Tylko wygnani wiedzą, co czai się poza lasem... Szepczą, co czai się w Dzwonie Wiedźmy - lesie, do którego grzesznicy idą, by umrzeć. Mieszkańcy miasteczka nazywają go Żarłocznym Lasem, bo to, co zostaje zabrane, nigdy nie wraca. Tylko ci, którzy postradali zmysły, odważyliby się tam zbliżyć. Albo wygnani.
Maevyth Bronwick wie, żeby nie zapuszczać się w mgliste labirynty drzew, ale tragiczny obrót wydarzeń zmusza ją do przekroczenia bramy z kości, której nie przekroczył jeszcze żaden śmiertelnik. Granicy, za którą znajduje się mroczny, fantastyczny świat, równie niebezpieczny, co uwodzicielski.
To tam mieszka on - przeklęty pan Eidolonu. I to jemu powierzono ukrycie jej przed bractwem magów, które pragnie ją zgładzić w imię pradawnego proroctwa. Zevander Rydainn - najzimniejszy i najbardziej wyrachowany zabójca w całej Aethyrii - prędzej rzuciłby swoją zadziorną podopieczną watasze krwiożerczych ogniodraków, niż próbował ją chronić. Gdyby tylko mógł.
Krew Maevyth stanowi klucz do złamania dręczącej go klątwy i unicestwienia zła uśpionego w Dzwonie Wiedźmy. Na nieszczęście lorda Rydainna los ma wobec tej kuszącej śmiertelniczki inne plany. A jego rosnąca obsesja na jej punkcie grozi zniszczeniem wszystkiego. Włącznie z nim samym.
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: 2025-10-29
Kategoria: Fantasy/SF
ISBN:
Liczba stron: 652
Tytuł oryginału: Anathema
Tłumaczenie: Emilia Skowrońska
"Sprawiedliwi rodzą się, by cierpieć w tym życiu i zostać wywyższonymi w następnym".
Magia krwi? Slow burn w romantasy, który ze strony na stronę intryguje coraz bardziej? Namiętność, która potrafi rozpalić wszystkie Wasze zmysły? Tak, zdecydowanie będzie to Anathema 🔥😎
Po ww. tytuł sięgnęłam ze względu na niesamowitą zapowiedź jaką do tej książki stworzyło wydawnictwo Hype. Mroczny, żarłoczny las w którym kryje się coś bardzo złego, gotycki klimat, przeklęty zabójca, potwory, które tylko czyhają na to, aby Was zgładzić oraz enemies to lovers. Czy to nie brzmi jak przepis na prawdziwy majstersztyk? W mojej opinii jak najbardziej 😍 nie będę Was czarować, że już od pierwszej strony przepadłam dla tej książki, bo tak do końca nie było. Przez moment ciężko było mi się "wbić" w tę powieść ale jak już się to udało... proszę państwa! ja nie byłam w stanie się od niej oderwać! 🫣
"Anathema" to książka charakteryzująca się sporą ilością magicznych istot przez co na samym początku możecie mieć delikatny problem z ich zapamiętaniem, jednak zapewniam, że im "dalej w las" tym będzie prościej i nazwy same zapiszą się Wam w pamięci, dzięki czemu powroty do słowniczka nie będą już konieczne 😉 oprócz różnego rodzaju stworzeń, pradawnej magii oraz różnych światów znajdziecie tu także różne rasy oraz rody 😁
"– Nie musisz wyglądać groźnie, by taka być. Bycie postrzeganym jako słaby to najpotężniejsza broń. Zapamiętaj to sobie; da ci przewagę. Jesteś drobna, ale jeśli nauczysz się dobrze władać swoją mocą, to ona zrównoważy twój rozmiar".
Dziejąca się akcja przedstawiana jest nam z perspektywy obu bohaterów dzięki czemu mamy lepszy obraz na całość sytuacji ale i możliwość poznania uczuć i przemyśleń Maevyth oraz Zevandera. To co mi się bardzo podobało to fakt, że żadne z nich nie było wyidealizowane. Z jednej strony cechowali się siłą i pewnymi niesamowitymi zdolnościami z drugiej zaś mieli swoje słabości. A dodatkowo budowane stopniowo przez autorkę pomiędzy nimi napięcie...🫣 tylko dla ludzi o mocnych nerwach 🤣
"Jakim cudem w ogóle mogłam ciskać kośćmi z rąk?".
