Polska w polskim sosie i pod polską flagą. Wywiad z Łukaszem Błaszczykiem

Autor: Sławomir Krempa
Okładka publicystyki dla Polska w polskim sosie i pod polską flagą. Wywiad z Łukaszem Błaszczykiem z kategorii Brak kategorii

– W Polsce albo piszemy o naszym kraju sentymentalnie i wszystkim robi się ciepło na sercu, gdy czytają wzmianki o Peweksie czy gumie Turbo, albo groteskowo – wówczas świat składa się z samych blokowisk i karków w dresach z kreszu. Chciałem wyjść poza te schematy, pokazać nas jako obywateli świata, w szerszym kontekście – mówi Łukasz Błaszczyk, autor powieści Pożegnanie z Budapesztem

Proszę się przyznać: woli Pan brytyjską kulturę niż polską?

Wolałbym nie być zmuszonym do tego, żeby między nimi wybierać, ale faktycznie, jestem anglofilem. Polską kulturę chłonę przez osmozę, bo przecież żyję w Polsce, ale za sprawą zainteresowań rodziców od małego miałem styczność z brytyjską kulturą – muzyką, książkami czy filmami – więc zdążyłem nią nasiąknąć, zanim skończyłem 18 lat. Później, podczas emigracji w Wielkiej Brytanii, siłą rzeczy jej znajomość i zamiłowanie do niej jeszcze się u mnie pogłębiły.

Wyjechał Pan z Polski, bo…

Wyjechałem, bo byłem rozczarowany życiem w Częstochowie, skąd pochodzę. Gdy wszedłem w dorosłość, zupełnie nie wiedziałem, jak się zabrać do życia, w jaki sposób poznać odpowiednich ludzi, rozpocząć karierę – byłem trochę socjopatycznie nastawiony do świata. Wydawało mi się, że wina leży po stronie miasta, więc zrobiłem duży skok do przodu: postanowiłem wyjechać do Anglii i nie wrócić.

Udało się?

Chociaż zupełnie się do tego nie przygotowałem, chociaż trafiłem do przypadkowej pracy w londyńskim magazynie, która miała być tylko przystankiem w drodze do dalszej kariery, zostałem tam na kilka lat. Całkowicie wsiąkłem w świat ludzi, powiedzmy, z klasy pracującej i wspaniale się czułem w tym środowisku. Dobrze mi było z możliwościami finansowymi, jakie dawała minimalna krajowa, którą zarabiałem jako magazynier. Mówiąc wprost: gdybym pracował w Polsce na kasie czy w magazynie, nie byłoby mnie stać na większość rzeczy, na jakie mogłem sobie pozwolić, pracując na równorzędnym stanowisku w Anglii. I gdy poczułem, że mógłbym tak funkcjonować już zawsze, dotarło do mnie, że przecież nigdy nie zaznałem prawdziwego, dorosłego życia w Polsce. Że może dobrze byłoby spróbować „zacząć od nowa” w innym mieście i konfiguracji towarzyskiej. Wybrałem Wrocław i poczułem, że to moje miejsce i środowisko. Ale zamiłowania pozostały i do dziś, na przykład, czytam częściej prasę anglojęzyczną niż polską, bo to dużo lepsze źródło informacji o szerszym świecie…

Na tyle dobre, by w powieści spróbować przedstawić sposób myślenia Anglika zafascynowanego tak zwaną Europą Wschodnią?

Wiedziałem, że to duże ryzyko: może mi się tylko wydawać, że się na tym znam, że skoro mam przyjaciół wśród Brytyjczyków, to ich rozumiem. Ale jeśli kiedyś moja książka ukaże się po angielsku, czego bym bardzo chciał, to ktoś może wytknąć mi błędy. Podjąłem to ryzyko, by nie pisać o rzeczach, o których nie chciałem pisać. Jeśli miałbym zrezygnować z tego wątku, z tego etapu mojego życia i doświadczeń, skazałbym się na pisanie o polskim blokowisku, wsi czy małych miasteczkach, a to tropy mocno zużyte w polskiej literaturze. Gdybym z kolei spróbował napisać powieść typowo emigracyjną, również popadłbym w zgrane klisze i schematy. Wziąłem się więc za pisanie o Europie i europejskości, o doświadczeniu przebywania raczej w świecie niż w konkretnym kraju.

Ta - powiedzmy – europejskość czy wręcz światowość łączy Pana ze Skumu, bohaterką pańskiej książki?

