Nie ma lepszego sojusznika niż książka. Wywiad z Magdaleną Pioruńską

Data: 2026-02-26 14:29:02 Autor: Danuta Awolusi
udostępnij Tweet
Okładka publicystyki dla Nie ma lepszego sojusznika niż książka. Wywiad z Magdaleną Pioruńską z kategorii Wywiad

– Marzenia znacznie różnią się od rzeczywistości. Fajnie jest marzyć o pisaniu, wydawaniu książek i żyć z przekonaniem, że ma się ten talent, że chce się to robić. A potem wchodzi rzeczywistość i często nasze wyobrażenia bywają mocno weryfikowane. Uważam, że praca artysty, droga artysty jest trudna, wymagająca, skupiona na poświęceniu, nieustannym bólu tworzenia, mierzeniu się z wewnętrznym krytykiem i odbiorem czytelników czy widzów. Dlatego wiem, że ja kocham to robić, bo nie zrażam się przeciwnościami. Pisałam, piszę i będę pisać bez względu na to, jakie studia i kursy skończyłam i co mówili o moim pisaniu ludzie, których ja albo inni uważali za autorytety. Bycie artystą to też posiadanie własnej integralności. Ok, wychodzę do Ciebie z moją twórczością, ale wewnętrznie pamiętam, że to jest dobre, bo przecież pracowałam ciężko i włożyłam w to serce. Nie mam już wpływu na wynik. Po wydaniu moja książka staje się książką moich czytelników. Podobnie chyba jest z aktorstwem. Tworzenie to w ogóle mocna szkoła życia – mówi Magdalena Pioruńska, autorka książki Kraina Czarów

Cudna okładka i zapowiedź kolejnej książki z motywem romansu LGBT, jednak Ty zaskakujesz czytelników niezwykłą dojrzałością swojej prozy. Bo to nie jest wcale oczywista historia...

Dziękuję bardzo za tyle pięknych komplementów! (uśmiech) Cieszy mnie to, że odebrałaś moją prozę jako dojrzałą, bo staram się właśnie taka być. Nie piszę też oczywistych historii. Nie wierzę w to, że wszystko jest takie, jak nam się wydaje na pierwszy rzut oka. Staram się także unikać szybkiego oceniania ludzi – jak książkę po okładce. A czasem, żeby odkryć w życiu coś bardzo ważnego, trzeba odważyć się wyjść ze swojej strefy komfortu.

W Krainie Czarów teatr jest nie tylko miejscem nauki i życia bohaterów, ale też mocną metaforą rzeczywistości, w której ludzie zakładają maski. Co Ty, jako autorka, bardziej czułaś: pokazanie realiów Akademii Teatralnej czy zbudowanie tej metafory?

Myślę, że chodziło mi o jedno i drugie. Jestem związana z teatrem, choć wszystko wokół niego zawsze robiłam amatorsko. Mam doświadczenie aktorskie i reżyserskie. Przez wiele lat reżyserowałam sztuki teatralne po angielsku z młodzieżą. Udało nam się nawet nakręcić film-sztukę na Malcie w oparciu o Sen nocy letniej Szekspira. Brzmi znajomo? (śmiech)

Któregoś dnia pomyślałam: dlaczego nie napisać o czymś, na czym się całkiem nieźle znam i co sprawia mi ogromną radość zarówno, kiedy gram na scenie, jak i reżyseruję? Nigdy nie zdawałam do Akademii Teatralnej. Nie odważyłam się. Wolałam pozostać przy pisaniu. Kuba do tej Akademii zdaje, żebym miała okazję wreszcie zrobić research i przeżyć to razem z nim (śmiech).

Relacja Kuby i Niko rozwija się powoli, przez drobne gesty i emocje. Co było dla Ciebie najtrudniejsze w prowadzeniu takiej narracji, żeby napięcie nie opadło, tylko rosło krok po kroku?

