Nie cierpię „waty słów"... Wywiad z Moniką Powalisz

Autor: Adrianna Michalewska
Okładka publicystyki dla Nie cierpię „waty słów

Nie cierpię „waty słów”, stronicowej gigantomanii, która teraz jest taka modna – mówi Monika Powalisz, autorka rewelacyjnej, klimatycznej powieści kryminalnej Ósme ciało. O utraconym świecie polskich gajówek i przerażającym świecie zbrodni rozmawia z autorką Adrianna Michalewska.

Dlaczego ósme ciało?

Tytuł nawiązuje do ciał, z którymi zetknął się główny bohater powieści, leśniczy Olko na przestrzeni wszystkich lat przepracowanych w lesie. Nie każdy zdaje sobie sprawę z faktu, że to leśniczy, jeśli coś stanie się w lesie, jest kimś w rodzaju osoby „pierwszego kontaktu” – wszystko jedno, czy chodzi o trupy, śmieci, czy kradzież drewna. Na przestrzeni lat moi rodzice, którzy byli leśnikami, mieli do czynienia z ciałami samobójców, ale też na przykład z ekshumacjami żołnierzy z czasów pierwszej wojny światowej. Część tych historii opisanych w Ósmym ciele to historie prawdziwe – przydarzyły się właśnie moim rodzicom. Oczywiście dwa ostatnie ciała są całkowicie fikcyjne. Podobnie jak cała reszta.

Co Panią zainspirowało do napisania tej historii? Jest dramatyczna.

Od dawna chciałam zmierzyć się z tematem lasu, który w mojej powieści jest równorzędnym bohaterem. Tak się złożyło, że prawie całe moje dzieciństwo i wczesną młodość spędziłam w leśniczówce, która raczej odbiegała od sielankowych wyobrażeń wielu moich przyjaciół i znajomych. Dla mnie jako dziecka to było życie jak w horrorze, który rozgrywa się na moich oczach: zastępy polnych myszy, pająki w wannie, kuny, nietoperze, skrzypiąca podłoga, szerszenie. A w ogrodzie dzikie drzewa, których konary uderzały o okna. To wszystko wlewało się dosłownie do mojego pokoju. Napatrzyłam się. Las nigdy nie wydawał mi się sielankową przestrzenią, którą można idealizować i banalizować. Nigdy na przykład nie zapomnę dźwięku, jaki wydają pękające od mrozu drzewa. Podobnie jak widoku rozkładających się ciał zwierząt. Oczywiście sama historia jest fikcyjna, ale realia, szczegóły, niektóre zdarzenia – już nie.

Zimno mi się robiło, gdy czytałam o leśniczówce Olki. Są jeszcze takie miejsca? Zwykle gajówki przedstawia się jako drewniane domki z kwiatami w oknach.

Gajówek już dawno nie ma. Podobnie jak funkcji gajowego. Nie wiem, skąd się wziął idylliczny obraz leśniczówki jako miłej chatki. Wszystkie leśniczówki, które widziałam były raczej dość zaniedbanymi murowanymi domami, często jeszcze sprzed drugiej wojny z wydzieloną częścią do pracy – tzw. kancelarią – biurem, w którym przyjmował leśniczy. Ten stan zaczął się zmieniać dopiero w połowie lat 90., kiedy zaczęto leśniczówki remontować. Sielskie, drewniane leśniczówki z pewnością gdzieś istniały, może w górach, może na Suwalszczyźnie czy Podlasiu, ale nie w Łódzkiem.

Pokazuje Pani świat odporny na mody i światła ramp. Jest raczej negatywem tego, co lśniące. Jak się konstruuje takie tło powieściowe? Trudno tu znaleźć choćby jeden jasny punkt. Może związek Olki i jego psa – leśniczy czyta przecież zwierzęciu książki.

Główny bohater jest samotnikiem. Ale wykonuje też samotniczą pracę. Ten zawód faktycznie jest odporny na mody. Człowiek wykonujący zawód leśnika jest po trosze i strażnikiem, i niewolnikiem swojego lasu. Tło powieściowe to tło mojego dzieciństwa, jako córka leśników miałam więc ułatwione zadanie (śmiech). Ale nie zgadzam się z tym, że nie ma tu jasnych punktów – mamy parę bohaterów, którzy uwielbiają swoją pracę – nie negują jej sensu. Przygnębiający są inni ludzie z ich otoczenia. Olko ucieka w książki, a Śliwińska w kryminalne zagadki.

Sportretowała Pani środowisko ludzi lasu, leśniczych i myśliwych. To świat przemocy wobec ludzi i zwierząt. I specyficznie pojętej wspólnoty. Milczy się na każdy możliwy temat. A jednak to leśniczemu Olce przypada w udziale rola „sprawiedliwego". Ma odnaleźć zwłoki i pomóc policji znaleźć sprawcę. Wychodzi poza wyznaczoną mu rolę. Czy tym samym traci więź ze wspólnotą?

Olko jest outsiderem. Kimś w rodzaju dezertera z życia. Brzydzi się przemocą. Jest na takim etapie swojego życia, na którym kontakty z otoczeniem nie sprawiają mu już przyjemności. Można ten stan nazwać depresją, można ten stan nazwać rezygnacją. Olko wychodzi poza wyznaczoną mu rolę, bo kieruje nim poczucie obowiązku – ale nie wobec ludzi, tylko wobec swojego lasu. Kieruje się etyką, bo dla niego jego zawód jest służbą, oczywiście służbą wobec lasu. W jakimś sensie jest też wybrańcem – nie utracił więzi z naturą. Jest blisko swoich snów, blisko swojego ciała, swoich zwierząt i książek. Myślę, że nie utracił więzi ze wspólnotą - po prostu ta wspólnota ma mu już niewiele do zaoferowania.

Bohaterowie mają trudności z wyrażaniem emocji. To cecha naszych czasów? Matka nie wie nic o córce, chłopak o dziewczynie, nawet kochankowie nie rozmawiają. Wszystko tu jest bardzo fizyczne.

W powieści przytaczam stare, leśne przysłowie: w lesie należy się bać jedynie drugiego człowieka. Myślę, że z emocjami jest podobnie. Bohaterowie nie tyle boją się okazywania własnych emocji, co raczej boją się je nazywać po imieniu. Boją się słów. Żyjemy w czasach rozmytych komunikatów, bo odpowiedzialność za wypowiadane słowa, choć są one skierowane do innych, spada na nas.

Piekło to inni?

Piekło to ja. Po co mieszać w to innych?

W tym świecie nie ma kościoła. Nie ma księdza, który prawi ludziom kazania. A przecież to ważny element wsi. Jedyny duchowny to ten, który zrzucił sutannę i poślubił matkę swoich dzieci. Nie ma tu żadnej duchowości. Dlaczego?

Można być osobą bardzo duchową, wręcz uduchowioną, ale to nie oznacza, że trzeba przynależeć do jakiejkolwiek wspólnoty religijnej. Moim zdaniem Olko jest osobą głęboko duchową. „Duchowość" nie równa się „kościół".

A co dzieje się z leśniczym w finale powieści?

Tę kwestię zostawmy czytelnikom – niech każdy zinterpretuje sobie zakończenie tak, jak chce. Lubię otwarte zakończenia. Ktoś mnie już zapytał, czy będzie Dziewiąte ciało – kto wie?

Dawno nie czytałam powieści, w której świat byłby tak spójny. Jak Pani to osiągnęła? Pisząc, natrafia się na wiele pokus, tu widać wyraźne selekcjonowanie scen. Tylko to, co ważne, żadnego rozpraszania czytelnika. A jednak jest i zbrodnia, i opis społeczeństwa.

Rok poprawek pod czujnym okiem Ludwika Janiona, mojego redaktora! Poza tym nie cierpię „waty słów”, stronicowej gigantomanii, która teraz jest taka modna.

Na co dzień piszę scenariusze, które wymagają dużej precyzji w posługiwaniu się słowem i dobrego prowadzenia historii – nie ma miejsca na gubienie wątków. Zaczynałam od pisania dramatów – teraz, po latach, procentuje to właśnie tym nie rozpraszaniem czytelnika. Na spójność świata składa się też jego szczegółowe rozpoznanie. W pewnym momencie na moim biurku leżała Dendrologia, Atlas szkodników owadzich drzew leśnych, słownik etymologiczny, z którym się nie rozstaję, tomik poezji Chara i Chlebnikowa oraz tablice miąższości drewna...

Jakie przesłanie płynie z Ósmego ciała?

Za przesłanie służy motto powieści wzięte z Williama Blake’a:

Głupiec nie widzi tego samego drzewa, co mędrzec.

fot. https://www.instagram.com/superpaperqueen/

 

1

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Avatar użytkownika - Gosiaczek
Gosiaczek
Dodany: 2018-11-07 10:56:51
0 +-

Interesująće.

Avatar użytkownika - Lenka83
Lenka83
Dodany: 2018-11-06 19:22:51
0 +-

Książka może być ciekawa... prawdziwe historie mnie zainteresowały

Avatar użytkownika - martucha180
martucha180
Dodany: 2018-11-06 17:57:41
0 +-

Nie słyszałam o tej książce, a tematyka już mnie wkręciła.

Avatar użytkownika - MonikaP
MonikaP
Dodany: 2018-11-06 14:52:34
0 +-

Ciekawy temat.

Książka
Ósme ciało
Monika Powalisz

Warto przeczytać

Reklamy