Okładka książki - Czerwone Piwo Królowej

Czerwone Piwo Królowej


Ocena: 5.43 (7 głosów)

Ta książka została dodana do bazy serwisu Granice.pl przez jednego z użytkowników i oczekuje na moderację

Rodzinne tajemnice, skradzione receptury i miłość, której nikt się nie spodziewał.

 

Gdy Michał, znany fotograf gwiazd, wraca na wezwanie stryja do rodzinnego miasta, odkrywa, że ma tylko kilka miesięcy, by ocalić ponadstuletni rodzinny browar przed skorumpowanym burmistrzem. Jedyną osobą, która może mu w tym pomóc, jest Waleria – miejscowa introligatorka i fotografka. Michał podejrzewa, że chce przejąć jego dziedzictwo, ale tylko razem mogą odzyskać skradzione receptury i uratować browar.

 

Czy zdołają zaufać sobie na tyle, by ocalić to, co najważniejsze: browar, rodzinę i własne serca?

Informacje dodatkowe o Czerwone Piwo Królowej:

Wydawnictwo: Mięta
Data wydania: 2026-04-22
Kategoria: Romans
ISBN: 9788368608526
Liczba stron: 336
Język oryginału: polski

więcej

Kup książkę Czerwone Piwo Królowej

Sprawdzam ceny dla ciebie ...
Cytaty z książki

Na naszej stronie nie ma jeszcze cytatów z tej książki.


Dodaj cytat
REKLAMA

Zobacz także

Czerwone Piwo Królowej - opinie o książce

Avatar użytkownika - olilovesbooks2
olilovesbooks2
Przeczytane:2026-05-07, Ocena: 4, Przeczytałam, Mam, 52 książki 2026,

*współpraca reklamowa*

Przy tej książce najbardziej zaintrygował mnie tytuł. Jak wiecie nie czytam opisów, więc też do rozpoczęcia lektury nie miałam pojęcia czego się spodziewać, choć niektóre opinie na bookmediach zaczęły mnie naprowadzać na trop. To powieść złożona, wielowątkowa, bardziej obyczajowa, z nutką historii, pasji, ale i romansu.

Rodzina, niby wszyscy wszystko o osobie wiedzą, ale to złudne uczucie. W tej rodzinie historia to temat tabu, nikt do niej nie wraca, nikt o niej nie mówi. Dlatego też Waleria niewiele wie o sowich korzeniach czy ogólnie o rodzinnej przeszłości. Obecnie dziewczyna jest fotografką i introligatorką, pasją zaraził ją dziadek, który ją wychowywał wraz z babcią. Do jej miejscowości przybywa Michał, znany fotograf, który został wezwany przez swojego stryja. Na miejscu mężczyzna dowiaduje się, że ma kilka miesięcy, żeby ocalić rodzinne dziedzictwo, a co za tym idzie postawić na nogi miejscowy browar. Osobą, która ma mu pomóc jest Waleria, ale Michał nie jest przekonany do czystości jej intencji. Oboje będą musieli poznać rodzinną historię, która toczy się nie tylko wokół browaru ale i wokół uczuć, plotek i trudnych decyzji.

Nie miałam wygórowanych oczekiwań, ogólnie nie do końca wiedziałam czego się spodziewać, ale liczyłam na to, że na koniec będę mogła powiedzieć, że to była dobra książka. Okazała się jednak dużo lepsza niż dobra. To opowieść bardzo złożona, której akcja rozgrywa się zarówno w teraźniejszości jak i w przeszłości, a ta przeszłość jest bardzo ważna, wręcz kluczowa by zrozumieć to co dzieje się współcześnie. Osobiście nie lubię takich przeskoków, ale muszę docenić tutaj ich wagę dla całości historii, więc też nie będę się ich czepiać. Bardziej skupiłam się na tym co działo się w teraźniejszości, a działo się sporo. Ukryte motywy, trudna współpraca, rodzinne historie, miejscowe plotki, determinacja by osiągnąć zamierzony cel, odrobina historii, dramatu, komedii ale i romansu. To wszystko a nawet i więcej znajdziecie właśnie w tej niepozornej książce z tak oryginalnym tytułem.

Fabuła skupia się głównie na browarze, na jego przeszłości, na zasadach jego działania, pojawiają się przepisy, ciekawostki i różne smaczki na ten temat. Nasi bohaterowie mają cel, uratować browar, odbudować go i tym samym ocalić rodzinne i miejscowe dziedzictwo, ale tutaj sprawy się komplikują. Oprócz tegoż głównego wątku, wiele czasu autorka poświęca też fotografii czy introligatorstwie, tutaj podobnie pojawia się wiele ciekawostek, można dostrzec pasję i niezwykłość tych z pozoru prozaicznych dziedzin. Na dokładkę mamy wątki obyczajowe, które zostają zgrabnie wplątane w to wszystko i tworzą nam spójną, ciekawą, harmonijną ale i oryginalną całość, którą można się zachwycać.

Książkę określiłabym jako stateczną. To lektura pełna wartości, mądrości, ciekawostek, która nie tylko bawi ale i troszkę uczy. To historia w moim odczuciu dość nietypowa. Mieszkam niedaleko Browaru Żywieckiego, kilka razy go odwiedziłam, więc też niektóre opisane tutaj elementy nie były dla mnie zaskoczeniem, umiałam to wszytko sobie w jakimś stopniu wyobrazić, a co najfajniejsze, nabrałam ochoty na koleją wycieczkę, także moje dzieci będą wdzięczne autorce, bo szykuje się nowa przygoda, bo tam póki co ich nie było.

