. Życie czasami pisze trudne scenariusze, a on stał się bohaterem takiego bardzo trudnego.
– O kim konkretnie pani mówi?
Konstancja spojrzała w stronę okna. Zamyśliła się, a może wsłuchała w ulubione Summertime, które właśnie rozbrzmiewało z głośnika.
– Powiem, ale musisz mi obiecać, że dotrzymasz tajemnicy.
– Oczywiście.
– Posłuchaj zatem…
Staruszka uniosła się nieco, a Patrycja poprawiła jej poduszkę za plecami. Tamta podziękowała jej dobrotliwym uśmiechem, ukazując piękne, równe zęby. „Wszystkie własne”, jak zwykła z nich żartować.
– Odwiedziłam dziś Fryderyka Reszke. Wiesz, o kim mówię?
Patrycja zmarszczyła czoło. Oczywiście, że wiedziała. W pewien sposób bała się tego mężczyzny. Czasami widywała go na obrzeżach miasta, kiedy chodziła z dziewczynkami na spacery. Nosił zdarte ubrania i duży sfatygowany plecak. Obszerny kapelusz przesłaniał mu czoło, oczy pozostawały w półcieniu. Niewiele o nim wiedziała, a kiedy pytała w kawiarni, koleżanki karmiły ją różnymi plotkami: że to dziki człowiek, że morderca, który uciekł do lasu. Tylko pani Danusia mówiła o nim: „Nieszczęśliwy”, ale szczegółów nigdy nie zdradzała. Raz jeden powiedziała nieznacznie więcej:
– A widziałaś kiedy, żeby szczęśliwy człowiek chadzał w takich łachmanach? Żeby żył w takich warunkach, co on? Nie jest niebezpieczny, tylko nieszczęśliwy…
Tak też starała się o nim myśleć. Mimo to gościł w niej strach, kiedy tylko go dostrzegała.
– To ten pustelnik?
Konstancja Potocka pokiwała głową.
– Tak, o niego mi chodzi. Niby mieszkamy w jednej miejscowości, ale rzadko go widuję. Może dlatego, że nie chciałam go znać, że wyrzuciłam go ze swojego świata. Dostrzegałam w oddali jego zgarbioną sylwetkę i ten kapelusz, rozmawiać jednak nie chciałam, nie potrafiłam mu wybaczyć. Nie po tym, co zrobił. Czasami dobrze rozumiesz kogoś, kogo znasz raptem chwilę, a innym razem i całe życie ci nie starczy, byś pojął człowieka. – Westchnęła. – Ja nie rozumiałam Fryderyka, a co gorsze, nie chciałam rozumieć. Jednak dotarło do mnie, że już czas coś zmienić. No i zmieniłam. Wybaczyłam mu, choć w pewnym sensie on mi ją zabrał. Moją Monikę.
W naszym serwisie przeczytacie już kolejny fragment książki Wzgórze Świątecznych Życzeń. Powieść kupicie w popularnych księgarniach internetowych:
Tagi: fragment,
