NAJBARDZIEJ KOJĄCA I ZARAZEM NAJGŁĘBSZA KSIĄŻKA NATALII DE BARBARO, AUTORKI BESTSELLERÓW ,,CZUŁA PRZEWODNICZKA" I ,,PRZĘDZA".
,,Przejścia. Którędy do miłości?" nowa książka Natalii de Barbaro - mistrzyni czułego pisania, które porywa setki tysięcy kobiet - może sprawić, że w zupełnie nowy sposób spojrzymy na historię naszego rodu i wyniesionych z jego przeszłości przekazów. To opowieść o miłości rozumianej nie jako emocja czy relacja, lecz jako fundamentalne doświadczenie bycia w świecie, w którym jest dla nas miejsce.
Autorka prowadzi czytelniczkę przez pamięć osobistą i rodową, pokazując, że nawet w historiach naznaczonych stratą można odnaleźć ślady troski, dobra i odwagi.
To książka, która pomaga zobaczyć, że miłość - nienaruszalna - mieszka w samym centrum nas samych.
Wydawnictwo: Agora
Data wydania: 2026-04-08
Kategoria: Poradniki
ISBN:
Liczba stron: 256
"Przejścia. Którędy do miłości?" autorstwa Natalii de Barbaro to pozycja, która wpisuje się w charakterystyczny styl autorki – pełen czułości, refleksji i uważności wobec ludzkiego doświadczenia. Jednocześnie jednak stanowi pewien krok dalej w jej twórczości, bo zamiast skupiać się głównie na wewnętrznych rolach czy schematach (jak w „Czułej przewodniczce”), rozszerza perspektywę na historię rodu i dziedziczone emocjonalne ślady przeszłości.
Największą siłą tej książki jest jej ton – kojący, spokojny, niemal medytacyjny. De Barbaro nie narzuca czytelniczce gotowych odpowiedzi, lecz zaprasza ją do refleksji nad własnym życiem i korzeniami. Miłość, o której pisze, nie jest tu banalnym uczuciem ani romantycznym ideałem. To raczej głęboka, egzystencjalna jakość bycia – coś, co istnieje niezależnie od zewnętrznych okoliczności i co można w sobie odnaleźć, nawet jeśli życie było naznaczone trudnościami.
Autorka umiejętnie splata wątki osobiste z uniwersalnymi. Opowieści o przodkach, rodzinnych historiach czy przekazach międzypokoleniowych nie są jedynie tłem – stają się kluczem do zrozumienia samej siebie. De Barbaro pokazuje, że nosimy w sobie nie tylko traumy, ale także zasoby: odwagę, troskę, zdolność do przetrwania. To ważne przesunięcie akcentu, które może być dla wielu czytelniczek odkrywcze i wzmacniające.
Nie oznacza to jednak, że książka jest pozbawiona wad. Dla niektórych odbiorców jej tempo może okazać się zbyt wolne, a język – momentami zbyt metaforyczny lub „miękki”. Osoby oczekujące konkretnych narzędzi psychologicznych czy jasno sformułowanych wskazówek mogą poczuć niedosyt. To nie jest poradnik w klasycznym sensie, lecz raczej esej duchowo-psychologiczny, który działa bardziej poprzez emocje i skojarzenia niż konkretne instrukcje.
Warto też zauważyć, że książka jest wyraźnie skierowana głównie do kobiet – co nie musi być wadą, ale może ograniczać jej uniwersalność w odbiorze. Mimo to poruszane tematy – tożsamość, przynależność, pamięć, miłość – mają charakter uniwersalny i mogą trafić do szerszego grona czytelników.
Podsumowując, „Przejścia. Którędy do miłości?” to książka dla tych, którzy szukają nie tyle odpowiedzi, co przestrzeni do zadawania ważnych pytań. To lektura, która nie przytłacza, lecz otula – i właśnie w tym tkwi jej siła. Nie jest to książka spektakularna czy przełomowa w sensie formy, ale ma w sobie coś rzadkiego: autentyczność i głęboką uważność na ludzkie doświadczenie. Dla wielu czytelniczek może stać się ważnym towarzyszem w procesie lepszego rozumienia siebie i swoich korzeni.
Miałam niebywałą okazję przeczytać ,, Przejścia którędy do miłości" Natalii De Barbaro. To było moje pierwsze spotkanie z autorką.
Książka wyjątkowa, bo złożona z naszych, ludzkich doświadczeń i wyniesionych schematów z domu rodzinnego. Od pierwszych stron było mi tu wszystko niestety bardzo bliskie. Mówię niestety, bo czasem były to oprócz dobrych rzeczy traumy, z którymi borykam się dzisiaj, a jestem już pięćdziesięciopięciolatką.
Pierwsza moja myśl, po przeczytaniu rozdziału ,, Jesteś z rodu" to co w nas zasiali teraz zbieramy.
Te wszędobylskie dziewczynki w białych rajstopkach i wara pobrudzić, bo już nie będziesz tą grzeczną. Bo ona jest dobrze wychowana, ułożona, grzeczna no i jest odpowiedzialna, dlatego mama i tata decydują, że może już wziąć młodszą siostrę ze sobą na religię, bo sama jest starszą siostrą. Czytam to jak by ktoś pisał za mnie mój własny pamiętnik. Jaka ja byłam szczęśliwa gdy pobrudziłam te rajstopki.
Na szczęście mój przyszły mąż, kupował mi takie fioletowe, śliwkowe. To miłe wspomnienie.
Teraz całkiem nie znoszę rajstop, ale to już inna bajka i mężowi też pasuje. On mnie bierze taką jaka jestem, a ja chcę być czasem inna.
Kolejny rozdział to poszukiwanie przesmyku...do siebie, miłości i własnej drogi.
Czy ktoś mnie widzi, bo te przesmyki do mojego dobrostanu są często zachwaszczone, nawet przeze mnie samą, nie mogę tego zrobić bo bliscy tego nie chcą. Marzena, lepiej się nie wychylaj.
A im bardziej dusza wyje czytam, tym chętniej dodaje na Facebooku czy innych mediach zdjęcia, by choć przez chwile ogrzać się w cieple zachwytów innych ludzi, nawet nie znanych. Pokazać wyjazd, tort czy kwitnący ogród. Mi akurat w tym roku magnolia zmarzła, to nie mam się czym chwalić. ale kiedyś sama popełniałam ten błąd i obnażałam się zupełnie bez sensu. Teraz dodaję zdjęcia książek, które goszczą w moim ogrodzie. To z kolei wynika z tego, że szukam ludzi, którzy też czytają bo wokoło czasem pustynia.
Każdy woli książki , które raz czytał i już nie musi. Dosłownie jak w ,, Rejsie".
"Przejścia" były dla mnie swoistą wizytą u terapeuty, który penie miałby co robić ze mną i to przez wiele godzin. Dziękuję Wydawnictwu Agora za swoiste przejścia przez moje życiowe przesmyki, a ja z pewnością sięgnę po inne pozycje Natali de Barbaro.
Sięgnęłam po ten tytuł, zachęcona przez Was, a dokładnie przez to co pisaliście o twórczości autorki. Czytałam o tych wszystkich zachwytach i zastanawiałam się jak ja odbiorę taką książkę.
Jako świeżo upieczona czytelniczka tytułu widocznego na zdjęciu, już rozumiem co zostało w tych słowach zamknięte, a raczej ma co one nas czytających otwierają.
Nietuzinkowa, pełna czułości i zrozumienia, te słowa cisną mi się na myśl gdy wspominam tę książkę.
Otulająca zaangażowaniem w to by zrozumieć, zaakceptować i cieszyć się życiem. Być świadomą. Wiedzieć, że miłość jest wszędzie.
Mimo, że czytałam sama, czułam się bliżej innych kobiet, czułam, że mi towarzyszą.
Rosła moja wrażliwość na siebie i innych, rosło zaangażowanie w dostrzeganiu światła, miłości... w zrozumieniu, że zawsze będę wyciągać ręce po szczęście.
Polecam i Wam to spotkanie ?
OD PIĘCIU LAT W SERCACH POLEK Przed warsztatami ,,Własny Pokój" proszę uczestniczki o przywiezienie czegoś, co symbolizuje ostatni rok. Gdybym miała...
Krwawnik, mniszek, ułudka to zapis poetyckiej drogi, którą podąża od lat Natalia de Barbaro, coraz wyraźniej, pewniej moszcząc się w języku, w którym...
Przeczytane:2026-04-30, Ocena: 4, Przeczytałam, Mam, konkurs, Przeczytaj tyle, ile masz wzrostu – edycja 2026, Wyzwanie - wybrana przez siebie liczba książek w 2026 roku, 26 książek 2026, 52 książki 2026, 12 książek 2026,
„Przejścia. Którędy do miłości” Natalii de Barbaro to nieco innego rodzaju poradnik, a bardziej przewodnik, w którym autorka pomaga nam wrócić wspomnieniami przez wszystkie pokolenia kobiet z naszej rodziny. Chociaż tak naprawdę to podróż jest również w głąb samej siebie. W wielu z nas ciągle jakiś wewnętrzny głosik podpowiada, że nie tak żyjemy, jak powinniśmy, że gdzieś indziej jest lepiej i wystarczy tylko znaleźć drogę lub nawet maleńki przesmyk przejścia, żeby po nie sięgnąć.
