Quantcast

Współczesna moda to przede wszystkim biznes. Wywiad z Iwoną Kienzler

Data: 2023-01-10 16:34:48 Autor: Patryk Obarski
udostępnij Tweet

– Yves Saint Laurent, Gucci, Dior to marki o ustalonej wartości, ale pamiętajmy że ich twórcami byli konkretni projektanci, wybitni artyści, wizjonerzy o wielkiej indywidualności. Dziś zarządzane są przez sprawnych menadżerów, ale najważniejsi są dyrektorzy kreatywni, bo to oni tworzą kolejne kolekcje prezentowane co sezon na wybiegach – mówi Iwona Kienzler, autorka książki Dyktatorzy mody. Wzloty, upadki, skandale, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Lira

Jest coś, po czym od razu można poznać, że mamy do czynienia z projektantem z prawdziwego zdarzenia, a nie jedynie krawcem czy szwaczką?

Teraz to są zupełnie odrębne zawody, ale kiedyś – a mam tu na myśli okres do połowy wieku XIX – sprawa nie była taka oczywista. Wszystko zmieniło się właśnie w dziewiętnastowiecznym Paryżu, mieście słusznie uważanym za stolicę światowej mody. Chociaż już wcześniej na królewskich dworach pojawiali się krawcy i szwaczki, uprawiający swoje rzemiosło na poziomie graniczącym ze sztuką. Współcześni projektanci to de facto artyści, a ich praca polega nie tyle na bezpośrednim tworzeniu odzieży, galanterii czy dodatków, ale wizji tych artykułów. Projekty będące efektem ich pracy to prawdziwe dzieła sztuki i nierzadko kosztują tyle, ile obraz czy rzeźba. Jednak w odróżnieniu od artysty malarza, projektant, oprócz talentu i wizji artystycznej musi znać realia rynku, jak również orientować się w zasadach marketingu, reklamy i PR, dlatego we współczesnych domach mody pracuje cały sztab ludzi, a nie tylko – jak to było za czasów Coco Chanel – szwaczki i sam projektant.  

Projektant przez duże P nie tylko odpowiada na potrzeby klientów, ale przede wszystkim – sam tworzy trendy i wpływa na popkulturę?

Oczywiście, że tak! W zasadzie można uznać, że we współczesnym świecie to właśnie projektanci tworzą potrzeby klientów. I zdecydowanie wpływają na popkulturę, czego doskonałym przykładem jest twórczość zmarłej niedawno Vivien Westwood czy nieodżałowanego Alexandra McQueena.

Jednak świat mody to nie tylko eleganckie kreacje. To również wiele ludzkich tragedii, które kryją się za najwyższej klasy materiałami?

Opisane w książce dramaty, które stały się udziałem niektórych z opisywanych tam projektantów, jak chociażby wspomnianego McQueena czy Yves Saint Laurenta, są nie tyle rezultatem ich pracy w przemyśle modowym czy ich twórczości, ile traum wyniesionych z dzieciństwa. A jednak współczesny przemysł modowy to też ludzkie dramaty związane z wyzyskiem taniej siły roboczej – i niekoniecznie oznacza to szycie odzieży w Chinach czy w Indiach. Zresztą, jak wiadomo, w pierwszym z wymienionych krajów warunki pracy uległy znacznej poprawie, a poziom tamtejszych zarobków przekracza najniższe wynagrodzenie w krajach Europy Wschodniej.

