Żony królów. Sisi i Maria Antonina

Autor: Adrianna Michalewska
Okładka publicystyki dla Żony królów. Sisi i Maria Antonina z kategorii Brak kategorii

Były piękne, wykształcone i zostały małżonkami najważniejszych władców Europy. Uwielbiane i nienawidzone, wychowane w niewyobrażalnym przepychu, nigdy nie poznały losów ludzi w krajach, o których decydowali ich mężowie. Obie poniosły straszliwą śmierć, gdy wiatr historii zawiał im w twarze. Do dziś pozostają bohaterkami, w których pisze się powieści, kręci filmy i wspomina z zachwytem. Historia pozostawiła obraz dwóch wielkich dam, których życiorysy rozbudzają wyobraźnię. Jak bardzo zafałszowany jest ten obraz? Poznajmy bliżej dwie wspaniałe kobiety z europejskich tronów: Sisi i Marię Antoninę.

-> O Elżbiecie Bawarskiej i Marii Antoninie dyskutujemy w naszym Klubie Książki!

Sisi, Elżbieta Amalia Wilhelmina von Wittelsbach, bawarska księżniczka, cesarzowa Austro-Węgier. Najpiękniejsza kobieta Europy drugiej połowy XIX wieku, dama, która wyznaczyła standardy ubioru i uczesania, obowiązujące dziesięciolecia później. Strój koronacyjny Sisi mógł inspirować projektantów sukni ślubnej Diany Spencer, małżonki księcia Karola. Kto widział reklamę Chanel (film autorstwa Karla Lagerfelda), gdzie w bawarskim hotelu Cara Delavingne i Pharell Williams o północy schodzą z portretów i tańcząc, śpiewają CC the World, co brzmi jak Sisi the World, gdzie CC może oznaczać zarówno Coco Chanel, jak i naszą słynną cesarzową, zobaczy suknię Sisi i fryzurę ustrojoną białymi kwiatami, jak na portrecie pędzla Franza Xavera Winterhaltera.

Podobną fryzurę miała Christine Daaé w „Upiorze w Operze”, którą genialnie odtworzyła Emmy Rossum w wersji autorstwa Andrew Lloyd Webbera z 1986 roku. Pukle kasztanowych włosów, upiętych w warkocze, spływające na kark i plecy dziewczyny ozdobiono białymi kwiatami, które wydawały się zakwitać wprost na splotach śpiewaczki.

Dojrzała Sisi, zrozpaczona matka, której syn zginął w tajemniczych okolicznościach, ubrana w czerń, patrzy na nas z obrazu pędzla Leopolda Horowitza z 1899 roku. Nietrudno odnaleźć w tym portrecie inspirację do postaci, jaką zagrała Vivien Leigh w największym romansie XX wieku, czyli w Przeminęło z wiatrem Davida O. Selznicka. Ta sama czarna suknia, to samo ujęcie z półprofilu, to samo tragiczne spojrzenie. Piękność, której życie nie oszczędziło bólu. Świat, który legł w gruzach.

Sisi. Urodziła się w 1837 roku w rodzinie Maksymiliana Bawarskiego. Nie przeznaczono jej do roli cesarzowej, nie odebrała nawet zbyt starannego wykształcenia – podobno nie mówiła po francusku, co mogło szokować w świecie dziewiętnastowiecznej wiedeńskiej arystokracji. Z upodobaniem uganiała się z ojcem po górach, polując i jeżdżąc konno. Podczas jednej z takich wypraw poznała mężczyznę, który wyznaczył jej przyszłość. Był nim młody Franciszek Józef Habsburg. Młody cesarz miał poślubić siostrę Sisi, Helenę, ale szesnastoletnia księżniczka bawarska tak mocno przypadła mu do gustu, że pokrzyżował snute przez matkę plany swego mariażu i zaręczył się z młodą pięknością, wprawiając w osłupienie cały świat. Bo jakże miała sobie poradzić na wiedeńskim dworze młoda dziewczyna, która ceniła sobie wolność i obcowanie z naturą, a w zamian otrzymała sztywny gorset dworskiej etykiety, gdzie każdy krok i każdy gest był ustalony i nic nie mogło zmieniać obowiązujących zasad?

