– Nie trzeba urodzić się Supermanem, by czegoś dokonać. Wywiad z Katarzyną Tkaczyk

Autor: Sławomir Krempa

– Nie musisz być wybrańcem, by z Twojego życia dało się utkać epicką opowieść. Więcej – nic nie powinno przekonywać nas, że aby dokonać czegoś wielkiego, musimy mieć na koncie szereg małych zwycięstw. Że bycie bohaterem to jakiś rodzaj awansu. Bohater mojej powieści, Olav, zdecydowanie wybrańcem nie jest, choć oczywiście rodzi się z pewnego rodzaju talentem. Wiele jednak zależy od niego – to on decyduje, kiedy wkroczyć. Myślę, że w życiu tak właśnie jest. Wiele zależy od nas samych – mówi Katarzyna Tkaczyk, autorka powieści Iskra, opowiadającej o młodym chłopaku, który odkrywa w sobie Moc.

Zawsze jest za co dziękować losowi? Nawet jeśli ma się dwanaście lat i człowiek właśnie został mordercą, po czym stracił wzrok?

Zabrzmi to może obrazoburczo, ale tak. Wydawać by się mogło, że niekiedy można nad tym debatować, ale wszystko sprowadza się do patrzenia w szerszej perspektywie; do zrozumienia, że za trudnościami, przez które przechodzimy, kryje się coś jeszcze. Więcej – nauczenie się dostrzegania, że zawsze znajdzie się coś, za co można podziękować, to trudna, ale cenna sztuka; sztuka, której muszą nauczyć się wszyscy Obdarzeni Mocą w świecie Iskry i sądzę, że nie tylko.

Ale i przed ujawnieniem się Mocy dzieciństwo Olava, głównego bohatera powieści Iskra, nie należało do łatwych.

Owszem – i dlatego jego historia mogła potoczyć się właśnie w ten sposób. Nie przeszedłby takiej przemiany i nie zrozumiał swojej własnej siły, gdyby miał łatwiejsze życie. Nie przekazałby nam, że moc sprawcza, ta tytułowa iskra, tkwi w każdym, nawet najbardziej niepewnym siebie człowieku. Prawdziwym bohaterstwem jest znaleźć ją w sobie właśnie pomimo trudności – nie wtedy, gdy wszystko idzie gładko.

Chłopak miał również wyjątkowy talent do wpadania w kłopoty… Co, jak się później okazuje, mogło być symptomem budzącej się w nim mocy.

Nawet nie mogło, a było. Magia w Verionie, świecie Iskry, daje ogromne możliwości, ale jest też źródłem potężnych kłopotów – to właśnie element ceny, którą trzeba zapłacić za ten dar. Chociaż problemy Olava są bardzo złożone i znaczą więcej, niż można by przypuszczać, nie jest on jedynym „trudnym” przypadkiem. Innym był na przykład jego opiekun i przyjaciel, mistrz Rovelin.

Olav dopiero odkrywa, czym właściwie jest moc, nie potrafi jej kontrolować ani wykorzystywać. Ale jak duża jest jej siła w przypadku ukształtowanego już maga? Na co pozwala? A czego za jej sprawą osiągnąć nie można?

Dużo zależy od osobistych możliwości. Chociaż osiągnięcie tytułu mistrza już świadczy od pewnych zdolnościach, są magowie potężniejsi i słabsi; każdy rozwija się też w dziedzinie, którą sobie wybierze. Magia umożliwia komunikowanie się na odległość czy spoglądanie tam, gdzie normalnie spojrzeć się nie da – na przykład do wnętrza ciała. Dzięki mocy magowie są w stanie bronić ludzi przed mrocznymi siłami, których nie da się pokonać inaczej; mogą też lepiej rozumieć rzeczywistość dzięki specjalistycznym badaniom z użyciem czarów. Są w stanie zaglądać w przeszłość i badać ją – nie potrafią jednak przewidzieć przyszłości. Nie można też łamać praw życia i śmierci. Nikt nie zawróci zmarłego z jego drogi (choć byli tacy, którzy próbowali). Rovelin uczy też Olava, że mag nie jest w stanie uleczyć samego siebie. Ograniczeń jest całkiem sporo.