Nasze życie zazwyczaj przebiega według określonych schematów prze różne formy kobiecości. Od dziecka słyszymy nakazy i zakazy, żeby być taką ugrzecznioną i spełniającą oczekiwania innych a nie realizować się we własnych marzeniach i słuchać samej siebie.
"Gdybym miała zrobić statystykę zdań najczęściej wypowiadanych przez kobiety na moich warsztatach, to w czołówce z pewnością znalazłoby się to: "Byłam dzieckiem, które nie sprawiało kłopotu".
Właśnie najbardziej wymagano tego od dziewczynek. Dzisiaj może nie to, że czasy są inne, ale ludzie już tak, więc pewnie dlatego czasem myślimy i czujemy, że mamy już tego dość, że chcemy czegoś innego, że chcemy poszukać jakiegoś choćby maleńkiego przejścia do czegoś innego i że jesteśmy już na to gotowe. Bo to, jak same siebie będziemy traktować, decyduje przecież o tym, jakie będzie nasze życie. Nie możemy bez przerwy stać na rozdrożu i zastanawiać się, co jest dla nas dobre a co nie. Warto i naprawdę trzeba zadbać przede wszystkim o siebie. Nie ma potrzeby szukać dowodów na to, że że jestem krzywdzona, ale bardziej na to, że byłam i jestem kochana. Nie warto udawać, że tak jest dobrze, że to nie jest jeszcze aż tak bardzo źle, że da się wytrzymać...
Autorka książki nie jako ekspertka, ale jako przyjaciółka, i również jako przewodniczka udziela odpowiedzi na wiele pytań, chociaż nie zawsze te odpowiedzi są jednoznaczne. Każda z nas jest inna, i historia rodziny każdej z nas też jest inna, więc nie może być jednej uniwersalnej odpowiedzi na zadawane pytania. Ważne jest jednak sama motywacja do tego, żeby się na chwilę zatrzymać i przyjrzeć własnemu życiu i zmusić do refleksji. Nawet w wewnątrz bardzo trudnej historii możemy znaleźć chociaż małe źródło ciepła, czegoś miłego.
Narracja autorki jest spokojna i kojąca, bardzo dobrze się czyta, ale również i i świetnie się w trakcie lektury rozmyśla, więc same możemy wiele o sobie napisać w tej książce, gdyż miejsca na nasze odpowiedzi czy notatki jest sporo..
Autorka zachęca nas również do odbycia podróży w przeszłość, żeby przyjrzeć się kolejnym pokoleniom kobiet z naszej rodziny, lecz przy tej okazji do zajrzenia w głąb siebie.
"Historia mojego rodu nie zaczęła się ode mnie i na mnie się nie skończy."
"Żadna z nas nie jest pierwszą kobietą z rodu, która szuka swojej wolności."
Jeśli w naszym domu znajdziemy stare rodzinne albumy ze zdjęciami lub ciekawe zapiski, to z pewnością mogą okazać się pomocne w poszukiwaniu miłości. Jednak nie chodzi tu taką miłość, jaka od razu nasuwa się nam na myśl, bo nie to romantyczne uczucie w książce chodzi. I chociaż w wielu książkach już sam tytuł wiele mówi o treści, to jednak w tej tytuł jest małą zmyłką.
Czytając książkę, chwilami byłam zdziwiona tym, jak wiele obrazów i pytań zadawanych przez autorkę jest mi znanych, bliskich. Widocznie miałam podobne doświadczenia, chociaż widocznie nie bardzo wiedziałam jak je nazwać i jak sobie poradzić z wieloma problemami.
Teraz jestem może nieco odważniejsza, chociaż z powodu mojej choroby i pewnie dlatego odnalazłam przejście, dzięki któremu nie jestem już grzeczną dziewczynką i nie staram się nie sprawiać nikomu kłopotu. Wiem, co dla mnie jest dobre, wiem też na kogo mogę zawsze liczyć i nie waham się mówić o uczuciach. Warto pielęgnować swoje marzenia i cieszyć się nawet z małych codziennych rzeczy. Dbać o to, żeby w naszych sercach było tylko dobro i miłość...
Wiem, że są kobiety, którym jest źle, lecz boją się do tego przyznać, lub takie, które nie zdają sobie z tego sprawy, że może być im lepiej. Dlatego myślę, że warto polecić tę książkę wszystkim kobietom żeby zobaczyły, że nie musimy zawsze spełniać oczekiwań innych. A wymagania stawiane naszym babciom czy prababciom nie musza i nawet nie powinny być takie same, jak te stawiane nam czy naszym córkom lub wnuczkom.
To moje drugie spotkanie z autorką, zaintrygował mnie tytuł, ale też nie mogłam oprzeć się tej urokliwej okładce.
Książkę miałam okazję przeczytać dzięki Akcji Recenzenckiej serwisu Lubimy Czytać.pl oraz Wydawnictwa AGORA.