Książka mi się podobała i bardzo dobrze spędziłam przy niej czas. Jednak moim zdaniem to lektura nie dla wszystkich. To powieść obyczajowa, powiązana z historią, tradycjami, sprawami rodzinnymi, taka że tak powiem nie wpisująca się we współczesne trendy. To lektura dla kogoś kto ceni sobie głębokie i wyjątkowe historie, nietypowe, oryginalne, stateczne, gdzie liczą się wartości i ludzie. Dlatego ze swojej strony zachęcam do lektury, a nawet jeśli wam coś nie spasuje, to warto zerknąć na sam koniec i na kilka ciekawych przepisów do przetestowania.

Link do opinii
Avatar użytkownika - Tatiaszaaleksiej
Tatiaszaaleksiej
Przeczytane:2026-05-11, Ocena: 5, Przeczytałem,

„Wszystko można naprawić, jeśli ktoś wystarczająco się postara”.

Głównym bohaterem jest Michał, fotograf gwiazd, który po latach wraca do rodzinnego Chmielnika. Jego celem staje się ratowanie podupadającego browaru, zagrożonego przez bezwzględne działania lokalnych władz. Na swojej drodze spotyka Walerię, wrażliwą introligatorkę i miłośniczkę analogowej fotografii, wychowaną przez dziadków. Ich relacja zaczyna się od nieufności i różnicy zdań, jednak z czasem przeradza się w porozumienie oparte na wspólnym celu. Oboje odkrywają, że tylko współpraca może przywrócić utracone receptury i odsłonić prawdę ukrytą pod warstwą lat oraz ludzkich błędów.

Wciągająca opowieść. Alicja Czarnecka-Suls z wyczuciem buduje wielowarstwową narrację. Wydarzenia odsłaniane są stopniowo poprzez emocje, gesty i wybory bohaterów. Autorka prowadzi czytelnika spokojnie, lecz konsekwentnie, pozwalając, by kolejne warstwy historii intrygowały coraz mocniej. Z lekkością splata różne gatunkowe nuty romans, powieść obyczajową, subtelną sensację oraz historię. Przeszłość nieustannie miesza się z teraźniejszością. Styl autorki jest naturalny, wrażliwy, pełen subtelności i delikatnego humoru. Bohaterowie zostali ciekawie wykreowani, z wyrazistym rysem psychologicznym. Każdy z nich mierzy się z przeszłością oraz własnymi ograniczeniami.

Opowieść o poszukiwaniu siebie, odwadze konfrontacji z tym, co niewygodne, oraz próbie odbudowania tego, co wydawało się bezpowrotnie utracone. To intrygująca historia, która przypomina, że przeszłość nie znika, można ją jednak zrozumieć, oswoić i w końcu zaakceptować. W całej opowieści pulsują relacje międzyludzkie. Są różnorodne, niejednoznaczne, kruche, podatne na zranienia, a jednocześnie zdolne do odrodzenia. Motyw zaufania budowanego na gruzach nieporozumień przeplata się z pytaniem o to, jak wiele w życiu wynika z prawdy, a ile z błędnych interpretacji i przemilczeń. To również opowieść o więziach rodzinnych, dziedzictwie i ciężarze, jaki potrafi nieść historia przekazywana z pokolenia na pokolenie. W tle rodzi się subtelne, nieśpieszne uczucie, które dojrzewa wraz z bohaterami.

Chmielnik nie pełni tu jedynie roli tła wydarzeń, a staje się żywą przestrzenią.  Ulice, wzgórza i mury browaru noszą w sobie pamięć dawnych historii, jakby przechowywały echo ludzkich losów.

Bardzo polecam, Tatiasza i jej książki :) 

Link do opinii
Avatar użytkownika - Poczytajzemna
Poczytajzemna
Przeczytane:2026-05-15, Ocena: 6, Przeczytałem, Mam,

Często nie ufam ludziom, którzy pojawiają się nagle po latach. Też tak masz? Zwłaszcza wtedy, gdy w grę wchodzą pieniądze, rodzinne sekrety i coś, co dla innych jest tylko starym budynkiem, a dla nas całym dziedzictwem pokoleń. Bo ile można poświęcić, by ocalić miejsce, które od zawsze było częścią rodziny?

„Czerwone piwo królowej” Alicji Czarneckiej-Suls okazało się historią dużo bardziej emocjonalną, niż początkowo przypuszczałam. To nie jest zwykła powieść obyczajowa z romansem w tle. To opowieść o powrotach do korzeni, o walce o rodzinne dziedzictwo, o sekretach ukrywanych przez lata i o ludziach, którzy próbują odnaleźć siebie pośród chaosu, niedomówień i trudnych relacji.
Bardzo spodobał mi się klimat tej książki. Małe miasteczko, ponadstuletni browar, skradzione receptury, lokalne układy i atmosfera tajemnicy sprawiły, że od pierwszych stron czułam ogromną ciekawość. Autorka stworzyła miejsce, które żyje własnym rytmem. Czuć tutaj historię, tradycję i emocjonalne przywiązanie bohaterów do tego, co zostało stworzone przez wcześniejsze pokolenia. I właśnie to nadaje tej historii wyjątkowego charakteru.

Michał to bohater, którego bardzo łatwo zrozumieć. Z jednej strony człowiek sukcesu, fotograf gwiazd, przyzwyczajony do zupełnie innego życia, a z drugiej ktoś, kto nagle musi wrócić do miejsca pełnego dawnych wspomnień i nierozwiązanych spraw. Podobało mi się to, że autorka nie zrobiła z niego postaci idealnej. Michał jest momentami zagubiony, nieufny, rozdarty między przeszłością a teraźniejszością. Widać, że walka o browar staje się dla niego czymś więcej niż tylko obowiązkiem. To walka o rodzinę, własną tożsamość i odpowiedź na pytanie, co tak naprawdę w życiu ma największą wartość.

