Nie oddam dzieci!

Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Data wydania: 2015-04-23
Kategoria: Literatura piękna
ISBN: 978-83-08-05529-8
Liczba stron: 304
Język oryginału: polski
Ilustracje: Katarzyna Michalak/Alexandra Gablewski/Taxi(Getty Images)/joda(fotolia)

Ocena: 5.35 (40 głosów)

Michał Sokołowski, młody i utalentowany chirurg oddany swojej pracy, nie zauważa momentu, w którym staje się ona ważniejsza niż rodzina. Dopiero gdy jego ukochana żona i najmłodszy synek giną pod kołami rozpędzonego samochodu, Michał zrozumie, co tak naprawdę jest ważne. Za późno… Ale to nie koniec jego tragedii. Los bywa okrutny, a ludzie jeszcze bardziej. Pogrążonego w rozpaczy mężczyznę czeka jeszcze jeden cios, który spadnie z najmniej spodziewanej strony. Zrozpaczony ojciec musi podjąć o desperacką walkę o prawa do opieki nad pozostałymi dziećmi i stawić czoła nie tylko wymiarowi sprawiedliwości, ale i tym, którzy powinni stać po jego stronie. Michał musi znaleźć w sobie siłę, by wykrzyczeć: Nie oddam dzieci! Albo… utraci je również.

Kup książkę Nie oddam dzieci!

Sprawdzam ceny dla ciebie ...

Zobacz także

Opinie o książce - Nie oddam dzieci!

Avatar użytkownika - patrycjadyrda
patrycjadyrda
Przeczytane:2019-05-01, Ocena: 6, Przeczytałam,

Dramatyczna, wstrząsająca i do bólu prawdziwa historia, której nie da się zapomnieć i przeczytać bez husteczek pod ręką.