Skumu jest osobą wychodzącą z założenia, że trzeba dobrze rozegrać karty, które trafiły jej się w rozdaniu, by czerpać z życia jak najwięcej. Nawet, jeśli jako nauczycielka nie ma wystarczających środków finansowych, by mieszkać w przysłowiowym Dubaju na 40 piętrze, to i tak spróbuje do Dubaju trafić, ale „po kosztach”, choćby przez couchsurfing. Skumu naprawdę wyciska życie jak cytrynę. Uparła się, by zwiedzić jak najwięcej miejsc, by doświadczyć innych kultur, nauczyć się obcych języków i robi to, nie szuka problemów czy wymówek, nie mówi, że startuje z kraju na zupełnie innym poziomie gospodarczym niż Stara Europa.

Ale i tak trafia do Budapesztu – miasta raczej nijakiego, położonego na marginesie Europy…

Budapeszt jest w mojej powieści przede wszystkim scenografią – ciekawą ze względu na to, że z jednej strony czuć w tym mieście pewną świetność, ale z drugiej strony jest to świetność przebrzmiała. I Skumu, i Lucek, który się do tego nie przyznaje, mierzą wyżej niż Budapeszt. Skumu chce raczej ekscytującego trekkingu w Wietnamie niż łażenia po barach w Budapeszcie. Lucek odbił się od Zachodu, lecz pragnie tam wrócić. Budapeszt jest poniżej jego ambicji, ale daje mu chwilowe wytchnienie, bo Lucek czuje kompleks wobec Zachodu. W Budapeszcie – nawet, jeśli nie ukrywa, że jest Polakiem – nikt nie próbuje wtłaczać go w stereotyp człowieka od przetykania kranu. W Anglii ma takie wrażenie – nawet, jeśli istnieje ono tylko w jego głowie. Budapeszt jest dla bohaterów mojej książki swoistym pomostem między Warszawą a Londynem – nawet jeśli w sensie geograficznym ta metafora nie ma sensu.

Czytając Pańską książkę, można odnieść wrażenie, że wszyscy tu, w Polsce, jesteśmy trochę bardziej europejscy, niż mogłoby nam się wydawać…

Na pewno jest tak w przypadku moich bohaterów. Czy w przypadku ogółu Polaków? Nie wiem. Wyobrażam sobie, że w Polsce ktoś może czuć się tylko częstochowianinem, warszawiakiem – albo wręcz mieszkańcem Pragi. Można zawężać naszą perspektywę do mikroświatów, ale ciekawe wydawało mi się osadzenie bohaterów w szerszym kontekście. W naszej literaturze brakuje mi odniesienia Polski do czegoś więcej, do zewnętrznego świata. Polska w polskim sosie i pod polską flagą – mam wrażenie, że myślimy o naszym kraju w bardzo wąskiej perspektywie. Nie zamierzam tu mierzyć się z polskością, uważam po prostu, że osadzenie i ukazanie Polaków na szerszym tle jest ciekawsze.

Jako obywateli świata?

Na pewno jako obywateli Europy, bo chyba wszyscy czują się Europejczykami. Choć Skumu – to oczywiste – jest prawdziwą obywatelką świata i w pełni zasługuje na to miano.

Jest jeszcze Wawrzyn…

To już modelowy Europejczyk, człowiek będący beneficjentem stypendiów unijnych, który podczas pracy naukowej na kolejnych uczelniach Starego Kontynentu w pewnym sensie buduje wspólny dorobek historyczno-kulturowy Europy, nawet, jeśli momentami wątpi w sens tej pracy. Bo pamiętajmy, że żyje w okresie późnego kapitalizmu, a z perspektywy Excela jego rozprawki o heraldyce są zupełnie niepotrzebne.

Jeśli obierzemy typowo kapitalistyczną perspektywę, wszyscy będą wydawać się niepotrzebni. By nie powiedzieć: przegrani…

Ale raczej nie spędza im to snu z powiek. Inaczej jest tylko w przypadku Lucka. Wychowywał się na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych, później oczekiwał z napięciem wejścia do Unii, bo wydawało mu się, że wtedy będzie mógł zostać, kim tylko zechce i żyć w dowolnym miejscu na świecie. Z tej perspektywy fakt, że ktoś nie został maklerem w Monachium, tylko nauczycielem angielskiego – powiedzmy – w Częstochowie wydaje się porażką, a jej przyczyn nie da się zrzucić na PRL, wojnę, historię czy miejsce urodzenia. Lucek czuje presję, by osiągnąć sukces. Jeśli ma należeć do klasy średniej, to w Norwegii, nie w Polsce, gdzie to pojęcie oznacza zupełnie co innego.