Ogromnym atutem tej książki jest również Waleria. Bardzo polubiłam jej postać. Jest naturalna, inteligentna i niezwykle autentyczna. Nie daje się łatwo ocenić, a jej relacja z Michałem została poprowadzona w sposób spokojny, wiarygodny i pełen emocji. Między nimi od początku czuć napięcie, nieufność i niewypowiedziane pretensje, ale właśnie dzięki temu ich historia wydaje się prawdziwa. Czy można zaufać komuś, kiedy stawką jest rodzinne dziedzictwo? I czy wspólna walka potrafi zbliżyć ludzi bardziej niż wielkie słowa?

Najbardziej wciągnęły mnie momenty związane z odkrywaniem rodzinnych tajemnic i poszukiwaniem skradzionych receptur. Autorka bardzo umiejętnie buduje napięcie i stopniowo odsłania kolejne elementy układanki. Kilka razy naprawdę miałam w głowie własne podejrzenia i próbowałam przewidzieć, komu można ufać, a kto ma swoje ukryte cele. Do tego dochodzi konflikt z burmistrzem, który wprowadza do fabuły sporo nerwów i pokazuje, jak daleko potrafią posunąć się ludzie kierowani chciwością oraz żądzą władzy.

Bardzo podobało mi się także to, że ta historia, mimo poruszania trudnych tematów, daje czytelnikowi dużo ciepła i nadziei. Są tutaj emocje, wzruszenia, rodzinne konflikty, ale też pięknie pokazana siła więzi, lojalności i drugich szans. Autorka przypomina, że czasami trzeba wrócić do miejsca, od którego kiedyś uciekliśmy, żeby zrozumieć samego siebie.

Styl Alicji Czarneckiej-Suls jest lekki i bardzo przyjemny w odbiorze. Książkę czyta się płynnie, a fabuła rozwija się naturalnie i bez chaosu. Szczególnie spodobało mi się połączenie wątku obyczajowego z nutą tajemnicy i romansu. Dzięki temu przez cały czas coś się dzieje, a czytelnik nie ma ochoty odkładać książki na później.

Najbardziej urzekło mnie jednak to, jak mocno czuć w tej historii serce. Pasję do tradycji, szacunek do rodzinnego dziedzictwa i emocje bohaterów, którzy próbują ocalić coś znacznie ważniejszego niż sam browar. Bo tutaj chodzi również o pamięć, korzenie i ludzi, którzy mimo ran nadal potrafią walczyć o siebie nawzajem.

„Czerwone piwo królowej” to książka pełna klimatu, tajemnic i emocji. Idealna dla czytelników, którzy lubią powieści obyczajowe z dobrze poprowadzonym romansem, rodzinnymi sekretami i historią, która zostawia po sobie ciepło w sercu. Ja spędziłam z tą książką naprawdę bardzo przyjemny czas i z ogromną ciekawością śledziłam losy Michała oraz Walerii. Jeśli lubicie historie o powrotach do korzeni, walce o to, co ważne i uczuciach rodzących się pośród chaosu, to zdecydowanie warto po nią sięgnąć.

Link do opinii

Na okładce dominuje głównie kolor czerwony i biały. Jest matowa w dotyku z wytłuszczeniami lakierem UV. Ma skrzydełka, które stanowią dodatkową ochronę przed uszkodzeniami mechanicznymi, a na jednym z nich możecie przeczytać kilka słów o autorce. Strony są kremowe, czcionka wystarczająca, odstępy między wersami i marginesy zostały zachowane. Narrację mamy prowadzoną obecnie i w przeszłości, z czego każdy rozdział ma graficzną wstawkę. Do paczki dołączona została podkładka pod kubek lub... Kufel. Z okładką książki oczywiście, zakładka do książki oraz karteczka z jednym przepisem Klary... Ale to nie wszystko! Na samym końcu znajdziecie kilka przepisów z użyciem chmielu. Kto lubi, na pewno się zainspiruje. :) 

Styl autorki jest lekki, chociaż przyznaję się bez bicia, na początku czytanie szło mi opornie. Nie mogłam wbić się w tekst i dopiero po kilkudziesięciu stronach przebrnęłam i wpadłam do browaru. Niemalże... Dosłownie. :) Później czytało mi się przyjemnie i z zaciekawieniem, a to dlatego, że pisarka wprowadziła dwie ramy czasowe, które ja w powieściach bardzo lubię. Szczególnie właśnie te wydarzenia z dawnych lat. Mają one swój klimat i jakoś naprawdę świetnie mi się o tym czyta. Tak było i tym razem. Ta przeszłość mnie mocno intrygowała, ale spodziewałam się tego, jak tam wszystko się potoczyło. W przeszłości autorka mocno opisała sposób pracy w browarze, co również było bardzo ciekawe i skupiało maksimum mojej uwagi. Podobał mi sie również notes Klary i jej notatki, nie tylko te na marginesie. Myślę, że śmiało dam jeszcze kiedyś szansę innym lekturom autorki, jeśli tylko będę miała okazję po nie sięgnąć.

Waleria to młoda dziewczyna, którą wychowują dziadkowie, a obecnie tylko babcia. Dziewczyna prowadzi zakład fotograficzny po dziadku i oddaje się niemu najmocniej, jak potrafi. Mieszka z babcią, która jest specyficzna, ale bardzo ją kocha. Kiedy spada na nią rola wspólnika w ratowaniu miejscowego browaru, szczerze byłam zaskoczona. Znalazła w sobie siłę, chęć pomocy i odwagę, by stawić temu wszystkiemu czoła. Z kolei Michał przyjeżdża z zagranicy. Jest wziętym fotografem i lubi to robić. Uwieczniać chwile na fotografiach. Ma za zadanie ocalić browar przed mackami miejscowych włodarzy, ale gdy na horyzoncie pojawia się Waleria, w jego głowie pojawia się kiełkująca potrzeba bacznego obserwowania dziewczyny, czy i ona nie poluje na rodzinny majątek. Przyznam szczerze, że go nie polubiłam. Zdecydowanie moje serce należy do... Klary i Antoniego. Ogólnie pisarka wykreowała ciekawe postacie, które różnią się od siebie charakterem, ale i dostarczają nam mnóstwa emocji. Od złości po radość. Myślę, że kilku z nich polubicie, a innych chętnie odesłalibyście gdzie pieprz rośnie.

