Pisanie uratowało mnie przed depresją. Wywiad z Anną Sakowicz

Autor: Sławomir Krempa
Okładka publicystyki dla Pisanie uratowało mnie przed depresją. Wywiad z Anną Sakowicz z kategorii Brak kategorii

Bywa, że dzieciństwo przypominają nam różne zapachy: zapach pieczonego chleba, drewnianej podłogi... Jaki zapach najczęściej wywołuje u Pani wspomnienia?

Zapach ciasta drożdżowego! Zdecydowanie. Zawsze wywołuje miłe wspomnienia. Babcia piekła najlepsze ciasto drożdżowe na świecie. Z rodzynkami i kruszonką. Jak o tym pomyślę, to zaraz przenoszę się w ukochane miejsce i siadam przy stole razem ze świętej pamięci babcią, która kroi kawał drożdżaka i smaruje go masłem. Dodam, że masłem własnej roboty.

Z kolei moje najwcześniejsze wspomnienie dotyczy… śledzia. Byłam bardzo malutka, nie wiem dokładnie w jakim wieku, ale pamiętam, jak mój tata siedział w kuchni i jadł z apetytem śledzia. Co jakiś czas dawał mi trochę posmakować. Mama na niego krzyczała, że małemu dziecku nie można dawać tak słonych potraw, ale ja tak bardzo domagałam się śledzia, że tata po kryjomu mi go podtykał. To jest na pewno najwcześniejsze wspomnienie. Nawet, kiedy zapytałam o to rodziców, dziwili się bardzo, że pamiętam. Musiało to być faktycznie dla mnie duże przeżycie, jeżeli zostało w głowie do dziś. 

Dorastałam w czasach, kiedy dzieciaki prawie cały dzień spędzały na podwórku. Graliśmy w grzyba (dziś niewyobrażalne, by dzieci rzucały nożami), w kapsle, skakaliśmy w gumę, bawiliśmy się w chowanego czy wygłupialiśmy na trzepaku. Cieszę się, że dorastałam w czasach, gdy nie było komputerów.

A książki? 

Książki towarzyszyły mi od zawsze. Lubiłam czytać. Czasami mama kazała kończyć, a wtedy zawsze w pogotowiu była dyżurna latarka i czytało się pod kołdrą. Miałam sporo ulubionych lektur. Do dziś w pamięci zostało mi Wio, Leokadio Kulmowej. To niesamowita, wręcz metafizyczna książka. Zrobiła na mnie duże wrażenie. Potem było całe mnóstwo powieści przygodowych. Zawsze próbowałam naśladować bohaterów. Miałam więc łuk, procę i bardzo często czarne stopy.

Chciałaby Pani na stałe wrócić do tych czasów?

Z jednej strony – bardzo bym chciała. Wakacje na wsi u ukochanej babci, bieganie po polach i łąkach, wdrapywanie się na płoty, rozrabianie z kuzynami… Piękny, beztroski czas. Jednak z drugiej: nie chciałabym znów przechodzić przez dojrzewanie, podejmowanie ważnych decyzji życiowych, zastanawianie się, kim chcę być, poszukiwanie siebie. Nie, do dzieciństwa wystarczy już powrót we wspomnieniach, zdecydowanie wolę zostać tu i teraz.

Nie ma więc Pani zbyt wiele wspólnego z bohaterami Pani najnowszej książki? 

To prawda. Moje dzieciństwo to zupełne przeciwieństwo tego, co przeżyła Baśka – bohaterka Szeptów dzieciństwa. Miałam brata, z którym zawsze się świetnie dogadywałam i najczęściej broiliśmy we dwójkę. Mama i tata pozwalali nam realizować swoje marzenia, zapewniali nam bezpieczeństwo, dlatego w wolnym czasie tak chętnie rozrabialiśmy. Nie musieliśmy się o nic martwić.

Baśka jest postacią zupełnie ode mnie oderwaną, choć przyznam, że dałam jej trochę swoich emocji. Nie chcę jednak zdradzać, których. Myślę zresztą, że to taki typ bohatera określany jako everyman – każdy znajdzie tu odrobinę swoich przeżyć czy doświadczeń. 