A tymczasem pije, zamiast walczyć albo buntować się przeciw zastanemu porządkowi świata…

Buntuje się – na swój sposób. W życiu Lucka jest moment, gdy zachowuje się prawie jak Guy Fawkes. Ale, przerażony konsekwencjami, które go de facto nie dosięgają, zamiast dalej się buntować, postanawia cieszyć się z życiem, czerpać z niego, ile tylko się da – nawet, jeśli ktoś mógłby ocenić, że czyni to w niewłaściwy sposób.

Ten bunt to w ogóle Pańskim bohaterom wychodzi raczej nietypowo…

Walkower, wycofanie się z wyścigu i rywalizacji, również może być formą buntu. Weźmy choćby Jamesa – postać w pewnym sensie centralną w mojej powieści. Początkowo wydaje mu się, że świat stoi przed nim otworem, ale w Paryżu boleśnie zderza się z rzeczywistością. Nie urodził się w rodzinie, która dysponuje jakimkolwiek kapitałem, wszystko będzie musiał sobie wyszarpać, a startując od zera, nawet nie zbliży się do poziomu ludzi, których stać na wynajęcie jednego z symboli Paryża. By nie przegrać – bo tego nie mógłby znieść – po prostu wypisuje się z zawodów. A czy można przegrać, nie biorąc w nich udziału?

To chyba nie są doświadczenia, które łączyłyby jakoś dzisiejszych trzydziesto- czy czterdziestolatków?

Bo też nie myślałem nigdy o Pożegnaniu z Budapesztem jak o powieści pokoleniowej. Fakt, moi bohaterowie są w podobnym wieku, ale ich problemy są bardzo specyficzne, a doświadczenia – jednostkowe. Myślę, że przedstawiciele ich pokolenia skupiają się dziś raczej na opłaceniu przedszkola dla dziecka albo ściganiu pracodawców za nieuregulowane faktury… 

W takim razie dla kogo właściwie napisał Pan tę książkę?

Pisałem ją dla siebie, starając się zawrzeć w niej to, czego mi w polskiej literaturze brakowało: opis konfrontacji człowieka pochodzącego stąd z obcą kulturą, z Europą, osadzenia go w szerszym kontekście. My albo piszemy o naszym kraju sentymentalnie i wszystkim robi się ciepło na sercu, gdy czytają wzmianki o Peweksie czy gumie Turbo, albo groteskowo – wówczas świat składa się z samych blokowisk i karków w dresach z kreszu. Jeśli ktoś jest znudzony ciągłym wałkowaniem tych samych tematów, to może znajdzie w Pożegnaniu z Budapesztem coś dla siebie. 

1

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Avatar użytkownika - Gosiaczek
Gosiaczek
Dodany: 2019-04-29 11:29:24
0 +-

Ciekawa rozmowa.

Avatar użytkownika - Poczytajka
Poczytajka
Dodany: 2019-04-27 15:16:44
0 +-

Jeszcze nie słyszałam aby autor napisał i wydał książkę dla siebie... Brzmi ciekawie.

Avatar użytkownika - JolaJola
JolaJola
Dodany: 2019-04-27 07:13:32
0 +-

Ciekawy człowiek. Jego książka moze być interesująca.

Avatar użytkownika - Lenka83
Lenka83
Dodany: 2019-04-26 22:50:13
0 +-

Interesujący wywiad.... 

Avatar użytkownika - MonikaP
MonikaP
Dodany: 2019-04-26 08:21:52
0 +-

Brzmi ciekawie.

Avatar użytkownika - emilly26
emilly26
Dodany: 2019-04-25 23:11:23
0 +-

Wywiad przeczytałam i spodobał mi się.

Avatar użytkownika - martucha180
martucha180
Dodany: 2019-04-25 21:49:50
0 +-

Prasa anglojęzyczna a polska... Ciekawy wywiad.

Książka
Pożegnanie z Budapesztem
Łukasz Błaszczyk

Warto przeczytać

Recenzje miesiąca
Sekret Heleny
Lucinda Riley;
Sekret Heleny
Czas pomsty
Maciej Liziniewicz
Czas pomsty
Budząc lwy
Ayelet Gundar-Goshen
Budząc lwy
Dzisiaj umrzesz Ty
Sue Wallman
Dzisiaj umrzesz Ty
Czas pokuty
Grzegorz Kopiec
Czas pokuty
Nie wiem, gdzie jestem
Gayle Forman;
Nie wiem, gdzie jestem
Wielka księga Klary
Marcin Wicha;
Wielka księga Klary
Wisznia ze słowiańskiej głuszy
Aleksandra Katarzyna Maludy
Wisznia ze słowiańskiej głuszy
Pokaż wszystkie recenzje