Masz rację – starałam się utrzymywać tajemnicę i napięcie. Pierwszy raz w mojej książce tak szczegółowo skupiłam się też na emocjach moich bohaterów i budowania ich relacji. Zresztą w moim zamierzeniu ma się ona jeszcze nadbudowywać przez dwie kolejne książki. Na początku myślałam, że będę się nudzić, bo zwykle obok romansu poświęcałam dotąd dużo uwagi innym problemom, a wręcz sięgałam po fantastykę, żeby skupić się na przygodzie i polityce. Tymczasem świetnie się przy tym bawiłam. Podążałam za uczuciami moich bohaterów – nie chciałam ani ich spowolniać, ani przyspieszać. Robią w swoją stronę jeden krok, a potem trzy kroki do tyłu, a kiedy chcą przekroczyć granice i całkowicie się przed sobą otworzyć, pozwalam im również na to – podobnie jak na to, że prawie całkowicie się od siebie oddalają. Relacje nie są jednoznaczne. Nie wystarczy raz kogoś w sobie rozkochać. Trochę traktuję romans jak taniec – czasem bywa on piękny i romantyczny, a czasem niezdarny i taki, w którym tancerze skupiają się na tym, żeby nie pogubić kroków.

Wspominasz o tym, że musiałaś tę książkę przepisać od nowa. Dlaczego? I jak to wyglądało?

Hmm… W pierwszej wersji relacja głównych bohaterów przebiegała inaczej. Wiązała się też z bohaterami mojego uniwersum Miłości z TikToka, a ponieważ ta seria nie doczekała się kontynuacji u wydawcy, musiałam odciąć Kubę i Nikodema od tego świata.

Napisałam tamtą wersję w trzeciej osobie i za bardzo odeszłam też od głównego tematu, poświęcając za dużo uwagi wątkom pobocznym i opisom, które często nie wnosiły nic konkretnego do fabuły. Dopiero oddanie bohaterom narracji pierwszoosobowej i skupienie się na ich emocjach przyniosło oczekiwane przeze mnie rezultaty. Zdradzę Ci też, że istnieje wersja Krainy Czarów, która jest osadzona w świecie urban fantasy – takim, w którym magia przenika do rzeczywistości. Ta interpretacja jest nieco bliższa Snu nocy letniej. Grupa polskich studentów odgrywa tę sztukę na Malcie i tym samym budzi ze snu od wieków zaklętego w posąg Oberona. Oberon pozostaje w tym stanie od czasu, kiedy Tytania rzuciła na niego ten czar. W tej wersji Nikodem jest wciąż tą samą postacią, a Kuba, jak pewnie się domyślasz, to król elfów Oberon, zaś jego przyjaciele również należą do magicznego świata elfów. (Olgierd jest…Pukiem, a Lena Tytanią) (śmiech).

Masz na koncie już kilka książek. Teraz zdecydowałaś się na sel-fpublishing. Co Ci to daje jako pisarce?

Chciałam spróbować self-publishingu, żeby się przekonać, czy sobie poradzę i jak mi to po prostu pójdzie. Narosło dużo mitów wokół tej formy wydawania i chciałam na własnej skórze poczuć, jakie są realia. Mogę teraz powiedzieć, że jako pisarka spróbowałam już wszystkich sposobów wydawania książek: współpracowałam z wydawnictwem vanity, z wydawnictwem tradycyjnym i w końcu poszłam w self-publishing. Na tym tle w selfie najbardziej lubię to, że dał mi dużo kontroli na każdym etapie powstawania tej książki i prawdziwą szkołę życia. Wychodzę z założenia, że najwięcej uczymy się na błędach – przynajmniej tak jest w moim przypadku. Poza tym dla mnie życie to droga, nieustanna nauka, przekraczanie własnych granic poznania. Sprawia mi to prawdziwą przyjemność, nadaje życiu sens.

Wróćmy do powieści. Pojawia się w niej wątek straty, traumy i tego, że życiowa układanka nie zawsze ma wszystkie elementy. Jak pracowałaś nad tym, żeby ból był prawdziwy, ale nie przytłoczył historii i nie odebrał bohaterom sprawczości?