Powyższa historia będzie idealną powieścią dla osób kochających historie o czarownicach w których pojawiają się starożytni bogowie, a bohaterowie charakteryzują się nadprzyrodzonymi mocami, które czasami sami dopiero w sobie odkrywają 😉 będzie tu wiele zagadek, sekretów oraz mroczny klimat w którym czuję się wszechobecną grozę i niebezpieczeństwo. Czasami także zobaczycie, że najgorsze potwory mogą skrywać się najgłębiej nosząc maskę...
Jeżeli chodzi o mnie to polecam Wam ją z czystym sumieniem i z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy 😍
Widząc zapowiedź „Anathemy” poczułam dreszczyk emocji, ponieważ wiedziałam, że tę książkę muszę przeczytać choćbym miała zarwać dla niej całą nockę. Może nocki nie zarwałam, ale za to cały dzień ;) I nie żałuję, ponieważ lektura tej powieści sprawiła mi ogromną frajdę. 🙃
Mroczny las, który zwany jest Żarłoczny, jest zmorą mieszkańców okolicy. Maevyth, główna bohaterka, była świadkiem wpuszczania skazańców do lasu, z którego nigdy nie wrócili. Mieszka tam pewne zło, które nie zostawia jeńców przy życiu. Pewnego dnia Maevyth zostaje wygnana i wkracza do świata, w którym rządzi magia. Tam poznaje Zevandera Rydainna, zabójcę wykonującego rozkazy króla. Dowiaduje się, jak ważna jest jej krew – może złamać klątwę dręczącą m.in. Zevandera. Nagle jej życiu zagraża niebezpieczeństwo i nie wiadomo, kto jest największym wrogiem.
Gdybym miała określić tę książkę kilkoma słowami to wyglądałoby to mniej więcej tak: fantastycznie mroczna, wciągająca i zmysłowa. Keri Lake stworzyła świat, który trzeba poznać od podstaw. Na pierwszych stronach powieści zaznajamiamy się ze słownictwem, nazewnictwem miejsc i ludności oraz mapką, by móc płynniej poznawać wykreowany świat przez autorkę. Na początku poczułam przerażenie jak to wszystko ogarnę, zapamiętam, ale na szczęście bez większych przeszkód brnęłam przez „Anathemę”. Mrok wylewający się z lasu jest porażający, ale to ludzie i stworzenia zamieszkujące ziemie, na których rozgrywa się akcja, są okrutni, bezlitośni i przerażający.
Keri Lake nie brakuje wyobraźni, ponieważ wykreowała potwory, stworzenia dorównujące tym z najlepszego horroru. Jednak to losy, jakie zgotowała bohaterom, wywołują ciarki na skórze. Zasady, ceremonie, rytuały, trucizny, siła krwi to także mocne atuty powieści.
Główni bohaterowie, Mayveth i Zevander, to idealna para relacji typu slow burn, czego dowodem jest strach przed klątwą, która nad nimi zawisła. Jednak na wszystko przychodzi czas, a autorka postarała się, by rumieńce rozgrzały policzki i zrobiło się dość parno, zwłaszcza przez szczegółowość. Jeśli lubicie fantastyczny klimat otulony z każdej strony mrokiem i bycie świadkiem tworzenia się silnej relacji w tak trudnym świecie, to zachęcam do zapoznania się z „Anathemą”! Ja już wyczekuję kolejnego tomu. ;)
„Anathema” to jedna z tych historii, które pochłaniają od pierwszych stron. Nie tyle się ją czyta, co przeżywa. Od pierwszych stron widać, że autorka postawiła na klimat, gęsty, mroczny, podszyty lękiem przed tym, co kryje się za granicą znanego świata. Ta atmosfera jest tak intensywna, że momentami możemy poczuć się tak, jakbyśmy wkraczali do jakiegoś zakazanego miejsca, gdzie każdy krok może okazać się błędem. I właśnie to poczucie nieustannego napięcia sprawiło, że przepadłam.