Akcja ma odpowiednie tempo, raz przyspiesza, raz płynie wolniej. Pani Alicja nie skąpi też od nagłych zwrotów akcji, szczególnie tych dotyczących browaru. Samo opisywanie pracy w takim miejscu było dla mnie ciekawe. Pojawił się też wątek relacji międzyludzkich na różnych obszarach, z którym uważam, pisarka poradziła sobie dobrze. Jest bardzo wolna relacja, nigdy bezpośrednia. Miła odmiana, gdyż w ostatnim czasie trafiałam na zdecydowanie szybsze. Emocji tutaj nie czułam, ale też nie było ich tutaj jakby za wiele. Podkreślę to jeszcze raz, że bardzo spodobał mi się wątek pisany w przeszłości. Sam pomysł ba fabułę i umiejscowienie go w starym rodzinnym browarze jest oryginalny i jak dotąd nie miałam okazji czytać o czymś takim. Dlatego tutaj duży plus dla pani Czarneckiej-Suls. Wyróżnia się na tle innych książek. Poza tym pomysł/przepis na piwo, które znika, a jest ponoć ewenementem i rarytasem. Ja nie gustuję w alkoholu, ale wierzę, że piwosze byliby zachwyceni. Poza tym nie sądziłam, że pijąc piwo/próbując go, można odczuć tyle różnych smaków...

Reasumując uważam, że jest to naprawdę dobra powieść, z oryginalnym miejscem akcji i przekrojem charakterów postaci. Jedni przyprawią Was o białą gorączkę, a za innych będziecie mocno trzymać kciuki. Czy uda się uratować Walerii i Michałowi browar, musicie dowiedzieć się sami. Ja nie spoileruję, ale końcówka to niemalże rollercoaster zdarzeń, które mocno mnie zdziwiły. Mimo trudnego początku, później się rozkręciło i cieszę się, że dałam jej szansę i się nie poddałam. Polecam!

Link do opinii
Avatar użytkownika - goszaczyta
goszaczyta
Przeczytane:2026-05-10,

 Rodzinne tajemnice, skradzione receptury i miłość, której nikt się nie spodziewał. 

 


▪𝗥𝗘𝗖𝗘𝗡𝗭𝗝𝗔 ▪

 


„Czerwone piwo królowej” Alicji Czarneckiej-Suls to powieść z pogranicza literatury obyczajowej i romansu. Muszę przyznać, że sama, gdy pierwszy raz zobaczyłam okładkę książki pomyślałam, że to na pewno jest historia z gatunku fantasy. I bardzo się cieszę, że otrzymałam to pierwsze! To było tak dobre. Pełne niespodziewanych zwrotów akcji, barwnej fabuły i nietuzinkowym postaci. Autorka bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła, a sama książka tak szybko mnie wciągnęła, że wystarczyło parę godzin, bym pochłonęła ją całą. ❤

 


Powieść Alicji Czarneckiej-Suls „Czerwone piwo królowej” przenosi czytelnika w sam środek burzliwych losów pewnej rodziny, których osią staje się Stary Browar. Trudno nie zachwycić się tym miejscem, autorka poświęca mu wiele uwagi, czyniąc z niego coś więcej niż zwykłą scenografię wydarzeń. Browar staje się pełnoprawnym uczestnikiem opowieści: przestrzenią naznaczoną historią, skrywającą sekrety i przyciągającą wyjątkowym klimatem.

 


To nie tylko zapachy i obrazy budują jego charakter, lecz przede wszystkim atmosfera oddana z dużą wrażliwością na detale. Czytelnik ma wrażenie, jakby przekraczał próg pomieszczeń, w których wciąż obecne są ślady dawnych czasów, starych receptur, pracy i pasji ludzi, którzy stworzyli to miejsce od podstaw. Ich obecność nie znika, lecz trwa w pamięci i w samej przestrzeni browaru.

 


„Czerwone piwo królowej” to doskonała rozrywka. Powieść zawiera wątki obyczajowe, które idealnie splatają się z historią miłosną, tworząc angażującą i wielowymiarową opowieść. Autorka dużo uwagi poświęciła tematom, takim jak dziedzictwo, poszukiwanie własnego „ja”, namiętności oraz nierozwiązanych spraw z przeszłości, które nie przestają wpływać na teraźniejszość. W fabule nie brakuje rodzinnych sekretów, silnych emocji, odwołań do dawnych legend ani powrotów do minionych wydarzeń.

 


Autorka z dużą wrażliwością pokazuje, jak to, co niewypowiedziane, potrafi latami narastać i boleśnie zatruwać relacje między bohaterami. Zraniona duma, tłumione emocje i głęboko skrywane tajemnice powoli zatruwają życie bohaterów, nie dając im spokoju. Dopiero odważne zmierzenie się z przeszłością i ujawnienie prawdy przynosi ulgę oraz otwiera drogę do uzdrowienia.

 


„Czerwone piwo królowej” to doskonała rozrywka! Fabuła i bohaterowie dostarczą wam wielu niezapomnianych wrażeń. Aktorka z dużą dozą wrażliwości uczula czytelnika na ważne tematy, takie jak rodzina, pielęgnowanie korzeni i tradycji. Bardzo wam polecam tę książkę! ❤

Link do opinii
#współpracareklamowa z Wydawnictwem Wydawnictwo Mięta
📚 „Czerwone piwo królowej” Alicja Czarnecka- Suls

Czy Was też wciągają historie, w których pojawiają się rzemieślnicze wątki?

