Ten tom ewidentnie potwierdza moją ostatnią teorię, że czasem warto dać szansę drugiemu tomowi. "Żywia i syn" jak sam tytuł wskazuje poświęcony jest życiu córki bohaterki z pierwszego tomu. Na niej, jak się domyślasz, też ciąży klątwa. Jak ona sobie z nią poradzi, to już sam/ sama musisz się dowiedzieć sięgając po książkę. W każdym bądź razie bohatera z tego tomu to niezła zadziora i jakiejś Dziewannie nie da sobie w kaszę dmuchać. Dlatego dzieje się, oj dzieje.
Przede wszystkim zostały wyeliminowane w tym tomie mankamenty, o których pisałam przy recenzji tomu pierwszego ( zapraszam do wcześniejszej recenzji). Niestety, jak dla mnie, jest tu za mało słowiańszczyzny. Trochę na początku, gdy główna bohaterka przebywa u rusałek. Jest wspomniana Dziewanna i tyle. Bo potem bohaterka wyjeżdża na Śląsk i gdzieś te Słowiańskie klimaty też... wyjeżdżają.
Jednak nie powiem, opisany życiorys bohaterki wielce mnie zainteresował. Mamy tu zmagania z życiem, mamy podłych facetów, mamy kazirodczą miłość, mamy trudne macierzyństwo. Dlatego jak już wspomniałam dużo się dzieje. A, że autorka pisze stylem łatwym i przyjemnym to książkę czyta się szybko.
Podsumowując. Osoby, które liczą na mnóstwo słowiańszczyzny mogą się poczuć z deczka rozczarowani. Ci którzy chcą przeczytać ciekawą, aczkolwiek nietypową historię, w której rzeczywistość miesza się z magią i licznym medium ( tym takim duchowym) to na ową książkę mogą spróbować sił skusić.
Bardzo emocjonująca, wielowątkowa opowieść o mieszkańcach pewnego bloku w Mysłowicach. O ich życiu, kłopotach, codzienności. Z pozoru nic ich nie łączy...
„Marcin” to powieść, której bohaterowie zanurzeni są w beznadziejnej rzeczywistości jednego ze śląskich miast. Wychowani w „dzielnicy...