Poruszająca opowieść, inspirowana prawdziwymi wydarzeniami, o kobiecie, która w mroku nocy podejmuje decyzję, mogącą odmienić całe jej życie.
Wydawnictwo: Skarpa Warszawska
Data wydania: 2026-01-14
Kategoria: Historyczne
ISBN:
Liczba stron: 336
Dziś chcę Wam opowiedzieć o książce, po której skończeniu potrzebowałam chwili, żeby złapać oddech. To „Szept w popiołach jutra” Moniki Cieluch. To jedna z tych historii, która zostaje w sercu na długo i skłania do myślenia.
Gdy tylko zaczęłam czytać, poczułam mieszankę niepokoju i delikatnej nadziei. To nie jest lekka, letnia opowieść – to emocjonalna podróż w głąb trudnych ludzkich doświadczeń. Już od pierwszych stron czuć ciężar decyzji, przed którymi staje główna bohaterka, i mglistą obietnicę lepszego jutra ukrytą w tytule. Klimat jest intensywny, momentami mroczny, ale przetykany iskierkami ciepła.
Autorka opowiada historię Inki, kobiety, która po latach życia w cieniu przemocy psychicznej i braku docenienia, decyduje się na dramatyczny krok. Ucieka od przeszłości, wracając do swojego rodzinnego Grudziądza. Tam, w bezpiecznej przystani u dawnych przyjaciół, Alicji i Szymka, zaczyna powoli układać życie od nowa. Fabuła koncentruje się na jej wewnętrznej walce, procesie gojenia ran i pytaniu, czy można naprawdę zaczynać od nowa, gdy wciąż nosi się w sobie bagaż przeszłości. Pojawia się też wątek dawnej, niespełnionej miłości, który dodaje kolejnej warstwy emocjonalnej. Inka to postać, do której bardzo łatwo się przylgnąć. Jej lęk, wyczerpanie, ale też odradzająca się determinacja są niesamowicie autentyczne. Kibicuje się jej na każdym kroku.
Wartością tej powieści są też postacie drugoplanowe – przyjaciele, którzy oferują bezwarunkowe wsparcie. To oni pokazują, jak ogromną siłę ma ludzka życzliwość i solidarność w najciemniejszych chwilach.
Emocje? Przygotujcie się na całą ich paletę. Czytając, czułam gniew i smutek z powodu krzywdy Inki, ciepło dzięki przyjaźni, napięcie związane z niepewną przyszłością i gorzką nadzieję.
Monika Cieluch ma bardzo płynny i wciągający styl pisania. Książkę czyta się szybko, mimo że nie jest to powieść sensacyjna. Autorka doskonale balansuje między momentami refleksji a zwrotami akcji, które trzymają w napięciu. Unika taniego moralizatorstwa, zamiast tego z ogromną empatią i wrażliwością prowadzi czytelnika przez labirynt uczuć bohaterki.
Komu się spodoba?
TAK, jeśli:
⚘️ Szukasz poruszającej literatury obyczajowej z głębią.
⚘️Lubisz historie o wewnętrznej sile, walce o siebie i odbudowie.
⚘️Cenisz autentycznych bohaterów i realistyczne relacje.
⚘️Nie boisz się silnych emocji i trudnych tematów (przemoc psychiczna).
Raczej NIE, jeśli:
🚫 Szukasz wyłącznie lekkiego romansu lub beztroskiej rozrywki.
🚫 Jesteś w trudnym momencie życia i tematyka przemocy domowej może być dla Ciebie zbyt obciążająca.
Moja ocena: 8/10 🌟
To piękna i bolesna lektura, która zostawia ślad. Odjęłam punkty głównie za to, że momentami czułam ogromny ciężar tej historii. Mimo to to jedna z ważniejszych książek, jakie ostatnio czytałam.
BRUNETTE BOOKS
Do napisania recenzji tej książki zbierałam się dłuższy czas.. dlaczego? Przez całą książkę mamy do czynienia z przemocą domową, co już samo w sobie było dla mnie trudne do przyswajania. Pojawił się także taki jeden wątek, który był niby piękny i dający nadzieję ale jednak budzący wątpliwość, wybaczcie, nie mogę zdradzić więcej, ale czytając książkę będziecie mi wdzięczni za brak spojlera. Natomiast punktem kulminacyjnym mojego braku kontaktu było zakończenie! Co tu się odwaliło... Mimo dania sobie dłuższego czasu, dalej nie jestem w stanie się z tego otrząsnąć i zrozumieć.
