Zbrodnia w wielkim mieście

Wydawnictwo: Filia
Data wydania: 2018-10-03
Kategoria: Kryminał, sensacja, thriller
ISBN: 9788380755352
Liczba stron: 320

Ocena: 5.19 (16 głosów)

Czy kiedykolwiek miałaś ochotę zabić swojego szefa?

Sandra, szefowa pisma "Marzenia i sekrety", jest atrakcyjną singielką i fanką Tindera. Martyna, redaktorka w tej gazecie, to znudzona żona, która swojego męża widuje raz na pół roku, a i wtedy niewiele mają sobie do powiedzenia. Z kolei Iwona, graficzka, samotnie wychowuje dwójkę nastolatków z piekła rodem. Wszystkie trzy przyjaźnią się i pracują razem w niewielkim wydawnictwie prasowym.

Pewnej nocy, w czasie przymusowej, służbowej nasiadówki (i po kilku kieliszkach wina), wymyślają w żartach, jak popełnić morderstwo idealne i pozbyć się swojego szefa - seksisty, szowinisty i tyrana. Po kilku dniach ktoś realizuje ich plan. Szybko okazuje się, że osób, które miały powód, aby zabić upiornego biznesmana jest więcej: jego niewierna żona, bandyci, którym był winny spore pieniądze oraz jego kumpel, który dziedziczy po nim wszystkie interesy.

Kto z nich jest mordercą?

Kup książkę Zbrodnia w wielkim mieście

Sprawdzam ceny dla ciebie ...
REKLAMA

Zobacz także

Opinie o książce - Zbrodnia w wielkim mieście

„Milczenie bywa złotem” – właśnie to często słyszałam od mamy, kiedy mówiłam coś, przez co wpadałam w tarapaty. I chociaż wiedziałam, że ma rację, to i tak mój długi jęzor nie zamierzał współpracować z rozumem, przez co dalej zdarzało mi się stwarzać nieprzyjemne sytuacje. Możliwe, że bohaterki „Zbrodni w wielkim mieście” także miały do czynienia z tym znanym porzekadłem, jednak w ich przypadku nawet wsparcie matek nic by nie pomogło. No bo jak uchronić się przed oskarżeniami, kiedy to rozmawiało się na głos zamordowaniu szefa, by później odkryć, że właśnie w takowy sposób zginął?


ŻYŁ SOBIE, ŻYŁ I NAGLE UMARŁ – ALE HECA! CHWILA, MOMENT… PRZECIEŻ ON ZGINĄŁ TAK, JAK MY TO PLANOWAŁYŚMY!


Prawie do połowy „Zbrodni w wielkim mieście” nie działo się nic mocniejszego. Nic takiego, co mogłoby wybić z czytelniczego rytmu do tego stopnia, że z trudem oswajałabym się zaistniałą sytuacją. Może słynny plan zlikwidowania gburowatego erotomana-gawędziarza, tudzież szefa bohaterek, stworzony na żarty (który z czasem traci tę etykietę, ale o tym później) ukazuje się właśnie w tej części, jednak Alek Rogoziński owija go materiałem, potocznie przeze mnie zwany „normalnością”. Samotne macierzyństwo, gdzie co rusz trwa batalia z latoroślami przemawiającymi w niezrozumiałym dla dorosłych slangu. Życie w związku na odległość, gdzie każdy kolejny powrót współmałżonka nie kończy się tym, o czym marzy stęskniona żona. Pragnienie bliskości kogoś, z kim można dzielić łóżko nie tylko przez jedną noc, ale też przez resztę życia. Walka o utrzymanie w tajemnicy prawdziwego źródła zarobku, gdzie zerwanie maski spowodowałoby multum niepożądanych komplikacji… Dokładnie poznawałam poszczególnych bohaterów. Przyglądałam im się tak, jakby stanowili żywe eksponaty w książkowym muzeum. A wszystko to zostało okraszone dobrze mi znanym „Alkowym” poczuciem humoru, które stanowi nieodłączny element fabuły.