Już sam tytuł sprawił, że sięgnęłam po tę książkę, a opis fabuły zapowiadał naprawdę przyjemną historię. To opowieść, w której odkrywamy tajniki warzenia piwa, co okazuje się wyjątkowo intrygującym motywem. Ale jeszcze bardziej wciągnęły mnie emocje towarzyszące bohaterom podczas tego procesu.

Tutaj już od początku czuć tę miłość, zachwyt, fascynacje i radość, jaka płynie od ludzi związanych z miejscowym browarem. Browarem, któremu oddali serca i życie, który stał się dla nich nie tylko miejscem pracy, ale też tradycją. Tradycją nadwyrężoną przez upływ czasu i wiek właścicieli, wymagającą ratunku, bo ocalając ją, ratują też cząstkę siebie. Teraz wszystko musi przejąć młodsze pokolenie. Najpierw jednak trzeba je w tym miejscu rozkochać — i to szybko. Bo nie tylko burmistrz Chmielnika ma na ten browar apetyt.

„Czerwone piwo królowej” to udane połączenie powieści obyczajowej z nutą romansu i tłem historycznym. W centrum stoją rodzinne sekrety przekazywane z pokolenia na pokolenie. To z nich rodzą się zazdrość, niedomówienia, urazy, kłamstwa i złamane serca. Pasja, dążenie do perfekcji i silny wpływ rodziny momentami zaślepiły starszych bohaterów, którzy dziś płacą za swoje wybory — samotnością, wyrzutami sumienia i urażoną dumą. Ale czas potrafi leczyć rany, a to najlepszy ment na szczerą rozmowę, wybaczenie i pojednanie, bo stawką jest ich ukochany browar.

To także historia o szukaniu swojego miejsca i podążaniu za sercem często wbrew rozsądkowi. O tym, jak łatwo zatracić siebie pod presją oczekiwań, sukcesu i prestiżu. A odzyskanie własnej tożsamości wymaga już odwagi i wysiłku, zwłaszcza gdy uciekamy od niewygodnej prawdy. Im szybciej się zatrzymamy i spojrzymy w głąb siebie, tym łatwiej wrócimy na właściwą drogę.

Jednak tym, co najbardziej skradło moje czytelnicze serce, jest sposób, w jaki autorka opisała historię starego browaru. Niemal czuć ten charakterystyczny zapach, oczami wyobraźni można widzieć korytarze i pomieszczenia przesiąknięte latami pasji, marzeń i ciężkiej pracy. To miejsce żyje wspomnieniami, zamkniętymi w starych fotografiach tworzonych z miłości i dla miłości. Dzięki tak barwnej narracji autorka umożliwiła mi podróż w głąb starych murów browaru, pełną uroku i browarnianych ciekawostek.

Podobnie jest z główną bohaterką, Walerią i jej zawodem, który z czasem stał się prawdziwą pasją. To nie tylko utalentowana fotografka, ale też introligatorka, wkładająca całe serce w to, by każda książka zachowała swoje piękno, mimo upływu lat. Autorka z dużą dbałością opisuje metody i materiały wykorzystywane w tym rzemiośle, nie zapominając o emocjach, które mu towarzyszą — skupieniu, fascynacji, szacunku do dawnych dzieł i miłości do słowa pisanego. Dla mnie, jako miłośniczki literatury, była to czysta przyjemność i ogromna czytelnicza frajda.

„Czerwone piwo królowej” Alicji Czarneckiej-Suls kusi nie tylko frapującą fabułą, charyzmatycznymi bohaterami i ciekawie poprowadzoną akcją, ale i pięknie uchwyconą miłością do zawodów z duszą. Takich, w których ogromne znaczenie mają relacje, tradycja i rodzina. To historia, którą można się delektować, podobnie jak życiem.

Moja ocena: 9/10.

 

Link do opinii

ᴛʏᴛᴜᴌ ʀᴇᴄᴇɴᴢᴊɪ: 𝗖𝗵𝗺𝗶𝗲𝗹𝗼𝘄𝗲 𝘄𝘇𝗴ó𝗿𝘇𝗲

Alicja Czarnecka-Suls kolejny raz udowadnia, że jest wszechstronnie utalentowaną autorką, która nie boi się sięgać po nową tematykę. Stworzyła powieść z duszą, w której przeszłość przegląda się w teraźniejszości. „𝘊𝘻𝘦𝘳𝘸𝘰𝘯𝘦 𝘱𝘪𝘸𝘰 𝘬𝘳ó𝘭𝘰𝘸𝘦𝘫” to emocjonalna podróż, w którą zabrała mnie autorka do dawnego i współczesnego Chmielnika, by odkrywać, co między wierszami skrywają ludzkie serca. Pokazała także, jak jedna decyzja sprzed lat może wpłynąć na przyszłość nie tylko jednej osoby, ale również jej najbliższych. Odnalazłam w tej książce rodzinne sekrety, intrygi, dwie miłości, zaginione receptury i browar, który mógł zmienić wszystko. To również historia dwojga ludzi, których połączył właśnie ten browar. Tylko czy zdołają zaufać sobie na tyle, by wyprostować to, co poplątały poprzednie pokolenia, i ocalić przyszłość ponadstuletniego browaru?