Firmy odzieżowe szyjące swoje ubrania w Europie także mogą wykorzystywać tanią siłą roboczą i zmuszać ludzi do pracy w warunkach nie mających nic wspólnego z przepisami BHP. Swego czasu wiele hałasu wywołały informacje o szwalniach funkcjonujących na terenie Rumunii, gdzie pracownicy szyją markowe ubrania w budynkach pozbawionych wentylacji, mają ograniczony dostęp do wody pitnej i bieżącej, a zimą zmuszeni są sami pokryć koszty ogrzewania, gdy tymczasem za odzież wyprodukowaną przez zatrudniające ich firmy klienci płacą krocie… Modowa branża, niestety, słynie z łamania praw człowieka. Kolejnym problemem, z którym muszą mierzyć się współcześni producenci odzieży – i to niezależnie od marki – jest zanieczyszczenie środowiska, bo to właśnie ta branża odpowiada aż za 10 procent światowej emisji CO2! A o zużyciu wody lepiej nawet nie wspominać. Stąd też działania wielu projektantów, na czele z nieodżałowaną Vivien Westwood, na rzecz ochrony środowiska naturalnego i ekologii.

Mówiąc o tragediach, które – jak Pan to ujął – kryją się za najwyższej klasy materiałami, nie możemy zapominać o tysiącach młodych dziewcząt, które – podążając za lansowanym na wybiegach ideałem – wpadają w bulimię i anoreksję. Te choroby dopadają także same modelki, że wspomnę chociażby brazylijską gwiazdę wybiegów Anę Carolinę Reston czy izraelską modelkę Ilanit „Hilę” Elmaliah. Nawiasem mówiąc, moja kolejna książka opowiadająca o świecie mody będzie poświęcona właśnie modelkom, boginiom i ofiarom światowych wybiegów.

Czytając Dyktatorów mody, miałem wrażenie, że wiele opowieści o największych kreatorach często łączy bardzo smutne zakończenie. Moda wynosi na szczyt, ale chyba często prowadzi do wyniszczenia i autodestrukcji?

Nie jest to reguła, tak się po prostu złożyło, że gdy decydowałam się na pisanie o modzie, zainteresowały mnie właśnie projektanci w rodzaju Gianniego Versace czy Alexandra McQueena, którzy stanowczo zbyt wcześnie odeszli z tego świata, w dodatku w dość dramatycznych okolicznościach. Ale czy miał na to jakikolwiek wpływ wykonywany przez nich zawód? Raczej nie, bo przecież Versace zginął z rąk psychopaty, a Alexander McQueen czy Yves Saint Laurent od dzieciństwa zmagali się z rozmaitymi demonami i traumami, z którymi już weszli do świata mody. A problemy, z którymi borykały się Vivien Westwood czy Coco Chanel, nieobce są przecież „zwyczajnym” kobietom. Projektanci mody, jak wszyscy artyści, są osobami bardzo wrażliwymi, stąd też ich mniejsza odporność psychiczna.

Pani nowa książka zaczyna się od Coco Chanel. Twórczyni „małej czarnej” otwiera tę opowieść, bo jej kreacje to zupełna podstawa, jeśli chodzi o modę?

Postać Coco Chanel, podobnie jak jej twórczość, jest nie do przecenienia. Ta niezwykła, aczkolwiek także kontrowersyjna kobieta, zmieniając modę, dała kobietom wolność, udowadniając, że modne i luksusowe ubrania mogą być również wygodne. Trudno się zatem dziwić, że jest jedyną kobietą, którą magazyn „Time” umieścił na liście 100 najbardziej wpływowych osób XX stulecia! Abstrahując od tego, jak krzywdzące jest to dla innych pań działających w innych dziedzinach (że wspomnę chociażby o Margaret Thatcher), Chanel zawdzięczamy „małą czarną', która znajduje się w szafie niemal każdej kobiety, ale też szmizjerki, tweedowe żakiety czy torebkę – „chanelkę”. Ona też jako pierwsza udowodniła, że sztuczna biżuteria, na którą stać każdą kobietę, nie musi być tandetna i w złym guście. Proszę pamiętać, że to właśnie Chanel była pierwszą projektantką przyjmowaną na najznamienitszych salonach, w czym zresztą niemała zasługa Misi Godebskiej, córki polskiego rzeźbiarza, twórcy pomnika Adama Mickiewicza w Warszawie, Cypriana Godebskiego. Co więcej, sama Coco sponsorowała wielu wybitnych artystów, z Igorem Strawińskim na czele. A jej powiedzenie: Moda przemija, styl pozostaje będzie aktualne tak długo, jak będzie istniała ludzkość.