Link do opinii
To dziesiąta książka autorki, którą miałam okazję przeczytać. Mogę więc śmiało stwierdzić, że mam już rozeznanie w jej twórczości. Wiem, jak radzi sobie pisząc powieści obyczajowe, czy te dla dorosłych. Tajemnicą pozostaje dla mnie nadal umiejętność kreowania przez panią Katarzynę świata fantastycznego, ale do niego, szczerze mówiąc, wcale mnie nie ciągnie. Wracając do meritum, zapraszam Was serdecznie do zapoznania się z moją opinią na temat wydanej w roku 2015 nakładem Wydawnictwa Literackiego książki pt. Nie oddam dzieci. Michał Sokołowski jest cenionym chirurgiem, mężem i ojcem dwójki (a wkrótce trójki) dzieci. Marta, jego żona jest... dobra i cierpliwa. Nie mogę napisać o niej nic więcej, bo (nie jest to żadną tajemnicą) ginie ona w tragicznym wypadku już na samym początku tej historii. Jest jeszcze Tadek Marszak, kierowca tira, który męczy zwierzęta, które przewozi na rzeź i regularnie tłucze swoją matkę. Wreszcie poznajemy również Alfreda, syna polityka. Alfred jest pasożytem i nierobem, a do tego sadystą. Za wszystkie swoje czyny nie ponosi żadnej odpowiedzialności, gdyż ratuje go kasa i wpływy tatusia. I na koniec (choć na początku powieści) jest ten cholerny wypadek, który zmienia życie Michała w piekło, dla Tadka jest pierwszym gwoździem do trumny, a dla Alfreda satysfakcją. Żeby nie wprowadzać zamieszania, skupię się na tej historii z perspektywy chirurga. Po śmierci żony, doktor Sokołowski popadł w depresję. Można to oczywiście zrozumieć. Mężczyzna trochę się zagubil. Więcej czasu poświęcał pracy niż rodzinie, więc kiedy dochodzi do tragedii, o wszystko obwinia siebie. Zaczyna pić, przestaje jeść. A na wszystko patrzą jego córka i syn. Noworodek, uratowany z wypadku przebywa w szpitalu. Ojciec nie potrafi, a może nie chce go pokochać, więc maluszek czeka spokojnie, aż tatuś łaskawie zabierze go do domu. Ok, taki stan rzeczy jestem w stanie zaakceptować. Facet w żałobie nie myślał po prostu racjonalnie. Ale tego, że rodzina nie interesowała się losem małego dziecka to już nie pojmuję. I nie pojmuję, jak mogła przemilczeć to autorka. Myślałam, że wojna o dzieci będzie toczyć się właśnie o najmłodszego Stasia. Tymczasem miałam wrażenie, jakby został on zepchniety na dalszy plan. Wracając jednak do tematu. Tytuł Nie oddam dzieci sugeruje ciężką batalię, a jak się okazuje, dochodzi tylko do jednej rozprawy. Trochę za mało walki w walce. Często oglądamy w tv reportaże o ludziach, którym, chociaż nie powinno, odbiera się dzieci, a oni heroicznie walczą o ich odzyskanie. Robią wszystko, żeby ich kochane dzieci do nich wróciły. Starają się o lepsze warunki mieszkaniowe, intensywnie szukają pracy. Walczą, walczą, walczą. I tej walki tu mi zabrakło, niestety. Pamiętam, że kiedy zobaczyłam informację, że na rynku wydawniczym pojawi się ta książka, od razu wpisałam ją na listę tych do przeczytania. Wiadomo jednak jak to bywa. Czas mijał, a mnie zawsze było z tą książką nie po drodze. Kiedy więc zobaczyłam ją ostatnio w bibliotece, nie wahałam się nawet chwili. Już wiedziałam, jaka książka będzie towarzyszyć mi w najbliższych dniach. Trochę się pomyliłam, bo przeczytałam ją w jeden dzień. Bez wątpienia jest to jedna z tych historii, od których nie można się oderwać, póki się ich nie skończy. Jestem prawie pewna, że gdybym przeczytała ją tydzień, miesiąc, nawet pół roku po premierze, oceniłabym ją dużo, dużo wyżej. Jednak teraz, po lekturze Leśnej Polany po prostu wiem, że autorkę stać na więcej. Dużo więcej. Nie zmienia to jednak faktu, że powieść przypadła mi do gustu, chociaż zaskoczeniem było dla mnie to, że podczas jej lektury nie uronilam ani jednej łzy, a szczerze mówiąc myślałam, że będę ryczała jak bóbr. Czy to o czymś świadczy? Oceniam na 5, ale w rzeczywistości powinna dostać 4 z dużym + :-)
Link do opinii
Avatar użytkownika - wioletasorowka
wioletasorowka
Przeczytane:2016-04-04, Ocena: 6, Przeczytałam, dawnoprzeczytane,
Mega wzruszajaca ksiażka, ryczalam czytajac ja ;)
Link do opinii
Avatar użytkownika - jusia
jusia
Przeczytane:2016-05-08, Ocena: 5, Przeczytałam, 52 książki - 2016,
Kariera czy rodzina? Michał jest szanowanym lekarzem, poświęca swojej pracy dużo czasu, zbyt dużo czasu, odkładając na drugi plan życie rodzinne, zawsze ktoś go potrzebuje w szpitalu, trzeba wziąć dodatkowy dyżur, a najbliżsi? przecież nie uciekną, kiedy musi walczyć o ludzkie życie. Kiedy jego najmłodszy synek obchodzi urodziny Michał znowu nie może być na przyjęciu z powodu pracy, ciężarna żona zawozi synka do szpitala, żeby choć przez chwilę mógł pobyć z synkiem i złożyć mu życzenia. Mężczyzna może poświęcić im dosłownie dziesięć sekund, ponieważ już jest wzywany do chorych, w drodze powrotnej żona wraz synkiem mają wypadek, giną na miejscu, cudem ratują tylko noworodka, którym nie dane będzie matce się nacieszyć. Michał nie potrafi wybaczyć sobie ich śmierci obarcza się całkowicie winą, popada w samotność, odcina się od świata, zapomina o swojej dwójce dzieci oraz trzecim dopiero narodzonym, którego nie miał okazji pokochać. Dopiero kiedy grozi mu odebranie opieki nad pociechami, zaczyna wychodzić z letargu. Czy nie będzie za późno na zmianę życia? Czy dzieci zostaną przy ojcu?
Link do opinii
Avatar użytkownika - dayna15
dayna15
Przeczytane:2015-10-26, Ocena: 5, Przeczytałam, z_52 książki 2015 (181),
Po pierwszym dość nieudanym spotkaniu z twórczością Katarzyny Michalak ("Ogród Kamili") czas na podejście numer 2. Historia z pozoru idealnej rodziny: on - szanowany lekarz, poświęcony pracy, trochę zaniedbuje rodzinę, żeby zapewnić jej wszystko co najlepsze; ona - porzuciła karierę by wychowywać trójkę dzieci (+ kolejne w drodze). Jeden dzień, kilka sekund, a całe ich życie przewraca się do góry nogami. Za sprawą niefortunnego zbiegu okoliczności Marta znajduje się w nieodpowiednim miejscu i w nieodpowiednim czasie. Michał zapomina odebrać synka z przedszkola w dniu jego urodzin, więc żona robi to za niego, przywozi Antosia do męża. Kiedy wraca do domu ona i Antoś giną w wypadku spowodowanym przez kierowcę będącego pod wpływem kokainy. Pech sprawia, że Michał ratuje życie kierowcy, który zabił mu żonę i syna. Zostaje sam z dwójką dzieci i noworodkiem i coraz bardziej się sypie. Zaczyna pić, nie je, nie śpi, odcina się od ludzi. Dopiero próba odebrania mu dzieci sprawia, że bierze się w garść i przyjmuje pomoc przyjaciela i młodej stażystki. Wstrząsający wypadek, który niszczy rodzinę, ale jednocześnie pozwala Michałowi przejrzeć na oczy i dostrzec, co w życiu naprawdę się liczy. Historia, która zdarza się codziennie obok nas. Naćpany kierowca, uprzywilejowany pasażer z wpływowym tatusiem, który zatuszuje całą sprawę. Brak sprawiedliwości i układy rządzące światem. Jednak w książce Michalak sprawiedliwość ostatecznie triumfuje. Fajne wybiegi w przyszłość, które dodatkowo podkręcają atmosferę podczas czytania.