W popularnym serialu Dawno, dawno temu Rumpelstiltskin mówił, że każda magia ma swoją cenę. Jaką cenę płaci się za magię w świecie Iskry?

Jedną z pierwszych rzeczy, które musi zrozumieć każdy Obdarzony Mocą, jest to, że za wielkimi możliwościami idzie wielka odpowiedzialność. To właśnie na nich spoczywa los zwykłych ludzi, których przyrzekają chronić. Uczy się też, że nie wolno zmarnować swojego daru – szczególnie magowie muszą stale go pielęgnować i rozwijać, co bywa obciążające. Gdy Olav będzie nieco starszy, zetknie się też z problemem pewnego wyobcowania ze świata zwykłych ludzi, nie rozumiejących jego pasji.

Są też ceny bardziej przyziemne. Magowie czy kapłani nie dziedziczą majątków; nie mogą zostać władcami ziem czy krain. Rovelin wspomina też, że wielu Obdarzonych Mocą jest chorych lub kalekich. Magia pozwala im, co prawda, względnie normalnie funkcjonować, lecz tak potężna moc, noszona i używana nierozważnie, może wywołać wiele zaburzeń, a nawet doprowadzić do śmierci, co niemal spotyka jednego z bohaterów. W korzystaniu z magii konieczny jest rozsądek, a łatwo o nim zapomnieć, gdy rozciąga się przed nami ocean możliwości.

Zamordowanie własnego ojca niezbyt dobrze zwiastuje jako początek nowej drogi Olava jako człowieka obdarzonego mocą. Trudno jest w takiej sytuacji poradzić sobie z poczuciem winy?

Bardzo trudno – szczególnie, jeśli ktoś ma taką wrażliwość jak Olav. Skomplikowana relacja z ojcem i doświadczenia wyniesione z domu będą na niego rzutować jeszcze przez lata; to jeden z demonów, z którymi musi się zmierzyć. Pewnego dnia przyjdzie mu przestać patrzeć w przeszłość, odciąć się od niej i na nowo zacząć kształtować siebie. To też ważna umiejętność.

Później chłopak ma już dużo więcej szczęścia do ludzi, którzy pomogą mu nauczyć się posługiwać się magią. Właśnie – jak kształci się magów w świecie Iskry?

Przede wszystkim bardzo długo i dokładnie, bo bycie magiem to już pewnego rodzaju specjalizacja. Nikt nie jest nim tak po prostu – zawsze należy zająć się wybraną dziedziną lub dziedzinami. To niejako zwieńczenie długiej ścieżki, która zaczyna się w rodzinnej miejscowości, przebiega przez lata kształcenia w świątyni i kończy właśnie w Zakonie na okresie próbnym. Jeśli dany młodzieniec pomyślnie przejdzie testy (a trwać one mogą nawet dwa lata), zostaje pasowany na adepta i po trzech latach – na maga. Nie jest jednak powiedziane, że każdy Obdarzony Mocą zostanie mistrzem; wbrew pozorom takie umiejętności nie są częste. Niemal na każdym etapie edukacji dar może osłabnąć lub nawet cofnąć, co też spotkało jednego z głównych bohaterów Iskry.

Dla Olava ścieżka edukacyjna okaże się jednak krótsza niż w przypadku wielu jego rówieśników. Dlaczego?

Nie tyle krótsza, ile całkowicie inna, bo w tradycyjnych okolicznościach mógłby nigdy do Brevy nie trafić. Gdyby jego ścieżka była taka, jak wszystkich, byłby kształcony w najbliższej domu świątyni i dopiero po kilku latach mógłby – ewentualnie – pojechać na północ, na specjalistyczne szkolenie. Rovelin, ze względu na wyjątkowo drapieżny charakter emanacji, zdecydował się złamać zasady. Miał jednak ku temu powody, ale to dużo obszerniejszy wątek. Zresztą jego decyzja też była kwestionowana.

Wielokrotnie Olav jest odrzucany z powodu swojej odmienności. Na początku mieszkańcy wioski próbują dokonać na nim samosądu, bo broniąc się, zamordował własnego ojca. Ale natura jego mocy niepokoi również doświadczonych magów. Inność budzi strach?