Co rusz mogłam wyłapać prześmiewcze wytykanie palcami poszczególnych scenariuszy życiowych. Niejednokrotnie uśmiech gościł na mych ustach. Jednakże, teoretycznie, część ukazywanych wtedy treści nie miało powiązania ze zbrodnią. Zdawałoby się, że autor przeciąga moment ujawnienia kryminalnego wątku z prawdziwego zdarzenia. Teoretycznie, bo w praktyce, gdybym tylko cokolwiek pominęła z tego „lania wody”, zapewne straciłabym wiele punktów zaczepienia, a poszukiwanie mordercy by szło jeszcze toporniej. A kryminalna intryga co rusz nabierała nowych kształtów. Wystarczyło spuścić tę spędzającą sen z powiek sprawę tylko na moment z oczu, a już wypełzały kolejne problemy, gdzie ich rozwiązanie nie zawsze szło jak z płatka. A trzeba też wspomnieć, że potencjalnych morderców było tu od groma! „Zbrodnia w wielkim mieście” zebrała na swych stronach od groma osób pragnących śmierci naszego „kochanego” szowinisty, a autor co rusz mącił, byle tyle zmylić tropy. Tyle że w którymś momencie przestałam tańczyć tak, jak mi zagrał. I dobrze na tym wyszłam. Może co niektórych zagrywek nie zdołałam rozgryźć, zaskoczyły mnie finalne wizerunki zagrywek, jednak cała reszta była dziecinnie prosta do przewidzenia. Trochę szkoda, bo Alek niejednokrotnie udowadniał mi, że nawet kiedy myślałam, iż mam go już w garści, znajdował sposób, by zakończyć książkowe przedstawienie z donośnym hukiem, niwecząc moje detektywistyczne zapędy. Możliwe też, że to zasługa lekkiego „przegadania” wielu wątków, co także podduszało klimat całego „przedsięwzięcia”.


PRZY NICH ZALICZENIE ZGONU NABIERA NOWEGO ZNACZENIA


Sandra, atrakcyjna singielka, która – chociaż nie ma odwagi powiedzieć tego głośno – szuka miłości swojego życia… w międzyczasie korzystając z atrakcji oferowanych przez Tindera. Iwona, samotnie wychowująca dwójkę nastolatków, gdzie ci niejednokrotnie dawali jej w kość. Martyna, choć mężatka, mogłaby śmiało określić się „słomianą wdową”, skoro jej męża więcej nie ma, jak jest, a jak już wraca, to też trzyma ją na dystans. Trzy dorosłe kobiety. Każda ze swoim bagażem doświadczeń. Przyjaciółki, które w swoim towarzystwie… dostają małpiego rozumu! Ciężko mi to mówić, ale te panie niespecjalnie grzeszyły inteligencją, gdzie najlepszym przykładem jest omawianie morderstwa szefa w jego królestwie, czyli siedzibie redakcji! Rozumiem, upojenie alkoholowe robi swoje, jednak nie można wszystkiego zrzucać na niego. Bardziej „dojrzałe” okazały się dzieci Iwony. A dlaczego tamto słowo dałam w nawiasie? Bo chociaż Szczepan i Agata niejednokrotnie pokazywali, że mama i jej kumpele mogłyby się od nich uczyć sztuki racjonalnego myślenia, to zdarzały im się niemałe wpadki. Tyle że u nich można to naprawdę wytłumaczyć wiekiem! Co zaś się tyczy innych bohaterów…

Chociaż różnorodność drugoplanowych postaci mieni się w oczach, nie da się ukryć, że najwięcej frajdy dostarczało obserwowanie dwóch osiłków, którzy to nie grzeszyli inteligencją. Za każdym razem, gdy tylko wyłaniali się zza zakrętu, można było liczyć na ich popis umiejętności. Kiedy tylko sobie przypomnę groźbę w ich wykonaniu… Także przyjemnie było przyglądać się (jakkolwiek to brzmi) poczynaniom Amandy, żony Waldemara, pragnącej pozbycia się małżonka, by zawładnąć jego majątkiem. Och, jakież ona musiała znosić męki przy swym niezbyt pomocnym kochanku! Aż prawie jej tego współczułam! Prawie, bo tak irytującej kobiecie powinno się życzyć, jak najgorzej, by poczuła to samo, co inni znosili przy niej! Ta jej gra aktorska… Na pewno zdobyłaby jedną nagrodę: Złotą Malinę!