Te moje emocje są doskonałym powodem dla którego czytam książki Moniki Cieluch. Dosłownie każda jej książka jest z jednej strony piękna i milutka a z drugiej lubi zadawać ból.
Czy czytanie takich książek podchodzi pod masochizm? 😂
Krótki zarys fabuły, bez spoilerów!
Inka żyje w nieszczęśliwym małżeństwie, gdzie przemoc psychiczna jest na porządku dziennym.
Przed laty wraz z mężem podjęła decyzję, że zrezygnuje ze swojego życia zawodowego, by wychowywać ich dzieci oraz zajmować się domem.
To mąż przynosił do domu pieniądze i ostatnio coraz częściej dochodziło między nimi o to do kłótni. Zarzucał jej brak wykształcenia, brak dochodów, tego, że zrobiła się typową kurą domową i wcale o siebie nie dba. Zapomniał tylko ile pracy kobieta przez te lata wkładała w dbanie o dom, dzieci i ognisko domowe. Zajmowało jej to tyle czasu, że na dbanie o siebie brakowało dobry.
W wyniku coraz częstszej przemocy psychicznej i fizycznej, postanowiła uciec z domu do swojego rodzinnego Grudziądza. To tam zostawiła swoją prawdziwą miłość i przyjaźń.
Schronienie znajduje w domu Alicji i Szymka, którzy nie zapomnieli o wielkiej przyjaźni, która łączyła ich przed laty i chętnie przyjęli ją pod swój dach. Tam też niespodziewanie Inka trafia na Janka, mężczyznę, który wiele dla niej znaczył...
Czy kobiecie uda się ułożyć swoje życie na nowo?
Jak na rozwód rodziców zareagują dzieci?
Czy to prawda, że stara miłość nie rdzewieje?
**
Zdecydowanie namawiam na przeczytanie tej książki i przekonaniu się na własnej skórze o co jest tyle szumu. Moniko, żadna książka dotąd tak bardzo mnie nie rozwaliła.. serio.
Życie potrafi zmieniać młodzieńcze marzenia i plany, wytycza nieprzewidywalną drogę, z każdym kolejnym rokiem nieuchronnie zbliża do problemów dorosłości. Jeśli mamy osobę, która w trudnym momencie poda pomocną dłoń, wysłucha i zrozumie, jest to niesamowite szczęście. Gdy nie mamy kogoś takiego, są pewne miejsca, w których można uzyskać pomoc doświadczonych osób, tylko trzeba się odważyć, warto!
Małżeństwo Inki od samego początku budziło wiele emocji, niestety negatywnych. Kobieta tuż po maturze zaszła w ciążę z Oskarem, nie miała już bliskiej rodziny i wsparcia. Decyzja o ślubie była zatem tylko formalnością, by dzieci miały oboje rodziców. Przez dwadzieścia lat małżeństwa Inka zajmowała się domem, bliźniętami, ogrodem, od rana do nocy brakowało jej chwili wytchnienia. Oskar pracował, dobrze zarabiał, kiedyś mieszkali w Anglii, kilka lat temu wrócili do kraju. Od zawsze traktował żonę jak osobę gorszą, słabszą, która jest do niczego i nic nie potrafi. Oskar był przemo*cowym mężem, poni*żał ją. Inka nie potrafiła sobie uświadomić sytuacji, w której się znalazła. Pewnego dnia, po kolejnej burzliwej awanturze, zabrała torebkę i wyszła z domu, pojechała do rodzinnego Grudziądza.
Przyjaciele zaoferowali pomoc, wsparcie i zrozumienie...
Jaka to była poruszająca opowieść, trafiła do mojego serca, wywołując mnóstwo emocji, tym bardziej, że historia jest inspirowana prawdziwymi wydarzeniami. Autorka skupia uwagę czytelnika na bardzo ważnych problemach, które mogą zniszczyć życie, a zagubienie i wstyd potrafią przeszkodzić, by poprosić o pomoc. Przedstawione trudne tematy dotyczące dep*resji, prze*mocy psy*chicznej i fizycznej, poni*żania odbierają wiarę we własne siły i prowadzą do des*trukcji. Jesteśmy świadkami koszmarnych zachowań, mani*pulacji, która utrudnia odnalezienie siebie.
Powieść ogromnie wzruszająca, smutna, pełna bólu, a jednak tak bardzo prawdziwa, uzmysławia jak kruche jest ludzkie zdrowie i życie. Bardzo podobał mi się spacer ulicami Grudziądza, piękne opisy miejsc, zabytków i wydarzeń historycznych stworzyły niesamowity klimat. Bardzo polecam, zdecydowanie warto przeczytać
"Jutro nikomu nie jest dane na pewno, wystarczy chwila, jedna źle podjęta decyzja i możemy się stać zaledwie wspomnieniem unoszącym się niczym drobinki kurzu wirujące w codzienności bliskich nam oczu”.