Link do opinii
Avatar użytkownika - kingaz86
kingaz86
Przeczytane:2016-02-01, Ocena: 6, Przeczytałam, 52 w 2016,
Bardzo wzruszająca ksiązka Michał Sokołowski, młody i utalentowany chirurg oddany swojej pracy, nie zauważa momentu, w którym staje się ona ważniejsza niż rodzina. Dopiero gdy jego ukochana żona i najmłodszy synek giną pod kołami rozpędzonego samochodu, Michał zrozumie, co tak naprawdę jest ważne. Za późno... Ale to nie koniec jego tragedii. Los bywa okrutny, a ludzie jeszcze bardziej. Pogrążonego w rozpaczy mężczyznę czeka jeszcze jeden cios, który spadnie z najmniej spodziewanej strony. Zrozpaczony ojciec musi podjąć o desperacką walkę o prawa do opieki nad pozostałymi dziećmi i stawić czoła nie tylko wymiarowi sprawiedliwości, ale i tym, którzy powinni stać po jego stronie. Michał musi znaleźć w sobie siłę, by wykrzyczeć: Nie oddam dzieci! Albo... utraci je również.
Link do opinii
Avatar użytkownika - leonia
leonia
Przeczytane:2016-01-16, Ocena: 5, Przeczytałam, 52 książki 2016,
Wywołuje skrajne emocje, wzrusza do łez, pobudza do refleksji. Wystarczy chwila, żeby stracić wszystko co najważniejsze.... Jednak pozostaje pewien niedosyt. Katarzyna Michalak porusza bardzo ważny temat, chwilami miałam jednak niedosyt i wrażenie, że chwilami troszkę powierzchownie.
Link do opinii
Avatar użytkownika - Pilar
Pilar
Przeczytane:2015-11-01, Ocena: 6, Przeczytałam, Mam, 52 książki 2015,
jednym słowem? Wzruszająca. Płakałam, jak bóbr i to chyba najlepsze polecenie tej pozycji.
Link do opinii
Avatar użytkownika - 3dytka1
3dytka1
Przeczytane:2015-04-21, Ocena: 6, Przeczytałam, 12 2015,
Książka "Nie oddam dzieci" jest trzecią, przeczytaną przeze mnie, a jednocześnie najnowszą powieścią Katarzyny Michalak. Nie będę owijała w bawełnę - książka jest niesamowita. Warto po nią sięgnąć, by przypomnieć sobie jak ulotne jest życie i zacząć w końcu cieszyć się bliskością rodziny (każdą spędzoną z nimi chwilą), korzystać z każdej danej nam minuty istnienia bez odkładania ważnych dla nas spraw na "jutro". Warto zajrzeć do niej, jeśli mamy ochotę wzruszyć się, popłakać (daj nam Boże, jedynie przy książce, nie zaś w życiu prywatnym), a w końcu uwierzyć w sprawiedliwość i obudzić w sobie nadzieję na lepsze jutro, lub jeśli po prostu pragniemy poświęcić kilka godzin naprawdę dobrej lekturze. Ostrzegam od razu! To nie jest książka dla każdego! Jest naprawdę do głębi przejmująca. Jej pierwsza część to emocjonalny rollercoaster i jeśli przebrniecie przez nią bez uronienia choćby jednej łzy - to jesteście albo niesamowicie odporni, albo szaleni, albo totalnie popieprzeni, podobnie jak jej dwóch "bohaterów", którzy za nic mają uczucia innych, ich zdrowie i życie, a liczy się dla nich jedynie ich chore podniecenie, zadowolenie z wyrządzonych krzywd i narkotyki. Kiedy myślę o tych "osobach" - cisną mi się na usta najgorsze przekleństwa, a najbardziej boli mnie fakt, że tacy popaprańcy naprawdę istnieją we współczesnym świecie, krzywdzą innych i pozostają bezkarni. Książkę pochłonęłam w ciągu kilku godzin. "Nie oddam dzieci" zaczęłam czytać późnym wieczorem w dniu, w którym ją otrzymałam, a skończyłam o 2:00 w nocy. Rano zaś obudziłam się - myśląc o jej treści i zawartym w niej przesłaniu. Kiedy czytałam jej pierwszą część co rusz musiałam przerywać, gdyż do oczu napływały mi łzy, oddech stawał się cięższy i z problemami łapałam powietrze, a w klatce piersiowej czułam napięcie i ból, jakie czuję w chwilach ogromnego wzburzenia. Nie wiem (i nigdy nie chciałabym dowiedzieć się na własnej skórze), co czuje osoba, która straci dziecko, mogę się tego tylko domyślać, a Michał Sokołowski (główny bohater książki) traci nagle dwie najbliższe sercu osoby: żonę i 3-letniego synka. Myślę, że jego reakcja na tę straszną wiadomość (opisana przez Katarzynę Michalak) oraz kolejne kroki przedstawiają rzeczywiste zachowania osoby, która ma już więcej nie ujrzeć swoich najbliższych. Nie wiem, czy autorka miała możliwość rozmawiać z osobami, które przeżyły podobną traumę - jednak w doskonały sposób przedstawiła pierwszą reakcję i kolejne kroki osoby (a właściwie osób) po tak wielkiej stracie. Najpierw niedowierzanie, potem ogromny ból, nadzieja, że może jednak to jakaś pomyłka, że nieprawda, a następnie kolejny cios, i kolejny, gdy z każdą chwilą informacja się potwierdza. :(( "Powiedział to. Wreszcie powiedział to dzieciom i rodzinie. Zacisnął powieki, słysząc czy niemal czując ciszę - tę jedyną w swoim rodzaju, nabrzmiewającą niedowierzaniem i przerażeniem ciszę, która zawsze zapadała po takich słowach. Ile razy przekazywał tę straszną wiadomość rodzinie zmarłego pacjenta, zawsze zapadała taka właśnie cisza. W najgorszych koszmarach nie przypuszczał, że będzie musiał powiedzieć to swoim dzieciom, swojej rodzinie. Cisza pęka nagle. Świat wokół rozpada się na kawałki wśród krzyków - jeszcze niedowierzających, jeszcze brzmiących nadzieją, że te słowa nie padły, że Michał tak okrutnie zażartował, że za chwilę przez drzwi wpadnie mały Antoś, za nim wejdzie Marta i powróci świat sprzed tych słów. Ale nagle niedowierzanie zamienia się w przerażenie, nadzieja pryska, a jej miejsce zajmuje bezbrzeżna, bezgraniczna rozpacz." Gdy do świadomości osoby, która straciła kogoś bliskiego, szczególnie tak nagle i w tak dramatycznych okolicznościach jak Michał, dochodzi w końcu ta okrutna informacja - osoba ta zaczyna zadawać sobie pytania: Czy mogłam (mogłem) zrobić coś, by do tego nie doszło, zapobiec tej sytuacji? Później przychodzi czas na obwinianie siebie za to, iż wcześniej nie mieliśmy czasu dla kochanej osoby, nie zatrzymaliśmy jej przy sobie kilka minut, dzięki którym może nadal by żyła. "To nie tamten bandyta, ale ty, właśnie ty jesteś temu winien - po raz pierwszy, ale nie ostatni, o nieee, na pewno nie ostatni, odzywa się okrutny głos w jego głowie. Gdybyś pamiętał o urodzinach dziecka, gdybyś odebrał Antosia z przedszkola, teraz