Kościół w czasach niewiary. O książce Dwóch papieży

Autor: Piotr Piekarski

Amerykański scenarzysta, Anthony McCarten, swą książkę Dwóch papieży, wydaną wcześniej pod tytułem Papież, wieńczy słowami: „Franciszku, napraw mój Kościół". Trudno jednak przypuszczać, by sam McCarten wierzył, że w tym przypadku „Słowo stanie się ciałem" – Dwóch papieży to opowieść o Kościele w czasach kryzysu, rządzonym przez ludzi, których – mimo różnic – bardzo wiele również łączy.

Trzech papieży

Zacznijmy od tego, że Dwóch papieży to tak naprawdę opowieść o... trzech papieżach: Janie Pawle II, którego pontyfikat w dużej mierze ukształtował Josepha Ratzingera, o późniejszym Benedykcie XVI, a także o Franciszku. Żaden z nich nie chciał brać na siebie krzyża, jakim było papiestwo. Dwaj ostatni za wszelką cenę pragnęli przejść na emeryturę przed zbliżającym się konklawe, by nie „dopadła ich" łaska pozostałych kardynałów-elektorów. Wiedzieli, że to krzyż, misja, która „kończy się jedynie śmiercią", jak pisze McCarten. Ostatecznie swą misję podjęli, popełniając wiele błędów, często się myląc i pokazując, że choć zostali wybrani na Boskich namiestników, to każdy z nich w rzeczywistości jest tylko człowiekiem. Paradoksem wydaje się to, że choć i Franciszek, i Benedykt mieli być głosem Boga na ziemi, to ich opinie dotyczące wiary katolickiej okazały się tak bardzo różne. Bolesnym paradoksem – bo w czasach kryzysu wiary i kolejnych skandali z udziałem duchownych Kościół jak nigdy potrzebował jasnego, spójnego przekazu.

To fascynujące, że od 2013 we Włoszech może spotkać się dwóch żyjących papieży, choć tylko jeden z nich jest dziś głową Kościoła Katolickiego na świecie i tylko jeden de facto wypowiada się w sprawach wiary. Obraz ten zainspirował Anthony'ego McCartena do napisania Dwóch papieży i pewnie zafascynuje miliony widzów, kiedy zobaczą na ekranach telewizyjnych Benedykta XVI z twarzą Anthony'ego Hopkinsa oraz Franciszka o obliczu Jonathana Pryce'a. Tym bardziej, że w rzeczywistości nie wiemy, jakie słowa wypowiadają do siebie nawzajem Jorge Bergoglio i Joseph Ratzinger, kiedy nikt ich nie słucha. Za sprawą filmu usłyszymy ich rozmowy, dyskusje – może nawet kłótnie, co zdaje się zapowiadać zwiastun produkcji.

Ślepota Temidy

McCarten może pozwolić sobie na pewne przerysowanie, może też wypowiadać się krytycznie, bo choć został wychowany w wierze katolickiej, utracił ją i dziś Biblia jest dla niego po prostu jednym z najważniejszych tekstów kultury, nie zaś świętą księgą. McCarten w Josephie Ratzingerze widzi uosobienie niemieckiego umiłowania porządku i utartych reguł, a we Franciszku – misjonarza ubogich, idealistę, trochę oderwanego od rzeczywistości. Ratzinger – podobnie jak jego poprzednik, Karol Wojtyła – przypomina posągową Temidę, jednak opaska na jego oczach nie symbolizuje bezstronności, lecz ślepotę na grzechy współbraci w obliczu kryzysu wynikającego z ujawnienia przypadków wykorzystywania seksualnego. Obaj papieże – zdaniem McCartena – są współwinni tym skandalom, bowiem biskupów, którzy starali się zamieść pod dywan skandal, mianował Jan Paweł II, a tych, którzy winni byli zmierzyć się ze skandalem – Benedykt XVI. Problem w tym, że zamiast wskazać prawdziwych idealistów czy rewolucjonistów, obaj zwykle stawiali na ludzi „miernych, ale wiernych".