Przeszłam dużo kursów kreatywnego pisania, pracowałam z różnymi redaktorkami: prywatnie i w wydawnictwach. Skończyłam również studia podyplomowe z zakresu twórczego pisania na Uniwersytecie Jagiellońskim. Po przejściu tych wszystkich przedmiotów, dyskusjach i napisanych na zajęcia tekstach, a także zgłębianiu różnych podejść moich redaktorek, myślę, że w pisaniu najważniejsze są dwie rzeczy: ani na chwilę nie spuszczać z oczu głównych tematów swojej książki i – jak mawiała moja redaktorka ze Znaku, Ewa – pamiętać, że książkę można przyrównać do ciasta.

Dobre ciasto musi się odleżeć, nie zaszkodzi również pamiętać, że warto trzymać się przepisu, odpowiednio odmierzać składniki. Pisanie książki to nieustanne podejmowanie decyzji: w którą stronę zmierzam z tą historią? Czy za daleko nie odeszłam od tematu? Czy moi bohaterowie zgodzą się na proponowane przeze mnie rozwiązanie? A jeśli nie, to jaką mam alternatywę? Jeśli dam czegoś za dużo, nie wystarczy mi miejsca na coś innego, na czym również mi zależy. Tematy Krainy Czarów to odkrywanie siebie, budowanie relacji, rozliczanie przeszłości i teatr, dużo teatru. Na to musiałam znaleźć miejsce, a i tak wyszła mi obszerna powieść, która potrzebuje jeszcze dwóch tomów kontynuacji (śmiech).

Twoja powieść pokazuje, że scenariusze czasem piszą się same. Czy masz w tej książce jeden moment, w którym sama poczułaś, że fabuła odebrała Ci ster i poszła w stronę, której wcześniej nie planowałaś?

Tak, to scena, w której poznają się Olgierd i Julian. Nagle wiele moich zamierzeń odnośnie do bohaterów pobocznych zmieniło się o 180 stopni. A potem w scenie wspomnień Kuby Olgierd nagle skradł dla siebie ważną rolę, której wcześniej dla niego nie przewidziałam.

Rzeczywistość polskich szkół teatralnych nie jest łatwa. Czy dla młodych ludzi, tak wrażliwych i niedoświadczonych, to nie jest zbyt mocna szkoła życia?

Nie wiem. Marzenia znacznie różnią się od rzeczywistości. Fajnie jest marzyć o pisaniu, wydawaniu książek i żyć z przekonaniem, że ma się ten talent, że chce się to robić. A potem wchodzi rzeczywistość i często nasze wyobrażenia bywają mocno weryfikowane. Uważam, że praca artysty, droga artysty jest trudna, wymagająca, skupiona na poświęceniu, nieustannym bólu tworzenia, mierzeniu się z wewnętrznym krytykiem i odbiorem czytelników czy widzów. Dlatego wiem, że ja kocham to robić, bo nie zrażam się przeciwnościami. Pisałam, piszę i będę pisać bez względu na to, jakie studia i kursy skończyłam i co mówili o moim pisaniu ludzie, których ja albo inni uważali za autorytety. Bycie artystą to też posiadanie własnej integralności. Ok, wychodzę do Ciebie z moją twórczością, ale wewnętrznie pamiętam, że to jest dobre, bo przecież pracowałam ciężko i włożyłam w to serce. Nie mam już wpływu na wynik. Po wydaniu moja książka staje się książką moich czytelników. Podobnie chyba jest z aktorstwem. Tworzenie to w ogóle mocna szkoła życia.

Zrobiłaś niezwykle wnikliwy reaserch środowiska aktorskiego/teatralnego. Skąd czerpałaś wiedzę i inspirację?