siedziałby bezpieczny za stołem i zdmuchiwał świeczki na torcie. Gdybyś wrócił do Marty na te kilka sekund... gdybyś nie zostawił jej w tamtym pokoju, spiesząc do swojej zasranej pracy... Teraz kroiłaby tort i patrzyła z czułością na Antosia, żywego Antosia, który... Gdybyś zatrzymał się na chwilę i nakazał przestawić Jakubowi samochód, żeby Marta z Antosiem mogli wrócić do domu potężnym, bezpiecznym SUV-em, może ocaliłbyś im życie, ale ty się za bardzo spieszyłeś." Osoba pogrążona w żałobie obwinia siebie i innych. Rozsądek podpowiada, iż za późno już na szukanie winnych, na obarczanie siebie lub kogokolwiek innego, a jednak emocje są tak silne, iż trudno z nimi walczyć. Pojawiają się pytania: Czy Bóg istnieje? Jeśli tak, to dlaczego pozwolił odejść komuś, kogo tak bardzo kochaliśmy, w dodatku tak dobrej osobie lub trzyletniemu dziecku (czym ono zawiniło)? Czy '"wszechmocny i wszechpotężny" Bóg jest aż tak bezduszny i okrutny? Autorka książki w mistrzowski sposób opisała myślową kołomyję pojawiającą się w głowie osoby, która straciła najbliższych, w dodatku tak nagle i nieoczekiwanie. Kiedy czytałam o facetach (jakoś nie mogę znaleźć innego wyrażenia, które nie było by okraszone stekiem przekleństw), którzy stali się sprawcami wypadku - miałam wielką nadzieję na to, że ich portrety zostały mocno przerysowane, że w rzeczywistości takich ............... nie ma, a jeśli już - to jest ich naprawdę niewielu i znajdują się na oddziałach zamkniętych. Z drugiej strony wokół słyszymy tyle okrutnych historii, iż dochodzę do wniosku, że tak chore typy też chodzą po tym naszym świecie. I to jest przerażające. Mam nadzieję, że to jednostki, które niedługo znajdą się tam, gdzie powinni: w zakładach psychiatrycznych lub więzieniach o zaostrzonym rygorze. Pisarka doskonale przedstawiła portrety pscyhologiczne opisanych w książce postaci. Podoba mi się, że przedstawiła zarówno emocje, uczucia i myśli okrutnie doświadczonej przez los rodziny zmarłych (Michała i jego dzieci), jak i zbirów, którzy przyczynili się do śmierci Marty oraz 3-letniego Antosia. Katarzyna Michalak w tej cudownej książce pokazała jeszcze coś ważnego i smutnego niestety. Przedstawiła niesprawiedliwość niejednokrotnie mającą miejsce w polskich realiach. Krzywdzące wyroki sądowe, bezradność policji w stosunku do bandziorów. "Prokurator podniósł się powoli, obszedł biurko i stanął przed młodym człowiekiem, patrząc na sierżanta z mieszaniną podziwu i litości. On też kiedyś był pełen ideałów. Znaleźć dowody, doprowadzić do aresztowania i zrobić wszystko, by sprawiedliwości stało się zadość. Szybko pozbawiono go złudzeń. Nie istniało coś takiego jak sprawiedliwość, a już na pewno nie, jeśli chodzi o tych na świeczniku." Przykre to bardzo i nie wiem, co mogłabym dodać w temacie, dlatego pominę milczeniem. :( Ja opisując książkę podzieliłam ją sobie na dwie części. Pierwszą, w której Michał i jego bliscy dowiadują się o śmierci Marty i Antosia, przeżywają ból po ich stracie. I drugą - w której Michał powinien wziąć się w garść i zająć pozostałymi dziećmi. W tej części opowieści główny bohater strasznie mnie denerwował. Miałam ochotę wstrząsnąć nim porządnie, aby wyszedł z marazmu w który popadł i starał się... dla swoich dzieci, które wciąż przy nim były, a wszystko wskazywało na to, że za chwilę może również je stracić. Nasz bohater stał się kompletnie bezradny i dodatkowo los zsyłał na niego kolejne katastrofy. Czy doktor stanął na nogi? Czy dzieci zostały przy nim, czy jednak trafiły do domu dziecka? Aby się tego dowiedzieć, musicie przeżyć tę pełną emocji książkę. Przeżyć, nie piszę przeczytać - ponieważ jej nie da się po prostu przeczytać. Ją przeżywa się całym sobą. Książka jest przerażająco smutna, a jednak, gdy doczytacie ją do końca - zabłyśnie nadzieja, co jest kolejnym, wielkim plusem tej publikacji. :) Jestem ogromnie zadowolona z zakupu i dziękuję za każdą minutę, którą mogłam spędzić czytając tę powieść. :) Dodam, że powinna być to obowiązkowa lektura dla każdego kierowcy. Książkę odstawiam na półkę jako jedną z tych najbardziej cenionych. Na pewno sięgnę po nią ponownie, a dopóty nie trafi się kolejna okazja jej przeczytania w głowie mojej pozostaną słowa: "- Kiedy... kiedy będzie jutlo?" Kto je wypowiedział? W jakiej sytuacji? Dlaczego? Tego też nie powiem. Musicie dowiedzieć się sami. Przeczytajcie tę książkę - na pewno nie pożałujecie.
Link do opinii
Avatar użytkownika - en-ca_minne
en-ca_minne
Przeczytane:2015-11-26, Przeczytałam,
Stało się. Zostałam wmanewrowana w lekturę i recenzję powieści obyczajowej popularnej i poczytnej autorki − Katarzyny Michalak. Słowo się rzekło, książka się znalazła, a ja kreślę te słowa. Miałam plan. Chciałam przeczytać „Nie oddam dzieci” z otwartą głową (nie licząc oczywiście na rewelacje, ale jednak) i wypunktować błędy, nieścisłości, niezręczności literackie. Ale plan legł w gruzach. Musiałabym bowiem przepisać pół książki i stracić mnóstwo czasu, którego ta lektura zupełnie nie jest warta. Oto, proszę Państwa, ideał (w tym przypadku literatura) sięgnął bruku (w tym przypadku ubłoconego i wyboistego niczym XIX-wieczne kocie łby). Będzie więc krótko, zwięźle (chyba) i na temat. Bez obijania w bawełnę. Ale do rzeczy (i od rzeczy). Nie będę silić się na recenzję, szkoda czasu. Będę punktować. 1. Rzecz (uwaga, spoilery) dotyczy młodego lekarza, chirurga-celebryty, żonatego od lat kilkunastu, obdarowanego hojnie przez los dziećmi w liczbie trojga i czwartym w drodze. Rzeczony doktorek traci w wypadku samochodowym żonę oraz najmłodszego synka, ratownicy natomiast cudem (podczas 30-sekundowej cesarki) ratują nienarodzone maleństwo dokładnie w czasie, kiedy niczego nieświadomy główny bohater (o dźwięcznym imieniu Michał, dodajmy) ratuje naćpanego sprawcę wypadku, bo niczym rycerz na białym koniu „rusza w bój ze śmiercią” (sorry, taki mamy cytat). Niedługo później świat mu się wali i rozsypuje (jakieś 17 razy), zapomina o noworodku (4 razy), pije na umór (niezliczoną ilość razy), tłucze teściową na stypie (na szczęście tylko raz), przypomina sobie o synu, by go potem ze złości próbować poddusić (też raz), a następnie wygrywa sprawę w sądzie o opiekę nad tytułowymi dziećmi. W tak zwanym międzyczasie zakochuje się w swojej asystentce, a potem żyją długo i szczęśliwie, bo sprawiedliwość (prawo jakby mniej) dosięga wszystkich złoczyńców, a ofiary nagradza. Amen. Ogólnie rzecz biorąc, głębia gołębia − na ile odbytu starcza, tyle narobi. 