Benedykt

Joseph Ratzinger został niemal namaszczony na papieża przez poprzednika, Karola Wojtyłę. Ratzinger przez wiele lat był bliskim współpracownikiem Jana Pawła II i – co więcej – prefektem Kongregacji Nauki Wiary (nie, nie Nauki i Wiary), odpowiadającym za spójność nauczania Kościoła Katolickiego na świecie. Instytucja ta powstała po zmianie nazwy Świętej Inkwizycji, cieszącej się sławą tak złą, jak to tylko możliwe. Ratzinger zasłynął jako prefekt bardzo konserwatywny, nazywany był przecież „pancernym kardynałem". Wybitny teolog w oczach Anthony'ego McCartena pozostał do końca swej papieskiej posługi ortodoksem. Zdaniem autora książki Dwóch papieży, tak naprawdę Benedykt XVI swój konserwatyzm przełamał dopiero, podejmując decyzję o przejściu na papieską emeryturę. Benedykt XVI kompletnie – poza nielicznymi sytuacjami – nie radził sobie z mediami, niejednokrotnie wywołując skandale – a to wypowiadając się w sposób co najmniej niezręczny na temat homoseksualizmu, a to obrażając wyznawców islamu poprzez powoływanie się na człowieka, który nazwał Mahometa człowiekiem „złym i nieludzkim", a to narażając się Żydom, gdy zniósł ekskomunikę nałożoną na negującego Holokaust Richarda Williamsona. Mówił wówczas, że otrzymał na jego temat „błędne informacje". Podobnie pewnie tłumaczyłby brak wyraźnej reakcji w obliczu skandali seksualnych w Kościele.

Benedykt, jaki pozostał w naszej pamięci, nie przypomina przywódcy duchowego prowadzącego w dobie kryzysu rzeszę 1,18 miliarda wyznawców (tylu wiernych w tamtym okresie liczył Kościół katolicki). W świadomości publicznej maluje się za to obraz słabego i zdezorientowanego starca, który tonie na płyciźnie, podczas gdy osoby z jego najbliższego otoczenia bezczynnie przyglądają się jego upadkowi. (...) Po długim życiu wypełnionym modlitwą i zgłębianiem tajników teologii w odizolowanej od świata wieży z kości słoniowej, Benedykt był całkowicie nieprzygotowany na to, że decyzje, jakie podejmuje jako papież, będą miały rzeczywiste konsekwencje dla milionów ludzi. Nie był w stanie pojąć powagi sytuacji oraz znaczenia wcześniejszych kryzysów, co po raz kolejny dowodzi, że był oderwany od rzeczywistości – pisze McCarten w książceDwóch papieży.

Franciszek

Inaczej Bergoglio. Ten po wyborze zyskał sławę równą sławie największych gwiazd rocka. Wrażliwy na ludzką krzywdę, skromny, żyjący po spartańsku. McCarten zwraca uwagę, że pierwszym celem Franciszka po wyborze na papieża była niewielka wyspa Lampedusa, gdzie tysiące ubogich migrantów z Afryki lądowało w poszukiwaniu schronienia:

Franciszek aż cztery razy podczas swojej homilii powtarzał zarzut „globalizacji zobojętnienia”. Wygłaszając kazanie, miał na sobie fioletową szatę żałobną i stał na skonstruowanym naprędce ołtarzu z pozostałości po łodziach rozbitków. Niezaprzeczalnie był to jednoznaczny i potężny polityczny gest ze strony papieża, który pozdrawiał obecnych muzułmanów, mających rozpocząć post z okazji ramadanu, a jednocześnie błagał „o przebaczenie dla tych, którzy swoimi decyzjami o zasięgu światowym stworzyli sytuacje, które prowadzą do tych dramatów”. Nie było to jednak zagranie pod publikę; kryzys związany z falą uchodźców pozostał w centrum uwagi papieża również w kolejnych latach – czytamy w książce Dwóch papieży.