Świat przedstawiony w powieści jest surowy i pełen przesądów. Wioski funkcjonują według twardych, niemal fanatycznych zasad, a najmniejsze odstępstwo od normy może skończyć się wygnaniem. Dzwon Wiedźmy budzi jednocześnie grozę i fascynację. To takie miejsce, w którym każdy cień wydaje się żyć własnym życiem, a mgła kryje tajemnice starsze niż ludzka pamięć. Ta wyjątkowa mieszanka gotyckiej grozy i baśniowej dzikości jest jednym z najmocniejszych elementów powieści. Świat jest rozbudowany, momentami nawet aż za bardzo jak na potrzeby pierwszego tomu, ale mimo okazjonalnego natłoku nazw własnych czuć satysfakcję z odkrywania jego kolejnych warstw. Odnoszę wrażenie, że wiele z tych drobnych detali dopiero zapowiada wątki, które rozwiną się później.
Centralnym punktem tej historii są jednak bohaterowie. Maevyth to dziewczyna, którą naznaczono obcą etykietą już w chwili narodzin. Wyrasta wśród ludzi, którzy traktują ją jak symbol nieszczęścia, a mimo to nie traci wrażliwości. W jej spokoju jest coś silnego, gotowość, by przetrwać, nawet jeśli świat nie daje jej wielu powodów do wiary w siebie. Jej historia wywołuje dużo współczucia, ale jednocześnie podziwu. To nie jest bohaterka, która krzyczy, że jest silna, ona tę siłę po prostu ma, nawet jeśli sama o niej nie myśli. Zevander z kolei to postać, od której trudno oderwać myśli. Zabójca-potwór, którego reputacja wyprzedza o kilka długości, a jednocześnie ktoś, kto sam jest więźniem własnej mocy i klątwy. W momencie, kiedy poznajemy go bliżej, widać, że cała jego brut.lność i chłód mają konkretny fundament. To ktoś, kto od dawna funkcjonuje na granicy rozpadu. Jego walka z samym sobą, z własną naturą i z zadaniem, które dostał, czyni tę postać niezwykle interesującą.
Relacja między Maevyth a Zevanderem to slow burn z prawdziwego zdarzenia, pełen napięcia, ale bez pośpiechu i nachalności. Ich więź rodzi się z nieufności, z ostrożnych rozmów, z drobnych gestów, które w innym kontekście nie miałyby żadnego znaczenia, ale tutaj stają się fundamentem czegoś większego. Każde zbliżenie między nimi wydaje się konsekwencją wcześniejszych wydarzeń. Na duży plus zasługują też postacie drugoplanowe. Mają swoje motywacje, bagaż doświadczeń i znaczenie dla całej historii. Ich obecność nadaje światu realizmu, bo każdy z nich wnosi do tej historii coś własnego.
Fabuła jest dynamiczna, ale nie przesadnie szybka. Dzieje się dużo, jednak autorka nie gna od sceny do sceny. Zamiast tego buduje kolejne etapy opowieści w sposób, który pozwala poczuć zarówno rozwój wydarzeń, jak i emocje bohaterów. Szczególnie doceniam to, że tutaj tragedie mają swoje konsekwencje, wracają, nie pozwalają bohaterom o sobie zapomnieć. To dodaje historii ciężaru, który dobrze współgra z mrocznym klimatem. Styl autorki jest plastyczny, nastrojowy, pełen szczegółów. Mam wrażenie, że autorka maluje sceny. Lasy, zamki, mgły, potwory, wszystko to ożywa w bardzo obrazowy sposób. Jeśli miałabym wskazać element, który trochę wybijał mnie z rytmu, byłby to nietypowy zabieg narracyjny, pierwszoosobowa perspektywa Maevyth przeplatana trzecioosobową Zevandera. Wymagało to przyzwyczajenia, nie było jednak znaczącą przeszkodą.
„Anathema” to wciągająca, mroczna, pięknie napisana historia, która zostaje w głowie długo po przeczytaniu. Łączy brut.lność z emocjonalną wrażliwością, grozę z poetyckim klimatem, a powolnie rozwijany wątek romantyczny z żywą, pełną zagrożeń fabułą. To opowieść, w której można się zatracić i ja zdecydowanie się w niej zatraciłam. Niecierpliwie wyczekuję kontynuacji, a Wam pierwszy tom bardzo polecam 🖤
*współpraca reklamowa*
No sami powiedzcie, czy ta okładka was nie woła? Ja słyszałam jak do mnie mówi, jak szepcze, że to lektura dla mnie. Jak wzięłam ją do ręki nieco przestraszyłam się ilości stron, bo to potężna cegiełka, ale przy fantastyce to dobry znak. Pierwszy raz spotkałam się z twórczością autorki i choć czytanie mnie wymęczyło i momentami nużyło, to zdecydowanie ta historia jest czymś wspaniałym, i ja potrzebuję kontynuacji na już.