Jak wspomniałam wcześniej, mam doświadczenie aktorskie i reżyserskie, a co do szkoły aktorskiej, po prostu czytałam plany zajęć na różnych uczelniach, sprawdzałam, na czym konkretnie te zajęcia polegają, słuchałam podcastów, w których studenci aktorstwa opowiadali o egzaminach na studia i ogólnym klimacie uczelni, oglądałam kanały aktorów i aktorek na YouTube, poznawałam tajniki powstawania filmów, prosiłam o komentarze znajomych,związanych z filmem i teatrem… Innymi słowy: wyobraziłam sobie, że jestem Kubą i pozwoliłam sobie zanurzyć się w tej aurze. Mam nadzieję, że udało mi się podzielić towarzyszącymi mi wtedy emocjami z czytelnikami.

Poruszasz temat homofobii, wciąż mocno obecnej nie tylko w Polsce, ale i na całym świecie. Wierzysz, że literatura może być najlepszym sojusznikiem?

Oczywiście! Uwielbiam czytać po angielsku książki poświęcone tematyce społeczności LGBTQ. Porywają mnie te historie, identyfikuję się z nimi i również wiele się z nich nauczyłam – o życiu i ludziach. Ogromnie mnie to cieszy, że na rynku anglojęzycznym te powieści nadal są aktualne, popularne i wyczekiwane. Na naszym rynku również coraz chętniej sięgamy po powieści z reprezentacją LGBTQ, osadzone w polskich realiach. W moim odczuciu nie ma lepszego sojusznika niż książka.

Piszesz o tym, jakim ciężarem może być przeszłość, tajemnice. A co by było, gdyby od razu stawiać na pełną szczerość? To za dużo, tak zwany red flag?

Domyślam się, że chodzi o to, skąd w ogóle wziął się tytuł Kraina Czarów? (śmiech) Cóż, myślę, że gdyby wszystkie tajemnice i sekrety wyszły na jaw na samym początku, to dynamika głównych bohaterów ukształtowałaby się inaczej, a czytelnicy również zostaliby od razu wrzuceni na głęboką wodę bez dokładnego poznania świata przedstawionego. Zastanawiałam się nad tym, czy chcę tak zrobić. Ale to z pozoru łatwe zadanie: bycie szczerym, jest tak naprawdę bardzo trudne i wymaga ogromnej odwagi. Czy większość ludzi jest taka odważna? Myślę, że raczej nie, a to dochodzenie do prawdy i uczenie się, jak o niej mówić, również jest bardzo ważną drogą, którą należy przebyć.

Gdybyś miała polecić tę książkę, to komu i dlaczego? To bardzo wartościowa powieść, nie tylko dla odbiorców young adult.

Gatunkowo Kraina Czarów nie jest powieścią young adult, tylko new adult. Opowiada o starszych bohaterach i wkracza już w problemy dorosłości, podejmowania ważnych wyborów, dotyczących przyszłości, wyboru pracy, związku, konfrontowania się ze swoimi słabościami i błędnymi komunikatami na nasz temat, których nauczyliśmy się o sobie we wczesnej młodości. Myślę, że to dobra powieść dla osób, które kochają sztukę, aktorstwo, tworzenie. Które lubią czytać o zmianie, ludzkich słabościach, ale również sile. Kraina Czarów pokazuje, że – jak w cytacie z Oscara Wilde’atrzeba być sobą, bo wszyscy inni są już zajęci.

Jakie są Twoje dalsze plany literackie?

Mam w planach kontynuację Krainy Czarów, a obecnie piszę fantastykę z wątkiem małżeństwa z przypadku z tematem zderzenia dwóch odmiennych kultur: jedna z nich wywodzi się z kraju skutego lodem, a druga z krainy lata. Ta powieść także mocno będzie opierać się na dynamice dwóch głównych bohaterów i różnicach kulturowych, które ich dzielą, ale zarazem pokazują, że nie są wcale najważniejsze w tworzeniu dobrej, zdrowej relacji. Wystarczy zwykłe zrozumienie, szczerość i chęć wysłuchania drugiej osoby. 

Powieść Kraina Czarów kupicie w popularnych księgarniach internetowych:

1

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.