2. Katarzyna Michalak nie posiada żadnego literackiego polotu. Prolog do „Nie oddam dzieci” jest infantylny niczym wypracowanie 9-latki i stanowi raczej streszczenie życia niż faktyczny wstęp do wydarzeń. Bohaterowie są wprowadzani do fabuły z podobnym wdziękiem, co ci z wypracowań 6-klasistów. 3. Styl Autorkasi jest toporny, pompatyczny i zmanierowany. Mam wrażenie, że pisarka (?) nie zdążyła podczas procesu twórczego (?) złapać oddechu, rozprostować kości ani przemyśleć sprawy. Przewalcowała tę powieść jak XIX-wieczny parowóz taranując poczucie estetyki i wszelkie zasady wartościowej literatury i dobrego smaku. W dodatku wiecznie wyprzedza fakty. Taką (chyba) przyjęła konwencję i to by nawet mogło mieć sens, gdyby tylko nie było aż tak sztuczne. Ile bowiem razy można trawić zdanie „Gdyby tylko wiedział, że za 32 minuty...” 4. Interpunkcja żyje tu własnym życiem (nie żeby była bardzo niepoprawna, ale...), wielokropkoza i egzaltowane eksklamacje nie mają końca. Nie ma wykrzykników bez znaków zapytania, nie ma znaków zapytania bez wykrzykników, nie ma wreszcie akapitów bez wielokropka zawieszającego narrację w momentach najmniej do tego odpowiednich. 5. Bohaterowie są płascy jak niedokończone kolorowanki, stereotypowi jak podręcznik wychowania patriotycznego i karykaturalni jak... jak to u Michalak podobno. Mamy tu 13-latkę, która na zmianę zachowuje się jak trzeźwo myśląca dorosła, a za 2 minuty jak bezbronna 5-latka. Mamy prawniczkę o ciętym języku, która z brawurą rodem z amerykańskich seriali wygrywa sprawę, którą dostała dwie godziny wcześniej. Mamy lekarzy, którzy wyciągają dziecko z brzucha martwej kobiety zanim zdążą powiedzieć słowo „cesarka”, a dwie godziny później tłumaczą sobie oczywistości typu: „Jeśli nie wiesz, co zrobić, podaj krew 0Rh-, ponieważ tę można przetoczyć każdemu” (Rili? Moi gimnazjaliści nie potrzebowaliby tego wyjaśniać aż tak łopatologicznie!). Mamy wreszcie wcześniaka z początku 8. miesiąca, który jest przez kilka dni (!!!) w inkubatorze „tylko profilaktycznie”. Borze Tucholski, widzisz i nie grzmisz! 6. Językowo i stylistycznie jest nie mniej karykaturalnie. Na początek pełno niespójności − ona wyrzuca mu wszystko w coraz częstszych kłótniach, zdanie dalej zaś wiecznie milczy na ten temat. Zaraz potem on „rozpala ją, jak nikt inny”, ale jest jej „pierwszym i jedynym kochankiem”. Mamy też zgrabne podstawówkowe kłótnie („srady, nie obsady”) oraz równie zgrabne kolokwializmy typu „strasznie nie lubiła” (w narracji, nie dialogach). Znajdziemy również urocze „pieprzonko”, „lachony”, „duporżnięcie”, „chujki” oraz „pizdeczki” (bardzo przepraszam, ale co ja mogę?). A na deser crème de la crème − „wracając do ad remu”. Kurtyna, oklaski, bisy. 7. Autorkasi pomieszały się też narracje. Kiedy pisze o rodzinie Sokołowskich sili się na erudycję, a jest żałośnie pompatyczna; kiedy zaś pisze o sprawcach wypadku, próbuje być wulgarna i niefrasobliwa, a staje się żałośnie zabawna. Szanowna Pani Katarzyno, tego nie robi się narracji trzecioosobowej. To bardziej niż podstawowa wiedza o literaturze. Jak dobrze, że „Nie oddam dzieci” właściwie na to miano nie zasługuje. Nie trzeba zatem trzymać się zasad.
Link do opinii
Avatar użytkownika - Daisy
Daisy
Przeczytane:2015-09-06, Ocena: 5, Przeczytałam, 26 ksiazek, Mam,
Michalak przyzwyczaiła nas do powieści lekkich,przyjemnych pełnych miłości.Ta książka to zupełnie coś innego,życiowe wybory pełne dramatów i tragedii. Takie jest życie.
Link do opinii
Avatar użytkownika - takahe
takahe
Przeczytane:2015-08-01, Ocena: 4, Przeczytałam, ... Kate..., 52 książki w 2015 roku,
Ostatnio po książki pani Kasi sięgam z przyzwyczajenia. Nie wiem czy to dobrze czy źle. Zakończenia historii opisanych przez panią Michalak są do przewidzenia jednak jest w tych książkach jakaś moc która każe mi sięgnąć po każdą następną która pojawia się na rynku. "Nie oddam dzieci" to historia z którą możemy się spotkać w życiu codziennym. Opowiada ona o losach można powiedzieć zwykłych ludzi. Mamy tutaj małżeństwo z prawie czwórką dzieci, gdzie on jest pracującym niemal 24h/dobę lekarzem natomiast ona poświęciła swoją karierę dla dzieci i domu. Mamy tu również syna znanej osoby dla którego nie ma rzeczy niemożliwych i liczy się tylko dobra zabawa. Trzecim z mężczyzn jest kierowca tira który swoją wypłatę w całości przeznacza na cielesne przyjemności a gdy wróci do mieszkania, do matki to wyładowuje na biednej kobiecie swoje frustracje. Tych trzech mężczyzn połączył jeden wypadek który zmienia ich życie.
Link do opinii
Avatar użytkownika - atena
atena
Przeczytane:2015-06-05, Ocena: 6, Przeczytałam, 52 książki 2015,
Jak tylko zobaczyłam tę książkę na półce w bibliotece zastanawiałam się co też tym razem wymyśliła autorka. Na bok poszyły inne czytane w tym czasie pozycje. Można by rzec, że opisana akcja to nic innego jak widziane w telewizji, czy słyszane z radia, wiadomości o kolejnej tragedii, kiedy to ginie matka wraz z dzieckiem, bo pijany kierowca zasiadł za kierownicą. Łzy same płynęły, gdy czytałam o losach Michała Sokołowskiego. A potem przyszła taka refleksja, czy media nagłaśniając takie sytuacje w życiu codziennym, wydając takie czy inne osądy, zdają sobie sprawę jak to wpływa na życie tych, którzy pozostali, chociaż może czasami chcieliby odejść.
Link do opinii
Avatar użytkownika - ejotek
ejotek
Przeczytane:2015-06-22, Ocena: 5, Przeczytałam, 52 książki 2015, Mam,