Szybko urodziła troje dzieci, z których najstarsze, księżniczka Zofia, nazwane na cześć matki cesarza, zmarło na rękach matki. Ostatnie, czwarte dziecko cesarskiej pary, księżniczka Maria Waleria, prawdopodobnie ukochana córka cesarzowej, zyskało najwięcej przywilejów, których odmówiono starszym dzieciom. Jako jedyna nie była kartą przetargową w zawieraniu korzystnych dla dynastii małżeństw. Korzystnych dla cesarstwa, nie dla małżonków. Jedyny syn Sisi, arcyksiążę Rudolf, ożeniony z belgijską księżniczką Stefanią Klotyldą, odebrał sobie życie po trzydziestych urodzinach. Słaby psychicznie, nieszczęśliwy, wikłający się w skandaliczne romanse, arcyksiążę nie marzył o koronie największej europejskiej monarchii. Zmarł w niewyjaśnionych do końca okolicznościach w Meyerling w towarzystwie baronówny Marii Vetsery, siedemnastoletniej, zakochanej do nieprzytomności w arcyksięciu arystokratki. Rodzina Rudolfa zrobiła wszystko, aby zatuszować sprawę, choć odnaleziono listy pożegnalne Marii do jej rodziny, a podobno jej czaszka nie była uszkodzona w taki sposób, który wskazywałby na śmierć w wyniku postrzału.

Choć Rudolf nie był ukochanym synem Sisi, jego śmierć niezwykle mocno przygnębiła cesarzową. Odsunęła się od świata i od męża. Przez resztę życia oddawała się podróżom, zwiedzała świat i ukrywała się w swojej willi na Korfu, aby dumać nad klątwą Wittelsbachów, która doprowadziła do szaleństwa jej ulubionego kuzyna Ludwika II Bawarskiego, znanego z bajkowego zamku Neuschwanstein.

Skłonność do melancholii, nadmierna uczuciowość, poszukiwanie metafizyki w codzienności jeszcze bardziej odsuwały Sisi od męża, który nie czytał książek, nie dbał o poezję i zajmował się sprawami wojskowymi cesarstwa. Choć tak różni od siebie, pozostali małżeństwem do końca, do tragicznej śmierci monarchini, a to przedwczesne rozstanie położyło się cieniem na Franciszku Józefie, który ostatnie osiemnaście lat spędził w samotności, a został pochowany w krypcie cesarskiej w kościele Kapucynów w Wiedniu, gdzie wcześniej spoczęła Sisi i arcyksiążę Rudolf. Po jego śmierci na tronie w Wiedniu zasiadł wnuk brata cesarza, Karol, który rządził jedynie dwa lata. Podobno to na jego cześć swoje imię otrzymał Karol Wojtyła, późniejszy polski papież. Ostatni habsburski cesarz zmarł na Maderze, dwadzieścia lat po śmierci swojej ciotki, cesarzowej Sisi.

Sisi stała się niekwestionowaną gwiazdą nie tylko swoich czasów, ostatnich lat wielkich dynastii, ostatnich chwil przed wybuchem I wojny światowej i rewolucji październikowej, które zmiotły z kontynentu arystokrację, zabiły wielką historię, pozbawiły świat uroku wielkich dworów. Jej niezwykła uroda wynikała z wyjątkowego stylu życia cesarzowej, ale i jej szczególnego charakteru. Sisi wstawała codziennie o piątej rano i przez kilka godzin ćwiczyła lub jeździła konno. Podobno jadała jedynie raz dziennie, podobno nigdy nie ważyła więcej niż pięćdziesiąt kilogramów, choć miała ponad sto siedemdziesiąt centymetrów wzrostu. Podobno myła włosy w koniaku i w żółtkach, podobno niezwykle dbała o urodę, nie tolerując nawet najmniejszych oznak starzenia się i brzydnięcia. Widywano ją na ulicach Wiednia, gdy przemykała powozem, zasłaniając swoje opuchnięte od nieustannych głodówek ciało olbrzymim wachlarzem. Jakaż wielka odmiana od czasu, gdy jako szesnastolatka w szklanej karecie ze złotymi kołami, której drzwi zdobiły malowidła Rubensa, jechała do katedry świętego Szczepana. Smutna, ubrana na czarno, wieczna podróżniczka – a może uciekinierka, która pozostawiła po sobie symbol, ikonę, wizerunek, bez którego dzisiejszy Wiedeń byłby zupełnie inny?

Kiedy odeszła, zasztyletowana przez szaleńca na brzegu jeziora Genewskiego, gdy czekała na prom, świat zamarł. Zamordowano piękno, zamordowano wdzięk, zamordowano ostatnią wielką cesarzową, uduchowioną władczynię, która odmieniła dwór w Schönbrunn i wniosła do habsburskiej dynastii świeży powiew bawarskich lasów. I choć tu i ówdzie wspominają o jej egocentryzmie, o narcystycznym upodobaniu do własnego ciała, o bezduszności i oderwaniu od życia, Sisi przemogła tę złą legendę i pozostała piękną kobietą, której twarz zdobi nie korona, ale misternie ułożone włosy z wplecionymi w warkocze białymi kwiatami.

A potem przyszedł XX wiek i czasy, gdy tę ikonę eksploatowano bez umiaru. Wystarczy pojechać do Wiednia, gdzie można kupić torbę z Sisi, kubek z Sisi, koszulkę z Sisi, długopis z Sisi, notatnik, kartkę, a zapewne i setki innych pamiątek, z których spogląda na nas wieczna cesarzowa. Ale to kino uwieczniło jej legendę, do której przyczyniła się cukierkowa trylogia „Sissi” z 1955 roku, „Sissi – młoda cesarzowa” z 1956 roku i „Sissi – losy cesarzowej” z 1957 roku, gdzie niezapomniana Romy Schneider (Rosemarie Magdalena Albach-Retty) na zawsze nadała filmowej cesarzowej swoje czarujące spojrzenie. Zaledwie osiemnastoletnia Schneider przywołała obraz, jaki w wielu z nas pozostaje do dzisiaj, roześmianej, uroczej, długowłosej panny z Bawarii, która za nic ma sobie dworską etykietę, kocha Franciszka Józefa i walczy o prawa narodu węgierskiego. Nic w tym wizerunku nie wskazuje na egocentryzm cesarzowej, na jej skłonności do melancholii i cokolwiek, co łączyłoby ją z klątwą rodu Wittelsbachów. Może jedynie to, że sama Schneider odebrała sobie życie po tragicznej śmierci syna, który odszedł jako piętnastolatek, raniąc się śmiertelnie w udo.

Poza Romy Schneider w rolę pięknej cesarzowej wcieliło się jeszcze wiele kobiet. Zwykle były to kreacje znacznie mniej udane, o których nie warto nawet pisać. Wspomnimy jedynie o Diane Keen i Rachel Gurney z serialu „Upadek Orłów” z 1974 roku, musical „Elisabeth” z Mają Hakvoort z 2005 roku i aż dziesięć filmów o tragedii w Mayerling, z ciekawą wersją z 1936 roku, gdzie rolę Sisi zagrała Gabriele Dorziat, która w chwili śmierci arcyksięcia Rudolfa miała dziewięć lat, a w chwili śmierci cesarzowej w 1898 roku była osiemnastoletnią panną. Aktorka, żona egipskiego księcia, pozostawiła po sobie pamiętniki. Warto do nich zajrzeć.

Sisi odeszła 10 września 1898 roku, w kilka chwil po zamachu, gdy anarchista Luigi Lucheni wbił jej w serce pilnik. Ciało sprowadzono do Wiednia i pochowano w rodzinnej krypcie u boku ukochanego syna. Wraz z odejściem cesarzowej zakończył się świat, który kilkanaście lat później runął w całej Europie. Dobrze, że tego nie dożyła.

Młodsza od wiedeńskiej cesarzowej o prawie sto lat Maria Antonina Josefa Johanna von Österreich, piętnaste dziecko Marii Teresy Habsburg i Franciszka I Lotaryńskiego, miała zupełnie inne dzieciństwo. Wychowana na dworze, odsunięta od istotnych spraw decydujących o polityce prowadzonej przez jej ojca, słabo wykształcona, jako czternastolatka została wydana za o dwa lata starszego od niej delfina Francji. Słowo delfin odnosiło się do herbu należnego najstarszemu królewskiemu potomkowi, któremu przysługiwała w przyszłości korona francuska.