Żarłoczny Las, las o którym krąży masa legend, każdy się go boi, a prawdę o nim znają tylko Wygnani. Maevyth wie, że nie powinna się tam nigdy zapuszczać, jednak jej sytuacja życiowa zmusza ją do przekroczenia tej przeklętej granicy. Gdy to robi spotyka Jego, Pana Eidolonu - Zevandera, który ma za zadanie ukryć ją przed światem magów, gdyż dziewczyna nie jest tylko zwyczajną śmiertelniczką. Jej pochodzenie jest tajemnicą, a jej krew może stanowić klucz do zmiany świata ale też do zdjęcia klątwy. Maevyth i Zevandera łączy coś jeszcze, ale oboje nie dopuszczają tego do myśli.
Powiem wow, bo to idealne słowo, którym opisałabym tę książkę. Co prawda nie powiem, że była ona w moim mniemaniu idealna, królują tutaj opisy, akcja jest bardzo ale to bardzo powolna, a sam wstęp może zniechęcić, bo bardzo długo nic konkretnego się nie dzieje, tak troszkę kręcimy się w kółko, nie mając konkretów. Dla mnie zdecydowanie to wszytko działo się za wolno i brakowało w tym wszystkim zarówno magii jak i polotu, no przynajmniej na początku. W momencie gdy nasza główna bohaterka przechodzi przez mityczną bramę prowadzącą do innego świata, fabuła się zagęszcza, robi się coraz bardziej intrygująco, tworzy się coraz mocniejsze napięcie, takie które doprowadza do szału, bo nie można się doczekać jego ujścia, a akcja wciąż boleśnie wolno posuwa się naprzód. Dopiero na końcówce robi się nieco bardziej intensywnie i to pod każdym względem, i zdecydowanie ja jestem fanką tego zakończenia, które pomimo tego, że nie dało mi wystarczających odpowiedzi i nawet aż wrażeń, których oczekiwałam to dała ujście emocji, napięcia i zrobiła chrapkę na ciąg dalszy, gdyż w mojej głowie powstały kolejne pytania.
Duży plus za dopracowanie fabuły w każdym, nawet tym najmniejszym detalu, fani szczegółów będą zachwyceni, ja w każdym razie jestem. Kolejny plus za wykreowane przez autorkę światy, ten prawdziwy, ludzki w który rządzi się własnymi prawami, wiarą, grzechami i karaniem grzeszników, mi to co się w nim działo kojarzyło się z polowaniem na czarownice w Salem. Ten magiczny świat też robi wrażenie, klątwy, prawa, zwyczaje nie mieszczące się w głowie i brutalne tradycje, przy których trochę włos się jeżył na głowie, świat pełen mroku, brutalności, kłamstw i pułapek, w którym nikt i nic nie jest bezpieczne. Fabuła jest wielowymiarowa, złożona, wielowątkowa, z dreszczykiem emocji, trzeba przy niej pomyśleć, a staranie rozbudowana przez autorkę akcja sprawia, że ta książkowa cegła czyta się sama. Ja przeczytałam ją w jeden dzień, co prawda nie na raz bo z przerwami, ale naprawdę trudno było się od niej oderwać.
Na uwagę oczywiście zasługują bohaterowie, oboje zagubieni, trochę mroczni i na swój sposób niezwykli. Przyszłość tej relacji była i pozostaje nadal niepewna, jednak ta wieź, ta chemia, to coś co dzieje się pomiędzy Maevyth i Zevanderem jest niezwykłe i wyjątkowe, choć nie można powiedzieć że bajkowe czy słodkie, romantyzmu tutaj nie znajdziecie, nastawcie się raczej na skomplikowaną i trudną relację, przy której nie raz się zirytujecie.
Choć moim zdaniem książka nie jest idealna, to zdecydowanie jest ona warta przeczytania, to coś dla fanów slowburnu, fantastyki, opisowych i szeroko rozbudowanych historii, to też lektura dla fanów mrocznych klimatów, brutalności, walki dobra ze złem i przede wszystkim dla fanów książkowych cegiełek, bo ta objętość naprawdę może w pierwszym momencie przestraszyć. Nie ma jednak czego się bać, bo historia wciąga, czyta się ją płynnie, dostarcza wielu emocji i można ją przeczytać w jeden dzień, mówię na własnym przykładzie. Podobało mi się bardzo, choć jak dla mnie tempo akcji było zdecydowanie za wolne, ale wiem, że są tacy którzy to uwielbiają i to będzie dla nich idealna historia, tak samo jak dla fanów fantastyki. Szczerze polecam i czekam na kolejny tom.