Franciszek odważnie mówi o wyzwaniach stojących przed współczesnym światem. Mówi o ekologii, krytykuje bezlitosny, brutalny kapitalizm. Ale – w ocenie McCartena – bilans jego dotychczasowego pontyfikatu nie jest tak korzystny, jak mogłoby się wydawać. McCarten przywołuje zarzuty argentyńskich krytyków Bergoglio, którzy podkreślają, że niejednokrotnie zamykał oczy na zło dziejące się wokół niego. Jak wówczas, gdy tysiące ludzi znikały za rządów wojskowej junty. Jak wówczas, gdy nie reagował na zarzuty wobec chilijskich biskupów, gdy odmówił spotkania z ofiarami o. Marciala Maciela, założyciela Legionu Chrystusa.

Kończąc pisać tę książkę, widzę wyraźnie coś, co nie było oczywiste, kiedy ją zaczynałem. Nie chodzi o to, jak wiele różni Benedykta XVI i papieża Franciszka, lecz co ich łączy. Obaj dorastali w kraju rządzonym przez autorytarny reżim krwawych dyktatorów, obu oskarżano o to, że bezczynnie przyglądali się aktom przemocy. W odpowiedzi na te zarzuty żaden z nich nie uderzył się w pierś, jak można by oczekiwać, ani z perspektywy czasu nie dokonał autorefleksji. Każdy z nich zaś wybrał znaną drogę konsekwentnego milczenia. Podobną taktykę przyjął sam Kościół katolicki, gdy stanął w obliczu skandali związanych z przestępstwami seksualnymi. Czy pod tym względem obu papieży ukształtowała zawoalowana kultura Kościoła, z którym obaj są związani? Czy może większy wpływ miała rzeczywistość i codzienne życie, które nauczyło ich, że w okrutnych czasach pewna doza skrytości przydaje się w zarządzaniu ludźmi? – pyta Anthony McCarten w książce Dwóch papieży.

Kościół w czasach niewiary

Co myśli Benedykt XVI, gdy obserwuje, że mimo zmiany kierunku, jaką przyniósł wybór papieża Franciszka, nadal coraz więcej osób odwraca się od Kościoła? Czy żałuje swojej decyzji? A może wie, że była ona nieuchronna? Czy w szufladach biurka nadal przechowuje listy, w których jego późniejszy następca pisał, że pragnie zrezygnować z udziału w kolejnym konklawe? Czy gdyby jako papież, Benedykt XVI podpisał na to zgodę, gdyby pozwolił kardynałowi z dalekiej Argentyny odejść na emeryturę, historia potoczyłaby się inaczej? Jaka powinna być rola Kościoła w czasach postępującego kryzysu wiary?

Co nam w istocie pozostaje w tych sceptycznych czasach, kiedy sama niewiara zgaśnie? Bo niewiarę, w obliczu cudu, również trudno jest zachować. Cuda i magia wciąż są w stanie nas zaskakiwać, przykuwać naszą uwagę i nadwerężać nić naszego cynizmu. Częściej, niż jesteśmy skłonni przyznać, zanurzamy się w kontemplacji niewyjaśnionej, zaklętej chwili, kiedy najlepszym słowem mogącym ją opisać jest Bóg – czytamy w książce Dwóch papieży

Doskonałym pretekstem do tej kontemplacji jest lektura książki  Anthony'ego McCartena. I obejrzenie filmu, który powstaje na jej podstawie. Śledzenie dyskusji, jaką toczyć będą na ekranie Franciszek i Benedykt – ludzie tak różni, a przecież tak sobie bliscy – okaże się z pewnością fascynującym doświadczeniem. Nawet, jeśli w rzeczywistości dyskusja taka nigdy nie miała miejsca.

Książkę Dwóch papieży kupicie w popularnych księgarniach internetowych:

 

 

1

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Książka
Dwóch papieży
Anthony McCarten

Warto przeczytać