- Chciałem wprowadzić do polskiej literatury postać dziennikarza śledczego. Wywiad z Januszem Szostakiem

Autor: Magdalena Niemirowska-Kaczyńka

Otchłań grzechu to nie jest chwila oddechu od dziennikarstwa śledczego. To początek drugiej, beletrystycznej ścieżki mojej aktywności literackiej. Po prostu nie chcę być zaszufladkowany. Chcę spróbować sił na innych polach literatury – mówi Janusz Szostak, reporter śledczy, który wydaje właśnie swą pierwszą powieść. 

Czeka Pan z niecierpliwością na 23 września, kiedy ukaże się thriller Otchłań grzechu? To pierwsza książka fabularna w Pana dorobku.

Ten temat dojrzewał we mnie kilka lat, wtedy powstały też pierwsze rozdziały. Od początku planowałem, że będzie to seria 3-4 powieści, które łączy postać głównego bohatera – reportera śledczego. Otchłań grzechu, to pierwsza powieść z cyklu Reporter. Ale nie jest to pierwsza moja powieść. Wiele lat temu napisałem satyryczną fabułę Matka chrzestna, która nie doczekała się jak na razie publikacji książkowej. Ukazywała się w odcinkach na łamach jednej z moich gazet.

Ma Pan jednak w literackim portfolio kilkanaście tytułów. Pamięta Pan dzień, kiedy ukazała się Pana pierwsza książka?

O kilkanaście lat za późno, gdyż w 2007 roku. Była to książka o moim rodzinnym mieście. Zresztą jedna z moich kolejnych książek, które planuję napisać za dwa lata, też będzie osadzona w Sochaczewie. Chcę w niej pokazać życie młodych ludzi w małych miasteczkach  w czasach PRL. To temat niemal nieobecny w polskiej literaturze. Realia tamtego okresu zacierają się w pamięci, a młodym są kompletnie nieznane. To dla nich egzotyka. Chcę pokazać te czasy widziane oczami kilkunastoletniego narratora.

Co się stało z Iwoną Wieczorek, Gangsterskie egzekucje, Słowik. Skazany na bycie gangsterem, Urwane śladyKomando śmierci i inne książki to efekt Pana pracy jako dziennikarza śledczego. Porzuca Pan tę sferę dla fikcji literackiej?

Absolutnie. W tym roku prawdopodobnie  ukaże się moja kolejna książka o sprawie Iwony Wieczorek. Kończę też zbiór reportaży o miejscach nawiedzonych. Zapewne wrócę jeszcze do tematyki gangsterskiej, czy osób zaginionych. Zbieram między innymi materiały do książki o trójmiejskich gangach stręczycieli, która będzie nosiła tytuł Burdel Trójmiasto.  To wstrząsający materiał o ofiarach sutenerów, ich bezwzględności i bezczynności policji. Mam też kilka innych pomysłów na książki reporterskie o tematyce nie kryminalnej.

Czyli Otchłań grzechu to chwila oddechu. Ale – jako że od lat opisuje Pan świat przestępczy, podąża tropem makabrycznych zbrodni i ludzkich dramatów – nie kusiła Pana jakaś lżejsza forma, np. romans?

To nie moja tematyka, nie mój temperament. Ja nawet takich książek nie czytam, wolę tematykę historyczną. Ale w tej kategorii literatury historycznej jest bardzo wielu doskonałych pisarzy, zatem nie zamierzam z nimi konkurować. Chociaż jako nastolatek zamierzałem napisać powieść o Józefie Piłsudskim, Fragment powieści, z prośbą o ocenę, wysłałem nawet do Teodora Parnickiego – wybitnego autora powieści historycznych. Jednak mi nie odpowiedział, więc uznałem, że nie będzie ze mnie pisarza historycznego. Postanowiłem zatem zostać reporterem. Co kilka lat później mi się spełniło.

Otchłań grzechu to nie jest chwila oddechu od  dziennikarstwa śledczego. To początek drugiej, beletrystycznej ścieżki mojej aktywności literackiej. Po prostu nie chcę być zaszufladkowany. Chce spróbować sił na innych polach literatury.

Otchłań grzechu to pierwszy tom cyklu Reporter. Proste skojarzenie – tytułowy reporter to Pan?