,,Anathema" to książka, na którą bardzo czekałam. Keri Lake stworzyła ciekawy świat, który wciąga od pierwszych stron. Czuć zarówno ból matki, której małe dziecko zostaje skrzywdzone, jak również czuć jak pająki i robaki chodzą po naszej skórze. Czuć również zapach pomarańczy. Jest to bardzo emocjonująca i sensoryczna książka, o której na pewno długo nie zapomnę.
Żarłoczny Las to miejsce, które lepiej omijać. Trafiają tam wygnaniu. I tylko oni wiedzą co znajduje się w tym tajemniczym i niebezpiecznym miejscu. W lesie tym znajduje się również brama do innego świata. Świata, do którego nie przejdzie śmiertelnik. Jednak jeden śmiertelnice to się udało. Nie była ona jednak zwykłym człowiekiem. Posiadała pewne moce.
Książka napisana jest lekkim i przyjemnym językiem. Nie jeden raz na ustach pojawił się u mnie uśmiech. Autorka świetnie oddała klimat mrocznego świata oraz wspaniale wykreowała głównych bohaterów, których nie da się nie lubić. I chociaż można domyśleć się, że pomiędzy nimi zaiskrzy to i tak świetnie bawiłam się czytając o ich przygodach.
,,Anathema" to pierwszy tom cyklu The Eating Woods i chociaż zakończenie mnie nieco zawiodło to i tak sięgnę po 2 tom.
Motywy jakie tu znajdziemy to: Found family, Slow burn, Gothic vibes.
Kiedyś marzyła o przystojnym rycerzu, który ją ocali. Z czasem ta wizja stała się mroczniejsza. Isadora Quinn jest samotna. Jedyną osobą, na której...
Nawet najpotężniejsza miłość nie ocali potępionej duszy Jericho Van Croix i Farryn Ravenshaw wywołali zarówno gniew niebios, jak i piekła. Teraz pozostaje...
Przeczytane:2026-01-05, Chcę przeczytać, Współpraca Recenzencka ,
Anathema - Keri Lake
Dziękuję wydawnictwu Hype/Filia za możliwość przeczytania tej książki.
W fantastyce lubię to, że każda historia jest inna. Praktycznie ile ludzi, tyle opowieści fantasy. Szczególnie te gotyckie, mają swój niepowtarzalny urok.
Nowy świat, gatunki/narody i ta zła postać.
To moje pierwsze spotkanie z piórem autorki Keri Lake. Powiem szczerze, że spodobał mi się jej styl. Akcja toczy się w swoim tempie i naturalnie. Opowieść angażuje już od pierwszych stron. Można przeczytać ją bardzo szybko, mimo 653 stron. Nie sposób było się oderwać od czytania, chyba tylko sen jest w stanie tego dokonać. (🙆)
Bohaterowie. Są tacy, że nie sposób ich nie lubić.
A szczególnie ci główni. Maevyth i Zevander.
Jego rozdziałów było mniej, bo 20 na 62.
Oba punkty widzenia były bardzo ciekawie skonstruowane. Widać tutaj ogrom pracy.
Wszystko uzupełnienia piękna okładka, ilustracje i ozdobniki. Bardzo spodobał mi się indeks postaci i słowniczek na samym początku. Pozwolił on już co nieco poznać nie tylko postacie, ale ten świat. Dużym plusem jest to, że w treści są te słowa od razu tłumaczone i nie trzeba zerkać co chwilę do słowniczka. Warto też wspomnieć o mapce, które lubię w tym gatunku literackim. Lubię sobie wyobrazić gdzie, co jest w naszym świecie.
Nie można też zapomnieć o postaciach drugoplanowych, takich jak siostry głównych bohaterów. Najbardziej polubiłam jego siostrę. Niepokorna i pełna energii mimo życia jakie wiodą.
Wątek miłosny. Tutaj jest on tak poprowadzony delikatnie i jednocześnie wybuchowo. Bardzo ciekawy zabieg w tej mrocznej historii.
