- Chciałbym wrócić ze świata "po drugiej stronie lustra". Wywiad z Joanną Wachowiak

Autor: Sławomir Krempa
Okładka publicystyki dla - Chciałbym wrócić ze świata

Dlaczego właśnie książki dla dzieci? Jak to się stało, że w ogóle zaczęła Pani pisać?

Kiedy zostałam mamą, siłą rzeczy wkroczyłam do świata dzieci i było to dla mnie jak wyprawa do zupełnie odmiennego kraju, w którym wszystko było dla mnie nowe i fascynujące. Mnóstwo czasu spędzałam na rozmowach z córką. Próbując ją zabawić albo wytłumaczyć jej różne poważne sprawy, często sięgałam po formę opowieści. Te rozmowy sprawiały też, że na szereg kwestii sama zaczynałam patrzeć inaczej. Pisanie dla najmłodszych było konsekwencją tych doświadczeń. 

Uważa Pani, że pisanie dla dzieci jest trudniejsze niż chociażby praca na uczelni? Czy jest coś, co łączy te dwie sfery Pani życia? 

Nie powiedziałabym, że jest trudniejsze, to po prostu zupełnie inne zajęcia. Dla mnie wspólnym mianownikiem obu jest to, że to praca wartościowa, stymulująca intelektualnie i osobiście znacząca. Praca dydaktyczna wypływa z potrzeby wspierania innych, pomagania im w rozwijaniu potencjału – w moim przypadku to samo leży głęboko u podstaw pisania dla dzieci.

Co w pisaniu książek dla najmłodszych jest najważniejsze, a co - najtrudniejsze?

Powiedziałabym, że to co najważniejsze jest zarazem najtrudniejsze – to znaczy: nie zatracić jakiejś prostoduszności, idealizmu, ale łączyć je z dojrzałością.

Trudno jest postawić się w sytuacji swojego bohatera, jeśli jest nim kilkulatek i opisać jego przeżycia?

Nigdy tak o tym nie myślałam, po prostu kieruję się intuicją i empatią. Stawiam się w  położeniu bohatera i wyobrażam jego reakcje.

Pamięta Pani moment, w którym zrodził się pomysł na pierwszą opowieść o Bartku? Pisała Pani tę książkę z myślą o konkretnej osobie? Planowała Pani jej wydanie?

Pamiętam pierwsze opowiadanie o Bartku snute na użytek córki: to, w którym staje się właścicielem dżdżownicy i zabrawszy ją do przedszkola, robi furorę wśród koleżanek. Musiałam je powtarzać i powtarzać, niekiedy raz za razem. Byłam zaskoczona i rozbawiona tym, że ta opowieść aż tak się jej spodobała. Dopiero później pojawiła się myśl, aby fantastyczne przygody przedszkolaka przedstawić w książce – z nadzieją, że spodobają się także innym dzieciom.

Bartek i jego siostrzyczka to postaci wyłącznie literackie? Czy pisząc swoje książki, czerpie Pani inspirację z życia własnego, znajomych? A może kiedyś przyśnił się Pani gotowy pomysł na książkę?

Bardzo chciałabym, żeby pomysły po prostu przychodziły we śnie, nie zdarza mi się to jednak.

Bartek i Lena są wymyśleni, ale niektóre postaci drugoplanowe wzorowałam na prawdziwych. W ogóle obserwuję, słucham, zwracam uwagę na gesty, manieryzmy. Potrafię nieźle kopiować czyjś charakterystyczny sposób mówienia, udaje mi się tym rozbawić bliskich. Zapamiętuję też cudze słowa i czasami ludzie dziwią się, że pamiętam zdania czy uwagi rzucone przez nich gdzieś, kiedyś. I tak na przykład punktem wyjścia dla książki, która aktualnie jest przygotowywana, były słowa znajomego kilkulatka. Zachwycony tym, że karmiona przez niego koza zjada z apetytem każde podsuwane jej zielsko, zawołał: „Nazwę ją Czarna Dziura, bo wszystko pochłania!”. Zapadło mi to w pamięć, obrosło obrazami, skojarzeniami. Ten chłopiec jest pierwowzorem mojej postaci, ale reszta jest fikcją.