Inka przez dwadzieścia lat trwała w związku, który ją wyniszczał, w końcu coś w niej pęka, ucieka od męża. Schronienie znajduje u przyjaciół, z ich pomocą próbuje zacząć życie od nowa.
To wnikliwa, emocjonalnie angażująca opowieść o życiu. Akcja płynie spokojnie, ale pod powierzchnią nieustannie drga napięcie. Monika Cieluch pisze lekko, z empatią, z czułością wobec swoich bohaterów. Nic tu nie jest proste ani gotowe – jest prawdziwie, boleśnie, szczerze. Bohaterowie są naturalni, wiarygodni, bliscy. Do Inki szczególnie łatwo poczuć sympatię – to ciepła, dobra, szczera kobieta, która zaufała nie temu człowiekowi i zapłaciła za to ogromną cenę.
“Szept w popiołach jutra” to opowieść o życiu w toksycznym związku „dla dobra dzieci”, o strachu przed odejściem, gdy ktoś jest uzależniony finansowo i emocjonalnie. O pozorach normalności, o skrywanych marzeniach i uczuciach. O momencie, w którym wreszcie pojawia się odwaga, by powiedzieć „dość” i postawić siebie na pierwszym miejscu. O dawaniu drugiej szansy. Czytając losy bohaterki, czułam narastającą niemoc. Psychiczne wyniszczanie, kontrolowanie, subtelna manipulacja, powolne odbieranie godności — wszystko to dzieje się tu po cichu, bez dramatycznych scen. I właśnie to uderza najmocniej. Bo przemoc nie zawsze krzyczy. Czasem zostawia po sobie pustkę i poczucie, że nic nie należy już do nas.
Ogromną wartością powieści jest jednak to, że obok ciemności pojawia się jasność. Prawdziwa przyjaźń — ciepła, cierpliwa, bez warunków. Taka, która nie rozlicza przeszłości, tylko mówi: jestem tu. Alicja, Szymon i Janek stają się dla Inki bezpiecznym lądem po długim dryfowaniu. Pokazują, że nawet po latach izolacji można wyciągnąć rękę i pomóc komuś stanąć na nowo. To także poruszająca opowieść o depresji — tej cichej, podstępnej, karmionej latami tłumionych emocji.
Są w niej chwile oddechu, momenty światła, a nawet uśmiechu. Jakby ktoś na chwilę zapalił lampkę w długim tunelu. Finał uderza mocno. Może nawet za mocno — ale dokładnie taki powinien być. Nie łagodzi rzeczywistości, nie oferuje łatwego ukojenia. Wszystko składa się w spójną całość, nawet jeśli epilog wydaje się inny w tonie — to właśnie on domyka tę historię.
Poruszająca, ważna, potrzebna. Taka, która przypomina, że nie wolno przechodzić obojętnie obok cudzego cierpienia. I że każdy zasługuje na życie bez strachu — a nawet z największego mroku można wyjść, jeśli ktoś zapali światło. Bardzo polecam! Tatiasza i jej książki :)
🧡„Szept w popiołach jutra” to emocjonująca i przejmująca powieść oparta na faktach.Historia pokazuje jak bardzo osoba nam bliska może manipulować,kłamać i niszczyć.Brak odwagi sprawia,że nie ma się sił,by uciec i żyć według własnych zasad.Poznawanie szczegółów z życia bohaterki boli,bo widzimy jak niszczona jest jej poczucie wartości i uzależnienie od osoby,która na to nie zasługuje.
🧡Historia to także piękny obraz przyjaźni na którą zawsze można było liczyć.Nawet porzucenie jej na lata nie powoduje,że się o niej nie pamięta.Wtedy przyjaciele czują się źle,że się nie walczyło wcześniej,by uchronić przyjaciółkę przez złem.
🧡„Szept w popiołach jutra” jest historią, która łamie serce i sprawiła,że na długo zostanie w mojej głowie.Oparta na faktach losy bohaterki wstrząsają i poruszają.Dodatkowo płynie z niej refleksja i przestroga byśmy uciekali jak najdalej od osoby,która nie jest warta naszej uwagi.Historia daje do myślenia,by nigdy nie przychodzić obojętnie obok osoby będącą ofiarą przemocy-działajmy i nie pozwalajmy,by kat wygrał!Zakończenie jest zaskakujące,bo niestety tego się nie spodziewałam🥺
🧡Z całego serducha polecam-czytajcie📖
Głos, który skruszy ciszę - Monika Cieluch i jej ,,Szept w popiołach jutra"
Czasami najtrudniejszą bitwą nie jest ta z otaczającym światem, lecz z echem własnego strachu. To ono każe nam wierzyć, że na zmianę jest już za późno. Budowanie życia na nowo dokładnie w dniu czterdziestych urodzin wymaga ogromnej odwagi. Trzeba wtedy zatrzasnąć za sobą drzwi pełne cierpienia. Potrzeba jednak przede wszystkim siły, by uwierzyć, że nasza wartość nie kończy się tam, gdzie cudza pogarda. To w tych najcichszych szeptach, rodzących się na zgliszczach bezpieczeństwa, kryje się moc przetrwania i szansa na odnalezienie własnego głosu.
Tę trudną, lecz ostatecznie wyzwoleńczą drogę ku godności kreśli Monika Cieluch w swojej najnowszej powieści ,,Szept w popiołach jutra". Udowadnia tym samym, że nigdy nie jest za późno na wydobycie prawdy o sobie z ruin toksycznej codzienności. Twórczyni stawia odważną tezę. Według niej prawdziwe ocalenie zaczyna się nie w momencie ucieczki, lecz w chwili, gdy zgliszcza przeszłości stają się fundamentem nowej tożsamości.
Autentyzm zakorzeniony w faktach nadaje losom Inki wyjątkowy ciężar. To poruszające świadectwo, w którym każde słowo niesie ze sobą ładunek realnego cierpienia. Śledzimy losy kobiety, która po dwóch dekadach życia w cieniu przemocy decyduje się na desperacki krok. W tej walce stawką jest nie tylko jej własna podmiotowość. Chodzi przede wszystkim o próbę zapewnienia dzieciom szansy na życie wolne od lęku. Inka rzuca wyzwanie przeznaczeniu i szuka drogi, by przerwać sztafetę traumy. Jej odejście staje się podróżą w głąb zapomnianych marzeń oraz wspomnień ukrytych w murach Grudziądza.
Powieść staje się wielowymiarowym splotem motywów. Wątek bolesnych doświadczeń przeplata się tutaj z nostalgicznym powrotem do lat młodości. Pisarka z niezwykłą wrażliwością portretuje psychologię ofiary. Ukazuje przy tym jej stopniowe wyzwalanie się z mentalnych kleszczy. Dla mnie, przede wszystkim jako kobiety, ta książka była doświadczeniem niezwykle głębokim. Niejednokrotnie stawiałam się na miejscu Inki. Zastanawiałam się, czy ja sama miałabym w sobie dość odwagi i siły, by po tylu latach wyrwać się z toksycznej relacji.
Autorka z bolesną precyzją obnaża fakt, że przemoc ma wiele twarzy. Uderza nie tylko siła fizyczna, ale także przemoc ekonomiczna i psychiczna. Polega ona na próbach całkowitego uzależnienia bohaterki od oprawcy. Autorka pokazuje, jak systematyczne odcinanie od zasobów i niszczenie poczucia sprawstwa staje się niewidzialną klatką. Próba ucieczki z niej wymaga niemal nadludzkiego wysiłku. Przez całą lekturę mocno trzymałam kciuki za bohaterkę. Chciałam, aby odnalazła moc do walki i odzyskała tak bardzo potrzebny jej oraz jej dzieciom spokój.
Proces tego wyzwalania nierozerwalnie wiąże się z konfrontacją z przeszłością i odbudową zniszczonych więzi. W cieniu grudziądzkich spichlerzy wybrzmiewa siła dojrzałej przyjaźni. Oferuje ona Ince szansę na bezpieczną przystań oraz wspiera mozolny proces odzyskiwania wiary w ludzi. To właśnie dłoń wyciągnięta przez przyjaciół staje się punktem zwrotnym w jej nowej codzienności. W tym procesie istotną rolę odgrywa również Janek, czyli postać z przeszłości bohaterki. Jego pojawienie się staje się katalizatorem do rozliczenia z dawnym życiem. Pozwala jej to zmierzyć się z emocjami, które przez lata pozostawały uśpione. Dzięki wsparciu bliskich osób Inka staje się postacią ukazaną z ogromną głębią. Jest to studium kobiety, która latami uczyła się znikać we własnym życiu, a teraz podejmuje trud odzyskania prawa do samostanowienia.
Niezwykle istotnym elementem opowieści staje się sam Grudziądz. Jego surowy, a zarazem nostalgiczny klimat doskonale rezonuje z wewnętrznym stanem Inki. Z dbałością o detale odmalowano obraz miasta nad Wisłą. Zobaczymy tu monumentalne spichlerze oraz wąskie, brukowane uliczki. Ta specyficzna aura sprawia, że proces leczenia duszy nabiera wyjątkowego kolorytu. Miasto przestaje być tylko tłem. Staje się przestrzenią, która cierpliwie czekała na powrót bohaterki.
Powieść opiera się na bardzo przemyślanej strukturze. Język, którym posługuje się autorka, jest plastyczny i oszczędny. Pozwala to emocjom wybrzmieć z pełną mocą. Tempo akcji zostawia przestrzeń na refleksję, by za chwilę zagęścić atmosferę w momentach konfrontacji z przeszłością. Ten balans między wnikliwym portretem emocjonalnym a klimatycznym opisem otoczenia sprawia, że historia ta pulsuje autentycznym życiem.
Warto w tym miejscu pochylić głowę przed kobietą, która stała się pierwowzorem postaci Inki. Jej odwaga, by odsłonić swoje najtrudniejsze doświadczenia i przekuć je w literackie świadectwo, jest godna najwyższego uznania. Wierzę bardzo mocno, że dzięki tej szczerości książka stanie się kołem ratunkowym dla wielu osób znajdujących się w podobnej sytuacji. Słowa uznania należą się również samej Monice Cieluch. Podjęła się ona niezwykle trudnego zadania. Z wielką delikatnością, a zarazem bezkompromisową prawdą, przeprowadziła czytelnika przez piekło, by ostatecznie pokazać mu drogę do światła.
Lektura ta pozostawia z głęboką refleksją nad siłą ludzkiego ducha oraz poszukiwaniem szczęścia bez względu na metrykę. Nie jest to pozycja łatwa. Wymaga ona od czytelnika odwagi do skonfrontowania się z dotkliwą prawdą. Fakt, że relacja opiera się na rzeczywistych zdarzeniach, drastycznie zmienia perspektywę odbioru. Każda emocja Inki i każdy jej krok w stronę wolności staje się przez to namacalny. Przekaz jest jasny. Przeszłość nie musi definiować naszych nadchodzących dni.
Jest to dzieło niezwykle ważne ze względu na jego społeczny rezonans. Za historią głównej bohaterki kryją się doświadczenia wielu osób. Na co dzień zmagają się one z podobnym losem w zaciszu własnych domów. Ta opowieść staje się donośnym głosem. Daje on nadzieję, że zmiana jest możliwa, a każde świadectwo zasługuje na dostrzeżenie. Warto sięgnąć po tę książkę, by zrozumieć, że odrodzenie jest możliwe na każdym etapie życia. Polecam ją szczególnie osobom szukającym prawdy oraz tym, którzy potrzebują impulsu do walki o własną godność. ,,Szept w popiołach jutra" to nie tylko opis ucieczki, ale manifest wolności. Autorka oddaje głos tym, którzy dotąd milczeli. Tworzy klamrę spinającą trudne doświadczenia z nowym rozdziałem życia. To lektura, która zostaje pod powiekami długo po przewróceniu ostatniej strony.
Inka po latach życia w przemocowym małżeństwie postanawia uciec z domu do rodzinnego miasta - Grudziądza. Schronienie znajduje u najbliższych przyjaciół. Tam niespodziewanie spotyka Janka, którego kiedyś kochała. Wraz z nim powracają wspomnienia... Czy kobieta nabierze pewności co do swojej decyzji? Czy będzie potrafiła ułożyć sobie życie na nowo?
Właśnie takie historie lubię najbardziej. Niełatwe, z trudnymi emocjami, wstrząsające, wręcz przerażające brutalnością życia i zachowaniem ludzi. Prawda zawarta na kartach książki boleśnie uświadamia, że takich kobiet jak Inka jest wiele (szczególnie że jest to historia inspirowana prawdziwymi wydarzeniami). Kobiet, którym brakuje odwagi, by odejść i poświęcających się w imię dobra innych. Czasem trzeba po prostu postawić siebie na pierwszym miejscu. Mocno kibicowałam jej w każdym kolejnym kroku ku wolności i spokoju.
"Też przez to przechodziła. Wiedziała, że najpierw trzeba wylać wszystkie łzy, by przyszłość odrodziła się w popiołach jutra."
Monika Cieluch porusza trudne i ważne tematy. W kontrze do depresji, zaburzeń lękowych, samotności, braku akceptacji, manipulacji i kłamstw, przemocy fizycznej, psychicznej i materialnej stawia prawdziwą przyjaźń oraz miłość, która jak się okazuje, nigdy nie gaśnie.
Przemoc fizyczna i psychiczna niszczą w równym stopniu. Słowa pogardy, obelg i nienawiści potrafią sprawić, że czujemy się malutcy. Odbierają nam godność, poczucie własnej wartości, pewność siebie. Tym bardziej że oprawcą jest najbliższa nam osoba. Ciężko było przebrnąć poprzez sceny między Inką a jej mężem.
Na uznanie zasługuje piękna postawa przyjaciół Inki, którzy wyciągnęli do niej pomocną dłoń i pomagali wytrwać w decyzji. Stanowisko jej dzieci również jest warte pochwały.
"Tego dnia zrozumiała, że przyjaźń jest jak bezpieczna przystań, gdzie szalejące burze życia zmieniają się w ciche i kojące szumiące fale."
Zakończenie książki totalnie wprawiło mnie w stupor. Przyznam, że nie tego się spodziewałam. Jednak po ochłonięciu, doszłam do wniosku, że jest właściwe.
"Szept w popiołach jutra" to głęboko poruszająca i emocjonalna powieść o dramacie rozgrywającym się w zaciszu czterech ścian. To historia ukazująca, ile zła może wyrządzić jeden człowiek i jak trudno jest się od niego uwolnić. I wreszcie to książka z przekazem, by być uważnym na krzywdę drugiej osoby. Działajmy! Polecam z całego serca!
"Szept w popiołach jutra" opowiada historię Inki, kobiety, która przez wiele lat żyła w związku pełnym przemocy i manipulacji. Po długim okresie cierpienia w końcu decyduje się uciec i wrócić do rodzinnego Grudziądza, by tam w otoczeniu przyjaciółki i jej męża na nowo odnaleźć siebie.
Prz*moc psychiczna niejednokrotnie potrafi zaboleć bardziej niż fizycznie wyrządzone krzywdy. Pogarda, poniżenie, słowa które ranią do głębi, sprawiają spustoszenie w psychice.
Kiedy ktoś przez lata wmawia ci, że jesteś słaba, bezużyteczna, bezwartościowa, że do niczego się nie nadajesz, w końcu zaczynasz w to wierzyć. To właśnie słowa ranią najbardziej zostawiając ślad nie na ciele, ale na duszy. Prz*mocy psychicznej nie widać na pierwszy rzut oka, ale jest równie dotkliwa jak nie bardziej, co fizycznie zadany cios.
To ma swoje skutki, długofalowe znęcanie, bycie pod ciągłym ostrzałem doprowadza do depresji, obłędu, do zatracenia samego siebie.
Są takie książki, które czyta się dla relaksu, ale są też takie które czyta się, aby móc przeżywać je każdą czastką siebie.
Monika Cieluch pisze książki emocjami, i "Szept w popiołach jutra" również jest nimi naszpikowany.
Nie znajdziesz tutaj scen ociekających brutalnością, akcja nie jest dynamiczna, ale to jest właśnie dobre w tej powieści, ponieważ autorka z najwyższą starannością, z odpowiednim wyważeniem, subtelnoscią buduję atmosferę refleksji i napięcia, sprawia że te emocje jakie chce przekazać jeszcze mocniej wpływają na czytelnika. Tu przeżywa się każdą najdrobniejszą rzecz, czytając stajesz się Inką i poprzez karty powieści doświadczasz tego co ona, a ta świadomość, że jest to powieść inspirowana prawdziwymi zdarzeniami, tylko te odczucia potęguje.
Ta książka nie jest łatwą, lekką, i przyjemną lekturą, to głęboka, wzruszająca książka, która sprawia ból, wywołuje złość, bezradność, poczucie niesprawiedliwości, smutek, zakorzeniając się przy tym głęboko w umyśle, porusząc najczulsze struny, to historia obok której nie można przejść obojętnie.
"Szept w popiołach jutra" można odebrać dwojako. Pokazuje co może się stać jeśli pozwolimy sobie na tkwienie w toksycznym związku, z drugiej strony daje nadzieję że może być lepiej, że można o siebie zawalczyć, dźwignąć się z tego co złe i odbudować swoje życie na nowo. Mając odpowiednie wsparcie wszystko jest możliwe.
To historia o kobiecie, skierowana do kobiet, historia która niesie w sobie mocny przekaz, która jest potrzebna, która jest ważna i obok której nie możesz przejść obojętnie.
Jeśli więc lubicie książki z mocnym ładunkiem emocjonalnym to "Szept w popiołach jutra" jest dla Was!
Polecam ?