Maria Antonina była córką wielkiej cesarzowej, kobiety, która wyraźnie zapisała się w historii Europy, niemal przez całe swoje życie walcząc o prawa do sukcesji po ojcu, Karolu VI Habsburgu i o prawa do Śląska, z Fryderykiem II, królem Prus. Choć nie koronowana, zasłynęła jako wielka oświeceniowa reformatorka, choć w dziedzinie moralności i społecznych zachowań kierowała się bardzo zachowawczymi ideałami, powołując pod koniec życia komisję, której zadaniem było dbałość o cnotę wiedeńczyków.

Przy tak aktywnym stylu życia Maria Teresa nie miała zbyt wiele czasu dla swoich dzieci. Gdy nastoletnia Maria Antonina wyjechała do Paryża, jej matka widziała w córce przede wszystkim gwarancję dla zabezpieczenia zachodnich granic, zawiązując sojusz habsbursko-burboński, który wyciszyłby nieustanne walki o dominację w Europie i osłabił pozycję rosnących w siłę Prus, wrogów Marii Teresy.

Małżeństwo Marii Antoniny i Ludwika XVI okazało się katastrofą. Oboje byli zbyt młodzi, aby podjąć jakiekolwiek próby zreformowania pauperyzującej się Francji, Ludwik objął tron po przedwcześnie zmarłym Ludwiku XV i nie zdążył się przygotować do nowej roli władcy Francji, trwonili czas na zabawach, hazardzie i balach. Odcięci od ludu Paryża, nie wiedzieli, co się dzieje za murami pałacu. Maria szybko urodziła czworo dzieci (jak Sisi), ale tylko Maria Teresa Burbon, najstarsza córka, dożyła wieku dorosłego. Warto pamiętać, że życzeniem Marii Teresy Habsburg, matki Marii Antoniny, było, aby każda pierwsza wnuczka z jej licznego potomstwa nosiła imiona Maria Teresa. Gdy król i królowa bawili się w Wersalu, w Paryżu narastał bunt.

Do najczęściej przypisywanych królowej wad należały rozpusta i próżniaczy styl życia. Zacznijmy od tego drugiego. Podobno to do niej należała sugestia, że jeśli lud Francji nie ma chleba, powinien jeść ciastka. Dowodzić to mogło niewiedzy królowej, że i ciastka, i chleb wytwarza się z mąki, której w Paryżu zabrakło, jej arogancji spowodowanej zbytkami lub poczucia, że można w jakiś sposób zapobiec niedoborom żywności w stolicy poprzez rozdanie tego, czego jej nigdy nie brakowało. A może po prostu wcale tak nie powiedziała? Zważywszy na to, że przeszło pięćdziesiąt lat po śmierci królowej nagle odnaleziono setki jej „oryginalnych” listów, że każdy, od pokojówki po fryzjera, napisał wspomnienia o swojej królowej, podczas gdy Maria Antonina nie pisała listów, a jej służba raczej nie miałaby do takiej korespondencji dostępu po tym, jak królową pozbawiono korony i uwięziono, obraz Marii Antoniny opiera się na szeregu powtarzanych przez dziesięciolecia kłamstw, które miały usankcjonować morderstwo władczyni. Wszak łatwiej było oskarżyć o rozrzutność i rozwiązłość Austriaczkę, niż obwiniać o to samo „swojego", Francuza.

Gdy wydatki pary królewskiej i utrzymanie dworu zaczęły pochłaniać 15% dochodów państwa, a lud nadal głodował, król, miast opodatkować arystokrację i kler, podniósł zobowiązania pozostałych Francuzów. W tym czasie wybuchła także afera naszyjnikowa, w której rzekomo w imieniu Marii Antoniny kardynał de Rohan miał nabyć naszyjnik pani du Barry, metresy Ludwika XV Burbona. Byłoby to dosyć dziwaczne, bowiem choć pani du Barry była osobą bardzo bogatą (krążyły legendy o klejnotach, które otrzymała od Ludwika), to Maria Antonina nie znosiła du Barry. Powstały nawet dwie koterie dworskie, dzielące się na zwolenników jednej bądź drugiej damy. Du Barry nie przeżyła Marii Antoniny o wiele, została zgilotynowana w grudniu 1793 roku.

