Nie chodzi o odwzorowywanie życia, a o ciekawą opowieść. Wywiad z Hanną Kowalewską

Autor: Sławomir Krempa
Okładka publicystyki dla Nie chodzi o odwzorowywanie życia, a o ciekawą opowieść. Wywiad z Hanną Kowalewską z kategorii Brak kategorii

O Zawrociu i Jantarni, o polskim morzu w sezonie i po sezonie, o magii i prozie życia, o poezji i dramacie rozmawiamy z Hanną Kowalewską, autorką powieści Zanim odfrunę.

fot. Krzysztof Dubiel

Przestała pani pisać o Matyldzie?

Matylda jest trwałą częścią mojej wyobraźni. Mieszka w niej sobie, pokazuje się w kolejnych scenkach…

Zadając to pytanie, miałem nadzieję, że uda mi się nie zadać pytania o możliwość powrotu do Zawrocia, a jednocześnie otrzymać na nie odpowiedź…

Tak, wiem. Trochę się droczyłam. Czytelnicy podpytują mnie cały czas o Matyldę, czasami nieśmiało, czasami śmiało. Chcą wrócić do Zawrocia. Mają nadzieję, że powstanie kolejna część cyklu. I pewnie się doczekają, bo ja te scenki, o których mówiłam wcześniej, skrzętnie zapisuję.

Czyli nie jest tak, że przeniosła pani akcję swoich powieści nad morze i wymyśliła nową bohaterkę, by uciec z Zawrocia?

To było bardziej skomplikowane. Inka pojawiła się w mojej pisarskiej szufladzie w latach osiemdziesiątych i wyglądało na to, że zostanie tam na zawsze. Zapomniałam o niej. Ale całkiem niedawno nagle się z niej wychyliła, ku memu zdumieniu. Może dlatego, że byłam wtedy zmęczona Zawrociem? Ale chyba większe znaczenie miało to, że potrzebowałam fabuły, dzięki której uporam się ze śmiercią rodziców i wyjdę ze strefy cienia. I właśnie tak, trochę przypadkiem, narodziła się nowa seria. Przyjemnie teraz powraca się znad morza do Zawrocia. Inaczej wtedy wszystko w Zawrociu smakuje. I równie przyjemne jest przenieść się z Zawrocia do Jantarni, na Półwysep Helski, gdzie morze, piasek i wiatr.   

Jeśli polskie morze, to tylko po sezonie?

Tak. W Tam, gdzie nie sięga już cień, pierwszej części cyklu o Jantarni, mamy kilka październikowych dni, trochę zaduszkowe klimaty. W Zanim odfrunę wszystko zaczyna się zimą, na początku stycznia, i trwa parę tygodni. Tak jest w literackiej fikcji, wietrznie i zimno. W realu też wybieram najczęściej terminy poza sezonem, ale cieplejsze miesiące, czerwiec, wrzesień. Lubię puste plaże, przestrzeń, wędrowanie po piasku, gdy nikt mi w tym nie przeszkadza.   

Dlaczego Jantarnia?

Mogłabym umieścić akcję powieści w Jastarni, przecież Jantarnia ma z nią wiele wspólnego, ale wybrałam świadomie fikcyjne miasteczko, bo to daje mi więcej swobody twórczej. Z Jantarnią i jej mieszkańcami mogę zrobić wszystko, co chcę. Wprowadzam do swojej powieści kaszubskie rody, hafty, coś z kaszubskiej mentalności, ale tak naprawdę wiem więcej o podlaskich miasteczkach po sezonie niż nadmorskich. Jantarnia uwalnia mnie od trzymania się ściśle realiów. Dzięki temu to miejsce rozrasta się w mojej wyobraźni swobodnie.

Ta miejscowość w sezonie pewnie tętni życiem, otwarta na turystów, radosna. Tymczasem po sezonie mieszkańcy jakby zamykają się w sobie, stają się nieufni wobec obcych…

Jantarnia to turystyczne miasteczko. Myślę, że takie miejscowości – obojętnie gdzie leżą – mają ten sam problem. W sezonie zostają zawłaszczone przez obcych, którzy nie zwracają zbytniej uwagi na miejscowych i ich życie, a w dodatku robią, co chcą. Z jednej strony te miasteczka potrzebują pieniędzy zostawianych przez turystów, a z drugiej niszczy je tandeta – kramy, drewniane prowizoryczne budynki, biznes, który brutalnie wchodzi w tkankę takich miejsc.

fot. Krzysztof Dubiel

A potem następuje cisza. Wszyscy wyjeżdżają, a miejscowi zostają z tymi prowizorycznymi budynkami, brzydotą drewnianych bud, z pozamykanymi na głucho sklepami i apartamentowcami, w oknach których na wiele miesięcy zalęga się ciemność. Zostaje trochę pieniędzy, ale niewiele więcej. Tak ja to widzę. Może są miejscowości, które potrafiły się uchronić przed brzydotą i po sezonie stają się ciche i piękne. Ale to rzadkość. Czemu oni mają być ufni wobec obcych?

