Są tacy autorzy, których styl rozpoznaję po kilku stronach. U Katarzyny Kuśmierczyk, to zawsze jest ten sam dreszcz pod skórą. Książki autorki charakteryzuje gęsta atmosfera, ludowość, mrok, tajemnica i to nieustanne poczucie, że coś czai się tuż obok. Jej książki nie dają prostych odpowiedzi. One prowadzą czytelnika w las... dosłownie i metaforycznie i pozwalają mu błądzić. A ja… ja uwielbiam się w tym gubić.
To, co najbardziej mnie do niej ciągnie, to umiejętność balansowania na granicy prawdy i fikcji. Czytam i w pewnym momencie przestaję być pewna, co jest tylko legendą, a co mogło wydarzyć się naprawdę. Autorka robi to tak realnie, tak sugestywnie, że idę za nią ślepo, jak koń z klapkami na oczach. Nie analizuję, nie podważam, tylko... ufam. I zawsze płacę za to emocjami.
„Majaki” to drugi tom cyklu Widma Suwalszczyzny i jednocześnie drugi tom mojego patronatu. Czekałam na tę książkę niecierpliwie, bo pierwszy tom dosłownie rozłożył mnie na łopatki. Wiedziałam, że będzie mrocznie. Wiedziałam, że będzie duszno od tajemnic. Ale nie spodziewałam się, że autorka pójdzie aż tak daleko.
Podczas lektury miałam wrażenie, że Katarzyna Kuśmierczyk bawi się ze mną jak doświadczony iluzjonista. Pokazuje jedno, odwraca uwagę, a w tym czasie robi coś zupełnie innego. Podsuwa tropy, by za chwilę je podważyć. Buduje napięcie, po czym każe mi wątpić we własne myśli. Raz mam poczucie, że wszystko da się logicznie wytłumaczyć, by chwilę później poczuć niepokój, że jednak nie… że tu jest coś więcej. Coś, co nie powinno istnieć.
Dla mnie w „Majakach” najmocniejsze jest wejście autorki w temat kryminalno-detektywistyczny, połączony z sytuacjami nierealnymi, niemożliwymi, wymykającymi się zdrowemu rozsądkowi. Są zaginięcia. Są pytania bez odpowiedzi. Jest śledztwo, ale takie, które prowadzi nie tylko przez fakty, lecz także przez lęk, wiarę i stare opowieści. Uważam, że wyszło to autorce fenomenalnie, a zakończenie jest prawdziwym zwieńczeniem całości. Jest zabójczo mocny, domykający wszystko i zostającym w głowie na długo.
Sama historia rozgrywa się na dwóch planach czasowych: współczesnym oraz na początku XVIII wieku. I to zestawienie działa rewelacyjnie. Przenosimy się do niepozornych osad Żabińca i Gębalówki, gdzie w 1710 roku zaraza zbiera krwawe żniwo. Strach zagląda ludziom w oczy, rodzi się podejrzliwość, potrzeba znalezienia winnych. Bo przecież choroba nie bierze się znikąd… A jeśli gdzieś krąży Zarazicha, Mora, Chora Dziewucha?
Nad wszystkim unosi się cień Góry Majak – miejsca przeklętego, owianego szeptami, gdzie grzebano ofiary dżumy. Miejsca, o którym mówi się, że to leże strzyg. I w tym momencie zaczyna się prawdziwy niepokój. Bo czy to tylko ludowe wierzenia? A może coś naprawdę zostało tam obudzone?
Jednym z najciekawszych momentów książki są dla mnie te fragmenty, w których narastająca trwoga zaczyna przejmować kontrolę nad bohaterami. Gdy racjonalność przegrywa z lękiem, a zbiorowa psychoza zaczyna dyktować decyzje. Równie mocno wybrzmiewają sceny współczesne, kiedy przeszłość zdaje się zbyt nachalnie wkraczać w teraźniejszość. Autorka świetnie buduje napięcie, dawkuje informacje i sprawia, że pytania mnożą się szybciej niż odpowiedzi.
Bo jak wytłumaczyć zniknięcia? Czy wszystko da się zamknąć w ramach śledztwa? A jeśli niektóre drzwi lepiej zostawić zamknięte? I czy naprawdę chcemy znać prawdę do końca?
Podczas czytania czeka czeka na Was niepokój, duszna atmosfera, lęk podszyty fascynacją, momentami wręcz fizyczne napięcie. To książka, która nie straszy tanimi chwytami, ale wchodzi głęboko pod skórę. Tu groza rodzi się z niedopowiedzeń, z ludowych wierzeń, z historii i z tego, co nosimy w sobie.
Najbardziej w tej książce spodobało mi się właśnie to połączenie, kryminalnej zagadki z medycznym thrillerem, gdzie odgrywa ważną rolę słowiańska groza, a do tego silne, niezależne kobiece postacie, które nie proszą o pozwolenie. One czerpią siłę z intuicji, z korzeni, z ziemi i z nocy. Dokładnie tak, jak lubię.
„Majaki” to książka mroczna, gęsta, wymagająca emocjonalnie, ale też niesamowicie satysfakcjonująca. Polecam ją każdemu, kto nie boi się błądzić, kto lubi, gdy autor igra z jego wyobraźnią i kto chce poczuć, że literatura może być doświadczeniem, a nie tylko historią do przeczytania.
Ja wyszłam z tej lektury oczarowana… i z lekkim niepokojem, który jeszcze długo nie chciał mnie opuścić. I dokładnie za to kocham książki Katarzyny Kuśmierczyk.
Wydawnictwo: b.d
Data wydania: 2026-03-02
Kategoria: Kryminał, sensacja, thriller
ISBN:
Liczba stron: 344
Język oryginału: polski
Dodał/a opinię:
Poczytajzemna
„(…)Spojrzała dalej, aż za linię nienawistnych spojrzeń. Jak to możliwe, że gdzieś tam, był teraz normalny świat? Słońce na horyzoncie świeciło...
,,(...) Miałam irracjonalne wrażenie, jakby ktoś obserwował mnie od strony jeziora. Tym razem odwróciłam się, próbując stawić czoło swoimi lękom. Z przerażeniem...