Jestem bardzo ciekawa innych książek autorki.
Z niecierpliwością wyczekuję kolejnego tomu. "Eldritch"
Czy uda się pokonać zło i czy miłość zwycięży?
Moja ocena 10/10
Cytaty z książki:
"Co zostało zabrane, nigdy nie powróci."
" - Nie czerpię przyjemności z takich myśli. Ale niektórzy zasłużyli na swój los. Obnosili się z klejnotami, podczas gdy ich ludzie glodowali.
- Tak. Niektórzy zasłużyli. A inni nie. Cóż, to nie twoje sumienie musi się z tym pogodzić, tylko moje.
- Nie wiedziałem, że w ogóle je masz.
- Bo nie mam.
Dolion zachichotał."
"Krzyki.
W mojej głowie rozbrzmiewały potworne krzyki.
Mała dziewczynka ubrana w coś przypominającego zwierzęcą skórę wyciągała ręce w stronę starszej kobiety leżącej w bezruchu w kałuży gęstej krwi. Dziewczynka płakała i szamotała się w ramionach mężczyzny w zbroi z dawnych czasów. Patrzyłam, jak niesie ją ku krawędzi świata, gdzie za skałą rozciągała się tylko gęsta, biała mgła. Płacz dziecka zamienił się w histeryczny krzyk, dziewczynka bezradnie drapała metal zbroi.
Z zimną obojętnością cisnął jej drobne ciałko poza krawędź skały.
Czarna sylwetka runęła z nieba w dół. Zobaczyłam swoje odbicie w lśniącym, czarnym oku kruka."
" Od ciemnej szczeliny na policzku, szpecącej blizny, którą nosił od dzieciństwa, rozchodziły się głębokie czarne żyły. Rozgałęziały się one na żuchwie, szyi i dalej - aż do obojczyka i lewego ramienia. Klątwa, która zatruła jego krew. Pragnęła pożreć jego serce, zamienić go w takie samo plugastwo co jego starszego brata.
Ile to jeszcze potrwa? Nie potrafił powiedzieć."
"- Dobrze. Zachowam to w tajemnicy. Zostać pożartym żywcem to chyba nie najgorszy sposób na śmierć.
- A co według ciebie byłoby gorsze?
- Ku*** w maszynce do mielenia mięsa?
Zevander zmarszczył czoło.
- Postaramy się uniknąć obu tych możliwości."
" - Twoja siostra miała rację. Jesteś tyranem i bestią!
Warknął, ścierając z twarzy kaszę.
- A ty jesteś irytująca, a jednak, wskutek jakiegoś boskiego kaprysu, wciąż masz język."
" - Przepraszam. Nie chciałam... cokolwiek to było.
- Nigdy nie przepraszaj za unieszkodliwienie wroga.
-Ale ty nie jesteś moim wrogiem.
- Nie jestem?
- To znaczy bywasz niemiły. I zrzędliwy. I skrajnie niecierpliwy. - Uśmiechnęłam się, gdy zmarszczył czoło. - Ale jesteś dobrym nauczycielem. Muszę ci to przyznać."
" Westchnął i odepchnął ostrze w moją stronę.
- Zatrzymaj go.
- Ufasz mi? Mimo że będę mieć sztylet?
- Samo posiadanie broni nie czyni z ciebie zagrożenia. To umysł prowadzi ostrze.
- A umysł bywa kapryśny - odparłam. - W jednej chwili spokojny, w następnej rwie się do przemocy.
Jego oczy pociemniały, a moja skóra aż zaiskrzyła.
- To groźba?
- Gdybym cię nie znała, pomyślałabym, że lubisz wyzwania.
Jego usta drgnęły, ale twarz pozostała niewzruszona.
- Zależy, kto trzyma ostrze. Spojrzał na broń w mojej dłoni. "
"- Nigdy nie pojmę, co, na siedem piekieł, sprawiło, że wszechświat zesłał mi ciebie, Maevyth.
- Niektórzy mogliby uznać to za karę - powiedziałam z uśmiechem.
- Jeśli to kara, to przyjmuję wieczność cierpienia z otwartymi ramionami. - Kolejny pocałunek był delikatny i drażniący, ledwie muśnięcie moich ust. - Pochłaniasz mnie całego, mała księżycowa wiedźmo.
Podniosłam rękę, by musnąć palcami jego szczękę"