Życie jest o wiele mniej komfortowe niż szachy. Wywiad z Łukaszem Chrzanowskim

Data: 2026-03-24 15:13:07 Autor: Danuta Awolusi
udostępnij Tweet

– Życie jest o wiele mniej komfortowe niż szachy. W szachach są tylko białe i czarne pola, a każde z nich jest identycznej wielkości. W życiu mamy przede wszystkim odcienie szarości, nie jesteśmy – jak figury szachowe – ograniczeni, możemy podejmować dowolne decyzje, nie musimy poruszać się po konkretnym torze, wykonując określoną ilość ruchów – mówi Łukasz Chrzanowski, autor książki Szachownica. To świetna powieść sensacyjna, która pokazuje wagę decyzji i ich konsekwencje. Autor zabiera swoich czytelników do świata pełnego tajnych operacji, eliminowania wrogów i działań, które przypominają najsłynniejszą grę świata.

Mocny debiut, z pomysłem, intrygą. Jak się Pan czuje po napisaniu tej historii?

Odczułem wielką ulgę. Trochę jak maratończyk, który dobiega do mety. Albo piłkarz, którego zespół wygrywa, ale gra w osłabieniu i musi dotrwać do ostatniego gwizdka. Ale po pewnym czasie zaczęło mi brakować tych bohaterów. Czułem się, jakby ktoś, z kim codziennie rozmawiałem, zniknął.

Nikodem pojawia się nagle, z pozoru z zewnątrz. Ale szybko okazuje się, że nie jest tu przypadkiem. Wierzy Pan, że w życiu rzeczywiście istnieją takie przypadkowe spotkania?

Myślę, że są spotkania, które zasadniczo wpływają na nasze życie. Nigdy nie wiesz, które momenty będą decydujące. To, co z naszej perspektywy zostało uznane za przypadek, dla kogoś innego będzie logicznym następstwem wydarzeń. Nikodem mógł nie przyjechać na ten pogrzeb. Zmarły nie był z nim spokrewniony, był jedynie przyszywanym wujkiem. Mimo to przyjechał, by oddać szacunek jemu i jego rodzinie. A potem... O tym, co stało się później, przeczytać można w Szachownicy.

Giną turyści. Ludzie przyjeżdżają nad morze, żeby odpocząć, a trafiają na coś zupełnie innego. Czy to celowe zestawienie miało pokazać, jak złudne bywa poczucie bezpieczeństwa? 

Niemal całe dzieciństwo przejeździłem do Władysławowa z rodzicami. Nie było roku, żeby ktoś się nie utopił. Poczucie bezpieczeństwa to bardzo indywidualna sprawa. Ktoś będzie się czuł komfortowo w ogniu akcji, a ktoś inny, siedząc sam w kościele. Należy jednak pamiętać, że ten bąbelek, nazywany strefą bezpieczeństwa, może przebić coś zupełnie nieoczekiwanego. Wydaje mi się, że cała sztuka polega na tym, jak reagujemy, gdy to poczucie się zmniejsza i na ile potrafimy je sobie stworzyć w niesprzyjających warunkach.

W Szachownicy śmierć zostaje nazwana zbiciem wieży. Jak powstawał ten system określeń i zasad, którymi posługują się bohaterowie?

Wydaje mi się, że wynika to z pewnej konwencji literatury szpiegowskiej czy sensacyjnej. Proszę zauważyć, że tam często używa się takich eufemizmów – zupełnie, jakby powiedzenie prawdy było zbyt mocne. A może po prostu tacy ludzie boją permanentnego nagrywania i tego, że ich słowa staną się kiedyś dowodem w sprawie. Słowo morderstwo jest bardzo mocne, ale co, gdy usłyszymy o neutralizacji, likwidacji, rozwiązaniu ostatecznym? Obawiam się, że ten trend nie dotyczy już tylko literatury. Proszę włączyć telewizję. W dzisiejszych czasach nie mamy już wojny czy zbrojnej napaści jednego kraju na drugi, tylko operacje specjalne.

Wprowadza Pan operacje nazwane jak otwarcia szachowe, między innymi Atak Trompowskiego. Czy wybór tych nazw był zaplanowany już na etapie koncepcji, czy pojawiał się w trakcie pisania?

Odkąd wiedziałem, że ta organizacja będzie się nazywać Szachownicą, wiedziałem, że będę chciał pociągnąć tę nomenklaturę. Pasowała idealnie. W szachach mamy jasno ułożoną strukturę figur jak w armii. Dodatkowo można grać partię na kilku planszach jednocześnie, co daje nam otwarcie na dodatkowe komórki organizacji. Podczas pisania dobrze mi się to wpasowywało.