Myślę zresztą, że to nie tylko to. W sezonie za dużo się dzieje, a poza sezonem – za mało. Takie zmiany muszą jakoś wszystkich uwierać. Po sezonie, gdy kończy się ten ogłupiający wir, zostają w swoich miasteczkach sami, jakby trochę w pustce.  

Zarazem jednak wszyscy wiedzą tu wszystko – o wszystkich i atmosfera jest raczej ciężka.

W Jantarni tak. Czy tak jest we wszystkich małych miasteczkach po sezonie? Nie wiem. Pewnie są lepsze i gorsze miejsca. Pamiętajmy jednak, że patrzymy na powieściową Jantarnię często oczami Inki. Jej matka przekroczyła panujące w tej miejscowości zwyczaje, przyjechała do Jastarni i zabrała męża jednej z nich, przedstawicielce ważnego kiedyś rodu. Inka jest córką złodziejki męża, kobiety, która nie pasowała do tego miejsca.       

Dlatego właśnie Inka stąd uciekła?

I tak, i nie. Została odesłana z Jantarni przez przyszywaną ciotkę, kobietę, która zaopiekowała się nią po śmierci matki. Berta odesłała Inkę do Warszawy, by ją chronić. To, przed czym – czy raczej: przed kim – ją chroniła, trzeba już doczytać w Tam, gdzie nie sięga już cień i Zanim odfrunę. Nie mogę zdradzać zbyt wiele z fabuły, bo to książki z tajemnicami i dla tych, którzy ich jeszcze nie znają, lepiej będzie, gdy dowiedzą się wszystkiego podczas lektury. Jedno mogę zdradzić: gdy Inka wraca po latach do Jantarni, nie jest to łatwe ani dla niej, ani dla mieszkańców miasteczka, zwłaszcza niektórych. Po prostu w przeszłości stało się zbyt dużo trudnych rzeczy, wszystko zostało wmiecione w dodatku pod przysłowiowy dywan, a powrót Inki to odsłonił. W Tam, gdzie nie sięga już cień tylko trochę pod ten dywan zaglądamy, a w Zanim odfrunę Inka decyduje się w końcu zobaczyć, co tam naprawdę jest.    

fot. Krzysztof Dubiel

Uważa pani, że da się w ogóle uciec od niełatwej przeszłości? Że to może prowadzić do rozwiązania jakichkolwiek problemów?

Ucieczki nic nie dają, bo niesiemy przeszłość w sobie. Bliscy nam ludzie też. Przystajemy i okazuje się, że ona dalej w nas jest i wpływa na nasze życie.

W literaturze najczęściej problemy, od których uciekamy, powracają ze zdwojoną siłą w najmniej odpowiednim momencie. A w życiu?

Może nie zawsze ze zdwojoną siłą, ale niewątpliwie powracają. Dlaczego nie miałyby powrócić, jeśli nie zostały rozwiązane? Problemy nie znikają tylko dlatego, że zamykaliśmy na nie oczy albo znaleźliśmy się w innym miejscu. Ale czasami oddalenie czy odcięcie się pomaga – choćby w uspokojeniu się, nabraniu dystansu, spojrzeniu na przeszłość i problemy z innej perspektywy. Oddalenie pozwala też często odzyskać siły. Wtedy można spróbować przewartościować przeszłość i zmierzyć się z problemami. Ale to trudne, jeśli uciekało się przed niektórymi rzeczami czy prawdami całe życie.

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Avatar użytkownika - bee85
bee85
Dodany: 2018-11-02 13:50:49
0 +-

Kiedyś czytałam "Letnią akademię  uczuć" i miło ją wspominam. Więc może warto sięgnąć po kolejną książkę autorki. 

Avatar użytkownika - igielka
igielka
Dodany: 2018-10-31 17:25:57
0 +-

Książki pani Hanny Kowalewskiej to już spora biblioteczka.

Avatar użytkownika - katiewa92
katiewa92
Dodany: 2018-10-31 08:19:51
0 +-

Fajny ciekawy wywiad

Avatar użytkownika - martucha180
martucha180
Dodany: 2018-10-30 16:03:21
0 +-

Chciałabym poznać Weronikę.

Avatar użytkownika - emilly26
emilly26
Dodany: 2018-10-30 14:04:06
0 +-

W każdej książce można znależć coś odpowiedniego dla siebie:)

Avatar użytkownika - MonikaP
MonikaP
Dodany: 2018-10-30 11:27:24
0 +-

Ciekawa rozmowa.

Avatar użytkownika - gosiaczek
gosiaczek
Dodany: 2018-10-30 10:14:31
0 +-

To naprawdę może być ciekawa histroia.

Avatar użytkownika - Lenka83
Lenka83
Dodany: 2018-10-30 00:03:58
0 +-

złodziejka męża i jej córka Inka ... może być ciekawa, intrygująca przygoda...

Warto przeczytać

Reklamy