Waleria Kasperska przejęła schedę po dziadku Kazimierzu. To on ją nauczył, że nic nie jest stracone, dopóki można to naprawić. Waleria uważała więc, że jej zadaniem jest naprawianie rzeczy. „𝘞𝘴𝘻𝘺𝘴𝘵𝘬𝘰 𝘮𝘰ż𝘯𝘢 𝘯𝘢𝘱𝘳𝘢𝘸𝘪ć, 𝘫𝘦ś𝘭𝘪 𝘬𝘵𝘰ś 𝘸𝘺𝘴𝘵𝘢𝘳𝘤𝘻𝘢𝘫ą𝘤𝘰 𝘴𝘪ę 𝘱𝘰𝘴𝘵𝘢𝘳𝘢”.

Dziadek przez całe lata prowadził zakład fotograficzny, który odziedziczył po ojcu, a tamten wcześniej po swoim. Kazimierz był naczelnym fotografem chmielnickiego browaru, wykonywał zdjęcia jego właścicielom, a za ich zgodą również mieszkańcom Chmielnika. W miasteczku większość najstarszych i najzamożniejszych rodzin od pokoleń przejmowała zawody, stanowiska i ziemię po swoich przodkach. Kiedyś Chmielnik miał znaczenie, lecz po zamknięciu browaru podupadł. Leżał bowiem na uboczu, z dala od głównych dróg, a miasteczko żyło swoim powolnym rytmem. Tak powolnym, że Waleria coraz bardziej pragnęła z niego uciec.

Michał Schroeder znany fotograf gwiazd kierował się w życiu zasadą, by nie przywiązywać się do niczego ani do nikogo, dzięki czemu w każdej chwili mógł bez żalu przenieść się do innego kraju. Wyjątkiem był jego stryj Antoni oraz ukochany Mercedes 300SL Gullwing. Teraz Antoni ma kłopoty i Michał na jego wezwanie wraca do kraju. Na miejscu okazuje się, że jego stryj oczekuje pomocy nie tylko od niego, ale także od Walerii, miejscowej introligatorki i fotograf. Razem albo każde z osobna mają tylko pięć miesięcy, by uratować jego dziedzictwo przed utratą na zawsze. Muszą dojść do porozumienia zarówno z pewną firmą, jak i między sobą w sprawie prowadzenia browaru oraz wznowienia produkcji lokalnego piwa. Jeśli im się to nie uda, zakład przejmie miasto na mocy niedawno ujawnionych dokumentów. Burmistrzowi bardziej niż na reaktywacji browaru zależy na przylegających do niego terenach, ponieważ kieruje się własnym ukrytym celem.

Młodzi są zaskoczeni całą sytuacją. Michał jest zdenerwowany i nie chce w życiu swojego wujka, a tym bardziej we własnym, dziewczyny, którą uważa za uzurpatorkę. Walerii również nie podoba się to, w co została wciągnięta, ale postanawia poznać prawdę, choć jednocześnie trochę się jej boi. Przy niej zawsze byli babcia Klara Kasperska oraz nieżyjący już dziadek Kazimierz. Dlaczego więc Antoni Schroeder nagle nazywa ją swoją wnuczką i wciąga w sprawy browaru? Waleria nie ma ochoty angażować się w te sprawy, zwłaszcza że jej babcia stanowczo się temu sprzeciwia. Z drugiej strony czuje, że może warto odkryć, co kryje się za propozycją Antoniego i poznać rodzinne tajemnice.

Babcia Klara stawia jej ultimatum: albo ona, albo browar Antoniego. Waleria czuje, jak ścierają się w niej sprzeczne emocje, bo takiej reakcji po babci zupełnie się nie spodziewała. W chwili, gdy wybiera propozycję Antoniego, Klara przestaje się do niej odzywać i okazuje swoje niezadowolenie.

„[…] 𝘮𝘪𝘢ł𝘢 𝘤𝘰𝘳𝘢𝘻 𝘸𝘪ę𝘬𝘴𝘻𝘺 ż𝘢𝘭 𝘥𝘰 𝘯𝘪𝘦𝘫 𝘪 𝘤𝘰𝘳𝘢𝘻 𝘸𝘺𝘳𝘢ź𝘯𝘪𝘦𝘫𝘴𝘻𝘦 𝘱𝘳𝘻𝘦𝘬𝘰𝘯𝘢𝘯𝘪𝘦, ż𝘦 𝘣𝘭𝘪𝘴𝘬𝘰ść 𝘪 𝘸𝘪ę𝘻𝘺 𝘳𝘰𝘥𝘻𝘪𝘯𝘯𝘦 𝘯𝘪𝘦 𝘥𝘢𝘫ą 𝘯𝘪𝘬𝘰𝘮𝘶 𝘱𝘳𝘢𝘸𝘢 𝘥𝘰 𝘻𝘢𝘥𝘢𝘸𝘢𝘯𝘪𝘢 𝘣ó𝘭𝘶 𝘪 𝘸𝘺𝘸𝘺ż𝘴𝘻𝘢𝘯𝘪𝘢 𝘴𝘪ę. 𝘡𝘢𝘴𝘵𝘢𝘯𝘢𝘸𝘪𝘢ł𝘢 𝘴𝘪ę, 𝘥𝘭𝘢𝘤𝘻𝘦𝘨𝘰 𝘵𝘢𝘬 𝘤𝘻ę𝘴𝘵𝘰 𝘭𝘶𝘥𝘻𝘪𝘦 𝘵𝘳𝘢𝘬𝘵𝘶𝘫ą 𝘯𝘢𝘫𝘣𝘭𝘪ż𝘴𝘻𝘺𝘤𝘩 𝘸 𝘴𝘱𝘰𝘴ó𝘣, 𝘯𝘢 𝘬𝘵ó𝘳𝘺 𝘯𝘪𝘨𝘥𝘺 𝘯𝘪𝘦 𝘱𝘰𝘻𝘸𝘰𝘭𝘪𝘭𝘪𝘣𝘺 𝘴𝘰𝘣𝘪𝘦 𝘸𝘰𝘣𝘦𝘤 𝘱𝘳𝘻𝘺𝘫𝘢𝘤𝘪ół 𝘤𝘻𝘺 𝘰𝘣𝘤𝘺𝘤𝘩. 𝘊𝘰 𝘴𝘱𝘳𝘢𝘸𝘪𝘢, ż𝘦 𝘸𝘪ę𝘻𝘺 𝘳𝘰𝘥𝘻𝘪𝘯𝘯𝘦 𝘸𝘺𝘥𝘢𝘫ą 𝘴𝘪ę 𝘶𝘴𝘱𝘳𝘢𝘸𝘪𝘦𝘥𝘭𝘪𝘸𝘪𝘢ć 𝘵𝘢𝘬𝘪𝘦 𝘻𝘢𝘤𝘩𝘰𝘸𝘢𝘯𝘪𝘦?”