Powiedziałabym raczej, że inność wywołuje niepewność – a ta może przerodzić się w strach i w konsekwencji w agresję. Pod tym względem świat Iskry nie różni się bardzo od naszego. Ludzie nierzadko bronią się przed tym, co nieznane, bo instynktownie boją się zmiany. W przypadku Olava magowie czy kapłani są zaniepokojeni strukturą jego daru i konsekwencjami, jakie może wywołać. Ale wiedzą też – i starają się to przekazać – że strach nie jest właściwą postawą; szczególnie gdy punktem zapalnym wydają się być właśnie silne emocje. Obdarzeni Mocą, choć mają różne charaktery, są pod tym względem jak Jedi – uznają wyższość spokoju i opanowania nas szałem emocji. Wiedzą doskonale, że gniew jest niebezpieczny.

Ale Olav nie jest – a przynajmniej tak to wygląda w powieści Iskra – typem bohatera, który od początku ugina się pod brzemieniem przeznaczenia. Nie jest kolejnym „chłopcem, który przeżył” – jest tylko zwyczajnym pochodzącym z maleńkiej wioski dwunastolatkiem.

To prawda – i nie chciałabym, żeby był takim bohaterem z legend. Nie trzeba przecież urodzić się Supermanem, by czegoś dokonać; nie musisz być wybrańcem, by z Twojego życia dało się utkać epicką opowieść. Więcej – nic nie powinno przekonywać nas, że aby dokonać czegoś wielkiego, musimy mieć na koncie szereg małych zwycięstw. Że bycie bohaterem to jakiś rodzaj awansu. Olav zdecydowanie wybrańcem nie jest, choć oczywiście rodzi się z pewnego rodzaju talentem. Wiele jednak zależy od niego – to on decyduje, kiedy wkroczyć. Myślę, że w życiu tak właśnie jest. Wiele zależy od nas samych.

Inaczej też, niż wielu bohaterom powieści fantasy, nie wszystko uchodzi mu na sucho – Olav musi nauczyć się mierzyć z konsekwencjami swoich czynów.

To bardzo ważny aspekt, który chciałam podkreślić. W wielu historiach, bez względu na realia, bohaterom mnóstwo przewin uchodzi na sucho – właśnie dlatego, że są bohaterami. Tu jest inaczej. Jeśli Olav łamie zasady, ponosi karę, a akcja wywołuje reakcję. To całkiem naturalne, dlatego też stanowi element jego rozwoju. Nie byłoby to w żaden sposób twórcze, gdyby nie spotykały go konsekwencje.

Ciekawa jest Pani koncepcja, zgodnie z którą ludzie obdarzeni mocą dzielą się na trzy swego rodzaju „kasty” – zielarzy, kapłanów i magów. Czytając powieść, można odnieść wrażenie, że ta kolejność odpowiada też miejscu w magicznej hierarchii…

Tak właściwie „kasty” są cztery – Obdarzeni Mocą to również wojownicy żywiołów, o których, póki co, pojawiła się tylko drobna wzmianka; rzeczywiście bowiem akcja koncentruje się tylko na trzech grupach. Wzajemne relacje kapłanów, magów i zielarzy powinny opierać się na szacunku i braterstwie, ale nie da się ukryć, że jest tu pewnego rodzaju hierarchia, której podstawą jest stopień wtajemniczenia. Mistrzowie mają tej wiedzy najwięcej (choć wewnętrznie też są podzieleni w obrębie struktury samego Zakonu) i to właśnie na nich spoczywa z reguły największa odpowiedzialność. Zielarze z kolei posiadają wiedzę bardzo specjalistyczną, ale mniej zaawansowaną pod względem magicznym. Kapłani, przeznaczeni do spraw bardziej duchowych, ceremonii i rytuałów, są niejako pomiędzy nimi. Budując relacje w ten właśnie sposób, chciałam pokazać, że podział nie musi oznaczać pogardy i urazy; że możemy się różnić i układać w pewnej strukturze bez umniejszania roli innych osób. W gruncie rzeczy Obdarzeni powołani są do tego, by pracować razem. Choć, oczywiście, zdarzają się osoby, które ignorują te szczytne ideały...