Wierzy Pani w magię, szczególne znaczenie snów? Uważa Pani, że są wyłącznie odzwierciedleniem naszych przeżyć, opisują, co dopiero się wydarzy, a może nie mają dla Pani szczególnego znaczenia?

Jestem dość specyficznym przypadkiem: chodzę z głową w chmurach, ale równocześnie twardo stąpam po ziemi. Odczytywanie znaczenia snów czy wiara w magię są mi całkowicie obce. Jestem osobą racjonalną, tym niemniej – a może właśnie dlatego – w książkach i filmach ogromnie lubię fantastykę, zwłaszcza fantastykę naukową.

Często jest tak, że pojawienie się w rodzinie małego dziecka powoduje, że starsze rodzeństwo czuje się nieco odtrącone, Czy zawsze tak jest? I - co ważniejsze - czy rzeczywiście tak musi być?

Z całą pewnością nie musi tak być i nie zawsze tak jest. Ważne jest to, jak rodzice przygotują dziecko na tę sytuację. Ale pewien porządek zostaje zburzony i dla wszystkich jest to czymś nowym, dla rodziców też. Chciałam uchwycić ten moment, stąd w Bartku, Lence i snach jest starszy brat, którego negatywnie zaskakuje rzeczywistość życia pod jednym dachem z niemowlakiem, choć przecież z utęsknieniem czekał na rodzeństwo, a z drugiej strony są kochający rodzice, którzy są zmęczeni, wyczerpani, a czasami po prostu bezradni. Chciałam ukazać sytuację z perspektywy obydwu stron, z wyrozumiałością dla jednej i drugiej. Z czasem moi bohaterowie bardzo dobrze odnajdują się w nowych rolach.

Pamięta Pani swoje dzieciństwo? Pierwsze lata w przedszkolu czy szkole?

Oczywiście, mam wiele żywych wspomnień z tamtego okresu. 

Kim chciała Pani wówczas zostać?

Nie marzyłam o zostaniu pisarką, chociaż pisanie od najmłodszych lat przychodziło mi z łatwością. Pisanie książek zawsze było w moich oczach najwspanialszym zajęciem pod słońcem, nie brałam go jednak pod uwagę w odniesieniu do siebie.

Miała Pani wtedy ulubioną bajkę lub książkę dla dzieci?

Czytałam mnóstwo książek, ale niewiele tytułów zapadło mi w pamięć. Lubiłam serię Poczytaj mi, mamo, Dzieci z Bullerbyn, Emila ze Smalandii, Karolcię.

Wróciła Pani do tych lektur po latach? Uważa Pani, że książki dla dzieci powinni czytać też dorośli?

Sięgnęłam po te książki, czytając córce. Opowiadania z serii Poczytaj mi, mamo nadal wysoko cenię, książki Astrid Lindgren podobają mi się nawet bardziej niż w dzieciństwie, a co do Karolci mam dziś mieszane uczucia, ale córce się podoba. Myślę, że lekturą dobrych pozycji literatury dla dzieci dorośli też będą usatysfakcjonowani, poza tym – to okazja żeby spojrzeć na świat z innej perspektywy i lepiej zrozumieć swoje dziecko.

Planuje Pani kontynuację opowieści o Bartku (a teraz również o Lence?)

Szczerze mówiąc, nie myślałam o tym, ale ponieważ – ku mojej radości – podpytują o to czytelnicy tej serii, z przyjemnością rozwinę ten temat. Pojawienie się Lenki i konieczność wysłania Bartka do szkoły stwarza mi ciekawe możliwości.

Gdyby była Pani książkową Alicją, co chciałaby Pani zobaczyć po drugiej stronie lustra?

Świat, który byłby kompletnie zaskakujący i który dawałby do myślenia. Ale chciałabym wrócić, żeby móc to opisać i opowiedzieć innym.

1

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy