Fascynuje nas to, co ukryte i niedostępne. Wywiad z Magdaleną Walą

Autor: Magdalena Galiczek-Krempa

– Tajemnica ma swój powab i urok, i pomimo zagrożeń, często za wszelką cenę dążymy do zaspokojenia ciekawości. Jesteśmy jak dzieci, które fascynuje płomień płonącej świecy i chcą go złapać. Dorośli ostrzegają, ale dziecko i tak usiłuje go pochwycić i… płaci za to cenę, jednak w taki sposób również bardzo skutecznie przyswaja sobie ważną lekcję, której nie będzie w stanie zapomnieć. Może dzięki temu doświadczeniu w przyszłości uniknie jakiegoś nieszczęścia. Ból wcale nie oznacza, że coś jest złe. Bolesne lekcje, wyniesione z porażek doświadczenia kształtują nasz charakter i tworzą naszą tożsamość. Czasem rodzinna historia sprawia, że zaczynamy inaczej patrzeć na świat. I to jest cenne – mówi Magdalena Wala, autorka powieści Splątane losy. Zanim zrozumiem.

Rodzinne historie sprzed lat to sprawy warte odkrycia?

Interesujemy się cudzym życiem, czytamy o innych w gazetach, obserwujemy ich profile w serwisach społecznościowych, z jakiegoś powodu chcemy jak najwięcej wiedzieć o pewnych osobach: naszych autorytetach, idolach, ale również o tych, którzy w jakiś sposób są dla nas ważni. A na szczycie tej grupy zazwyczaj znajduje się rodzina. Pragniemy zyskać odpowiedź na pytanie: dlaczego nasi przodkowie dokonali takich, a nie innych wyborów, ponieważ ich decyzje często w bezpośredni sposób wpływają na nasze życie. Czasem jakaś drobna sprawa z przeszłości może okazać się tym właśnie impulsem, który pozwoli przemodelować nasze własne życie.  Zmienić je na lepsze.

Dlaczego tak nas pociąga zaglądanie w przeszłość? Często przecież okazuje się, że dokonane odkrycia są bardzo bolesne...

Podobnie jak w przeszłości, nadal fascynuje nas to, co ukryte i niedostępne. Tajemnica ma swój powab i urok, i pomimo zagrożeń, często za wszelką cenę dążymy do zaspokojenia ciekawości. Jesteśmy jak dzieci, które fascynuje płomień płonącej świecy i chcą go złapać. Dorośli ostrzegają, ale dziecko i tak usiłuje go pochwycić i… płaci za to cenę. Jednak w taki sposób również bardzo skutecznie przyswaja sobie ważną lekcję, której nie będzie w stanie zapomnieć. Może dzięki temu doświadczeniu w przyszłości uniknie jakiegoś nieszczęścia. Ból wcale nie oznacza, że coś jest złe. Bolesne lekcje, wyniesione z porażek – również poniesionych przez innych ludzi – doświadczenia, kształtują nasz charakter i tworzą naszą tożsamość. Czasem rodzinna historia sprawia, że zaczynamy inaczej patrzeć na świat. I to jest cenne.

Sporo tajemnic kryją także zabytki czy stare budynki. Jak chociażby opisany przez Panią w powieści Splątane losy. Zanim zrozumiem dwór Walddorf. 

Oczywiście. Im starszy budynek, tym więcej w nim się działo. Jego ściany były świadkami różnych wydarzeń. Radosnych lub bolesnych, owianych nimbem tajemnicy albo grozy. Kolejne pokolenia pojawiały się i odchodziły, a wiedza o tym, co naprawdę miało miejsce, ulegała stopniowym zniekształceniom albo zatarciu. Czasem nawet autor bywa zaskakiwany przez decyzje swoich bohaterów, ale stara się odkryć to, co zapomniane lub spaczone. Rekonstruuje przeszłość pewnego starego dworzyszcza i dzieje jego mieszkańców.

Czy taki dwór istnieje naprawdę? A jeśli nie, to historia jakiego budynku była dla Pani inspiracją?

Walddorf jest zupełnie fikcyjny, poza tym, że opisując go, wzorowałam się na innych poniemieckich dworach. Jednak jego wygląd i historia to zupełnie inne rzeczy. Co do inspiracji, rzeczywiście kierowałam się historią pewnego miejsca, jednak nie był to dwór i przed premierą kolejnego tomu serii Splątane losy nie mogę nic więcej o tym opowiedzieć.

Życie jest pełne niespodzianek? Takich, jak chociażby niespodziewana informacja o spadku, która trafiła do Kingi, głównej bohaterki Pani powieści?

Uważam, że nie tylko pełne niespodzianek, ale również zbiegów okoliczności, które czynią życie nieprzewidywalnym. Panujemy tylko nad jego niewielką częścią – własnymi decyzjami. Jednak również je podejmujemy pod wpływem decyzji innych ludzi lub wydarzeń, które nagle mają miejsce. Czasami nasz czas na decydowanie jest mocno ograniczony, a wybór rzutuje na przyszłość. I, tak jak w wypadku Kingi, może tworzyć następne niespodzianki czy zmuszać do kolejnych reakcji. Myślę, że to dobrze, że nikt z nas tak naprawdę nie wie, co przyniesie przyszłość. To czyni naszą codzienność zdecydowanie bardziej barwną.

Niezamknięte sprawy z bliższej lub dalszej przeszłości krążą za człowiekiem jak cień? Prześladują, a czasami jak brzemię domagają się rozwiązania, nawet przez kolejne pokolenia? Trochę jak sprawa babci Konrada?

Nierozwiązane sprawy rzutują na nasze życie, pozbawiając nas spokoju. W takiej chwili zadajemy sobie kolejne pytania i poszukujemy na nie jakiejkolwiek odpowiedzi. Czasem to, co znajdujemy jest bolesne, chwilami jesteśmy kompletnie zaskoczeni, ponieważ nie spodziewaliśmy się, że odpowiedź będzie właśnie… taka. Może pojawić się gorycz jednak najczęściej znalezienie wyjaśnienia zapewnia nam potrzebny spokój. Możemy powoli poddać analizie wszystko, co odkryliśmy i zdecydować, co zrobimy z nowo nabytą wiedzą. Czy ją wykorzystamy, a jeśli tak, to w jaki sposób? Nie ukrywam, że bardzo lubię takie wątki poruszać w moich książkach. W jaki sposób nierozwiązane sprawy z przeszłości wpływają na losy moich bohaterów.

Dobrym pomysłem jest rozgrzebywanie przeszłości? Czas wojny to szczególnie trudny okres i rozpamiętywanie go może być niezwykle bolesne...

Dobre pytanie dla historyka. Sadzę, że jeśli mamy się czegoś nauczyć, powinniśmy czerpać wiedzę właśnie z przeszłości. Poddać analizie czyjeś decyzje i skutki, zwłaszcza długofalowe. Mniej bolesne jest czerpanie wiedzy z błędów innych i kształtowanie własnego życia w taki sposób, aby było jak najszczęśliwsze. Każda wojna jest niełatwym czasem, ale powinniśmy przypominać o tym, jakie nieszczęścia przyniosła. Dlaczego tak bardzo powinniśmy dbać o pokój, uczyć się rozwiązywania konfliktów bez uciekania się do przemocy i szanować drugiego człowieka. Nawet, jeśli nie akceptujemy jego wyborów, powinniśmy je tolerować – oczywiście, jeśli nie łamią one  naszych praw. Mówienie o wojnie jest trudne, ale niestety nadal konieczne. Choćby po to, by nie doszło do następnego, jeszcze bardziej niszczącego konflitktu.

Mimo trudności – wielkich, jak traumy wojenne, czy mniejszych, jak nieudany związek – zawsze trzeba znaleźć w sobie siłę, by ruszyć dalej?
 
Oczywiście, że tak. Wiadomo, że zmiana może wzbudzać lęk, zwłaszcza obawę przed możliwą porażka, ale i tak uważam, iż należy próbować. Wykorzystanie własnych doświadczeń dla przeprowadzenia koniecznych zmian generuje postęp. Może ułatwić nasze życie, wzbogacić je. Jednocześnie zmiana niesie pewne ryzyko, więc te najważniejsze decyzje powinny być bardzo dobrze przemyślane. Oczywiście, nie jesteśmy w stanie przewidzieć wszystkich możliwych skutków, ale sądzę, że zmiany są dobre. Zapobiegają stagnacji. Gdyby nie ludzka ciekawość i chęć do podjęcia ryzyka, pewnie dalej siedzielibyśmy w jaskiniach i rozpalalibyśmy ogień za pomocą krzesiwa. Ktoś kiedyś poczuł w sobie zew odkrywcy, podjął ryzyko, aby ruszyć dalej i oto jesteśmy: ludzie XXI wieku. Jestem naprawdę ciekawa, jak nasze wybory ocenią następne pokolenia.

Jak żyć, by wyleczyć się z krzywdy wyrządzonej przez najbliższych, przez rodziców?

To trudne, ponieważ poczucie krzywdy zazwyczaj tkwi głęboko w człowieku i skutki możemy odczuć w najmniej oczekiwanej sytuacji. Bywa też, że poczucie krzywdy, tkwiące głęboko w podświadomości, steruje naszymi decyzjami. Ważne, abyśmy uzmysłowili sobie, że mamy problem. To krok pierwszy. A dalej… Nie ma idealnej recepty na radzenie sobie z głęboką krzywdą i niewidocznymi ranami. Czasem człowiek jest na tyle silny, że potrafi sam poradzić sobie z zaszłościami, albo przynajmniej ograniczyć ich destrukcyjny wpływ na siebie i swoich najbliższych. Najczęściej jednak potrzebna jest pomoc drugiego człowieka. Życzliwość najbliższych, godziny rozmów z przyjacielem, dzięki któremu można poukładać rozsypane kawałki własnego życia. Chwilami jednak to nie wystarcza i trzeba udać się po pomoc do profesjonalisty – psychologa lub psychiatry.

W powieści prezentuje Pani skrajne przykłady opieki rodzicielskiej. Czy jest recepta na to, by stać się rodzicem idealnym? Jakie cechy musiałby taki rodzic posiadać?

Nie sądzę, aby istniał tak naprawdę ktoś taki jak człowiek idealny, co tym samym wyklucza idealnego rodzica. Owszem, możemy dążyć do tego, by być coraz lepszymi, ale każdy z nas ma zalety i wady. Obojętność i nadopiekuńczość to dwie strony tego samego medalu, jakim jest wyrządzana najmłodszym krzywda. Rodzic dążący do ideału powinien pozwolić swojemu dziecku na autonomię, na wolność popełniania błędów i wyciągania z nich wniosków. Jednocześnie powinien wychowywać dziecko ze świadomością miłości, jaką je darzy i tego, że zawsze zapewni potrzebne mu oparcie.

Czasami warto zaryzykować i iść pod prąd, by znaleźć własne szczęście?

To już zależy od charakteru. Ja uważam, że tak. Zwłaszcza, że często najbardziej cenimy sobie osiągnięcie celu, które wiązało się z pokonaniem sporych przeszkód i trudności. W takim wypadku im więcej pracy i ryzyka, tym lepiej.

Splątane losy. Zanim zrozumiem to powieść o rodzinnych tajemnicach. Czy tkwi w nich ziarno prawdy?

Nie wykluczam, że podobna historia mogła się wydarzyć. Biorąc pod uwagę wydarzenia z czasów II wojny światowej, jest to prawdopodobne. Jednak historia Kingi, Konrada oraz ich najbliższych opisana w powieści jest owocem mojej wyobraźni.

Czy w kolejnym tomie Splątanych losów odkryje Pani wszystkie karty historii Piekielnego Dworu? Dowiemy się o wszystkim, co rozegrało się przed laty w Zaborzu?

Tak. Akcja III tomu toczy się wokół Walddorf i dotyczy wojennych losów jego mieszkańców. Czytelnicy otrzymają odpowiedzi na pytania, które być może zadawali sobie podczas lektury dwóch poprzednich części. Dlaczego Piekielny Dwór został skazany na zapomnienie? Czy chodziło o samo miejsce i jego historię, czy może… o coś więcej?

Książkę Splątane losy. Zanim zrozumiem kupicie w popularnych księgarniach internetowych:

1

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.