Michał zaś, wbrew swoim oczekiwaniom i wrogiemu nastawieniu do Walerii, zaczyna podziwiać ją za inteligencję, wiedzę i błyskotliwość. Nie może uwierzyć, że on, człowiek, który z zasady nie przywiązuje się do nikogo, zaczyna… tęsknić za tą dziewczyną. Waleria zaś czuje konsternację, bo w obecności tego mężczyzny jej serce bije szybciej, choć wcale tego nie chce. Nie wie, czy ma wierzyć w jego szczere intencje, czy to tylko gra. Przypadkiem podsłuchana rozmowa z Leonem, człowiekiem wójta, sprawia, że nie wie już, w co ma wierzyć.

Alicja Czarnecka-Suls uraczyła mnie niezwykle smakowitą historią browaru oraz opowieścią o Klarze i Antonim. Powoli odsłaniała tajemnicę tego, co w przeszłości łączyło właściciela słynnego na tamte czasy browaru i jego ambitną pracownicę Klarę. Zapiski Klary sprzed lat teoretycznie dotyczą procedur wytwarzania piwa, a w praktyce zawierają uwagi związane z jej uczuciami. Jej refleksje o piwie zawsze były nierozłączne z uczuciem wobec Antoniego, a on z kolei nie wiedział, czy to, co czuje do Klary, można nazwać miłością.

Uważam, że wprowadzenie do fabuły zapisków Klary to niecodzienny i niezwykły sposób ukazania jej uczuciowego zaangażowania w relację z Antonim, która od początku była skazana na niepowodzenie. Wtedy wydawało jej się, że Antoni też ją kocha, ale nie na tyle, by przeciwstawić się rodzinie. Wybrał browar. Mimo że była zakochana w Antonim, wyszła za Kazimierza, człowieka dobrego, który zawsze był jej oddany i szczerze ją kochał.

Termin przejęcia browaru przez miasto zbliżał się wielkimi krokami, a burmistrz zacierał ręce, przekonany, że jego plan się powiedzie, ponieważ receptury, które mogłyby umożliwić reaktywację browaru, zaginęły dawno temu. Nie wie jednak, że Waleria przypadkiem natrafiła na miejsce ich ukrycia. Teraz stoi przed nimi szansa, by uratować browar i dać ludziom pracę. Ale licho nie śpi, a burmistrz również nie zamierza odpuścić. Zrobi wszystko, by jego plan przejęcia doszedł do skutku. Czy Waleria i Michał zewrą szyki i udaremnią skorumpowanemu urzędnikowi realizację niecnego planu? Jakie rodzinne tajemnice wyjdą na jaw i co z tego wyniknie?

„𝘊𝘻𝘦𝘳𝘸𝘰𝘯𝘦 𝘱𝘪𝘸𝘰 𝘬𝘳ó𝘭𝘰𝘸𝘦𝘫” okazało się książką, która bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. Spodziewałam się lekkiej historii obyczajowej, a dostałam opowieść, w której obok emocji i relacji pojawiają się rodzinne tajemnice, niedopowiedzenia i klimat małego miasta, z którego trudno się wyrwać, nawet jeśli życie dawno poprowadziło bohaterów gdzie indziej.

Bardzo podobało mi się to, że autorka nie skupiła się wyłącznie na wątku romantycznym. Oczywiście uczucia są tutaj ważne, ale równie mocno zaznaczyła temat rodzinnych więzi, dziedzictwa i miejsca, które dla jednych jest domem, a dla innych wspomnieniem tego, co zostało utracone. Motyw starego browaru dodał tej historii wyjątkowego klimatu. Czuć w nim przeszłość, tradycję i coś bardzo nostalgicznego.

Uwielbiam książki, w których bohaterowie nie są idealni i tutaj właśnie to dostałam. Michał i Waleria mają własne emocje, uprzedzenia i trudne doświadczenia, przez co ich relacja wydaje się bardziej prawdziwa i naturalna. Nic nie dzieje się zbyt szybko ani sztucznie, wszystko rozwija się spokojnie i dzięki temu łatwo było mi uwierzyć w tę historię.

Podobało mi się również to, jak autorka buduje atmosferę. Nie ma tu przesadnego dramatyzmu, ale jest wiele emocji ukrytych między słowami. To jedna z tych książek, które najlepiej smakują właśnie wtedy, kiedy czyta się je powoli, pozwalając sobie wejść w jej świat i zatrzymać się na chwilę przy niektórych fragmentach.

„𝘊𝘻𝘦𝘳𝘸𝘰𝘯𝘦 𝘱𝘪𝘸𝘰 𝘬𝘳ó𝘭𝘰𝘸𝘦𝘫” to ciepła, klimatyczna i emocjonalna opowieść, w której bardzo łatwo było mi się zanurzyć. Autorka zostawiła mnie z poczuciem, że czasami najbardziej poruszające są historie o powrotach, rodzinnych sekretach i próbie ocalenia czegoś, co dla innych może wydawać się już nieważne. A piwo idealnie odegrało w tej historii rolę cichego bohatera.