Tutejsi magowie, choć dysponujący wielką mocą, potrafią też docenić sprawy małe z pozoru błahe. Dobrze pokazuje to poniższy fragment:
Gdy jestem w Brevie, nigdy nie zdarza mi się zaspać na powitanie dnia — powiedział cicho Rovelin. Chłopiec zerknął na mężczyznę i zobaczył, że też ma przymknięte powieki. — To jest prawdziwa magia, Olavie. Szkoda, że nie wszyscy potrafią ją dostrzec. 
Nadchodzący świt to taka magia, którą dostrzec możemy również w naszym świecie?

Zachód, wschód, pełnia i zaćmienie – tak, zdecydowanie, natura kryje w sobie sporo magii. Im uważniej ją obserwuję, tym lepiej rozumiem, dlaczego w dawnych czasach ludzie dostrzegali obecność bogów i duchów, dobrych lub złych, niemal w każdym powiewie wiatru.

Mamy dostęp do innych rodzajów magii?

Myślę, że tak. Czasem wręcz trudno mi powstrzymać myśl, że nasz świat jest przesycony magią – tylko nie umiemy jej dostrzegać, nie myślimy o niej w ten sposób. Wymagana jest właśnie wrażliwość, o której wspominał Rovelin. Jak widać, w Verionie również jej potrzebują. Magia jest w narodzinach, w życiu, w naturze...

No i mamy jeszcze magię opowieści…

O tak, to potężna siła. Ujmowanie myśli w historii, snucie opowieści to coś, co jest z nami, ludźmi, od początku; magia starsza niż pismo.

Wspomniane wcześniej powitanie dnia to jeden z wielu rytuałów, które obecne są w Iskrze. Rytuały pomagają nam uporządkować świat i lepiej poradzić sobie w sytuacji, gdy – jak w przypadku Olava – nasze uniwersum rozszerza się nagle i przestaje ograniczać się tylko do rodzinnej wioski?

Zdecydowanie tak. Rytuał, podobnie przecież jak opowieść, jest z nami niemal od zawsze. Nim jeszcze nauczyliśmy się spisywać krążące legendy, nim zebraliśmy je w kodeksy i kanony, rytuały już istniały, porządkując rzeczywistość, dając siłę płynącą z pewności, że pewne rzeczy pozostaną takie same. Istniały, by za pomocą obrazów, gestów, pieśni i scen przypominać o tym, co ważne; oswajać nienazwane i wyrażać niewypowiedziane. Swoją moc rytuały mają również w mniej drastycznych okolicznościach. Te najprostsze, codzienne, pomagają nam przecież poukładać sobie dzień – wszak ludzki mózg ceni schematy. Lubię o takich akcjach myśleć jak o małych rytuałach przejścia.

Jak bardzo świat rozszerzy się w kolejnej powieści z cyklu? I co jeszcze czeka głównego bohatera? No i jak może rozszerzyć się sam cykl – do kilku, kilkunastu książek?

Sama Seria Ognista będzie miała prawdopodobnie cztery tomy, a przygód z pewnością nie zabraknie. Jej główną myślą jest dorastanie, co będą sygnalizować nawet tytuły, rozwijające się tak, jak i bohater. Olav zacznie dojrzewać, przeżywając różne przygody – magiczne i całkiem zwyczajne, mierząc się z wyzwaniami czy zagrożeniami. Jego moc jeszcze nieraz sprawi mu trudności, ale da też możliwość poznania spraw, o których nawet nie myślał. Pomoże odnaleźć miejsce w świecie i ściągnie też na głowę kłopoty. Ale co dalej? Cóż, Verion jest ogromny i stary; istnieje mnóstwo przestrzeni na kolejne opowieści. Póki co jesteśmy tylko w jednym kraju, Flavii, ale może wybierzemy się w podróż w zupełnie inne zakątki? Czas pokaże, jak wielki ogień potrafi wywołać jedna iskra.

Książkę Iskra kupicie w popularnych księgarniach internetowych:

1

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.