Superbohaterowie w izolacji. Recenzja filmu "Nowi mutanci"

Autor: Piotr Piekarski

„Nowi mutanci” Josha Boona, reżysera filmu Gwiazd naszych wina, to produkcja, której wiele mankamentów i niedociągnięć można wybaczyć dzięki znakomitej grze młodych aktorów i próbie wprowadzenia choć odrobiny świeżości w nurt filmów superbohaterskich.

nowi mutanci zdjecie

Mamy więc grupę nastolatków, którzy przebywają w specjalnym ośrodku, bowiem w przeszłości nie byli w stanie zapanować nad swoimi mocami lub kogoś skrzywdzili. Ale to miejsce nie przypomina Instytutu Xaviera, a raczej dość mroczny szpital. Próbująca okiełznać nastolatków doktor Reyes stworzyła dookoła kopułę, by nasi bohaterowie nie mogli nikogo skrzywdzić, choćby nieświadomie. Nic więc dziwnego, że czują się zamknięci, mają wrażenie, że trafili do więzienia. Oficjalnie Reyes ma pomóc im nauczyć radzić sobie ze swoimi niezwykłymi mocami. W praktyce są po prostu nieustannie obserwowani, a ich zachowanie – analizowane. Nic dziwnego, że w filmie panuje duszna, mocno klaustrofobiczna atmosfera. Krótko mówiąc: idealne kino na czas izolacji.

nowi mutanci zdjecie 2

Nowi mutanci - bardziej kameralni

Jeśli któryś z widzów oczekiwał kolejnego widowiska na miarę największych filmów o X-menach czy produkcji ze stajni Marvela, srodze się zawiedzie. „Nowi mutanci” to produkcja dużo mniejsza, bardziej kameralna, skromniejsza budżetowo. Efekty specjalne są ograniczone do minimum, wypadają raczej skromnie. Ale – co zaskakujące – wcale nie musi być to wadą produkcji.

Czytaj także: Najlepsze seriale młodzieżowe na Netflixie

Ograniczając efekty specjalne, Josh Boone, znany z ekranizacji powieści Gwiazd naszych wina, postawił na budowanie interesujących relacji pomiędzy bohaterami i pogłębienie psychologii postaci, co wymaga znacznie więcej umiejętności od reżysera i aktorów, ale de facto kosztuje producentów dużo mniej.

nowi mutanci zdjecie 3

„Nowi mutanci” - groza i teen drama

W efekcie „Nowi mutanci” to teen drama, grająca z konwencją kina grozy. To film o radzeniu sobie z traumą, która chwilami wprost „wylewa się” z psychiki bohaterów, przybierając niemal materialne kształty. Skromne – na tyle bowiem pozwolił budżet filmu – ale autentycznie niepokojące. Z ograniczeniami finansowymi reżyser radzi sobie znakomicie, wykorzystując skromne, znane od lat środki w sposób całkiem kreatywny. W filmie Boone’a supermoce nie są darem – ani dla ich posiadaczy, ani dla społeczeństwa. Dla mutantów supermoce to przede wszystkim przekleństwo i źródło traumy. Dla społeczeństwa – potencjalne źródło zagrożenia, które trzeba kontrolować i izolować. Bohaterowie będą musieli dojrzeć, by zaakceptować to, co otrzymali wraz z mutacją. Jasne, że ta metamorfoza będzie tyleż efektowna, co powierzchowna. Ale, umówmy się, i tak Boone pod tym względem daje widzom więcej niż większość filmów z serii X-men.

nowi mutanci zdjecie 4

„Nowi mutanci” - bardzo dobre aktorstwo

Tym bardziej, że i jego bohaterów nie definiują tak naprawdę supermoce, ale konkretne cechy charakteru. Cudownie wypada Anya Taylor-Joy w roli wygadanej, pewnej siebie Illyany Rasputin z charakterystycznym akcentem i rosyjskimi wstawkami. Maisie Williams (znana oczywiście z Gry o tron, ale też Mary Shelley czy Księgi miłości) w roli Szkotki Rahne Sinclair, wycofanej, a jednak empatycznej, jest zjawiskowa. Ale i Charlie Heaton w roli Sama Guthriego czy Henry Zaga jako Roberto da Costa potrafią przykuć uwagę. To naprawdę miła odmiana po obsadzie wcześniejszych X-menów, która w ostatnich filmach z serii sprawiała wrażenie, jakby aktorzy pojawiali się na planie tylko z powodu podpisanego wiele lat wcześniej kontraktu.

Nowi mutanci - czy warto zobaczyć film Josha Boone'a?

To także odmiana, która mogłaby bardzo dobrze rokować na przyszłość. Mogłaby, ale nie rokuje, bo wiemy, że film raczej nie doczeka się kontynuacji. Fani czekają na reboot serii o X-menach, a niełatwy moment, w którym do kina trafiają „Nowi mutanci” raczej nie wróży dobrze jeśli chodzi o wyniki finansowe produkcji. Mamy więc godny uwagi, interesujący spin off serii, która z filmu na film coraz bardziej się staczała. Film niezły, obiecujący – ale raczej nie mający szans spełnić wszystkich obietnic, które składa.

1

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Warto przeczytać

Recenzje miesiąca
Selfie z Toskanią
Monika B. Janowska;
Selfie z Toskanią
Wizna
Jacek Komuda
Wizna
Dom sekretów
Natalia Bieniek
Dom sekretów
Magiczne skrzypce
Izabella Klebańska
Magiczne skrzypce
Zapach makadamii
Anna Wojtkowska-Witala
Zapach makadamii
Trzecia strona medalu
Dariusz Grochal
Trzecia strona medalu
Bezsenna
Lou Morgan
Bezsenna
Drogi Edwardzie
Ann Napolitano
Drogi Edwardzie
O melba!
Grażyna Bąkiewicz
O melba!
Pokaż wszystkie recenzje