 

Ale dowiedziała się Pani czegoś również o sobie, pisząc tę książkę?

Oczywiście, że tak. Podczas pisania książka potargała mną emocjonalnie. Bardzo ją przeżywałam. Zrozumiałam też kilka spraw dotyczących relacji w mojej rodzinie. Dziwne, bo dopiero po napisaniu książki zaczęłam pewne sytuacje brać do siebie i analizować. Nie działo się to podczas pisania, tylko dopiero później – w czasie redakcji – co było dla mnie zaskakującym przeżyciem. Nie wiem, ile jeszcze kiedykolwiek napiszę książek, ale ta z pewnością zajmie ważne miejsce nie tylko w moim życiu osobistym, lecz także literackim. 


Jak powstawały Szepty dzieciństwa?  

Powieść powstawała dość długo. Myślę, że nosiłam ją w sobie około dwóch lat. Wiedziałam, co chcę napisać, ale musiałam dać temu dojrzeć. Wszystkie wątki musiały się poukładać w całość. Samo pisanie trwało kilka miesięcy (około pół roku). Nie miałam żadnych momentów zniechęcenia, choć bywały słabsze dni. Śmiałam się do ekranu, płakałam, denerwowałam na główną bohaterkę. To było ciekawe doświadczenie.

Na ile świadomość i umiejętność właściwej oceny relacji pomiędzy matką a córką daje córce szansę na uniknięcie potarzania błędów matki? Czy pisząc swą książkę, by wiarygodnie opisać taką relację, korzystała Pani z konsultacji psychologa?

To trudne pytanie, bo chyba trudno obiektywnie ocenić własne relacje z matką. Trudno też uniknąć powielania błędów, choć jest to możliwe dzięki umiejętności oceny relacji, w jakiej jesteśmy. Jednak jaki to ma być stopień świadomości – nie mam pojęcia. To chyba niemożliwe do określenia. Powieść po napisaniu konsultowałam z psychologiem, Kamilą Paszelke (której jeszcze raz dziękuję). Ona uświadomiła mi wiele istotnych momentów z życia Baśki, wyjaśniła zachowanie matki bohaterki i pomogła uniknąć błędów rzeczowych. Potraktowała bohaterów jak żywe postaci, poddała analizie ich zachowanie, co było niezwykle pomocne.

Jednak książkę pisałam głównie intuicyjnie na podstawie różnych obserwacji, a dopiero potem to konsultowałam. 

 

Myśli Pani, że można skutecznie naprawić błędy popełnione w wychowaniu własnych dzieci?

Nie wiem. Też jestem mamą, też popełniam błędy. Co prawda, staram się je naprawiać, tak jak umiem, ale czy to się uda, czy nie, będzie można ocenić dopiero z perspektywy czasowej. Każdy z nas przecież się myli, nie ma kursów na temat tego, jak być rodzicem, postępujemy więc głównie intuicyjnie, a życie to weryfikuje. Bycie rodzicem to jedno z najtrudniejszych i najbardziej odpowiedzialnych zadań, jakie zostało nam powierzone. 

 

Na blogu „Kura pazurem” pisze Pani otwarcie, że obowiązki związane z domem i wychowaniem dzieci w pewnym momencie Panią przytłoczyły... 

Były momenty w moim życiu, kiedy naprawdę się nie układało. Straciłam dziecko, rozwiodłam się, wszystko szło pod górę – z wyjątkiem pracy zawodowej, bo tam naprawdę się spełniałam. Dzisiaj z perspektywy czasu wiem, że to była ucieczka przed problemami. W pewnym momencie swojego życia poznałam obecnego męża. Moja córka go uwielbiała. Wiedziałam, że trafiłam na bardzo wartościowego człowieka, dzieliło nas jednak 300 km. Po kilku latach znajomości należało więc podjąć decyzję, co dalej. Dla niego zrezygnowałam z pracy i przeniosłam się na Kociewie. Myślałam, że tutaj znajdę pracę bez problemów. Okazało się jednak, że nikt nie czekał na mnie z otwartymi ramionami. Zajmowałam się domem, akurat mieliśmy remont. Córka dorastała i już po kilku miesiącach poczułam się jak kura domowa. Wcześniej byłam aktywna zawodowo, a po przeprowadzce moją największą aktywnością było „latanie na szmacie”. Byłam pewna, że skończy się to depresją. Nie mogłam sobie znaleźć miejsca, nikt mnie nie chciał do pracy, czułam się niepotrzebna… 