Alek Rogoziński znany jest z tego, że lubi się co nieco ponaśmiewać z otaczającego nas świata. Widać to na jego fanpage, gdzie dzieli się swoimi wrażeniami z przeżytych „atrakcji”, a raczej nabywa wprawy, bo z książki na książkę coraz lepiej wychodziło mu wytykanie absurdów codzienności. W „Zbrodni w wielkim mieście” także wyolbrzymienia poniektóre elementy. Doskonałym przykładem tego jest slang młodzieżowy, który to spędza sen z powiek Iwonie, pragnącej zrozumieć, o czym rozmawiają jej dzieci czy slang „dresiarski”, gdzie takowym posługują się wspomniani gdzieś powyżej osiłki spod ciemnej gwiazdy. I jak dotąd na to nie narzekałam, tak tutaj już Alek przeszedł samego siebie. Chociaż „Zbrodnię...” przeczytałam, a raczej pochłonęłam w jeden dzień (gdzie ta książka ma ponad 300 stron!), nie da się nie zgrzytać zębami przy tym nieszczęsnym przedobrzeniu przy nastoletnich pogawędkach. Już wcześniej wspomniałam, że to takie wytykanie palcami czegoś, co nie jest zrozumiane przez pewne grupy, lecz „co za dużo, to niezdrowo”. Strasznie męczyły mnie te młodzieżowe wstawki. Sama czasami korzystam z takowego zasobu słów, ale w tym przypadku czułam przesyt. To tak, jakby dostało się ulubione danie: z początku można go konsumować bez przerwy, ale im dłużej się coś je, tym bardziej nie można już na to patrzeć. No i nie można ukryć tego, że książka jest ociupinkę przegadana, ale o tym już brzęczałam, dlatego na tym zakończę swój wywód.


Podsumowując. „Zbrodnia w wielkim mieście” Alka Rogozińskiego spełnia swoją funkcję, jaką jest dostarczenie rozrywki głodnemu wrażeń czytelnikowi, jednak nie zdołam ukryć, iż na tle innych jego książek, ta wypada nieco słabiej. Przyzwyczaiłam się już do innego poziomu, dlatego odczuwam niedosyt wrażeń. Wiem jednak jedno: ta historia dobitnie uświadamia, że trzeba dwa razy pomyśleć, nim wypowie się swoje myśli na głos, bo później można tego gorzko pożałować. Chyba że pragnie się przeżyć przerażającą przygodę, niczym nasze bohaterki, po której już nic nie będzie takie samo, to wtedy warto zapomnieć o tej przestrodze!

Link do opinii

„Zbrodnia w wielkim mieście” Alka Rogozińskiego, to moje pierwsze spotkanie z twórczością autora, ale z pewnością nie ostatnie.

Przecież każdy z nas ma czasem ochotę kogoś zabić, a już w szczególności dotyczy to naszych szefów. Martyna, Iwona i Sandra, to kobiety które pracują w jednym wydawnictwie, gdzie los nie tak dawno obdarzył ich nowym szefem. Niestety dla dziewczyn nie była to zmiana na lepsze, niemniej jednak z przyczyn losowych nic nie mogą z tym zrobić.