Z Dyktatorów… dowiadujemy się, że postawa Chanel w czasie II wojny światowej była co najmniej niejednoznaczna. Jak wpłynęło to na jej postrzeganie po zakończeniu wojny?

Szczerze mówiąc, nie spotkały jej żadne dotkliwe nieprzyjemności, dlatego niektórzy podejrzewają, że w jej sprawie interweniował sam Winston Churchill. Ponoć Chanel znała jakieś kompromitujące fakty na jego temat… Krótko mówiąc, projektantka spadła jak przysłowiowy kot na cztery łapy, by triumfalnie powrócić do świata mody w 1955 roku, kiedy zaprezentowała swoje dwa kultowe produkty: chanelowski kostium oraz pikowaną torebkę na łańcuszku. Miała zresztą doskonały pomysł na zrehabilitowanie samej siebie w oczach narodu: krótko po wojnie ogłosiła, iż wszyscy weterani wojenni otrzymają od niej w prezencie kultowy flakonik perfum Chanel No. 5.

W drugim rozdziale czytamy zaś o Elsie Schiaparelli. To postać, która dziś chyba nie jest już tak popularna jak pracująca w tym samym czasie Chanel?

Schiaparelli faktycznie nie jest tak znana jak Chanel, z którą zresztą skutecznie konkurowała, ale tylko wśród przeciętnych zjadaczy chleba, bowiem każdy, kto w jakikolwiek sposób związany jest ze światem mody, doskonale zna to nazwisko. To właśnie jej zawdzięczamy oryginalne spektakle, jakimi są współczesne pokazy mody.

Kreacje Schiaparelli wciąż stanowią inspirację dla współczesnych projektantów?

Faktycznie ta nietuzinkowa kobieta i jej twórczość nadal inspiruje, czego doskonałym przykładem są projekty Daniela Roseberry’ego, dyrektora kreatywnego reaktywowanego w 2014 roku Domu Mody Schiaparelli. Kreacje jego autorstwa noszą Kim Kardashian, Beyonce i Lady Gaga.

Jednak Dyktatorzy mody to nie tylko opowieść o kobietach w świecie haute couture. Już trzeci rozdział to opowieść o Christianie Diorze, a dalej pojawiają się także Yves Saint Laurent, Gianni Versace czy Alexander McQueen. Równie istotną rolę odgrywają w modzie mężczyźni?

Tak, bo współczesna moda to sztuka, a wymienieni przez Pana projektanci wnieśli niemały wkład – i to nie tylko w damską modę, bo zarówno Versace, jak i McQueen projektowali także kreacje dla mężczyzn.

Skąd więc to dość powszechne przekonanie u większości społeczeństwa, że moda to głównie domena kobiet?

Absolutnie się z tym nie zgadzam! Współcześnie mamy coraz częściej do czynienia z przedstawicielami płci męskiej, poruszającymi się sprawniej w meandrach mody niż niejedna pani i doskonale orientującymi się w modowych trendach, co widać nie tylko na ekranach telewizorów czy na scenie, ale także na ulicach. I – wbrew pozorom – nie jest to znak czasów, bo mężczyźni już wcześniej podążali za modą równie gorliwie, jak kobiety. I jako autorka książek historycznych mogę podać przykłady takich panów: w modzie doskonale orientowali się chociażby dwaj polscy królowie – Zygmunt August czy Stanisław August Poniatowski. Obaj przykładali wielką wagę do wyglądu i nie szczędzili wydatków na stroje. Znakiem czasu jest natomiast kierunek, w jakim podąża współczesna moda, a jest nim zacieranie różnic między płciami oraz coraz częstsza obecność na wybiegach osób transpłciowych. Na „płynność płci” stawia chociażby Alessandro Michele, projektant a zarazem dyrektor kreatywny domu mody Gucci, którego kreacje noszą chociażby Jared Leto czy Billie Ellish.