Można wysnuć takie przypuszczenie, które nie jest do końca mylne. Fakt, że przez blisko czterdzieści lat zajmuję się reportażem na pewno nie pozostał bez wpływu na ten cykl i postać głównego bohatera. Przez ten czas nagromadziłem w sobie wiele doświadczeń, wiedzy, obserwacji, które bez wątpienia będą się uzewnętrzniać w sadze Reporter.   

Działania głównego bohatera, dziennikarza śledczego Rajskiego determinuje dążenie do poznania prawdy. Tak jak i Pana?

Moim zamiarem było wprowadzenie do polskiej literatury postaci dziennikarza śledczego. Autorzy kryminałów czynią ich bohaterami głównie policjantów i detektywów wszelkiej maści. Tymczasem dziennikarze śledczy, którzy w obecnych czasach odgrywają znaczącą rolę, są traktowani po macoszemu. A właściwie są nieobecni w polskiej literaturze. Niewiele czytam polskich kryminałów, ale zetknąłem się bodaj z jednym przypadkiem próby uczynienia dziennikarza śledczego bohaterem powieści kryminalnej, a właściwie cyklu. I jest to moim zdaniem bardzo nieudana próba. Głównie ze względu na fakt, że autorka ma nikłą wiedzę o pracy nie tylko dziennikarzy śledczych, ale w ogóle dziennikarzy, co bezlitośnie obnażyła, tworząc naiwną fabułę. Dla mnie wzorem postaci dziennikarza śledczego jest Mikael Blomkvist, bohater Millennium Stiega Larssona. Jednak Larsson sam był dziennikarzem i doskonale wiedział, jak taką postać zbudować. Generalnie uważam, że powinno się pisać o tym, o czym ma się pojęcie. Nawet najlepszy research nie zastąpi nabytej wiedzy oraz doświadczenia.

Nie da się ukryć, że mój reporterski bagaż ma przełożenie na Otchłań grzechu. Zatem jej główny bohater ma wiele moich cech, w tym dążenie do prawdy, które powinno być atrybutem każdego dziennikarza, nie tylko śledczego.

Czy fabuła Otchłani grzechu zrodziła się w Pana wyobraźni, czy też jej źródła tkwią w rzeczywistych wydarzeniach?

Tak jak już wspomniałem, to o czym piszę, zwykle jest odzwierciedleniem moich doświadczeń. Być może czytelnicy w czasie lektury odnajdą zdarzenia, które wydadzą im się znajome. Jednak nie jest to reportaż, mimo że momentami powieść przybiera taką formę. Czy są to fakty, czy jedynie efekt mojej wyobraźni – wyjaśniam to na końcu książki.

Zdradźmy więc odrobinę fabuły. Dziennikarz śledczy Michał Rajski otrzymuje zlecenie odnalezienia sprawców napadu i uprowadzenia wielkopolskiego biznesmena. Ślady…

...prowadzą do Trójmiasta, a potem za wschodnią granicę Polski. Akcja toczy się na przestrzeni blisko 30 lat, zatem trudno ją streścić w kilku zdaniach. Zdradzę jedynie, że główny bohater tropi wyjątkowo niebezpieczną kobietę, która bez skrupułów pozbywa się wszystkich, którzy mogliby stanąć na przeszkodzie realizowanych przez nią celów. Izabella to wyjątkowo perfidna i odrażająca  postać, to kwintesencja zła, z którym stara się walczyć Michał Rajski. Izabella jest również  kobietą, która potrafi podporządkować sobie, zniewolić mężczyzn. Także Rajski ulega jej zmysłowości i wydaje się, że traci kontrolę nad swoim śledztwem.        

Jednak o dramatyzmie książki decyduje nie tylko pełna napięcia intryga, ale też narracja prowadzona jest momentami na wzór reportażu… Dlaczego?

Tak jak wspomniałem, od kilkudziesięciu lat zajmuję się reportażem i mam duszę reportera. Trudno się od tego uwolnić. Opowiadam tę historię, wykorzystując  momentami środki ekspresji typowe dla tego gatunku. Jest to celowy zabieg, który ma sprawić, że opowiadana historia staje bardziej wyrazista i wiarygodna. Zyskuje też na tym tempo akcji. Staram się unikać długich opisów, które większość czytelników i tak pomija. Oczywiście mógłbym, podobnie jak robi to wielu autorów, snuć przez kilka stron opis tego, jak bohater idzie przez las i gałązki trzaskają mu pod butami, a szyszki spadają na mech, budząc jego trwogę. Tylko po co? Mam coś więcej do przekazania i szkoda mi miejsca na dłużyzny, które niczemu nie służą. Wolę skupić się na ludziach. Ale obok środków typowych dla reportażu pojawiają się także elementy fantasy, którego akurat nie jestem pasjonatem.