Niedawno jedna sympatyczna osoba napisała mi fajną rzecz, że odbiór książki zależy od tego, czego po niej oczekujemy, czego w niej szukamy i jaki mamy nastrój. I ja się z tym całkowicie zgadzam. Czytałam już piętnaście książek Katarzyny Michalak - jedne oceniam nieco lepiej, inne nieco gorzej, ale wszystkie miały w sobie coś, co uwalniało mnie od świata rzeczywistego i od jego problemów. A o to chyba chodzi z czytaniem książek, prawda? W dotychczasowych powieściach autorki spotkałam się z rozbudowaną akcją, wielowątkowością. Jednak tym razem książka ma bardzo okrojoną, podstawową wręcz fabułę. Oto znany i szanowany lekarz - doktor Michał Sokołowski - poświęca się całkowicie pracy. Wciąż tylko praca i praca... Rodzina jest spychana na boczny tor. Owszem, jest to człowiek, który ratuje ludzkie życie, który pomógł wielu osobom, ale przecież ma dom a w nim czekającą wciąż na męża żonę i troje dzieci... A w drodze czwarte... Tyle, że on tego nie zauważa. Nie docenia faktu, że ma do kogo wrócić. Że żona czuje się samotna. A wreszcie, że nastaje dzień trzecich urodzin najmłodszego synka - Antosia, który ma zmienić całe ich życie... Jeszcze tego nie wiedzą, ale za kilkadziesiąt minut, za kilka... dwóch szalonych, naćpanych facetów z blondynką na doczepkę będzie dla zabawy wyprzedzało tira na zakręcie... A zza niego wyłoni się autko prowadzone przez Martę Sokołowską. Kobieta i jej synek nie będą mieli szans. Widokiem zmasakrowanego ciałka dziecka będzie zszokowanych wiele ludzi, którzy często stykają się ze śmiercią, ale ten obraz będzie ich prześladował. Marta nie poznała prawdy o synku siłą woli utrzymując się najdłużej jak potrafiła przy życiu, bo przecież pod jej sercem biło maleńkie serduszko. Czy małego człowieka uda się uratować? Jak zareaguje doktor Sokołowski na wieść o tym, że właśnie uratował życie Tadka Marszaka, człowieka, który pozbawił go ukochanych osób? Czy wiedząc o tym przed operacją, też by go uratował? A przecież na innej szpitalnej sali leży Alfred Niro, podstępny i żmijowaty współwinny. Chyba nie jest trudno domyślić się jak czuje się ten mężczyzna... Rozpacz, szok, wściekłość, żal że nie poświęcił im kilka sekund więcej, kiedy przyjechali do szpitala, by mógł synkowi złożyć życzenia... Gdyby podarował im te sekundy... Gdyby jego przyjaciel nie zastawił jego samochodu, może mieliby większe szanse... Gdyby, gdyby, gdyby... Gdybanie to już jedyne co pozostało, ale nie wróci życia Marcie i Antosiowi. Jak przekazać wiadomość pozostałym w domu z rodziną dzieciom, które czekają na imprezę urodzinową brata... Autorka skupiła się w tej książce na jednym temacie (wypadek samochodowy), ale za to spowodowała taki ogrom przeżyć, że można odczuć wyprucie wręcz z emocji. Pokazała prawdziwą twarz ludzką: tragedia rodzin ofiar, niezbyt właściwe zachowanie rodziców czy ciotek (odrzucenie Michała i obwinianie go o tragedię), szukający sensacji dziennikarze i ludzie z dalszego otoczenia, którzy niejednokrotnie chcą pomóc, tylko nie wiedzą jak i tylko pogarszają sprawę, aż wreszcie twarz sprawców... Zimnych, nieczułych, którzy tylko liczą na wyjście obronną ręką z sytuacji, w której pozbawili życia innych ludzi. A polskie prawo, taka jest prawda, nie nakłada stosownych kar za takie przewinienia. Na przykładzie osoby głównego bohatera poznajemy też nieszczęsny męski honor, który nie pozwala mu prosić o pomoc... Czym to się skończy? Czy Michał w porę się opamięta i dotrzyma obietnicy żonie, że nie odda dzieci? Bardzo podobała mi się postawa najstarszej córki Sokołowskich - trzynastoletniej Mai, ileż mogą unieść barki takiego dziecka? Jak bardzo będzie chciała zachować w całości tę resztkę rodziny, która jej pozostała... Dzielna dziewczynka. Ta książka jest inna. Nie jest słodką obyczajówką, która daje kobietom przyjemne chwile z lekturą. Nie jest hitem, który zdobędzie nagrody. Jest krytykowana, ale ja uważam że mimo wszystko jest potrzebna (i pod tym kątem ją oceniam, jako bardzo dobrą). Jest przestrogą, która może zwróci uwagę choć jednego kierowcy na przydrożny krzyż, na niebezpieczny zakręt, na chwilę gdy noga dociśnie pedał gazu tuż przed nim... Może jednak zwolni i uratuje choć jedno życie... Może choć jedna rodzina nie będzie przeżywała tak ciężkich chwil jak Sokołowscy. Narkotyki, alkohol, nieliczenie się z nikim i co może pieniądz - o tym też przeczytamy w "Nie oddam dzieci". Powieść opiera się na całej gamie uczuć: miłość, przyjaźń, współczucie, rozpacz, bezsilność, ale są też mocniejsze akcenty w postaci harpii z rodziny i z mediów... Bardzo podobała mi się postać pani adwokat - rewelacyjna, choć chwilami ostra bohaterka, która nadała zupełnie inny wydźwięk tej książce i wprowadziła powiew świeżości i humoru. Bardzo ucieszyły mnie wieści z życia bohaterów, które dotyczyły wydarzeń mających miejsce w dwa i pięć lat później. Nie spodziewałam się takiego obrotu spraw... Wciąż zastanawiałam się, czy ulubione słowa mojej cioci, że "Bóg nierychliwy, ale sprawiedliwy" będą i w tej powieści miały zastosowanie, ale o tym przekonajcie się już sami.
Link do opinii
Avatar użytkownika - azetka79
azetka79
Przeczytane:2015-06-23, Ocena: 6, Przeczytałam,
mmmmmmmmmmmmmmmmmmmmega!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Link do opinii
Avatar użytkownika - Amarisa
Amarisa
Przeczytane:2015-05-26, Ocena: 6, Przeczytałam, 52 książki 2015, Mam,
Ostatnio sięgnęłam po najnowsze dzieło Katarzyny Michalak - "Nie oddam dzieci!", książkę, którą wiele osób krytykuje i wiesza na niej psy za ilość absurdu, która została w niej zawarta. Dziś przychodzę do Was z recenzją tejże książki... http://magicznyswiatksiazki.pl/recenzja-nie-oddam-dzieci-katarzyna-michalak/
Link do opinii
Avatar użytkownika - Aga25
Aga25
Przeczytane:2015-05-06, Ocena: 1, Przeczytałam, Mam, 52 książki w 2015 roku,
W sieci pojawiły się pierwsze opinie na temat kolejnej książki Katarzyny Michalak. Wydawana w serii z czarnym kotem, co za tym idzie miało być tragicznie, łzawo i ogólnie bez chusteczek ani rusz. Przeczytałam o wylewanych łzach, o rozpaczy nad losem bohaterów. O tym, że sama autorka ledwo przeżyła napisanie swojej najnowsze powieści. Po moim nieudanym spotkaniu z Bezdomną , która w pierwotnej wersji miała nawiązywać do problemu bezdomności, a skończyła na chorobie bohaterki przetrawiłam. Przeżyłam i jakoś pogodziłam się z tym co stało z ciekawie zapowiadającą się fabułą. Tym razem mieliśmy zderzyć się z okrutną, wręcz brutalną rzeczywistością po utracie najbliższej rodziny, z tym w jaki sposób są prowadzone dochodzenia i kto tak naprawdę ma ostatnie słowo. Zapowiadało się ciekawie, temat rysował się naprawdę dobrze. Jakież są więc moje wrażenia po zakończeniu tej jakże "mocnej" lektury? Poznajemy trzech mężczyzn. Michała, Tadzia i Niro. Pierwszy jest wspaniałym, super przystojnym lekarzem, chirurgiem, który wzbudza zachwyt nie tylko w żonie, ale we wszystkich przedstawicielkach płci pięknej. Tadzio jest wyrachowanym gadem społecznym, pije, wciąga kokę, pastwi się nad matką i ogólnie jest chodzącym złem. Niro, rozpuszczony, wypaczony synuś tatusia polityka i mamusi celebrytki znanej z tego, że jest znana. Robi co chce ponieważ tatunio swoimi pieniążkami i twardą rączką potrafi zdziałać cuda. Dosłownie i w przenośni. Jako, że zło ciągnie do zła, Tadzio i Alfredzio spotykają