Ps. Tak sobie czytałam różnie opinie i zauważyłam, że często wśród czytelników pojawia się narzekanie na zakończenie, że nie pasuje, że jest niezrozumiałe, że popsuło całą historię. Uważam, że epilog stanowi kwintesencje historii Inki, jest mocne, totalnie nie do przewidzenia, i to właśnie w nim tkwi sedno tej powieści. Depresja skutkuje wieloma różnymi sytuacjami i to zostało tu bardzo dobrze zobrazowane.
Właśnie o to chodzi aby zrozumieć co było prawdą, a co wyimaginowaną rzeczywistością stworzoną przez umysł Inki, a może jeszcze czymś innym ?
Czy chciałabym aby koniec był inny? Owszem, ale doceniam również fakt, iż autorka zrobiła go takim jakim jest.
To jest historia o ogromnym ładunku emocjonalnym. Biorąc tę książkę do ręki, nie spodziewałam się, że tak mnie przeczołga. Jednak moje emocje, to nic, w porównaniu z tym, co przeżywała główna bohaterka.
Bo ta historia jest oparta na prawdziwych przeżyciach.
Inka mieszka w pięknym domu z dużym ogrodem...w którym nigdy nie zaznała chwili wytchnienia. Dlaczego? Ponieważ jej małżonek uznał, że to jest jej obowiązek zadbać o wszystko, kiedy on ciężko na to pracuje. Na delikatne sugestie, że mógłby zatrudnić kogoś do pomocy, kiedy Inka opiekuje się bliźniakami, odpowiadał, że przecież nie będzie SIEDZIAŁA, kiedy on się zaharowuje. Każda mama wie, ile wysiłku i bezsennych nocy wymaga opieka nad jednym, a co dopiero nad dwójką dzieci- w tym jednym z poważną chorobą. I tak leciały lata, Inka przełykała łzy goryczy, dla dobra dzieci.
Aż do dnia, swoich urodzin, kiedy Oskar nie tylko zapomniał o niej, ale zrobił też awanturę za brak obiadu. Tak jak stała- wyszła z domu. Dopiero kiedy po godzinach jazdy autem, zorientowała się, że dotarła- jakby na autopilocie- do swojego rodzinnego miasta, pod dom przyjaciół.
Tego dnia zaczęła walkę o siebie. W domu przyjaciół powoli odzyskuje spokój, Dopiero po silnym ataku paniki i rozmowie w szpitalu z psychiatrą, Inka uświadamia sobie, że przez dwie dekady była ofiarą przemocy psychicznej. Relacja, w której tkwiła tyle lat, była więzieniem, a ten, który miał wspierać- manipulował, poniżał, pozbawił wiary w siebie i poczucia godności.
To nie jest lektura łatwa, ale zapewniam Was, że poruszająca. Autorka nie boi się trudnych tematów, ale pokazuje, że zawsze warto walczyć o siebie. Jeśli mam być szczera, to zakończenie mnie zaskoczyło i nie do końca rozumiem, co tu się wydarzyło. Wciąż się po nim zbieram.
Życie bywa jak jajko z niespodzianką. Czy dasz się nią obdarować? Jeden niefortunny incydent w pracy wywraca życie Joanny Sawickiej do góry nogami...
On – wychowany w patologicznej rodzinie zdobywa świat pięściami. Ona – wrażliwa i zdolna fotografka, poszukuje modela do swojego projektu...
Przeczytane:2026-02-16, Ocena: 6, Przeczytałem, Mam,
Często macie ochotę rzucić książką o ścianę i strzelić focha na autora/ autorkę?
“W życiu każdy człowiek powinien zaczynać od nowa tyle razy, ile tego potrzebuje. Jedyne, co musi zrobić, to nabrać pewności, że się nie podda, nim dobiegnie do celu. “
Główna bohaterka książki “Szept w popiołach jutra” to żona, matka dwójki już dorosłych dzieci i zarazem ofiara przemocy domowej, którą w ciszy znosi od 20 lat. Zaakceptowała to jak traktuje ją mąż, stało się to dla niej czymś wręcz normalnym. Pogodziła się z faktem, że jest dla niego służącą, sprzątaczką, ogrodniczką - wielofunkcyjnym elementem wyposażenia domu.
Tak, to jedna z tych kobiet, która nie pracuje i “siedzi” w domu całe dnie. Bez ambicji, perspektyw, z odciętymi brutalnie skrzydłami. Jedna z tysięcy takich kobiet w samym naszym kraju. Ale nie da się przeoczyć faktu, że o przemocy domowej, tej i fizycznej i psychicznej, mówi się coraz głośniej. Przestajemy akceptować i normalizować to jak mężczyźni potrafią traktować kobiety - te którymi powinni się opiekować, o które mieli się troszczyć, a jedyne co potrafią im zapewnić to brak szacunku i ciągły strach.