Choć Maria Antonina nie podpisała zamówienia na naszyjnik, choć przed sądem udowodniono fałszerstwo i ukarano winnych, niechęć do Austriaczki i potrzeba znalezienia kozła ofiarnego przypisały jej winę za trwonienie publicznych pieniędzy. W listopadzie 2018 roku na aukcji domu aukcyjnego Sotheby's sprzedano szereg klejnotów Marii Antoniny, które królowa zdążyła wysłać z objętego rewolucją Paryża do Niderlandów. Trafiły w ręce jej córki, Marii Teresy Charlotty Habsburg, która po latach więzienia znalazła schronienie we Wiedniu i uniknęła losu swych rodziców. Zmarła bezdzietnie w 1851 roku. Klejnoty przekazała Ludwice Marii Teresie Burbon, która przeżyła córkę królowej Francji zaledwie o kilka lat. Gdy w końcu trafiły do domu aukcyjnego, znalazł się na nie chętny, który zapłacił za kolekcję przeszło pięćdziesiąt milionów dolarów.

Wróćmy jednak do Marii Antoniny. Pomimo rewolucyjnej zawieruchy zachowały się obrazy pędzla kontrowersyjnej malarki dworu Élisabeth Vigée Le Brun. Już samo to, że królową portretowała kobieta, która zasłynęła z arystokratycznej klienteli chwalącej jej dzieła, a nie, jak to zwykle bywało, mężczyzna legitymujący się dyplomem Królewskiej Akademii Malarstwa i Rzeźby, było niezwykłe. Ale prawdziwy skandal wybuchł w 1783 roku, gdy przedstawiono publiczności obraz królowej z różą.

Dotychczasowy sposób portretowania członków rodów królewskich obejmował ujęcia pełne dostojeństwa, w oficjalnych pozach i nie mniej oficjalnych strojach. Dość spojrzeć na portrety Ludwika XIV pędzla Hyacinthe Rigaud, szczególnie na ten, gdzie król stoi oparty o regalia, a z ramion spływa mu płaszcz ozdobiony złotymi liliami, aby zrozumieć, że portretowanie władcy Francji nie było zwyczajnym uwiecznieniem wizerunku króla. Podobnie rzecz się ma z portretem Ludwika XV Luisa-Michela van Loo. Kontynuatorem tego kierunku, naśladowcą Rigauda był portrecista władców Europy Alexis Simon Belle, który sportretował Marię Leszczyńską, królową Francji, żonę Ludwika XV. Nic nie zapowiadało skandalu, bowiem standardy przedstawiania koronowanych głów Europy były wyraźnie zarysowane. Tymczasem Maria Antonina zaprosiła na swój dwór Élisabeth Vigée Le Brun i pozwoliła się sportretować jak prywatna kobieta, jak zwykła Francuzka, bez królewskich insygniów, bez ozdobnych sukien, z zaróżowionymi policzkami i w sukience, którą nazwano potem  chemise a la reine.

Królowa miała swoją osobistą stylistkę i projektantkę strojów, co nie było niczym szczególnym, ale chemise a la reine wywołała taki skandal, że nie mniejszy by wybuchł, gdyby królowa nago pozowała do aktu. Sukienka przypominała spodnie warstwy stroju i wyraźnie pokazywała, że Maria Antonina nie nosi gorsetu. Co prawda od kiedy królowa została matką i zamieszkała w prywatnych apartamentach z dala od zgiełku Petit Trianon, który odziedziczyła po pani du Barry, postanowiła że jej życie będzie bardziej swobodne, że więcej czasu poświęci dzieciom, że będzie wiodła beztroskie życie. Ale ta potrzeba prywatności została odczytana zupełnie opacznie. Królowej zarzucono nieobyczajność, odżyły pogłoski o jej rozwiązłości, przywołano głośne przed laty pomówienia, jakoby ojcem jej dzieci nie był Ludwik XVI. Królowa nie potrafiła się bronić, zresztą obrona byłaby daremna. Okrzyknięto ja winną rozpusty, a nawet zarzucano związki homoseksualne, których dowodem miałaby być nadmierna życzliwość królowej, która przyjechała do Francji jako czternastolatka i zwyczajnie szukała przyjaciół. Czy dzisiaj kogoś szokują dowody życzliwości i uczuciowość wśród młodych kobiet?