Odniosłam też wrażenie, że tytuł książki nie jest tutaj przypadkowy. Dla mnie „𝘊𝘻𝘦𝘳𝘸𝘰𝘯𝘦 𝘱𝘪𝘸𝘰 𝘬𝘳ó𝘭𝘰𝘸𝘦𝘫” stało się metaforą emocji, rodzinnych historii i tego, jak przeszłość potrafi mieszać się z teraźniejszością, pozostawiając po sobie zarówno słodycz wspomnień, jak i gorycz niewypowiedzianych słów. Jak autorka przyznaje w posłowiu, inspiracją do napisania książki były historie kilku browarów i rodzin z nimi związanych. Te historie często były jak warzone przez te rodziny piwo, pełne pasji, skrywanych tajemnic, goryczy życia i szczypty romansu. Dzięki Alicji Czarneckiej-Suls i jej wspaniałej opowieści wraz z bohaterami „𝘊𝘻𝘦𝘳𝘸𝘰𝘯𝘦𝘨𝘰 𝘱𝘪𝘸𝘢 𝘬𝘳ó𝘭𝘰𝘸𝘦𝘫” mogłam przeżyć emocje, które dojrzewały przez pokolenia i wciąż pobrzmiewały w tej historii.

Autorka pokazała, że historia rodów browarniczych to nie tylko warzenie piwa i cyfry w księgach rachunkowych, ale prawdziwe dramaty, romanse i skandale, które mogłyby stać się kanwą niejednego filmu. Piwo bywało tu nie tylko tłem dla wielkich uczuć, ale także walki o władzę i utrzymanie rodzinnego dziedzictwa. „𝘊𝘻𝘦𝘳𝘸𝘰𝘯𝘦 𝘱𝘪𝘸𝘰 𝘬𝘳ó𝘭𝘰𝘸𝘦𝘫” zachwyca opowiedzianą historią oraz językiem, jakim została napisana. Jestem pod ogromnym wrażeniem talentu autorki i jej pracowitości, bo to zaskakująco dobra powieść obyczajowa z nutą historii, angażująca i wzbudzająca emocje.
Zakończenie książki bardzo mi się podobało, a to, co znalazłam na jej końcu, zachęca do eksperymentowania w kuchni i poznawania nowych przepisów. Przepisów Klary.

„𝘊𝘻𝘢𝘴𝘦𝘮 𝘵𝘳𝘻𝘦𝘣𝘢 𝘯𝘢𝘱𝘳𝘢𝘸𝘪ć 𝘱𝘳𝘻𝘦𝘴𝘻ł𝘰ść, 𝘣𝘺 𝘮ó𝘤 𝘻𝘣𝘶𝘥𝘰𝘸𝘢ć 𝘱𝘳𝘻𝘺𝘴𝘻ł𝘰ść”.

Link do opinii
Avatar użytkownika - mrufka80czyta
mrufka80czyta
Przeczytane:2026-05-01, Ocena: 6, Przeczytałem, Mam,

Ponadstuletni browar należy do rodziny Michała od pokoleń. To miejsce, które przez lata łączyło  tradycje i ludzi. Teraz jego przyszłość jest zagrożona. Skorumpowany burmistrz ma ukryty cel, by nie dopuścić, by browar wrócił do życia.

Michał jest znanym fotografem gwiazd. Opuścił dom rodzinny wiele lat temu, a teraz został wezwany, na ratunek. Pomóc ma mu Waleria, miejscowa fotografka i introligatorka. Między tym dwojgiem od początku panuje napięta atmosfera. On nie ufa dziewczynie i myśli, ze ta czyha na jego spadek. Waleria nie rozumie, dlaczego została uwikłana w tę sytuację. Jedno jest pewne, muszą działać razem i zrobić wszystko co w ich mocy, by przed upływem pięciu miesięcy przywrócić browar do życia. Skradzione przed laty receptury bardzo by im w tym pomogły. Czy uda im się osiągnąć cel?

Ależ to było dobre! To historia, która wciąga od pierwszych stron i nie pozwala się  się  oderwać.

Mocno kibicowałam bohaterom, nie tylko w zmaganiach, by ocalić od zapomnienia stary browar, ale też w odkrywaniu uczucia. Iskrzyło między nimi strasznie, momentami miałam ochotę na nich krzyczeć ? Akcja toczy się dwutorowo - kiedyś i teraz.  Cudowni bohaterowie drugoplanowi i ich przeszłość dodają uroku tej opowieści.

To historia o tym, jak łatwo można stracić wszystko przez brak rozmowy i niedopowiedzenia. O tym, jak ważne są rodzina oraz pielęgnowanie tradycji. Powroty do przeszłości i nadzieja na przyszłość, a to wszystko w cieniu starego browaru.
Autorka wspaniale maluje słowem i cudownie oddaje atmosferę miejsca. Czytając, czułam, jakbym tam była.

 

Bardzo polecam Wam tę książkę!

Link do opinii
Inne książki autora
Sekrety domu Wintera
Alicja Czarnecka-Suls0
Okładka ksiązki - Sekrety domu Wintera

Grupa przyjaciół, słońce, plaże i… mroczna tajemnica Lula przyjeżdża ze znajomymi na Fuerteventurę, by zebrać materiały do książki o owianym legendą...

Dziewięć kołatek Troya
Alicja Czarnecka-Suls0
Okładka ksiązki - Dziewięć kołatek Troya

Średniowieczny artefakt, templariusze, seniorzy, niemieccy i polscy kibole – przygoda, zagadki historyczne, cosy mystery crime Świat należy nie...

Zobacz wszystkie książki tego autora
Reklamy