się ze sobą pewnego dnia, a raczej wieczora w klubie. Dochodzą do wspólnego porozumienia i od tej chwili tworzą zgrany duet w ćpaniu, chlaniu i.... wiadomo w czym jeszcze. Michał natomiast pracuje, na SOR-ze, chłonie dyżury jeden za drugim, nie żebym był nie kochającym mężem i ojcem, nie nie. Ma dobre serduszko. Więc pracuje. Kończy dyżury o północy (nie wiem gdzie i jaki lekarz kończy o tej godzinie dyżur, no chyba, że to nadgodziny, nie wprowadzajmy ludzi w błąd) . Jeździ swoim SUV-em zaś żona musi tłuc się ciasnym fiatem pandą. Niewyrozumiały ten maż, naprawdę. Tego feralnego dnia, przeklnie swoją bezmyślność, że oto zamiast podać ukochanej kobiecie kluczyki do SUV-a, patrzył jak odjeżdża z parkingu pandzią, toć pandzia gorsza jest od malucha. Przez pandę i złych naprutych i naćpanych nikczemników ginie Marta wraz z Antosiem. Zostają zmiażdżeni, Gdyby jechali SUV-em nie zginęliby (skąd ta pewność?), ale jechali pandzią, czerwoną i niestety padli ofiarą tych złych co nie powinni jeździć. Od tej chwili życie doktora Sokołowskiego rozpada się na milion kawałeczków, bardzo ostrych, które wbijają się w jego zbolałą duszę. Nic już nie będzie jak do tej pory. NIC. Nadchodzi początek końca, o czym ciągle przypomina nam autorka, nie dając szansy na napięcie. Lepiej wyprzedzić fakty. Czytając zaznaczałam sobie absurdy jakie ja, marny pyłek w wielkim świecie zdołałam swym niewiele widzącym okiem ujrzeć. Kiedy jednak kończyłam książkę, która miała wyrwać mi duszę z zawiasów, która miała wycisnąć łzy i pozbawić tchu nie czułam nic, zaś po ustach błądził ironiczny uśmiech zaczęłam się zastanawiać. Dlaczego? Dlaczego kolejny raz zostałam pozbawiona tego na co czekałam? Temat był naprawdę dobry, ale nie. Trzeba było sprowadzić go do parteru. do poziomu zerowego. Dla wyjaśnienia swojej reakcji mam cytaty, mam fragmenty, ale nie zamieszczę ich tutaj. Nie ma sensu. Skoro ludzie, którzy czytają nie widzą nic dziwnego w podaniu Pavulonu mężczyźnie leżącemu na łóżku ( tutaj pokuszę się o cytat z wikipedii, wystarczyło tam zajrzeć, jeżeli ktoś miał operacje wie o czym myślę, dla tych nieświadomych, proszę bardzo) organiczny związek chemiczny, niedepolaryzujący lek blokujący przewodnictwo nerwowo-mięśniowe, znany pod nazwą handlową Pavulon. Jako lek podawany jest w formie roztworu soli pankuronium: bromku pankuroniowego (C35H60Br2N2O4). Należy do grupy niedepolaryzujących środków zwiotczających. Pankuronium stosowane jest wyłącznie w lecznictwie zamkniętym przez lekarzy anestezjologów w czasie operacji oraz do prowadzenia leczenia oddechem kontrolowanym z respiratora na szpitalnych oddziałach intensywnej terapii. Podaje się je we wstrzyknięciach dożylnych przez wenflon lub przez wkłucie centralne bezpośrednio do przedsionka serca. Dawno temu w zamierzchłej przeszłości miałam "przyjemność" mieć pogadankę z panem doktorem anestezjologiem, który bardzo dobitnie, acz brutalnie wyjaśnił mnie, młodej i przerażonej istocie co będzie się działo z moim ciałem po podaniu leku zwiotczającego zanim zostanie wprowadzona narkoza. Opowiedział bardzo dokładnie i zaznaczył, że w chwili podania tego leku nie będę w stanie kontrolować ciała, że lek ten sprawi, iż kontrolę nad oddechem przejmie aparatura. I proszę mi nie mówić, że jakaś mała dawka albo inne banialuki, bo nie można ot tak sobie podać wybranej dawki, małej czy dużej. Nikt nie wie jaka będzie reakcja organizmu na podany lek. Nie wiem co to za cuda, by podać tego typu lek w TAKI sposób jak w książce, achh zapomniałam oni (źli, ale nie do końca źli, chłopcy) podali go małą ilość (dlatego byli cacy), ale już nie chodzi o dawkę. Tylko o sam pomysł! Cyrk na kółkach i nie wiem co jeszcze. Tak, ktoś powie, on zasłużył, fikcja literacka, ale litości!!! Takie rzeczy nie mogą się dziać naprawdę, nawet w książce. Druga niesamowicie bezmyślna sprawa, widać autorkę naprawdę poniosły emocje (nie pierwszy raz zresztą) Gdyby doktor Sokołowski wiedział komu ratuje życie... to co? Zabił by pacjenta ponieważ był sprawcą śmiertelnego wypadku żony i syna? A niech ma! A co! Śmierć za śmierć! Boże, jestem przerażona tokiem myślenia autorki, naprawdę. Zróbmy samosąd, czystkę na świecie. Ręce moje opadały z każdą kolejną stroną, kiedy już nie miało co opaść nagle... TADAM! Pojawia się Malinka z Jagódki, w tym momencie mówię stanowcze NIE, nie temu co tutaj na kartach stron się dzieje. Ja wiem, że u Pani Michalak, każdy w bólu musi zginać się w pół, inaczej nie można zobrazować rozpaczy, dopiero zgięcie w pół oznacza, że się cierpi. Patrole drogowe policji odbywają się w pojedynkę, albo mnie gdzieś umknął kolega po fachu pana, który nie zatrzymał do przeglądu beemkę. Nie wiem już co mogłabym napisać, nawet specjalnie nie mam nastroju na krytykę bo chyba nie powinnam być zdziwiona tym co zastałam. Chusteczki leżą zapakowane, ani przez chwilę nie poczułam smutku w obliczu licznych bezsensów. Jak zwykle była kumulacja wszystkiego co chcesz i nie chcesz. Aby można było książkę mianować w kategorii dramatu. No jest to dramat, przyznam, ale w zupełnie innym wydaniu niż oczekiwałam. Kończąc trylogię kwiatową stałam pod wielkim znakiem zapytania czy dalej czytać "dzieła" Michalak, po tej jakże burzliwej przygodzie mówię koniec. Zrobiłam ostatnie podejście. Więcej nie chcę. Wystarczy.
Link do opinii
Avatar użytkownika - Beatricze
Beatricze
Przeczytane:2015-05-08, Ocena: 6, Przeczytałam,
Niesamowita opowieść o tym jak ojciec po stracie żony i syna popada w rozpacz. nie potrafi sobie z tym wszystkim poradzić, nawet najbliźsi się od niego odwracają. Pomocną dłoń naszczęście znajduje u przyjaciół i ostatecznie wygrywa walkę o siebie i własne dzieci, które zawistna siostra żony chce mu odebrać.
Link do opinii
Avatar użytkownika - cyrysia
cyrysia
Przeczytane:2015-04-13, Ocena: 6, Przeczytałam, 52 książki w 2015 roku,
To emocjonalna petarda sama w sobie. Dramatyczna, wzruszająca, wstrząsająca, ale jakże prawdziwa. Powinna zawierać ostrzeżenie o treści: ''Przed przystąpieniem do czytania książki należy zawczasu zaopatrzyć się pudełko chusteczek''. Ja wiem na pewno, pozostanie w moim umyśle na bardzo długo, być może i na zawsze. Gorąco polecam!
Link do opinii
Avatar użytkownika - basia02033
basia02033
Przeczytane:2019-11-10, Ocena: 6, Przeczytałam, Mam, 52 książki 2019,
Avatar użytkownika - Mamut
Mamut
Przeczytane:2019-10-25, Ocena: 6, Przeczytałam, 52 książki 2019,

