Najnowsza powieść Moniki Hakowskiej, zatytułowana „Spotkajmy się na Moście Miłości”, to niezwykle sugestywne studium nad naturą ludzkich uczuć, w którym autorka stawia fundamentalne pytanie o to, czy zakorzeniona w nas miłość potrafi przetrwać całkowite wymazanie racjonalnych wspomnień. Muszę przyznać, że autorka porusza się w obrębie klasycznego romansu obyczajowego z niezwykłą wrażliwością, rzucając swoich bohaterów na szerokie tło geograficzne i emocjonalne - od tętniącej życiem Warszawy, przez sentymentalny Wrocław, aż po chłodną Kanadę. Centralna oś fabularna kręci się wokół dramatycznego rozstania z przeszłości, wieloletniej tęsknoty oraz niespodziewanego spotkania po latach, które zamiast przynieść proste ukojenie, staje się początkiem bolesnego i skomplikowanego procesu odkrywania siebie na nowo.
Niezaprzeczalnie największym atutem tej powieści jest jej warstwa emocjonalna oraz kreacja głównego bohatera. Postać weterynarza, który całe swoje zaangażowanie i empatię przelewa na czworonożnych pacjentów, szukając w pracy ucieczki przed wewnętrzną pustką, została nakreślona z ogromnym wyczuciem. Wprowadzenie do opowieści motywów zwierzęcych nie tylko dodaje całości niezwykłego ciepła i autentyzmu, ale też świetnie kontrastuje z trudnymi, życiowymi przejściami postaci. Autorka z dużą zręcznością buduje także napięcie towarzyszące ponownemu zbliżeniu dwójki ludzi, gdzie z jednej strony mamy niezłomną wierność dawnym uczuciom, a z drugiej - zagubienie i próbę poskładania własnej tożsamości. Na uwagę zasługują również postacie drugoplanowe, w tym niezwykle wyrazista figura babci oraz bliskich przyjaciół, którzy nadają opowieści rodzinnego, wręcz intymnego charakteru.
Pod względem stylistycznym Monika Hakowska wykazuje się dużą dojrzałością i rzemieślniczą sprawnością. Jej pióro jest lekkie, niezwykle płynne i pozbawione zbędnego patosu czy nużących, drobiazgowych opisów. Autorka doskonale wyważa proporcje między dynamicznymi, naturalnie brzmiącymi dialogami a partiami introspektywnymi, co sprawia, że przez fabułę wręcz się płynie. Książka ma znakomicie przemyślaną strukturę krótkich rozdziałów, która skutecznie podsyca ciekawość czytelnika i nie pozwala na odłożenie lektury choćby na moment.
Powieść nie jest jednak pozbawiona pewnych potknięć konstrukcyjnych, które wytrawne oko recenzentki natychmiast wychwyci. Zastosowany tutaj motyw amnezji i wieloletniej, niezmiennej wręcz fiksacji na punkcie młodzieńczej miłości niesie ze sobą ryzyko pewnej umowności. Dla czytelników poszukujących twardego, psychologicznego realizmu, niektóre zrządzenia losu oraz dynamika wydarzeń mogą wydać się nieco nazbyt idealistyczne, a momentami wręcz naciągane i przyspieszone kosztem głębszego dopracowania detali. Ponadto, retrospekcje ukazujące przeszłość bohaterki w Kanadzie chwilami sprawiają wrażenie zaledwie naszkicowanych, przez co tracą na tle bardzo wyrazistej akcji osadzonej w teraźniejszości.
Mimo drobnych uproszczeń fabularnych, „Spotkajmy się na Moście Miłości” to powieść, która potrafi autentycznie poruszyć i zaoferować czytelnikowi emocjonalne schronienie. To piękna, pełna nadziei opowieść o drugich szansach i przeznaczeniu, która zostawia odbiorcę z głęboką refleksją nad siłą ludzkich więzi.
Zuza przyjeżdża do Warszawy z poczuciem, że zaczyna własne życie. Wspólne mieszkanie z Marleną staje się jej bezpieczną bazą, choć stolica nie zamierza...
CZASEM TRZEBA ZGUBIĆ MĘŻA, ŻEBY ZNALEŹĆ SZCZĘŚCIE. Elena wraca z delegacji, gotowa na spokojny wieczór u boku męża. Zamiast kwiatów i kolacji przy świecach...