Pewnego dnia siedząc do późnych godzin nocnych w pracy, fantazjują o morderstwie, którego chciałyby dokonać na swoim szefie. Żadna z nich nie spodziewa się, że to marzenie już niebawem może stać się rzeczywistością. Sprawę znacznie komplikuje brak zwłok, które zaginęły, i to niejednokrotnie, w niewyjaśnionych okolicznościach.

Bo czy aby na pewno, tylko one trzy miały ochotę zabić swojego szefa, a może znalazł się ktoś jeszcze, kto chętnie przyłączyłby się realizacji ich planu.

Bardzo przyjemnie i zabawnie napisana książka. Styl autora momentami potrafi rozbawić do łez wywołując niekontrolowany ataki śmiechu, dlatego książkę zdecydowanie lepiej czytać w domowym zaciszu, niż w miejscu publicznym. Bywają momenty, że nie można się powstrzymać.

Dodatkowym atutem książki jest to, że na samym początku autor po krótce przedstawia bohaterów, wyjaśniając kto jest kim, co zdecydowanie ułatwia odnalezienie się podczas czytania.

I mimo, że akcja książki dzieje się szybko, jest dość pogmatwana i zakręcona, to bardzo łatwo można się odnaleźć podczas jej czytania. Zdecydowanie polecam wszystkim, którzy lubią śmiać się podczas czytania, bo tutaj powodów do uśmiechu nie zabraknie.

Link do opinii

Zaczynając od okładki, widzimy na niej czerwony but na obcasie. Na podeszwie możemy zauważyć budowlę z Warszawy, którą chyba zna każdy. I chyba nie trzeba mówić o niej... Czarne tło, więc prezentuje się nieco mrocznie. Grzbiet pasuje do pozostałych komedio kryminałów wydawanych przez autora w tymże wydawnictwie i jestem przekonana, że świetnie się będzie prezentować w mojej biblioteczce. Książka posiada skrzydełka, dzięki czemu ma dodatkową ochronę przed uszkodzeniami mechanicznymi. Na jednym z nich przeczytamy fragment powieści, a na drugim kilka słów o autorze. Samo wydanie podoba mi się, mamy kremowe strony, dużą czcionkę, odstępy między wersami i zachowane marginesy, które ułatwiają nam czytanie. Znalazłam kilka literówek, ale nie były one tak rażące i nie przeszkadzały w lekturze. Z kolei przechodząc do autora, trzeba przyznać, że trochę się stęskniłam za jego piórem. Dawno nie czytałam jego kryminału i tak jakoś brakowało mi tego specyficznego języka jakim się Alek posługuje. (tak, ostatnio przeczytana jego książka była w maju, ale to przecież tak dawno....) Uśmiech na ustach towarzyszy mi zawsze, przy każdej czytanej lekturze pisarza i już w sumie mi brakuje tego pióra. Jego powieści są idealne na te gorsze dni, ale i na te, kiedy potrzebujesz się po prostu zrelaksować, lub szukasz czegoś... innego. Przepełnione sarkazmem, ironią pióro Rogozińskiego zawsze poprawi Wam humor. Przynajmniej w moim przypadku działa to za każdym razem. Książę Komedii Kryminalnych spisał się po raz kolejny świetnie, nie ma co tu dużo pisać, po prostu musicie poznać jego najnowszą powieść, na pewno nie będziecie rozczarowani! :) Co do bohaterów - nawet nie wiecie, jakiego miałam banana na twarzy, gdy zauważyłam, że w spisie (standardowo dla Alka) znajduje się nikt inny jak Krzysztof Darski - znany z poprzednich książek komisarz. Jeśli jest Krzysiek, to i trupów nie braknie. Humoru obstawiałam, że również nie, więc szykowała się ciekawa lektura z nowymi bohaterami... Czy przypadli mi do gustu? Zależy kto, jednak trzy pracownice Waldka wydały mi się naprawdę fajnymi babkami, mimo tego, co miały na sumieniu. Fajnie, że pisarz odróżnił wszystkich bohaterów od siebie, sprawił przez to, że postacie nie są mdłe i na jego kopyto. Myślę, że i Wy możecie zapałać do nich sympatią. Oczywiście u mnie numer jeden to pan komisarz. :D Szybka akcja, zwięzła fabuła, pełno intryg, tajemnic, niewiadomych, sarkazm, ironia... I wiele, wiele więcej możecie dostać od tej lektury. W sumie, to ona nie ma wad. Jest idealna na późne popołudnie, które chcemy spędzić z lekką książką, która nas w ciągnie. Ja niestety jak zaczęłam, tak odłożyłam ją po kilku godzinach doczytując ostatnią kropkę. Momentalnie znika w oczach, ale dzięki niej mój humor poprawił się znacznie. Czytając Zbrodnie w wielkim mieście, nie raz i nie dwa śmiałam się sama do siebie i nie przejmowałam się, co w danej chwili myśli o mnie mój chłopak czy brat. Ważniejsze były dalsze losy, co tu dużo mówić, dałam się wkręcić w wir wydarzeń i nie chciałam tego kończyć. Dlatego po raz kolejny mocno zachęcam do sięgnięcia po recenzowaną dziś lekturą ponieważ poprawi Wam humor, czyta się lekko i przyjemnie. Jest idealna na piątkowe popołudnie lub wieczór, taki jaki nas będzie czekał dzisiejszego dnia.:) Reasumując chciałabym Wam polecić kolejny kryminał, który jest również komedią. Alek po raz kolejny udowadnia nam, że można pisać entą z rzędu powieść na tym samym poziomie. Swoim specyficznym piórem już dawno temu sprawił, że stałam się jego fanką, więc każdą jego kolejną lekturę biorę w ciemno, nie czytając opisu. Przecież i tak mnie nie zawiedzie. Lekkie i przyjemnie pióro, świetny humor, sarkazm, ironia i intryga. Czego chcieć więcej?