I wtedy zupełnie spontanicznie stwierdziłam, że założę blog o tym, jak zostać kurą domową. Tak się właśnie przecież czułam. Córka mi pomogła, ponieważ ja kompletnie nie miałam o tym pojęcia. Myślałam, że nikt nie będzie tego czytał, więc jakie było moje zdziwienie, kiedy odkryłam, że po tygodniu mój blog odwiedziło 8 tysięcy czytelników. To dało mi wiatr w żagle. Wstawałam rano i o 7 dodawałam posty. Codziennie (przez prawie dwa lata). To była moja nowa „praca”. Narzuciłam sobie rytm i to mnie uratowało przed zgnuśnieniem. Miałam coś swojego, czytelnikom się podobało, czułam się potrzebna nie tylko w domu. Potem wygrałam kilka konkursów i w końcu w siebie uwierzyłam. Ponadto wspierał mnie mąż. Bez niego by się nie udało.


Ma Pani poczucie, że Pani książki mogą w jakiś sposób wpłynąć na czytelników, pomóc im?

Mam taka nadzieję. Chciałabym, żeby zmusiły do refleksji, żeby ustrzegły przed jakimś błędem albo żeby dały im możliwość innego spojrzenia na swoje życie. Dostaję sporo listów od czytelników, którzy dzielą się swoimi emocjami. To upewnia mnie w tym, że potrafię wpłynąć na ich uczucia, a to już dużo.

Którą ze sfer swojego obecnego życia uważa Pani za trudniejszą do opanowania - obowiązki domowe, prowadzenie firmy, czy… pisarstwo?

Chyba najtrudniej opanować mi prowadzenie firmy. Nie jestem typem bizneswoman. Nie zawsze umiem zadbać o swoje finanse. Staram się jednak być obowiązkowa i systematyczna w każdej dziedzinie swojego życia.

Czytuje Pani książki współczesnych polskich autorów? 

Oczywiście, że tak. Mam swoich ulubieńców. Niezwykle cenię sobie poczucie humoru Janusza Rudnickiego czy styl Ingi Iwasiów. Lubię od czasu do czasu sięgnąć też po lżejszą literaturę Magdaleny Kordel, Krystyny Mirek czy Kasi Targosz. Jest wielu polskich autorów i autorek, które bardzo cenię. Nie jestem w stanie wymienić wszystkich. Wydaje mi się, że my, Polacy, często nie doceniamy tego, co mamy.

Którą swoją książkę uważa Pani za najlepszą? Jeśli czytelnik miałby sięgnąć tylko po jedną z nich - którą powinien wybrać?

Zdecydowanie Szepty dzieciństwa. To książka o ważnych sprawach, bardzo realistyczna (nawet w języku), dająca do myślenia, targająca emocjonalnie, a przy tym bardzo ładnie wydana. Wydawnictwo Szara Godzina naprawdę stanęło na wysokości zadania.

Załóżmy, że z nieznanych przyczyn pisarstwo zupełnie przestaje Panią interesować. Jeśli więc nie pisanie, to…?

Zapisałabym się na lekcje rysunku. Uczyłabym się malować. Podejrzewam, że nauczyciel mógłby być w lekkim szoku, jakby „odkrył” moje zdolności, ale myślę, że sprawiałoby mi to przyjemność. 

 

W rozmowie wykorzystano pytania nadesłane przez czytelników serwisu Granice.pl

1

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy
Recenzje miesiąca
Drogowskazy
Wiktor Osiatyński
Okładka książki - Drogowskazy
Zadry
Dominik Rutkowski
Okładka książki - Zadry
Świat kupek
Terry Pratchett
Okładka książki - Świat kupek
Pokaż wszystkie recenzje