Do portretu z różą Le Brun dołączyła jeszcze portret Marii Antoniny w otoczeniu dzieci i portret królowej w niebieskim płaszczu. O ile Ludwikom wolno było mieć kochanki, które zyskiwały sobie miejsce na dworze, tak pomówienie królowej o rozpustę stało się katastrofalne w skutkach.

Ostatnia, najbardziej chyba znana anegdota dotycząca królowej pochodzi z chwili, gdy wstępowała na szafot. Zawieziono ją tam, związaną, jak zwykłą więźniarkę. Wdowa Capet (był październik, król już nie żył, zgilotynowany w styczniu 1793 roku), więźniarka 280, chora na gruźlicę, oskarżona o molestowanie własnego syna, wchodząc na szafot, niechcący nastąpiła katowi na nogę, przepraszając go za to. Pochowano ją w zbiorowej mogile, z której wydobyto szczątki królowej dopiero w 1815 roku. Podobny los spotkał jej syna, Ludwika Karola, który zmarł w niewyjaśnionych okolicznościach, przypuszczalnie na gruźlicę i z niedożywienia, lub został zamordowany, dwa lata po śmierci swoich rodziców.

W odróżnieniu od Sisi Maria Antonina nie była za życia uwielbiana. Wydaje się, że tej nieszczęsnej kobiety nikt nie kochał, a poniosła karę za cudze winy. Nie odpowiadała za politykę Francji, a że była rozrzutna? Tak ją wychowano, choć dziś, zwiedzając wersalskie „chaty królowej” trudno nie odnieść wrażenia, że proste życie odpowiadało jej dużo bardziej niż wyszukane luksusy pałacu.

Życie i śmierć królowej Francji stały się fascynującym tematem dla kina. Cóż może być bardziej porywającego, niż setki metrów jedwabnych tkanin, tiuli, piór, sznury pereł, feeria barw i szaleństwo struktur. W 2006 roku Sophie Coppola nakręciła film „Maria Antonina”, gdzie w rolę królowej wcieliła się Kirsten Dunst. Film nie został dobrze odebrany przez publiczność, być może za sprawą głównej aktorki, która stworzyła wysoce niesympatyczną postać. Klątwa Marii Antoniny trwała nadal. Dużo lepiej został przyjęty wcześniejszy obraz „Maria Antonina” z 1938 roku, w reżyserii Woodbridge Stronga Van Dyke II, z Kanadyjką Normą Shearer w roli królowej, który zdobył aż cztery nominacje do Oscara.

W roli Marii Antoniny wystąpiły też niezwykła Michèle Morgan w filmie „Maria Antonina królowa Francji” z 1956 roku w reżyserii Jeana Delannoya, Christine Böhm w „Lady Oscar – róża Wersalu” z 1979 roku i Diane Kruger, w 2012 roku w filmie „Żegnaj, królowo”.

Maria Antonina i Sisi. Obie znalazły się w centrum zainteresowania opinii publicznej, każda w inny sposób. Ta pierwsza, choć wydawała się uciekać od świata, mimowolnie stała się ofiarą swojej sławy, która ściągnęła jej na głowę nieszczęście i w konsekwencji śmierć. Ta druga, która nie zabiegała o popularność, została gwiazdą, i do dziś przynosi Austrii spory dochód. Dzieliło je sto lat, połączyło powiązanie z rodem Habsburgów, z którego jedna się wywodziła, a z którym druga połączyła swoje losy poprzez małżeństwo. Obie zostały sławne, nawet jeśli tego nie chciały.

Nie były ani bardziej mądre, ani nie wywołały więcej skandali niż setki innych księżniczek, królowych i cesarzowych. A jednak o Marii Antoninie i Elżbiecie Bawarskiej wiedzą wszyscy, kocha je świat romansów i próżne imperium kina. Ich stroje i fryzury inspirują największych projektantów, będąc synonimem luksusu i czegoś tak ulotnego, jak ulotne może być życie młodej kobiety, która przeżywa za życia bajkę, choć czasami ta bajka kończy się tragicznie.