Ta książka to głos jednej z kobiet, która w końcu miała siłę by powiedzieć : “dość”. Coś co wydaje się tak proste, jest w rzeczywistości niebywale trudne. Ile razy była tego bliska? Ile razy już chciała się poddać zamiast zawalczyć o siebie? Ile razy stawiała dobro dzieci ponad swoje? Ile razy bała się, że nie da rady stanąć sam na sam ze światem i stawić mu czoła nie będąc na utrzymaniu swojego oprawcy?
Poznajcie Inkę i jej historię, a się przekonacie.
Tak, teraz z pomocą ekranizacji “Dom dobry” ta tematyka stała się viralowa, społeczność otwiera oczy, albo przestaje odwracać wzrok udając, że nie dostrzega pewnych faktów, zachowań, które są absolutnie niedopuszczalne. Dostrzegli je także Alicja i Szymon, przyjaciele Inki, przed którymi uparcie udawała szczęśliwą żonę. Jednak Oskar nie potrafił udawać dobrego męża i nawet przy innych nie hamował się nagminnie upokarzając naszą bohaterkę. Ale zrobił to o raz za dużo i w końcu, w burzową noc, wsiadła w samochód, pokonała swoje lęki i uciekła właśnie do przyjaciół, na których mogła liczyć, którzy okazali wsparcie i bezcenną w tych okolicznościach pomoc.
To był pierwszy krok do nowego początku.
Może to historia jakich wiele, w końcu jak już wspomniałam, takich dramatów i kobiet jest ogrom i wątek jest też popularny. Jednak dla mnie ta książka okazała się czymś niesamowitym. Nie zliczę ile razy miałam oczy pełne łez, ile emocji tu jest zawartych. To historia, która daje siłę takim kobietom jak Inka, która może być dla nich jak podręcznik zaczynania życia na nowo, ale też nie ukrywa jakie to trudne.
Nie mogę tu pominać faktu, że zarazem jest to swoista podróż do Grudziądza. Mieszkam tak blisko, wszystko działo się w moich okolicach ale nigdy tam nie byłam i teraz bardzo chcę to zmienić. Autorka tak pięknie opisuje to miasto, że aż pojawiły się w mojej głowie myśli, czy to może też nie jest miejsce idealne dla mnie na nowy początek? Fantastyczna wycieczka w letnich klimatach, aż czuło się te promienie słońca, szczególnie podczas wycieczki na wieś. A przy okazji zyskałam bezcenny przepis na ogórki kiszone, który z pewnością przetestuję w tym sezonie.
To książka prawie idealna. Pięknie opisuje przyjaźń, taką przecudowną, ponad wszystko, której każdemu życzę. Wspaniale autorka podeszła do tematu przeszłości, błędów młodości, dawnej miłości i tej nieśmiałej, drugiej szansy na to uczucie. Cudownie czytało się sceny w których Inka była wraz ze swoimi dziećmi, już dorosłymi ale mimo to ich relacja jest cudowna, taka o jakiej marzę by mieć ze swoimi dziećmi za kilka lat.
Czemu więc to książka “prawie” idealna?
Zakończenie. Mimo wszystko, mimo pięknych książek spod pióra autorki, które przeczytałam wcześniej, mimo tego jak cenię jej twórczość od lat… tego zakończenia, a nawet obu, nie akceptuję i nie wybaczę. Liczyłam na zupełnie inny finał. A tu dostałam bombę, która zawaliła cały świat, później zostaje dorzucona chyba jakaś rakieta atomowa… Nie, nie jestem w stanie tego przyjąć do wiadomości, zrozumieć… Jak po napisaniu czegoś tak przejmującego i pięknego można coś takiego odwalić? Miałam wrażenie, że w ostatniej chwili ktoś wyszarpał tę książkę autorce z rąk i dopisał jakieś bzdury. Tak się nie robi…
Chciałabym polecić, ale mam focha i może to zrobię jak mi przejdzie. Odradzać nie będę, bo mimo wszystko pokochałam większą część tej historii. Przekonajcie się sami za co teraz mam takie pretensję do Moniki Cieluch. Chyba ostatnio tyle złości we mnie było po przeczytaniu “Bez hamulców 2” Aleksandry Pakuły. Czyli statystycznie niezbyt często trafiają mi się takie książki. I dobrze, bo obecnie to chyba nawet myśli mam karalne…
Dziękuję za egzemplarz do recenzji.