Jeden z bohaterów działa jako biały skoczek C21 i musi funkcjonować pod nową tożsamością. Co było dla Pana najważniejsze przy budowaniu takiej postaci?

Przy budowaniu każdej postaci potrzebna jest wiarygodność. Czytelnik powinien z łatwością uwierzyć, że taka postać istnieje i jest rzeczywista. Autentyczność jest bardzo ważna.

W tej historii tożsamość jest czymś stałym, czy raczej czymś, co można zmieniać w zależności od sytuacji?

Myślę, że w świecie, w którym bohaterowie się obracają, tożsamość jest tylko narzędziem. Sięgają po taką, jaka im odpowiada w danej chwili, tak jak po strój czy broń. W takiej sytuacji to, kim jest bohater, musi wynikać z jego gestów i zachowania, a nie tego, jak się nazywa.

Nikodem działa spokojnie, analizuje kolejne ruchy. Czy w świecie, który Pan pokazuje, chłodna kalkulacja jest koniecznością, czy raczej wyborem?

Zawsze wyborem. Pytanie, czy gdyby wybrał inaczej, zdążyłyby go dopaść konsekwencje, czy przelatująca kula? Nawet, jeśli ludzie stoją pod ścianą, to poddanie się czy inicjatywa zawsze jest wyborem. Może niezbyt komfortowym, ale zawsze.

W książce przenikają się dwa porządki: zwykłe życie i działanie organizacji. Czy chciał Pan pokazać, że te dwa światy wcale nie są od siebie oddzielone?

Te dwa światy są ze sobą ściśle powiązane. Ludzie, którzy działają w organizacji, mają swoje rodziny, dzieci, plany życiowe. Dla nich funkcjonowanie w organizacji to pewnie codzienność. My czytamy o tym, aby spędzić miło czas czy uwolnić się od problemów. Dla nich grupa komandosów to coś zupełnie oczywistego, zupełnie jak normalny element kolejnego dnia w biurze. Większość z nas dokonuje w swojej pracy rzeczy niesamowitych i nie mieszczących się w głowie innym ludziom. Są handlowcy, od których klienci wychodzą z usługami, których – jak się wydawało – nie potrzebowali. Są logistycy, którzy potrafią ściągnąć dowolny towar w niesamowicie krótkim czasie i pomóc swoim klientom. Są dziennikarze, dla których pisanie jest jak przerzucanie piórka z ręki do ręki. Każdy z nas robi coś wyjątkowego. Po prostu większość z nas nie naraża życia i nie pracuje w żadnej agencji szpiegowskiej. Tylko to nas różni od Agaty i Nikodema.

W szachach każdy ruch ma swoje konsekwencje. Czy w tej historii ktoś jeszcze ma możliwość zmiany swojej pozycji, czy wszyscy są już ustawieni na planszy?

Życie jest o wiele mniej komfortowe niż szachy. W szachach są tylko białe i czarne pola, a każde z nich jest identycznej wielkości. W życiu mamy przede wszystkim odcienie szarości, nie jesteśmy – jak figury szachowe – ograniczeni, możemy podejmować dowolne decyzje, nie musimy poruszać się po konkretnym torze, wykonując określoną ilość ruchów. Na temat losów poszczególnych postaci nie chcę się wypowiadać. Nie chcę też mówić zbyt dużo na temat ewentualnej kontynuacji.

Czy podczas pisania miał Pan moment, w którym któraś z postaci wymknęła się spod kontroli i zaczęła prowadzić historię w nieoczekiwanym kierunku?

Wydaje mi się, że dotyczyło to w jakimś stopniu każdego z bohaterów. Gdy zaczynałem myśleć o tej książce, wiedziałem, jaka będzie pierwsza scena i ostatnia. Cała reszta była płynna. Myślę, że to pierwsza i ostatnia książka, jaką pisałem bez choćby wstępnego planu wydarzeń. Przyznam się, że taka spontaniczność w ogóle nie leży w mojej naturze.

Jakie są pańskie dalsze plany literackie?

Na chwilę obecną mam rozpisane plany na 5 książek. Dwie to bezpośrednie kontynuacje Szachownicy, a trzy to książki opowiadające o postaciach z mojego debiutu, ale akcja toczyć się będzie przed wydarzeniami, jakie opisałem w mojej pierwszej książce. Nie powiem, o kogo chodzi nie powiem, ale jestem pewien, że ci bohaterowie zasługują na swoją historię. Marzy mi się też napisanie kilku książek szpiegowskich, których akcja toczy się w Rzymie. Mam słabość do tego miasta.

Powieść Szachownica kupicie w Virtualo!

1

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.