Pełen poświęcenia lekarz chirurg uratował życie kierowcy, który kilka minut wcześniej siedział w aucie, które zabiło żonę i 3-letniego synka tegoż lekarza. Jest to dramat, trochę kryminał, naprawdę książka doskonala! Gdyby tylko lekarz nie zaczął pić (czemu niektórym alkohol wydaje sie być lekiem na problemy?!), nie byłoby tej niepwności i starchu, że straci opieke nad dziecmi.

Link do opinii

"Nie oddam dzieci!" wcisnęła mi do ręki moja mama mówiąc "Przeczytaj, warto." Niechętnie czytam książki, o których z góry wiem, że będą smutne. Nic na to nie poradzę. Jeszcze rekomendacja mamy "Pierwszy rozdział przeryczałam, potem już poszło." Ja pierwszego nie przeryczałam, za to ostani zdecydowanie tak! Książka opowiada historię dramatu jaki spotkał rodzinę Sokołowskich. W wypadku samochodowym ginie Marta Sokołowska i jej synek. Michał, mąż Marty zostaje sam z pozostałymi dziećmi i ..... nie wie jak żyć.... Historia wydawałoby się przewidywalna. I faktycznie tak jest, ale pomimo tego Pani Michalak ma dar, które sprawia, że część jej książek, w tym właśnie ta, pisanych jej językiem takim "reporterskim". Przedstawienie historii bez egzaltacji, bez zbędnych ozdobników sprawia, że czyta się świetnie. Michał gubi się po śmierci żony i dziecka, co wykorzystuje jego szwagierka chcąc odebrać mu dzieci. Do tego dochodzi równie "miła" teściowa, rodzice, którzy się od niego odwrócili, utrata pracy, morderca, który nie był mordercą, tłum dziennikarzy pod domem..... Koniec świata dosłownie i w przenośni. Czy taka historia może skończyć się dobrze? Według mnie nie może, po ogromie tragedii która się dokonała. Ale kończy się .... hmmmm.... dobrze. Kończy się z nadzieją. I to jest najważniejsze. Polecam.

Link do opinii
Avatar użytkownika - atanazja20
atanazja20
Przeczytane:2018-03-11, Ocena: 5, Przeczytałam, Upragnione, 26 książek 2018,

Świetna książka o traumie i drodze do pogodzenia się ze stratą bliskich. Michał Sokołowski jest świetnym lekarzem. Najważniejsza jest dla niego praca, każdego dnia ratuje ludzi , natomiast nie poświeca czasu rodzinie. Los sprawia, że zrozumie , że poza pracą jest też rodzina i obowiązki domowe którym trzeba również poświęcić czas. W dniu urodzin jego syna zdarza się nieszczęśliwy wypadek - w wypadku ginie jego żona i dziecko. Michał nie może pogodzić się ze śmiercią najbliższych. Pogrąża się w alkoholiźmie i rozpaczy. Jego córeczka bierze na siebie obowiązki domowe - pierze, sprząta, otuje i opiekuje się młodszym bratem. Kiedy w dziwarz staje policaja aby zabrać Michała na rozprawę rozpoczyna się walka o rodzinę.

W książce pokazane jest również jak "hieny" dziennikarze są wstanie zniszczyć człowieka. Ludzie wierzą telewizji która tak montuje materiał, aby w zupełnie innym świetle przedstawić dobrego człowieka. Każdemu puszczają nerwy, a czas żałoby każdy przechodzi inaczej. Na przyjaciół i życzliwych ludzi zawsze można liczyć i miec w nich oparcie.

Link do opinii
Avatar użytkownika - damonowa
damonowa
Przeczytane:2017-12-06, Ocena: 6, Przeczytałam, 52 książki 2017,
Inne książki autora
Spełnienia marzeń!
Katarzyna Michalak0
Okładka ksiązki - Spełnienia marzeń!

Wystarczy uwierzyć, a marzenia się spełnią! Osiemnastoletnia Klaudia rozpoczyna nowe życie. W starym, zaniedbanym, ale własnym domku w  warszawskiej...

W imię miłości
Katarzyna Michalak0
Okładka ksiązki - W imię miłości

Od czasów ,,Ani z Zielonego Wzgórza:" nie było tak wzruszającej książki! Trzymająca w napięciu historia o poszukiwaniu własnego miejsca na ziemi, potrzebie...

Zobacz wszystkie książki tego autora
Recenzje miesiąca
Okna z widokiem na Weronę
Hanna Kowalewska
Okna z widokiem na Weronę
Ktosiek 2.0
Beata Piliszek-Słowińska
Ktosiek 2.0
Brytyjska monarchia od kuchni
Adrian Tinniswood
Brytyjska monarchia od kuchni
Grypa. Sto lat walki
Jeremy Brown
Grypa. Sto lat walki
Relikwiarz
Elżbieta Bielawska
Relikwiarz
Strasznie fajna wichura
Katarzyna Sobczak
Strasznie fajna wichura
Kochankowie miasta
Anna Stryjewska;
Kochankowie miasta
Pokaż wszystkie recenzje