Maria Antonina została ostatecznie pochowana w krypcie kościoła w Saint-Denis, trzydzieści kilometrów od Wersalu, Sisi w krypcie wiedeńskiego kościoła Kapucynów. Obie spoczywają z dala od swoich ojczyzn, w miejscach, w których nie były nadmiernie kochane.

Jakie zwycięstwo odniosły te dwie nieszczęśliwe kobiety nad okrutnym światem? Podczas gdy ich mężów rozlicza się z polityki, którą prowadzili, one pozostały na zawsze inspiracją dla największych domów mody, przemysłu filmowego i literatury. Na dowód tego przypomnijmy, że reklama Chanel przywołuje Sisi, a w Wersalu sprzedaje się odtworzone wedle starej receptury perfumy Marii Antoniny. Nazywają się „Ślad królowej" i kosztują, bagatela, 460 euro za zwykły flakonik i 10000 euro za kryształowy, w wersji luksusowej. Czyżby królowa brała odwet za to, co zgotowali jej paryżanie?

Bibliografia:
 
- https://www.npr.org/templates/story/story.php?storyId=6665756&t=1548617988406PERFUMY

- Christina Morato, Królowe przeklęte

- Stefan Zweig, Maria Antonina

 

Interesujące książki o Elżbiecie Bawarskiej:

- Daisy Goodwin, Łowca posagów,

- Jeannine Meighörner, Sisi w Tyrolu,

- Sigrid-Maria Grossing Cesarzowe Habsburgów,

- Allison Pataki, Sisi. Cesarzowa mimo woli,

- Allison Pataki, Sisi. Samowolna cesarzowa.

 

Interesujące książki o Marii Antoninie:

- Jonathan Beckman, Jak zrujnować królową

- Michel de Decker, Maria Antonina

- Anonia Fraser, Maria Antonina. Podróż przez życie

- Juliet Grey, cykl Maria Antonina...,

- Izabela, hrabina Paryża, Ja, Maria Antonina królowa Francji

 

1

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Avatar użytkownika - mamut
mamut
Dodany: 2019-02-23 12:23:37
0 +-

Uwiwlbiam takie książki:)

Avatar użytkownika - takahe
takahe
Dodany: 2019-02-22 00:11:28
0 +-

Ciekawy artykuł

Avatar użytkownika - Eskarina
Eskarina
Dodany: 2019-02-15 17:24:56
0 +-

Do interesujących książek o Sisi jeszcze koniecznie biografia Brigitte Hamann "Cesarzowa Elżbieta".

Bardzo dobry też jest film "Maria Antonia" Sofii Coppoli, na podstawie książki Fraser. Nie uważam, żeby Kristen Dunst była niesympatyczna w tej roli, skąd taki pomysł? Jej Maria Antonina to zwyczajna dziewczyna, zagubiona na obcym dworze, niezainteresowana polityką. Mało w niej ciepła, to prawda, ale nie dostrzegam w niej nic niesympatycznego. Jedna blogerka - historyczka napisała nawet, że to najlepszy historyczny film, jak zna. 

Elżbieta miała niesamowicie skomplikowaną osobowość i totalnie nie pasowała do dworu.

Obydwie ciekawe, obydwie nie sprawdziły się na tronach, a ich losy przypominają, że bycie królową to piekło.


Avatar użytkownika - martucha180
martucha180
Dodany: 2019-02-14 10:15:34
0 +-

Lubiłam filmy o Sisi.

Avatar użytkownika - Poczytajka
Poczytajka
Dodany: 2019-02-12 16:16:28
0 +-

Wielkie postaci i barwne życie.

Avatar użytkownika - Gosiaczek
Gosiaczek
Dodany: 2019-02-12 14:22:42
0 +-

Ciekawe kobiety!

Avatar użytkownika - monikap
monikap
Dodany: 2019-02-12 13:27:27
0 +-

Niezwykłe postaci!

Avatar użytkownika - Lenka83
Lenka83
Dodany: 2019-02-11 20:50:31
0 +-

Dwie silne kobiety. Ciekawy artykuł.

Warto przeczytać