Link do opinii

Praca, wino i mordercze plany nie powinny współwystępować? Autor „Zbrodni w wielkim mieście” przekonuje, że mogą i to z powodzeniem, zwłaszcza gdy są zapowiedzią, preludium do kapitalnej komedii pomyłek z mocno zarysowanym wątkiem kryminalnym, ciekawymi postaciami i niebanalnymi dialogami.

Link do opinii

Czy marzenia mogą się spełniać na zawołanie? Okazuje się, że w przypadku trzech pań z redakcji tak, gdyż chciały pozbyć się swojego szefa i jak na zawołanie okazuje się być trupem i to trupem który pojawia się i znika.

Kolejna komedia kryminalna, którą czyta się szybko, łatwo i przyjemnie

Link do opinii
Avatar użytkownika - losar
losar
Przeczytane:2020-04-12, Ocena: 6, Przeczytałam, 52 książki 2020,
Inne książki autora
Złap mnie, jeśli umiesz
Alek Rogoziński0
Okładka ksiązki - Złap mnie, jeśli umiesz

Małe miasteczko na Podlasiu, opuszczony, zabytkowy dworek, uważany przez wszystkich za nawiedzony, a w nim... zwłoki młodego mężczyzny, pracującego jako...

Jak Cię zabić, kochanie?
Alek Rogoziński0
Okładka ksiązki - Jak Cię zabić, kochanie?

Kryminalna komedia omyłek, w której każdy może okazać się i mordercą, i ofiarą. A stawką w grze są miliony dolarów! Trzydziestoletnia Kasia...

Zobacz wszystkie książki tego autora
Recenzje miesiąca
Domek na końcu świata
Danuta Noszczyńska
Domek na końcu świata
Kilka niedużych historii
Katarzyna Wasilkowska
Kilka niedużych historii
Sercem i rozumem
Wojciech Sobina
Sercem i rozumem
Dobry chłopak
Iwona Wilmowska
Dobry chłopak
Bez opamiętania
Paulina Wysocka-Morawiec
Bez opamiętania
Pokaż wszystkie recenzje
Reklamy