Opisane wydarzenia i ludzie, uczestnicy dramatu nie mieszczą się w głowie. Trudno uwierzyć, że takie zło naprawdę istnieje…

Jako reporter zetknąłem się z wszelkiego rodzaju okrucieństwem. Nawet gorszym niż w tej powieści. Niestety, takie zło istnieje, chociaż nie zawsze je dostrzegamy. Zło potrafi doskonale się maskować, bywa bardzo kuszące. Czasami za późno orientujemy się, że nas otacza, pochłania.

Otchłań grzechu to książka, od której nie da się oderwać do ostatniej strony, ale też lepiej przed snem o niej zapomnieć. Jak można ją zaklasyfikować?

Myślę, że obok tej historii nie da się niej przejść obojętnie. Czytelnicy albo mnie polubią albo znienawidzą. Jestem przekonany, że osoby, które sięgną po Otchłań grzechu, przeczytają ją bardzo szybko. Chociaż rzeczywiście, nie jest to lektura do poduszki. Nie chciałbym jednoznacznie klasyfikować tej książki, najlepiej zrobią to czytelnicy. Myślę jednak, że Otchłani grzechu najbliżej jest do thrillera.

Ciekawa jestem, czy czyta Pan powieści kryminalne, thrillery? Ma Pan ulubionych autorów?

Jako nastolatek zaczytywałem się w klasyce, także kryminalnej. Zaczynałem od Agaty Christie, Artura Conan Doyle’a, Samuela D. Hammetta, Raymonda Chandlera, a z polskich autorów w młodości czytałem Joe Alexa, czyli Macieja Słomczyńskiego oraz Zygmunta Zeydlera-Zborowskiego, który był także współtwórcą legendarnego Teatru Sensacji „Kobra”. Potem przez wiele lat nie sięgałem po kryminały. Zmieniło się to w 2008 roku, za sprawą książki Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet Stiega Larssona.  Przyszły kolejne tomy jego sagi Millennium i zainteresowanie innymi skandynawskimi autorami powieści kryminalnych. Z polskich autorów najchętniej sięgam po książki Marka Krajewskiego.

Otchłań grzechu to pierwszy tom cyklu. O czym będzie kolejny?

Pierwszy, który się ukazał, natomiast chronologicznie – ze względu na opisywane zdarzenia - drugi. Tym razem wrócę do przełomu lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. Pracowałem wtedy w warszawskiej popołudniówce Express Wieczorny. Zajmowałem się tam tematyką kryminalną. A że w tym czasie przestępczość zorganizowana w Polsce przeżywała rozkwit, to było o czym pisać.

Express Wieczorny zawsze miał szczęście do doskonałych autorów. Związani z nim byli m.in. Jerzy Waldorff, Irena Dziedzic, Bohdan Tomaszewski czy Wojciech Młynarski. Przewinęło się przez ten dziennik wielu dobrych pisarzy, że wspomnę tylko: Jerzego Koryckiego Edigeya – autora „07 zgłoś się”, Cezarego Chlebowskiego, Stefana Wiecheckiego „Wiecha", Marka Juliusza Sadewicza, Marka Nowakowskiego, Jerzego Koeninga, Stanisława Marię Salińskiego czy z bardziej współczesnych chociażby Katarzynę Bondę. No i nie sposób nie wspomnieć o Leopoldzie Tyrmandzie, którego powieść Zły była najpoczytniejszym kryminałem w czasach w PRL. Jej  akcja dzieje się między innymi w Expressie Wieczornym w latach 50. Tyrmand był reporterem kryminalnym, podobnie jak ja kilkadziesiąt lat później. Tak zrodził się pomysł na powieści, która będzie działa się w Warszawie w latach 80 /90, także w „Expressie Wieczornym". Nie będzie to kopia Złego, lecz ostry warszawski thiller, który odda klimat stolicy tamtych lat. Spotkamy nie tylko gangsterów, ale też znanych artystów, dziennikarzy, sportowców i polityków. Gwarantuje, że emocji nie zabraknie. Podobnie, jak tempa, które nie jest niestety mocną stroną Złego.

Książkę Otchłań grzechu kupicie w popularnych księgarniach internetowych:

1

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Książka
Otchłań grzechu
Janusz Szostak

Warto przeczytać