Piotr Kościelny od lat zajmuje szczególne miejsce w gronie moich ulubionych polskich autorów kryminałów i thrillerów. Jego książki kojarzą mi się z mrokiem, brutalnością i historiami, które nie pozwalają przejść obojętnie. „Zaginiona” ma dla mnie szczególne znaczenie – to od niej zaczęła się moja przygoda z twórczością tego autora.
Gdy dowiedziałam się o wznowieniu, poczułam silną potrzebę powrotu do tej historii. Chciałam sprawdzić, czy po latach nadal wywoła we mnie tak intensywne emocje i czy wciąż potrafi wciągnąć oraz poruszyć. Ta lektura okazała się nie tylko sentymentalnym powrotem, ale także małym czytelniczym sprawdzianem – zarówno dla książki, jak i dla mnie samej, z nowymi oczekiwaniami.
Po gwałtownej kłótni z narzeczoną Krzysztof wybiega z domu. Następnego dnia budzi się w zupełnie nieznanym miejscu – zdezorientowany, poobijany i pozbawiony jakichkolwiek wspomnień z ostatnich godzin. Nie wie, co się wydarzyło ani jak znalazł się w obcej okolicy.
Tymczasem Agnieszka, wzburzona po awanturze, wychodzi na spacer, by ochłonąć. Nie zdaje sobie sprawy, że jest obserwowana. Gdzieś w cieniu czai się psychopata, który uczynił ją swoim celem.
Gdy dziewczyna znika w tajemniczych i niepokojących okolicznościach, wszystkie podejrzenia szybko padają na Krzysztofa. Brak alibi, luka w pamięci i wcześniejsza kłótnia sprawiają, że mężczyzna staje się głównym podejrzanym w sprawie zaginięcia narzeczonej.
Jedyną osobą, która wierzy w jego wyjaśnienia, jest komisarz Tomasz Świderski – policjant z problemami, próbujący odbudować swoją podupadającą karierę. Sprawa zaginionej dziewczyny może stać się dla niego szansą na powrót na zawodowy szczyt. Świderski rozpoczyna wyścig z czasem, podążając śladem porywacza. Pytanie brzmi: czy zdąży, zanim pojawią się kolejne ofiary, a brutalna rzeczywistość pochłonie następnych niewinnych ludzi?
„Zaginiona” to brutalny, mroczny i trzymający w napięciu kryminał, który stopniowo wciąga czytelnika w swoją historię. Początkowe rozdziały rozwijają się dość spokojnie i wymagają odrobiny cierpliwości – autor skupia się przede wszystkim na budowaniu tła wydarzeń, emocjach bohaterów oraz konsekwentnym wprowadzaniu w klimat zaginięcia. Choć tempo na początku może wydawać się nieco wolniejsze, z czasem łatwo dostrzec, że jest to świadomy zabieg, pozwalający lepiej zrozumieć postacie i narastające napięcie.
Prawdziwa siła powieści ujawnia się w drugiej połowie. Wtedy Piotr Kościelny pokazuje pełnię swoich możliwości – akcja wyraźnie przyspiesza, wątki zaczynają się zazębiać, a atmosfera z każdą stroną staje się coraz bardziej duszna i niepokojąca. Kolejne tropy prowadzą czytelnika w mrocznym kierunku, a historia nabiera intensywności, od której trudno się oderwać. Każda scena budzi coraz silniejsze emocje i potęguje napięcie.
Ogromnym atutem książki jest bezkompromisowość autora. Kościelny nie łagodzi brutalności ani nie próbuje oszczędzać czytelnika – opisy bywają drastyczne, sugestywne i wstrząsające. To kryminał, który nie daje poczucia komfortu i unika prostych rozwiązań, dzięki czemu całość wypada niezwykle realistycznie i przejmująco.
Finał powieści zrobił na mnie ogromne wrażenie. Jest zaskakujący, mocny i daleki od schematycznego happy endu. Zamiast łatwego rozwiązania otrzymujemy zakończenie gorzkie, emocjonalne i długo pozostające w pamięci. To finał, który zmusza do refleksji i potwierdza, że autor nie boi się trudnych decyzji fabularnych.
Podsumowując, mimo spokojniejszego początku, „Zaginiona” okazała się intensywną i wartościową lekturą, która tylko umocniła moją sympatię do twórczości Piotra Kościelnego. To mocny, mroczny thriller ukazujący najmroczniejsze strony ludzkiej natury. Książka zdecydowanie dla czytelników ceniących ciężki klimat, silne emocje i bezkompromisowe historie. Polecam – warto dać jej szansę, bo to, co dzieje się później, naprawdę robi ogromne wrażenie.
Wydawnictwo: Skarpa Warszawska
Data wydania: 2026-01-28
Kategoria: Kryminał, sensacja, thriller
ISBN:
Liczba stron: 304
Dodał/a opinię:
Ilona Wolińska
Wrocław, początek lat dziewięćdziesiątych. Piętnastoletni Szymon Dąbrowski popełnia samobójstwo, rzucając się pod pociąg. Sprawa zostaje umorzona. Kilka...
„Właściwie zabijałem, odkąd pamiętam. Zaczynałem od zabijania zwierząt. Pierwszą ofiarą był kot sąsiadów. To było u babci na wakacjach. Mieszkała...