Quantcast

Świat, którego już nie ma. Wywiad z Aliną Staneczek

Data: 2023-01-24 13:54:30 Autor: Sławomir Krempa
udostępnij Tweet
Okładka publicystyki dla  Świat, którego już nie ma. Wywiad z Aliną Staneczek z kategorii Brak kategorii

– Nie ma nic piękniejszego niż poczucie wolności i zrozumienia widziane w oczach ukochanej osoby – mówi Alina Staneczek, autorka książki Tamten utracony świat. To poruszająca opowieść o silnych kobietach, o relacjach między nimi, o ich związkach, marzeniach, planach i ich losach. To historia o tym, że czasem nieświadomie powtarzamy zachowania ważnych dla nas osób i dokonujemy podobnych wyborów, co one. A także o tym, że czasem jedno spotkanie czy zauroczenie może naznaczyć losy bardzo wielu ludzi. Przeczytajcie naszą rozmowę z autorką. 

Co, Pani zdaniem, łączy rzeźbę i literaturę?

Bez wątpienia ogromna potrzeba tworzenia własnego świata. Obie czynności wymagają skupienia na pracy, a tym samym pozwalają na pełne oderwanie się od rzeczywistości. Aby lepiej poczuć moje bohaterki, zapisałam się na kurs rzeźby i pewnie gdybym miała więcej czasu, dalej pracowałabym z gliną. To niesłychanie relaksujące zajęcie, tak jak i pisanie.  

Skoro o rzeźbach mowa – zastanawiałem się, czy to nie od rzeźb właśnie wziął się u Pani pomysł na tę książkę? Bo dwa miasta, które pełnią najważniejszą rolę w powieści – Gliwice i Lwów – łączą stojące w nich posągi Neptuna. 

Nie, wszystko zaczęło się od matematyki – to ona miała spajać oba miasta. Pierwsi profesorowie Politechniki Śląskiej przybyli ze Lwowa. Ale ponieważ chciałam trzymać się prawdy historycznej, a – jak wiadomo – żaden z uczonych Lwowskiej Szkoły Matematycznej nie trafił do Gliwic (mój ukochany Stefan Banach zmarł we Lwowie, Hugo Steinhaus zamieszkał we Wrocławiu), więc szukałam innego elementu. Gliwicki Neptun pojawił się automatycznie, gdy tylko odkryłam Neptuna we Lwowie. Śladami Neptuna trafiłam do Gdańska – stąd jego obecność. A gdy natknęłam się na informację, że Wrocław do 1945 roku miał fontannę Neptuna, nie mogłam obok tego faktu przejść obojętnie. 

Wracając do Neptuna – ani Gliwice, ani Lwów nie wydają się miastami, w których takie posągi należałoby postawić. Skąd zatem ich istnienie? 

Obecność Neptuna w Gliwicach tłumaczy posiadanie dostępu do morza przez miasto. Mamy go poprzez Kanał Gliwicki. A we Lwowie znajdują się cztery posągi, które uosabiają alegorie Ziemi (Diana i Adonis) oraz Wody (Neptun i Amfitryta).

Posąg Neptuna to jedno. Co jeszcze łączy te dwa miasta? 

Jak już wspomniałam – pośrednio łączy je matematyka i korzenie wspólnej uczelni. Poza tym posąg Mickiewicza oraz liczne postaci historyczne, które także znalazły swoje miejsce w książce – profesor chemii Adolf Joszt, malarka Irena Nowakowska-Acedańska, poeta Adam Zagajewski, Wojciech Pszoniak, Danuta Baduszkowa, Jan Koj. W książce pojawia się wiele postaci historycznych, mam cichą nadzieję, że ktoś je rozpozna.  

Myśli Pani, że to dzięki tym wspólnym elementom wielu lwowiaków po II wojnie światowej osiedliło się właśnie w Gliwicach, Bytomiu i ościennych miastach?

Myślę, że nie osiedlali się tu z wyboru. Odpowiem cytatem z książki: Większość tych, którzy przyjechali do Gliwic, wróciłaby. Do ukochanego Lwowa, Stryja czy Sambora. Bez wahania. Nawet na piechotę. Bez żalu zostawiliby wszystko, co dostali tutaj. Wzięliby tylko te nierozpakowane kuferki i kartony, które skrywały skarby i popędziliby na skrzydłach tęsknoty do swojego miasta. To nowe nigdy nie stało się ich. 

Nieco inaczej było z Zośką, bohaterką Pani powieści Tamten utracony świat, która właśnie w Gliwicach zamieszkała z mężem i postanowiła tu stworzyć swoją firmę krawiecką.

Tak, Zośce udało się oswoić to miasto. A skoro tu mieszkała, to tu musiała działać. Nie czekała, aż los zrobi coś za nią.

Firma „Klementyna" rozrosła się błyskawicznie. Ale jej sukces to w dużej mierze dzieło samej założycielki, Zośki. Powiedzieć, że to kobieta nietuzinkowa, to nic nie powiedzieć?   

Zośka była kobietą nietuzinkową, wszak na niej oparłam całą książkę. Miała klasę i wyczucie stylu dane nielicznym. Matematyczny talent łączyła z artystycznym poczuciem piękna. Do tego dochodziło magnetyzujące spojrzenie i umiejętność skupiania uwagi na sobie.  

Tym co najmocniej uderza osoby stykające się z Zośką osoby, jest bijąca z niej siła. Myśli Pani, że coś takiego ma się we krwi, dziedziczy się czy samemu się tę cechę kształtuje – z wiekiem, doświadczeniami?