Kobiety niejednokrotnie okazywały się znaczące dla historii domów modowych. Rodziny Versace i Guccich to sztandarowe przykłady?

To nie jest kwestia płci, tylko talentu, pracowitości i z pewnością także pewnej dozy szczęścia. Jeżeli chodzi o Guccich, to kobiety wybiły się tam dopiero wówczas, kiedy marka przeszła w obce ręce, bo założyciel firmy jako zwolennik patriarchalnego modelu rodziny nie widział kobiet ani w kierownictwie, ani w charakterze projektantek. Donatella Versace, zaczynała jako muza i siostra słynnego brata, ale z czasem także i ona okazała się doskonałą projektantką, tylko musiała pokonać własne demony. Po szczegóły odsyłam do książki.

Gucci i Versace to także historie z wątkami kryminalnymi. Tworzenie mody bywa niebezpieczne?

No cóż, gdzie moda, tam i pieniądze, które przyciągają także świat przestępczy, stąd też pogłoski o współpracy Versace z mafią kalabryjską. W tym przypadku były to jednak wyłącznie plotki. Natomiast perypetie Patrizii i Maurizio Guccich to rzeczywiście idealny materiał na film, zresztą ich losy doczekały się ekranizacji, aczkolwiek jest to historia nie tyle o modzie, ile o miłości, zazdrości i zawiedzionych ambicjach.

Swoją drogą, to też bardzo ciekawe, jak często utożsamiamy konkretne marki z ich założycielami. Tymczasem domy mody – podobnie jak inne firmy – przechodzą często z rąk do rąk. Piękne kreacje i kolejne kolekcje to nie tylko sztuka, ale przede wszystkim interesy?

Współczesna moda to przede wszystkim biznes. Yves Saint Laurent, Gucci, Dior to marki o ustalonej wartości, ale pamiętajmy że ich twórcami byli konkretni projektanci, wybitni artyści, wizjonerzy o wielkiej indywidualności. Dziś zarządzane są przez sprawnych menadżerów, ale najważniejsi są dyrektorzy kreatywni, bo to oni tworzą kolejne kolekcje prezentowane co sezon na wybiegach.

Zarówno Dior, jak i Saint Laurent pracowali dla znanych już domów odzieżowych, by później realizować się pod swoim własnym nazwiskiem. Chyba inaczej było w przypadku niedawno zmarłej Vivienne Westwood, która od początku podążała własną ścieżką?

Praca dla znanych domów odzieżowych dla obu wymienionych przez Pana projektantów była nie tylko doskonałą szkołą krawieckiego fachu i projektowania mody, ale także nauczyła ich pokory i szacunku dla pracy. Westwood od początku szła własną drogą, nieco pod prąd, a jednak osiągnęła sukces. Jej talent, upór i pracowitość zostały w końcu docenione.

Westwood przez długi czas poszukiwała własnej drogi, ale też nie potrzebowała przy tym protekcji rozpoznawalnych już projektantów. Jej sukces tkwił w niej samej, nawet mimo niesprzyjających okoliczności?

Kariera Westwood to doskonały przykład, że upór, determinacja i wierność samej sobie to najlepsza i najskuteczniejsza recepta na sukces. I że nawet porażkę, a tych w jej życiu nie brakowało, można i wręcz należy przekuć w sukces.

Ostatecznie wydaje się, że to „ponadczasowa” Coco Chanel wydaje się dziś najbardziej zachowawcza spośród wszystkich twórców opowiedzianych w Dyktatorach mody. Myśli Pani, że gdyby Coco we własnej osobie znalazła się dziś na francuskiej ulicy, udałoby się jej odnaleźć we współczesnych trendach?

Oczywiście, że tak! Mało tego: biorąc pod uwagę jej charakter i nieszablonowe podejście do życia oraz kwestii mody, z pewnością wprowadziłaby wiele zamieszania, ale wyłącznie w dobrym stylu.

Książkę Dyktatorzy mody kupicie w popularnych księgarniach internetowych:

1

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.