Zośka była silna. Wiele cech odziedziczyła, ale dodatkowo zahartowały ją zapewne wojenne wydarzenia – strata ukochanego miasta, brata, mężczyzny oraz… Może ten fakt zostawię w tajemnicy, by nie zdradzać wszystkiego.  

Skąd wzięła się więc siła tkwiąca w Ince, kolejnej bohaterce Pani książki? 

Myśli pan, że była silną kobietą?

Myślę, że wpływ Zośki na siostrzenicę był naprawdę duży i coś z siły ciotki w Ince pozostało. A jak to było z Miką? 

Mika to wyjątkowo niezależna kobieta. Myślę, że w głównej mierze odziedziczyła siłę po babce Tatarce. 

To fascynujące, jak jedna kobieta, nawet tak bardzo silna jak Zośka, mogła mocno wpłynąć na dwie młode dziewczyny. To tym bardziej interesujące, że o ile z Inką na pewnym etapie życia była blisko, o tyle jej kontakty z Miką były dużo bardziej luźne. 

Siła oddziaływania Zośki jest ogromna. Nawet dym po wypalonych przez nią papierosach ładuje powietrze energią i oddziałuje jeszcze długo po jej nieobecności.

Ale Tamten utracony świat to także opowieść o miłości. Uczuciu, które czasem „udaje”, że nie jest miłością, a czasem przybiera nieoczekiwane oblicza – jak w przypadku Zośki i Stefana. 

Zośka przegapiła moment, w którym naprawdę zakochała się w mężu. Myśli Pan, że udało się jej to naprawić? 

Myślę, że Stefan dostrzegł tę przemianę w Zośce szybciej niż ona sama. Miłość polega czasem na tym, by dawać sobie nawzajem przestrzeń? 

Tak, jestem o tym przekonana. Nie ma nic piękniejszego niż poczucie wolności i zrozumienia widziane w oczach ukochanej osoby.  

Portrety kobiet, jakie stworzyła Pani w książce, są niezwykłe. Ale, choć pozostają w tle, bardzo interesujący są również mężczyźni. Stefan, Toni, Tomasz to po prostu świetni faceci? 

Bardzo chciałam, by moje bohaterki miały wspaniałych towarzyszy u boku. Ostatnio mężczyźni są pod nieustannym ostrzałem, na który większość z nich zapewne nie zasługuje, ale obrywają, znajdując się w polu rażenia. A przecież otacza nas tak wielu rewelacyjnych facetów i starałam się to pokazać.  

Kolejne pokolenia, niemal sto lat historii, a jeśli chodzi o geografię – od Lwowa do Edynburga. W jaki sposób kameralna w sumie opowieść o losach spokrewnionych ze sobą kobiet nabrała tak dużego rozmachu i skali? Inspirowała się Pani losami prawdziwych ludzi? 

Tak, czerpałam z losów rzeczywistych postaci. Niektórzy z moich bliskich po lekturze pytali, czy dobrze rozpoznali jakiś element – osobę, miejsce, wydarzenie. Ponieważ od dzieciństwa fascynował mnie Dom Tekstylny Weichmanna, bardzo chciałam, by znalazł się w książce. Jako dziecko nie wiedziałam, że to dzieło modernizmu (swoją drogą: obecnie trwają starania, by został wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO), po prostu tak bardzo nie pasował do reszty klasycznych monumentalnych kamienic znajdujących się na ulicy Zwycięstwa. Stojąc w kolejce po angielskie pączki, które sprzedawano nieopodal, zastanawiałam się nad jego nietypowym kształtem. Zresztą postać Maxa, przyjaciela Zośki, ma swój pierwowzór w osobie Maxa Altgassena, zarządcy Domu Tekstylnego. Dałam mu jakby drugie życie, bo prawdziwy Max, niestety, zginął w bombardowaniu Drezna w 1945 roku. Koniecznie chciałam pokazać Karla Schabika, który był gliwickim radcą budowlanym i radnym miasta przez dwadzieścia sześć lat. Jemu zawdzięczamy wspaniały kształt Gliwic.  

Ale nie mogę powiedzieć, że książka opisuje losy prawdziwych osób. Poza pojawieniem się historycznych postaci (takich jak profesor Stefan Banach, Hugo Steinhaus, profesor Adolf Joszt, dyrektorka teatru Danka Baduszkowa, dyrektorka gliwickiej Jedynki Jadwiga Fligierowa, prezydent Gliwic Jan Koj, lwowski chirurg Władysław Dobrzaniecki, matka Wojciecha Pszoniaka, artyści – Irena Nowakowska, Arno Breker, Pablo Picasso, Theodor Kalide, generał Stanisław Sosabowski) to fikcja literacka.  

Ma Pani w zanadrzu więcej takich historii?

Obecnie pracuję nad drugą częścią, która będzie jednocześnie uzupełnieniem i wyjaśnieniem niektórych wątków zawartych w Tamtym utraconym świecie. Akcja została podzielona między Gdańsk a Gliwice, ale zajrzymy także do Mediolanu i Pizy oraz klimatycznej winnicy w Toskanii. Bohaterem drugiej będzie mężczyzna – gdański architekt, którego postać okaże się spoiwem wcześniejszych historii.

Książkę Tamten utracony świat kupicie w popularnych księgarniach internetowych:

1

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.